WAŻNE! Osoby, które mają problem z zalogowaniem się na forum prosimy o usunięcie cookies/ciasteczek i ponowienie próby logowania.
Ciasteczka można usunąć za pomocą przycisku "Usuń ciasteczka witryny" w stopce forum.

Survivor: Guatemala (sezon 11)

Poprzednie sezony
ODPOWIEDZ
Awatar użytkownika
Saw
2nd jury member
Posty: 234
Rejestracja: 15 wrz 2017, 12:41
Pochwalił: 3 razy
Pochwalono: 4 razy
Kontakt:

Survivor: Guatemala (sezon 11)

Post autor: Saw » 11 kwie 2019, 07:47

O tak Guatemala to jeden z moich ulubionych sezonów. Ta lokalizacja wprowadzała niesamowity klimat. Moim zdaniem jedno z najlepszych miejsc gdzie kręcili Survivor. Davos na pewno się nie zawiedziesz oglądając następne odcinki. Strategii było moim zdaniem sporo. Ale najmocniejszym punktem sezonu były ciekawe akcje niektórych uczestników. Szalonych dram też nie brakowało.
Czekam na twoje relacje z tego sezonu, bo jest o czym pisać.

Awatar użytkownika
Davos
7th voted out
Posty: 107
Rejestracja: 16 lut 2019, 01:44
Pochwalił: 1 raz
Pochwalono: 5 razy
Kontakt:

Survivor: Guatemala (sezon 11)

Post autor: Davos » 13 kwie 2019, 00:39

Póki co obejrzałem 6 odcinków i o ile na początku odpadali kontuzjowani czy najbardziej leniwi ludzie, o tyle przemieszanie plemion wprowadziło sporo ożywienia i cieszę się, że nastąpiło to tak szybko. Wydawało się, że w każdym nowym plemieniu członkowie starego Yaxha będą się trzymać razem i głosować na członków starego Nakum (i odwrotnie), a tu niespodzianka - Judd bez żadnych oporów zostawił "swoich" i skumał się z Jaime'm i Stephanie, a z kolei w drugim plemieniu dość niespodziewanie odpadł Blake.
A dramy są faktycznie epickie :D Sam nie wiem, która lepsza - starcie Bobby'ego Jona i Jaime'go przypominające walkę dwóch goryli czy kłótnia Judda z Margaret na radzie plemienia :) Nawet Jeff przyznał, że czegoś takiego jeszcze nie widział :D Judd to w ogóle jest koleś, który powinien się trzymać z dala od alko, bo widać, że jak tylko trochę wypije to robi się bardzo głośny i nabuzowany :P Wcale się nie zdziwię, jeśli to właśnie charakter, a nie strategia, stanie się przyczyną jego odpadnięcia.

Zaimponowała mi za to Amy - myślałem, że po tym, jak skręciła kostkę, będzie pierwsza do odstrzału, a tymczasem ona walczy jak lew o pozostanie. Ma kobitka twardy charakter i wolę walki, co mi się bardzo podoba! Właśnie takich graczy chce się oglądać, a nie wiecznie jęczące męczybuły, które po kilku dniach chcą już rezygnować z gry ;)
Obrazek

Awatar użytkownika
Umbastyczny
runner up
Posty: 962
Rejestracja: 25 lut 2013, 00:00
Edge of Extinction: Victoria
SA: Island of Secrets: Seipei
Pochwalił: 9 razy
Pochwalono: 3 razy
Kontakt:

Survivor: Guatemala (sezon 11)

Post autor: Umbastyczny » 13 kwie 2019, 08:15

Też bardzo polubiłem Amy za jej wolę walki i wytrwałość.

A co do pierwszego odcinka. Zadanie z marszem/biegiem przez dżunglę było bardzo męczące i ostre. A jeśli chodzi o pojawienie się na starcie Stephanie i Bobby Jona to byłem załamany. Ten drugi jest mi obojętny / na lekki minus, ale Steph nie znoszę. Ogólnie jestem w tym nielicznym gronie ludzi, którzy jej nie lubią, nie rozumiem jej fenomenu i popularności.

Awatar użytkownika
Jack
sole survivor
Posty: 4554
Rejestracja: 02 maja 2010, 00:00
Pochwalił: 89 razy
Pochwalono: 22 razy
Kontakt:

Survivor: Guatemala (sezon 11)

Post autor: Jack » 13 kwie 2019, 12:14

U mnie sympatia do Stephanie i pewnie u innych też głównie wywodzi się z tego, że w Palau udało jej się tyle przetrwać. Walczyła dzielnie, nie poddała się do samego końca a po połączeniu plemion próbowała wkręcić się w jakiejś sojusze/znaleźć pęknięcia.
Ja to doceniam.

Awatar użytkownika
Davos
7th voted out
Posty: 107
Rejestracja: 16 lut 2019, 01:44
Pochwalił: 1 raz
Pochwalono: 5 razy
Kontakt:

Survivor: Guatemala (sezon 11)

Post autor: Davos » 14 kwie 2019, 23:55

Mogę tylko podpisać się pod postem powyżej. Stephanie w Palau pokazała niesamowitą wolę walki i tym mi zaimponowała. Choć też w Gwatemali na radzie plemienia Gary wbił jej małą szpilkę, że to nie jej wina, że niektórzy z plemienia są nią tak zafascynowani, że pewnie po programie poproszą ją o autograf :D Aż się jury zaczęło śmiać ;)
Obejrzałem 11 odcinków i Judd się trochę uspokoił (ale tylko trochę), za to Jamie najpierw pokazał straszną arogancję, a potem wprawdzie przeprosił, ale za to zaczął wpadać w paranoję. Przez moment miałem nawet nadzieję, że już na etapie Top10 jego plemię go wyrzuci, ale ostatecznie zwyciężyła strategia i odpadł Brandon, a potem Bobby Jon. I kiedy już się wydawało, że sojusz szóstki będzie po kolei wycinał pozostałych, nagle Rafe i Stephanie zrobili niezły ruch i wyrzucili Jamie'ego. Przyznaję, że tego się nie spodziewałem :) Swoją drogą niezły paradoks, bo Rafe najprawdopodobniej by się na to nie zdecydował, gdyby Jamie nie pytał go 10 razy dziennie, czy nadal są w sojuszu :)
No, ale teraz odpadł Gary. Szkoda, bo bardzo lubiłem tego gościa. Podobało mi się, jak walczył i do końca próbował jeszcze mieszać. Ale jak na kogoś chyba dosyć znanego w USA to i tak daleko zaszedł :) Szkoda, że dosłownie o włos przegrał konkurs o immunitet z Rafe'm. Tak niewiele mu zabrakło...

Rafe z kolei mnie bardzo pozytywnie zaskoczył. Przyznam, że go nie doceniłem. Gość cały czas trzyma się w dobrych sojuszach i ma mocną pozycję, ale nie boi się też robić ryzykownych ruchów, jak z przekonaniem Steph i Lydii do głosowania na Jamie'go. Do tego też zaskakująco dobrze radzi sobie w immunitetach - niby taki kruchy, a wygrywa ze wszystkimi :D Do tej pory geje w Survivor często mnie irytowali swoim zachowaniem, ale Rafe jest naprawdę spoko.
Danni też jest fajna, ją również lubię. Za to irytuje mnie Cindy. Nie wiem czemu, ale ta babka wydaje mi się jakaś taka antypatyczna i nie chciałbym, żeby wygrała.

Ciekawe, co będzie dalej. Póki co najbardziej zagrożona jest Danni, która jest poza sojuszem i Lydia, której inni mają dosyć.
Obrazek

Awatar użytkownika
Davos
7th voted out
Posty: 107
Rejestracja: 16 lut 2019, 01:44
Pochwalił: 1 raz
Pochwalono: 5 razy
Kontakt:

Survivor: Guatemala (sezon 11)

Post autor: Davos » 22 kwie 2019, 01:52

Sezon 11 za mną. Wrażenia? Całkiem pozytywne :) Bardzo podobała mi się lokalizacja, zwłaszcza że Survivor oglądam chronologicznie i po kilku "wyspiarskich" sezonach miałem ochotę na odmianę. A tu nie dość, że dżungla to jeszcze obozy położone tuż obok bardzo klimatycznych ruin cywilizacji Majów :) Zadania też były niezłe - zwłaszcza morderczy początek z wielokilometrowym marszem czy momentami wręcz biegiem przez dżunglę. Ciekawy był też ten wielki labirynt i zadanie o samochód, z którego można było zrezygnować na rzecz samochodów dla innych uczestników. No i wreszcie zjedzenie kurczaka, który był ofiarą dla bogów i zaraz potem "gniew" tychże bogów, w postaci olbrzymiej ulewy :D
Fajne były też twisty z powrotem dwójki uczestników z poprzedniego sezonu i z ukrytym immunitetem.


Uczestnicy:

Jim - mimo, że w programie był tylko 3 dni, zdążyłem go polubić, bo w przeciwieństwie do wielu dziadków z innych sezonów, był nie tylko przydatny, ale i sympatyczny, a przez to i lubiany przez innych. Świetnie odnalazł się w dżungli i to on pomagał wyznaczyć kierunek, w jakim plemię podążało podczas pierwszego zadania. Niestety podczas zadania o immunitet przytrafiła mu się ta kontuzja barku i stało się jasne, że nie będzie w stanie rywalizować dalej w zadaniach więc musiał odpaść.

Morgan - zupełnie niewidoczna, a do tego leniwa i choć jako młodsza i sprawniejsza od Lydii mogła bardziej przydać się podczas zadań, to właśnie ją postanowiono wyeliminować, czym Morgan była bardzo zaskoczona.

Brianna - kolejna, która przyjechała do dżungli leżeć do góry brzuchem :P Gdyby robiła coś w obozie to może przetrwałaby dłużej, a tak plemię nie miało powodów, żeby ją dłużej trzymać. Niby pod koniec próbowała się jeszcze bronić, ale robiła to nieudolnie.

Brooke - jej to już właściwie nie pamiętam, co świadczy o tym, że dobrym graczem to ona nie była...

Blake - czyli Golden Boy :) On się raczej strategią zbytnio nie przejmował i przyjechał do Survivor po dobrą zabawę. Może i dzięki temu było trochę ciekawiej, bo gość miał dużo historyjek do opowiedzenia, ale przez to zirytował wszystkich wokół, nie wyłączając członków własnego plemienia. Zbyt mądre to raczej nie było ;)

Margaret - na początku ją lubiłem, wydawała się sympatyczną osobą, która pomagała w potrzebie wykończonym fizycznie facetom w jej plemieniu. Ale po przemieszaniu plemion, gdy Judd dołączył do przeciwnej grupy, źle zrobiła, robiąc mu z tego powodu awantury. Gdyby potrafiła siedzieć cicho i nie izolowała się tak od grupy to przetrwałaby dłużej. Mimo wszystko na radzie zbyt mocno oberwała, Judd nie zachował się wobec niej zbyt miło...

Brian - lubiłem gościa i podobało mi się, że myślał strategicznie i wiedział, o co chodzi w Survivor. Po przemieszaniu plemion, gdy jego grupa znalazła się w mniejszości, nie poddał się i bardzo mądrze podpuszczał Blake'a do opowiadania coraz bardziej pogrążających go opowieści, dzięki czemu to właśnie Blake odpadł podczas najbliższej rady plemienia. I kiedy Brianowi udało już się doprowadzić do remisu, zdradzili go jego dawni kompani, Amy i Gary, przez co Brian odpadł. Szkoda, bo gdyby przetrwał do połączenia, na pewno by jeszcze coś wykombinował. Tak czy siak, jego ocena wypada jak najbardziej na plus.

Amy - niezła, twarda babka, która nie poddała się nawet wtedy, gdy skręciła kostkę. Amy próbowała to ukrywać i za wszelką cenę utrzymać się w programie i tą jej determinacją bardzo mi zaimponowała. Szkoda tylko, że ostatecznie obróciła się przeciwko Brianowi, bo to jej dało tylko 3 dni więcej. Mogła trzymać się starego sojuszu i zaryzykować remis - wtedy w przypadku wygranej jej grupa byłaby w przewadze i Amy zaszłaby znacznie dalej.

Brandon - początkowo wydawało mi się, że to będzie dobry strategicznie gracz, zwłaszcza że na confessach Brandon o tej strategii wspominał. I dopóki numbery były po jego stronie, wszystko szło dla niego dobrze, ale po mergu był już zupełnie zrezygnowany. Co prawda będąc w mniejszości i do tego stanowiąc największe fizyczne zagrożenie, znalazł się w fatalnym położeniu, ale i tak powinien chociaż spróbować jeszcze powalczyć. Zwłaszcza, że inni byli wtedy wkurzeni na Jamie'go. Całą robotę wykonał wtedy Bobby Jon i ostatecznie okazało się to niewystarczające, ale kto wie, czy gdyby Brandon nie próbował osobiście rozmawiać ze wszystkimi, nie wskórałby przynajmniej tyle, żeby dotrwać do jury.

Bobby Jon - ucieszył mnie jego powrót, choć zaskoczył jego stan po pierwszym zadaniu z przejściem przez dżunglę. W Palau wyglądał na twardziela, który radzi sobie bez problemu z naturą, a tutaj dżungla omal nie pokonała go już na samym początku :) Potem znalazł swoje miejsce w plemieniu i dotrwał aż do jury, co było chyba najlepszym, co mógł wycisnąć ze swojego położenia. Na plus na pewno to, że próbował ratować Brandona i nastawiać ludzi przeciwko Jamie'mu. Ale poza tym to większej strategii w jego wykonaniu nie było widać. Choć w Palau też nie był to jakiś wybitny strateg ;) Tak czy siak fajnie, że został przynajmniej tym sędzią. Dziwne tylko trochę było to jego negatywne podejście do Steph. Raczej obstawiałem, że oni będą ze sobą trzymać. No i na pewno w pamięć zapadło też jego starcie z Jamie'm podczas zadania :D

Jamie - początkowo wydawał mi się raczej dobrym graczem, a przynajmniej z jego confessów wynikało, że od razu myślał o strategii - najpierw, gdy do ich plemienia dołączyła Steph a on się zastanawiał, czy jej popularność mu nie zagrozi, a potem w momencie, gdy Judd zbluzgał Margaret na radzie plemienia - wszyscy wtedy uważali, że przesadził, a Jamie stwierdził, że dla niego to bardzo dobrze i będzie holował Judda do finału, żeby potem z nim wygrać. Plan całkiem dobry, ale po mergu Jamie tak się zachłysnął przewagą liczebną swojego plemienia, że zaczął okazywać arogancję i tutaj się zaczął jego upadek, bo zraził tym do siebie wszystkich pozostałych. Co prawda potem przeprosił i w zadaniu o jedzenie dobrowolnie ustawił się na końcu kolejki i wybrał dla siebie najgorszy posiłek, czym trochę zapunktował... po czym znów zaczęło mu odwalać, gdy popadł w jakąś paranoję i pytał swoich sojuszników 10 razy dziennie, czy aby na pewno nie chcą na niego głosować. Czym tak ich zdenerwował, że faktycznie zdecydowali się na niego głosować - trochę taka samospełniająca się przepowiednia ;) Jamie sam na siebie ukręcił bicz.

Gary - bardzo lubiłem tego gościa i podobało mi się, jak walczył. A już od początku miał pod górkę, gdy musiał ukrywać swoją prawdziwą tożsamość. Ale bardzo sprytnie wymyślił sobie inne nazwisko (trochę mu te plany popsuła Danni, która go rozpoznała :P). Szkoda, że potem głosował na Briana, ale też jemu akurat pomogło to dotrwać do przemieszania plemion. Tam będąc w mniejszości i stanowiąc fizyczne zagrożenie był zagrożony, ale dobrze rozgryzł zachowanie Judda i dzięki temu znalazł ukryty immunitet, dzięki czemu przetrwał 3 dni dłużej. A potem jeszcze do końca walczył o przetrwanie, próbując przekabacić Margaret i ujawniając na radzie kłamstwo Judda. Szkoda, że kluczowe zadanie o immunitet przegrał dosłownie o włos z Rafe'm, ale tak czy siak ocena jak najbardziej na plus.

Judd - najbardziej emocjonalny gracz w całym sezonie i choć niszczył sobie przez to grę to jednak wprowadził dużo kolorytu i dzięku temu Gwatemalę z jego udziałem oglądało się ciekawie :) Dobry ruch zrobił, przeskakując po przemieszaniu do drugiej grupy, dzięki czemu znalazł się w silnym sojuszu. Jednak ostatecznie przez to, że walił prosto z mostu to co myśli, odpadł szybciej niż by mógł, bo Rafe i Steph postanowili się go pozbyć. Moim zdaniem zrobili błąd bo Judd wydawał się wymarzonym przeciwnikiem w finale - przez swój niewyparzony język nie miał zbyt wielu przyjaciół w jury.
Ale jego kłótnia z Margaret i pożegnanie po swojej radzie plemienia ("Oby was zeżarły krokodyle, kanalie") były wręcz epickie :)

Cindy - jakoś niezbyt za nią przepadałem. Najpierw był niewidoczna, a potem po prostu wkręciła się w dobry sojusz i trzymała trochę na uboczu, przez co nie była wtajemniczona w eliminację Jaime'go i Judda. Swoje pięć minut miała podczas zadania, w którym nagrodą był samochód - i choć nie krytykuję jej za to, że ostatecznie zatrzymała auto dla siebie to jednak zastanawiam się, czy mimo wszystko bardziej nie opłaciłoby się jej podarowanie samochodu pozostałym. Co prawda nie miała gwarancji, że dotrwa do finału i wygra milion, przez co mogłaby ostatecznie skończyć z pustymi rękami, a inni mogli też nie chcieć dopuścić ją do finału, wiedząc że w tej sytuacji ona będzie miała mocną pozycję u sędziów... ale wydaje mi się, że ostatecznie by to jej nie zaszkodziło. Rafe sam mówił, że nie głosowałby na nią podczas rady plemienia, gdyby podarowała mu auto, innym też by było głupio tak postąpić. A gdyby Cindy dotrwała do Top3 to bardzo możliwe, że wygrałaby immunitet, wszak była dobra w zadaniach fizycznych. A w finale miałaby konkurenta, który posiadałby nowy samochód, niezależnie od tego, czy trafiłoby na Rafe'a, Steph, Lydię czy Danni - bo przecież każde z tej czwórki miałoby auto. Więc Cindy mogłaby powiedzieć sędziom - nie dawajcie wygranej mojemu konkurentowi, bo on już ma auto, chcecie mu jeszcze dorzucać milion? Taka psychologiczna zagrywka ;) Dodatkowo wśród jury byłyby aż 3 osoby, które miałyby podarowany przez nią samochód więc możliwe, że te 3 osoby chciałyby się jej za to odwdzięczyć. Myślę więc, że Cindy w takiej sytuacji miałaby naprawdę ogromne szanse na wygraną, gdyby znalazła się w finale. Największym problemem byłoby jedynie, żeby do tego finału dotrwać.
Ostatecznie ona wybrała samochód. Ok, jej decyzja. Ale po co jeszcze cały czas gadała po konkursie, jaki to fajny samochód wygrała, jaki jest cudowny i w ogóle... To był z jej strony bardzo głupi ruch :P Wiadomo, że nic tak nie wkurza wygłodniałych, wkurzonych po przegranych zawodach współplemieńców jak opowieści, jaka to cudowna była nagroda, która właśnie przeszła im koło nosa :D No strzał w stopę zaliczyła Cindy i tyle :)

Lydia - dziwię się, że zaszła tak daleko, zwłaszcza że praktycznie od samego początku była zagrożona z powodu swojej słabej dyspozycji w zadaniach. Na pewno była sympatyczna, ale miała też dużo szczęścia, bo strategiem ona nie była i co najwyżej wykorzystywała okazje, które stwarzali jej inni. Top4 to bardzo wysokie miejsce, jak na taką grę... ale paradoksalnie Lydia powinna zajść do Top3 i dziwię się, że Steph i Rafe wyeliminowali ją przed Danni, bo ona w kluczowym zadaniu o immunitet nie stanowiłaby dla nich żadnego zagrożenia.

Rafe - przyznam, że na początku go nie doceniłem i myślałem, że raczej szybko odpadnie... Ale Rafe zaskoczył mnie zarówno świetną dyspozycją w zadaniach o immunitet, jak i bardzo dobrą strategią. Wyrobił sobie mocną pozycję w plemieniu, skumał się ze Steph i razem decydowali o tym, kto ma odpaść, a do tego miał dobrą social game i był lubiany. To z nim konsultowała się Steph, to do niego przychodził Jamie, to jego próbowali przeciągnąć na swoją stronę inni, którzy w danym momencie czuli się zagrożeni. Rafe, mimo trzymania się w silnym sojuszu, nie bał się też ryzykować i podejmować śmiałych ruchów - tak było, gdy namówił Steph i pozostałych do głosowania na Jamie'go, tak było też wtedy, gdy zaproponował Steph eliminację Judda i wspólnie z nią przekonali też do tego Lydię. Do tego zawarł też niezły układ z Danni, że ona w razie czego weźmie go do finału. I wszystko byłoby spoko, gdyby nie 3 błędy. Pierwszym była eliminacja Judda, a przecież taki gość był wymarzonym przeciwnikiem w finale. Drugi błąd to wyeliminowanie na etapie Top4 Lydii zamiast Danni - ta decyzja się potem zemściła zarówno na Rafe jak i na Steph, dlatego uważam, że to był ich największy błąd. No i wreszcie trzeci błąd to zwolnienie Danni z obietnicy wzięcia go do finału - tutaj ewidentnie górę wzięły emocje, a nie czyste wyrachowanie. Rafe nie musiał przecież naciskać na Danni w obecności Steph - wystarczyłoby, gdyby milczał i w ten sposób nie straciłby przyjaźni Steph, a Danni raczej i tak by się wywiązała ze swojej obietnicy. Inna sprawa, że nawet gdyby Rafe wszedł do finału z Danni to raczej i tak by nie wygrał - co prawda był lubiany, ale prowadził taką samą grę jak Steph i zdradził te same osoby. Jedyna szansa dla niego, żeby wygrać milion to finał ze Steph lub z Juddem. No, ale o tym trzeba było myśleć wcześniej...
Ze spraw pozastrategicznych - plus dla niego za to, że nie zdecydował się zjeść kurczaka. Gdyby inni też tak postąpili to może nie mieliby w obozie tego sztormu :D

Steph - cieszył mnie jej powrót, bo bardzo polubiłem ją w Palau. W Gwatemali bałem się, że inni będą chcieli ją szybko wyrzucić, na szczęście ona ładnie się odnalazła w tym sezonie, wyrobiła sobie mocną pozycję i to ona wspólnie z Rafe'm rozdawała karty i decydowała, kto i kiedy ma odpaść. Grę prowadziła taką jak Rafe więc zrobili te same, dobry ruchy - ale i te same błędy. Na pewno duży plus dla niej za ten płacz i emocje po przegranej w konkursie o finałowy immunitet - dzięki temu Danni się nad nią zlitowała i zabrała ją do finału. Ale tam już Steph nie mogła wygrać, bo zdradziła zbyt wiele osób. Jedyną szansą dla niej na wygranie było wejść do finału z Rafe'm i dobra mowa na radzie finałowej (ewentualnie mogła próbować wejść tam z Juddem). Na finałowej radzie plemienia tak czy inaczej wypadła dosyć średnio - mogła się zaprezentować lepiej. Ale mimo wszystko przeciwko Danni nie mogła już zbyt wiele zdziałać, dlatego ja będę obstawać przy tym, że największym jej błędem, tak jak i Rafe'a, było wyeliminowanie Lydii zamiast Danni na etapie Top4. Trzeba było wziać Lydię do Top3, a potem z łatwością wygrać immunitet - wtedy Steph miałaby swój los we własnych rękach i większe szanse na zgarnięcie miliona.

Danni - Wiele osób uważa, że nie jest zasłużoną zwycieżczynią, ale moim zdaniem prowadziła całkiem dobrą grę. Co prawda przez sporą część sezonu trzymała się trochę na uboczu, ale dzięki temu uniknęła eliminacji wtedy, gdy była w mniejszości. Po połączeniu cały czas była zagrożona i już wtedy starała się dużo rozmawaiać ze wszystkimi i zyskać sympatię ludzi, a do tego nie stanowiła takiego zagrożenia w zadaniach jak Brandon, Bobby Jon czy Gary, dzięki czemu nie odpadła przed nimi. Później dobrze zrobiła, kupująć wskazówkę do immunitetu, który był w jej sytuacji kluczowy - ale świetnie też rozegrała całą sytuację z Juddem, nastawiając Steph i Rafe'a przeciwko niemu. Kolejny jej ruch to obiecanie Rafe'owi, że weźmie go do finału, dzięki czemu zyskała jego sympatię, a nie można też zapominać, że jak Cindy wygrała auto i była poza obozem to Danni ładnie podsycała zirytowanie Rafe'a, że Cindy nie podarowała im auta, dzięki czemu to właśnie Cindy poleciała podczas kolejnej rady plemienia. A gdy już została czwórka graczy, Danni zdołała przekonać Rafe'a i Steph, żeby pozbyli się Lydii - co, jak się później okazało, było kluczowym momentem. Potem już tylko determinacja i wygrana w ostatnim konkursie o immunitet i Danni mogła już cieszyć się z miliona, bo czy miałaby w finale zmierzyć się ze Steph czy Rafe'm, jej szanse tak czy siak były ogromne, bo ona w drodze do finału nie zdradzała ludzi, przez co sędziowie byli wobec niej bardziej przychylni.
W każdym razie Danni musiała się sporo napracować, żeby znaleźć się w finale więc nie uważam ją za jakoś mocno niezasłużoną zwyciężczynię.
Obrazek

MaciekRS
4th jury member
Posty: 338
Rejestracja: 03 mar 2018, 15:17
Pochwalił: 9 razy
Pochwalono: 16 razy
Kontakt:

Survivor: Guatemala (sezon 11)

Post autor: MaciekRS » 22 kwie 2019, 08:57

Niedawno słuchałem wywiadu z Cindy i ona wciąż, kilkanaście lat po programie jeździ tym samochodem. Z perspektywy czasu można więc powiedzieć dobry ruch. Lepszy samochód w garści niż wątpliwa wdzięczność współplemieńców i brak samochodu.

Awatar użytkownika
Davos
7th voted out
Posty: 107
Rejestracja: 16 lut 2019, 01:44
Pochwalił: 1 raz
Pochwalono: 5 razy
Kontakt:

Survivor: Guatemala (sezon 11)

Post autor: Davos » 23 kwie 2019, 02:13

Czyli auto dobrej jakości, skoro się tak dobrze sprawuje ;)
Spoko, niech ma, ja jej nie krytykuję za zatrzymanie samochodu, ale za fakt, że potem o nim cały czas gadała, przez co irytowała innych i ściągnęła na siebie ich głosy. Tutaj jej ewidentnie zabrakło wyczucia.
Obrazek

ODPOWIEDZ

Wróć do „Survivor 1 - 37”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 1 gość