WAŻNE! Osoby, które mają problem z zalogowaniem się na forum prosimy o usunięcie cookies/ciasteczek i ponowienie próby logowania.
Ciasteczka można usunąć za pomocą przycisku "Usuń ciasteczka witryny" w stopce forum.

S29E08 "Wrinkle In The Plan"

ODPOWIEDZ
Awatar użytkownika
ciriefan
sole survivor
Posty: 4983
Rejestracja: 27 mar 2010, 00:00
SA: Island of Secrets: Seipei
Survivor AU 2019: Pia
Pochwalił: 9 razy
Pochwalono: 27 razy
Kontakt:

S29E08 "Wrinkle In The Plan"

Post autor: ciriefan » 12 lis 2014, 20:26

The claws are out when two parents protect their children in a heated exchange. Also, the castaways reap the rewards of a Taco Bar after exiling one of their own, on Survivor, Wednesday, Nov. 12 at 8/7c. Only CBS

http://www.youtube.com/watch?v=NTICqaEm ... -3KcoRy-_g

frasiek
runner up
Posty: 977
Rejestracja: 27 gru 2010, 00:00
Pochwalił: 1 raz
Pochwalono: 9 razy
Kontakt:

Post autor: frasiek » 13 lis 2014, 10:59

Uwaga na Dżendera :wink:

Narracja w tym odcinku była tak poprowadzona, że ja bardzo bym się zdziwił, gdyby to Baylor odpadła. Widać, że producenci dbają o to, żeby widzowie czuli, że wynik głosowania jest słuszny.

Przy okazji postanowiłem sobie sprawdzić elektorat której partii chętniej ogląda Survivora i w pierwszej chwili trochę się zdziwiłem, że to konserwatyści, ale po zastanowieniu to jednak ma sens, bo mimo, że czarne charaktery dostały po łbie za lekceważenie Jaclyn to zostało to sprzedane bardziej jako brak manier, który rycerski John musiał ukarać niż parada szowinistów, którzy nie są w stanie pojąć, że kobieta jest w stanie podejmować decyzje.

Co do wartości strategicznej decyzji Jaclyn i Johna to wydaje mi się, że obydwie opcje były porównywalne ze wskazaniem na tę którą wybrali. Są w 6, a nie w 7 i wyeliminowali Josha, który był o wiele groźniejszy niż Baylor.

Awatar użytkownika
Roxy
sole survivor
Posty: 2556
Rejestracja: 25 mar 2010, 00:00
Pochwalił: 1 raz
Pochwalono: 10 razy
Kontakt:

Post autor: Roxy » 13 lis 2014, 11:48

Miłe zaskoczenie dla mnie, bo odcinek mi się podobał. Zadanie o nagrodę było fajne, wymagało współpracy, choć no jednak siły z nim, były rozłożone nierówno. Czterech facetów i natalie, na dwóch silnych, Reeda, Baylor i Jacelyn xd Ale tak, czy tak fajnie się oglądało :) Zadanie o immunitet jedno z moich ulubionych ;d pamięciówka ;d

Co do całej afery w okół zachowania facetów w obozie mam mieszane uczucia. To jest Survivor, i no kurde żyją w brudzie, śpią w szałasie, chodzą się załatwiać do lasu, więc raczej nie powinno im przeszkadzać jak ktoś sobie beknie czy coś. Oczywiście nie zwalnia to panów z szanowania pań. A już na pewno nie zwalnia ich z myślenia. To że przyjęli, że Jacelyn pójdzie za Jonem, byłó głupie. Powinni koło niej skalać, gadać z nią, a nie lekceważyć i jeszcze rzucać głupie odzywki w stylu 'Natalie na pewno sobie poradzi, nie wiem jak Jacelyn'. Sami sobie zasłużyli na taki a nie inny wynik rady, który mnie nawet cieszy, bo wolę żeby Baylor pozostała w grze. I co mnie dziwi, Natalie mnie nie irytuje, ale to pewnie zasługa tego, że jest jakby w tle odcinków ;d

Awatar użytkownika
EndlessPanic
6th voted out
Posty: 87
Rejestracja: 03 cze 2014, 00:00
Kontakt:

Post autor: EndlessPanic » 13 lis 2014, 16:25

Dwa poprzednie odcinki były mega nudne i myślałem, że ten będzie taki sam, ale o dziwo mi się podobał. Podobało mi się też zadanie o nagrodę, natomiast zadanie o immunitet było trochę nudnawe, ale na szczęście wygrał Jeremy.
W dodatku jestem bardzo, bardzo zadowolony z wyboru jakiego dokonała 'power couple'. Oni sami niezbyt mnie interesują, lubię jedynie troszeczkę Jaclyn, jednak dzięki ich wyborowi Natalie ma teraz przewagę. I pomyśleć, że to wszystko dzięki Julie xD Bo jakby nie zrezygnowała to prawdopodobnie wyleciał by Jeremy. I pomijając już te całe gazy to faceci rzeczywiście chamsko się zachowywali w stosunku do kobiet i nie dziwię się Jaclyn, że nie chciała więcej z nimi przebywać. W sumie sami sobie zawinili, ale to dobrze bo nie lubię żadnego z nich i jakby to oni byli w większości, pewnie przestał bym oglądać ten sezon. Najbardziej z nich wszystkich irytuje mnie Alec, więc mam nadzieję, że odpadnie jako następny.

Na minus jedynie umiejscowienie HII. Chowają je w coraz bardziej oczywistych miejscach. Jon nawet nie musiał się wysilić żeby go znaleźć...

Awatar użytkownika
Umbastyczny
sole survivor
Posty: 1063
Rejestracja: 25 lut 2013, 00:00
SA: Island of Secrets: Seipei
Survivor AU 2019: Pia
Pochwalił: 21 razy
Pochwalono: 6 razy
Kontakt:

Post autor: Umbastyczny » 13 lis 2014, 20:29

Kucze, odcinek oglądałem wcześnie rano i miałem 1000 przemyśleń, które chciałem spisać, ale nie miałem czasu, a teraz niewiele pamiętam xD.


Ale spróbujmy. Najpierw może zadania. To o nagrodę było całkiem ciekawe i widowiskowe, ale rzeczywiście składy nie były wyrównane i można było się domyślić kto wygra. Śmieszyło mnie też przy nagrodzie jak wszyscy się śmiali, że teraz chyba powinni gadać o strategii :D. A zadanie o Immunitet teoretycznie jest niewidowiskowe i nudne, ale bardzo je lubię, więc miło było zobaczyć pamięciówkę. I plus takiego zadania - mogę je robić równocześnie z uczestnikami. :D

Wygnanie - to na minus. Dawniej trzeba było mieć kilka wskazówek do HI, spędzić kilka godzin na pływaniu, kopaniu, bieganiu, szukaniu. A teraz? Dostajesz wskazówkę, idziesz we wskazane miejsce, podnosisz pierwszy z brzegu kamień i gotowe...

Zachowanie facetów względem kobiet (zwłaszcza Jaclyn) i gazy xD - ogólnie wiadomo, że to nie są zwykłe warunki, ale jakieś granice przyzwoitości i przestrzeganie norm społecznych obowiązuje. A chamówa wobec Jaclyn to przeginka. Po pierwsze potrzebowali jej głosu na najbliższej radzie, a nie było Jona, więc to oni powinni ją urabiać. Po drugie, nawet jak zakładali, że Jon i Jaclyn są już ich pewniakami teraz, to powinni zadbać o kontakty z nią tak na przyszłość, gra nie kończy się przecież na najbliższej radzie, przyjdą kolejne, może zabraknąć wtedy Jona już i dobrze mieć fajny kontakt z Jaclyn.

Ogólnie miałem nadzieję, że Jaclyn i Jon wybiorą sojusz Jeremiego i tak na szczęście się stało. Ten sojusz ma całkiem fajny skład, są w nim osoby fajne/ciekawe, a także chcące grać i robiące coś.
Niestety drugi sojusz prezentuje się wybitnie marnie pod tym względem. Tylko Josh prezentuje tam jakąś wartość. Miałem dlatego nadzieję, że wygra immunitet. Wtedy odpadłby ktoś nudny i irytujący, a Josh mógłby jeszcze coś ciekawego porobić. Niestety już go nie ma, a został Reed, który jest kompletnie nijaki, a także Wes, którego nie lubię oraz Alec i Keith, którzy są totalną pomyłką i nie trawię ich kompletnie. W takim sojuszu nie ma co się dziwić, że na cel obrano Josha.


Jeszcze parę słów na temat Keitha. Czy naprawdę edytorzy musieli nam w tym odcinku pokazać z 10 razy zbliżenia na to jak pluje? Przecież on ma więcej scen plucia niż konf, a to nie jest normalne :D. Doszło już do takiej paranoi, że mamy scenę w obozie, ktoś coś mówi, potem jest zbliżenie na plującego Keitha, a potem znowu ktoś coś mówi. To miało zastąpić konfę? Plucie wyraża więcej niż 1000 słów? :D Ja rozumiem, że akurat w jego przypadku plucie i bełkot mają podobny przekaz, ale taka Darrah czy JT chętnie słuchaliby tych konf.

Awatar użytkownika
Kobra
sole survivor
Posty: 1485
Rejestracja: 17 sie 2011, 00:00
Pochwalił: 5 razy
Pochwalono: 11 razy
Kontakt:

Post autor: Kobra » 13 lis 2014, 23:36

Mam pierdylion myśli, o których nie chce mi się pisać. Zadanie w tym epizodzie były denne. Ogólnie, szkoda, że nie pokazali, jak się dobrali się w te grupy - pewnie nie będzie to miało większego wpływu na dalszą część. Keith jest pocieszny. Nie ogarnia rozmów - kompletnie nie wychodzą mu rozmowy o strategii, ale przynajmniej się stara. Myślę, że jak już pozbędą się tych wszystkich unownów to Keith posłuży jako numerek do rozbicia sojuszu 6, bo jednak z jakiegoś powodu jest go dość dużo.
Mam nadzieję, że Jon nie wygra, bo będę smutny. Piszecie, że szybko znalazł ten immunitet, ale mam wrażenie, że zajęło mu to o wiele więcej czasu. Dalej jego tekst o tym, że nie pokonają Jeremy'ego w F3. Czy uważa, że po ewentualnej eliminacji Josha automatycznie przeniosą ich wraz Jeremym do finału? Jaclyn brawo - serio, po 2-3 pierwszych odcinkach nie myślałem, że będzie sobie radziła tak dobrze. Może nie jest to jakiś szczyt surva, ale widać, że w parze J&J to ona jest mądrzejsza. Ponadto miała naprawdę dobry występ. Kurde, drugi już. Rośnie dziewczyna w siłę.
Jeremy wygrał immunitet i teraz zastanawiam się, dlaczego nie zdecydowali się głosować na Natalie? Przecież pozbycie się Natalie byłoby jakimś tam ciosem dla Jeremy'ego i dałoby możliwość na ewentualny sojusz par. A nie, bo Baylor jest leniwa... ble, ble, ble. Heh, jeszcze trochę i Baylor pobije rekord w ilości otrzymanych głosów. Podobała mi się muzyka w momencie, gdy Missy mówi Baylor, że tamta grupa chce na nią głosować. Dobry motyw. Podoba mi się też Missy - nie jest podobna do "babci" z Survivor - porusza się w obrębie swojego sojuszu i nie bawi się w przyjaźnienie się z osobami spoza swojej grupy. Chyba jedynym wyjątkiem jest Keith, który co jakiś czas do niej przylatuje z nowinkami :D
Ogólnie Natalie jest epicka: nie odzywa się dużo, ale zawsze, gdy wybucha jakaś kłótnia ona na banan na twarzy od ucha do uchaXD
Z jednej strony szkoda mi Josha, ale z drugiej lepiej on, niż gdyby miał odpaść ktokolwiek z tamtej grupy.
I pytanie natury przyrodniczej: Po konkursie o immunitet (28:10) po drzewku wspina się zwierzak - co to?

Seth
3rd voted out
Posty: 33
Rejestracja: 11 maja 2014, 00:00
Kontakt:

Post autor: Seth » 15 lis 2014, 13:18

Ech, jestem jakiś dziwny. Przeglądam to forum jakiś czas, a zawsze mam jakoś odmienne zdanie od innych :/
Jestem rękami i nogami za sojuszem Josha, znaczy już byłym.
Baylor i Missy to taki typowy "annoying team". Zawsze jest jeden taki w programach typu amazing race, czy survivor.
Obie jadą na plecach innych, szczególnie młodsza. Zauważcie, że za co Baylor się nie weźmie w zadaniu, to zawsze to przegra. Ona i jej drużyna.
Matka jej mówi, że Keith jej zdradził, że będą na nią głosować, a ona do niej "you got to talk to Jon" rly? Matka ma za Ciebie odwalać robotę, a ty będziesz siedzieć?

Jeremy już wygrał. Jaclyn jest za głupia, Jon też, prędzej, czy później ich wywalą.
Obstawiam finał - Jeremy, Natalie, Missy.

Ogólnie sezon słabiutki, blood vs water było fajne na raz, drużyny cienkie, jedyny ciekawy duet to Keith i Wes. Jaclyn kreowana na królową piękności jest brzydka jak noc, a Baylor płaska jak deska, nawet nie ma na czym oka zawiesić, ech 8) . jak na razie to top 5 najgorszych sezonów.

Mam nadzieję, że zrozumieją, że nie potrzebują non stop jakiś wariacji typu BvW, all stars, czy One World, by ten program ył ciekawy. Ja bym mógł go w kółko oglądać tylko na tradycyjnych zasadach, z piekielnie trudnym do znalezienia HII i bez żadnych wysp wygnańców.
Ale się wypłakałem :)

Awatar użytkownika
ciriefan
sole survivor
Posty: 4983
Rejestracja: 27 mar 2010, 00:00
SA: Island of Secrets: Seipei
Survivor AU 2019: Pia
Pochwalił: 9 razy
Pochwalono: 27 razy
Kontakt:

Post autor: ciriefan » 15 lis 2014, 18:08

Obsada tego sezonu jest tak strasznie irytująca. Tutaj przynajmniej jest jeden sojusz ogarniętych ludzi, bo gdyby nie to, musiałbym porównać to do Cook Islands i Gabonu, których nie znoszę ze względu na ilość idiotycznych graczy. Czy poprzednie sezony nie pokazały, że lepiej brać fanów gry, a nie rekrutów kompletnie nic nie ogarniających?

Ten męski sojusz to totalna tragedia. Wes i Alec - debilizm totalny plus chamstwo. Keith to już w ogóle mnie tak irytuje. Nie mogę na niego patrzeć ani go słuchać. Do tego zero strategiczne. Ten tekst do Missy: głosuję na twoją córkę, bo jest leniwa. A potem jeszcze dodaje: ja tak mojego Wesa nie wychowałem. No na miejscu Missy ciężko by mi było się powstrzymać, żeby nie dać mu w zęby XD No ale Missy, moja nowa faworytka, ponownie zachowała spokój i poszła ratować sytuację w odpowiedni sposób. Kto wie, Missy może okazać się czarnym koniem tej edycji.

Jon i Jaclyn - moim zdaniem podjęli złą decyzję. Podejrzewam, że trio Wes/Keith/Alec prędzej chciałoby rozdzielić Josh'a i Reed'a niż ich. Single prędzej czy później się od nich odwrócą, a przynajmniej od Jon'a. Jon w sojuszu facetów mógł być na dobrej pozycji. Problem tkwił jednak w tym, że nikt tam nie traktował Jaclyn poważnie. Jon więc możliwe, że z miłości poświęcił wygraną. Co do HI, nie cieszy mnie to, że on go znalazł. Poza tym po przeczytaniu wskazówki a potem pokazaniu tej skały, od razu pomyślałem, że tam jest HI. A gdy już się na nią wdrapał, to było widać, że ten kamień tam wcześniej nie leżał (wyglądał zupełnie inaczej niż wszystkie skały obok). Naprawdę niedługo im będą wkładać HI do rąk własnych.

Szkoda Josh'a, bo to była najbardziej ogarnięta osoba w sojuszu facetów. Ale no lepiej on niż ktoś z drugiego sojuszu. No i te teksty do Baylor, że raz ją uratował, więc ona mu wisi jedno głosowanie XD Tak, ona z nim zagłosuje, poświęci swój sojusz, żeby potem sama odpaść. Idealna propozycja układu XD A Baylor nieźle to skwitowała - skoro z niego taki chrześcijanin, powinien dawać nie oczekując niczego z powrotem hehe.

Kibicuję twinnie, bo to twinnie :D:D:D Ale no jej edit tak osłabł, że czarno to widzę. No a tak poza tym to kibicuję Missy, Baylor, nieco mniej Jeremy'emu. I teraz Jaclyn trochę punktuje, bo jednak jak się okazuje, ma coś do powiedzenia, ale niestety jest blondynką, a edytorzy ich nie lubią. Ale kto wie, może wygra mimo słabego editu. Teraz przynajmniej da się oglądać, bo jakby trio Wes/Alec/Keith miało przewagę, to chyba byłby to pierwszy sezon, którego nie obejrzałbym do końca.

Konfy:
Jeremy - 3 (40)
Jon - 7 (26)
Keith - 1 (26)
Baylor - 3 (18 )
Missy - 3 (16)
Alec - 1 (12)
Jaclyn - 3 (10)
Natalie - 1 (10)
Wes - 1 (8 )
Reed - 1 (7)

Josh - 4 (34)

Dale - 14, Julie - 14, Drew - 12, John - 11, Val - 7, Kelley - 7, Nadiya - 5

Awatar użytkownika
tombak90
sole survivor
Posty: 2501
Rejestracja: 12 mar 2011, 00:00
Lokalizacja: Poznań
SA: Island of Secrets: Tania
Pochwalił: 4 razy
Pochwalono: 41 razy
Kontakt:

Post autor: tombak90 » 16 lis 2014, 02:15

Bardzo bym się ucieszył, gdyby edytorzy chociaż przez tydzień udawali, że nie jestem odmóżdżonym idiotą i nie próbowali ze mną swoich tandetnych sztuczek rodem z "Anny Marii Wesołowskiej". Może rzeczywiście zdziwiłbym się na końcu, że sojusz Josha dostał w paszczę, gdyby tylko na początku odcinka wszelkie możliwe zapowiedzi panicznie wręcz nie starały się dać do zrozumienia, że w paszczę na pewno, ale to na peeeeeewno dostanie Jeremy. Nawet Jona namówiono, żeby buńczucznie zapowiedział w jednej z początkowych konf, że "my best option does not include Jeremy", a zaraz potem zrobiono ujęcie na Jeremy'ego i puszczono złowieszcze taaam-daaaam-daaaaaaaam, żeby podkreślić, że rzekomo ma psheyebane. No ludy parafiany! Jak można było myśleć, że uda im się nabrać kogoś, kto obejrzał w życiu więcej niż dwa sezony? Ten odcinek mógł być sporym zaskoczeniem, a nie był. Przez głupotę, zepsuli cały jego potencjał. Survivorowcy myślą chyba, że kierują swój program do kretynów. I nie powiem, żeby jakoś szczególnie poprawiło mi to humor.

No i masz babko placucha. Przez cały tydzień denerwowaliśmy się, obgryzaliśmy resztki paznokci i popijaliśmy meliskę żeby mentalnie przegotować się do obejrzenia krwawego starcia Josha Jagiełły i Jeremy'ego von Jungingena, a producenci, zamiast od razu pokazać nam akcję, postanowili rzucić nam na pierwszy ogień... zadanie o nagrodę :lol: Helllll yeaaaah. Przez cały tydzień nie mogłem się doczekać, że zobaczę właśnie to. I jeszcze te emocje, te innowacje! Kolorowe platformy, wieżyczki i pepiczki z koziej piczki. Udziwnione to wszystko w cholerę i wygląda jakoś sztucznie. Kiedyś żeby zrobić dobry czelendż, nie trzeba było wiele. Ludzie gryźli sobie mięcho, radośnie pluli jego resztkami do michy i wszyscy byli zadowoleni.

Ale co ja bluźnię. Wyprawa na reward nie była taka do końca bezużyteczna. Miała w sobie ten plus, że wreszcie mogliśmy przyjrzeć się bliżej skrzętnie skrywanej strategii ukrytych mastermindów, czyli Reeda i Wesa. Otóż okazuje się, że strategią Reeda jest nierozmawianie o strategii "no bo przecież i tak nie ma sensu", a strategią Wesa jest robienie z siebie przygłupa i wywoływanie dolegliwości gastrycznych. Zawsze wiedziałem, że to ukryci geniusze, tylko do tej pory byli zbyt skromni, żeby się z tym obnosić. Nawet Solejuk był pod wrażeniem. Nie jestem w stu procentach pewien, ale skierowane do syna "a sę-gu sengebebłe-gęęę" gdy ten trzymał się ze brzuch i był o krok od wymiocin, znaczy chyba tyle, co "gardzę tobą, przebrzydły bękarcie". Miło się też patrzyło na bezgraniczną ulgę Baylor na wieść o tym, że jej kochająca mateczka będzie pauzować w zadaniu. Pewnie obawiała się z jej strony kolejnych obrażeń na poziomie twarzy.

Przy "ICku" wykazałem się już dużo większym entuzjazmem, bo podobnie jak Umbastyczny, za każdym razem zgaduję w tych zadaniach razem z uczestnikami. Jaram się sobą, bo znowu bym to wygrał. Co prawda ja, w odróżnieniu od naszych survivorowych przyjaciół, byłem wyspany, wypoczęty, siedziałem na wygodnym fotelu i wcinałem Kinder Bueno, więc szanse nie były wyrównane, ale cyyyyt.

Jeśli chodzi o klucz odcinka, czyli o decyzję gołąbków J&J co do wybrania sobie ziomków, to ja mimo wszystko się na nich zawiodłem. Jaclyn strzeliła focha, który był tak silny, że odbił się rykoszetem, trzasnął z powrotem w strzelającą i zawładnął jej umysłem jak szatan. Nie kupuję tego, że naaaaagle dostrzegła to, że banda Josha byłaby rzekomo trudniejszymi konkurentami w immunitetach. Dopowiedziała to sobie na szybko, żeby sama przed sobą ukryć fakt, że jest emocjonalną kluchą, która zmienia zdanie pod wpływem swojego kruchego serduszka zranionego po tym, jak mężczyźni obeszli się z nią pod nieobecność Jona.

Po pierwsze: Może i banda Josha rzeczywiście była silniejsza, ale to właśnie mogłoby oznaczać, że z czasem ci wszyscy niesamowici siłacze poodwracaliby się od siebie nawzajem żeby eliminować zagrożenia i nasza pareczka znów znalazłaby się w środku jako swing-voty. Po drugie: Dużo większym ryzykiem jest zaziomienie się z sojuszem, gdzie większość osób jest singlami, bo teraz tylko patrzeć jak rzucą się z pazurami żeby rozdzielić naszych zakochanych. Po trzecie: z takimi wirtuozami gry socjalnej jak banda Josha (wyjąwszy może samego Josha) świetnie byłoby znaleźć się w finale.

Podsumowując: klapa, moi państwo. Klozetowa, nieopuszczona i z całym mnóstwem robali i drobnoustrojów, które bardzo szybko pożrą teraz Jaclyn i jej lubego. Gdyby Jaclyn zacisnęła zęby i jakoś zniosła to niegodne, niedopuszczalne, nieludzkie, nie (...) traktowanie przez Solejuka i jego dwóch matołków z Ławeczki, być może ona lub jej Jon byliby bogatsi o milion dolców. Teraz jest to bardzo wątpliwe. Cała nadzieja w tym, że Jon właściwie spożytkuje swoje cudownie odnalezione HII. Edytorzy podłożyli pod scenę jego znalezienia taką piękną i bohaterską muzyczkę, jakiej nie miał nawet Frodo wkraczający do Krainy Mordoru. Koleś ewidentnie cieszy się ich sympatią, a to nie jest bez znaczenia.

Jeśli chodzi o naszą wojenkę płci, to postanowiłem sobie być w ocenach wyjątkowo powściągliwy, ostrożny i wyważony, dlatego profilaktycznie zhejtuję obie strony po równo. Owszem, Solejuk ze swoim Solejuczątkiem zachowują się mało elegancko i nawet przeszło mi przez myśl, czy nie odebrać im tych dumnych przydomków, bo chyba nawet na Ławeczce w Wilkowyjach panuje po stokroć wyższa kultura. Owszem, Alec z odcinka na odcinek udowadnia, że właściwie mógłby robić za drugie/ przybrane/ cudownie odnalezione po latach Solejuczątko, bo manierami i stylem bycia wpisuje się w tę rodzinkę idealnie. Jednak w ich ocenach względem Missy i Baylor na pewno kryje się też ziarno prawdy. Ziarno, haha. Nie zdziwiłbym się nawet gdyby było to całe, wielohektarowe Pole Prawdy. Panie ewidentnie lecą sobie w kulki i robią za francuskie pudelki, które prędzej popiłyby szynkę mlekiem niż się przepracowały. Pomnijmy, że już świętej-survivorowej-pamięci Dziadek Dale zauważył, że z tymi niewiastami jest coś nie halo i nie do końca nadają się do koegzystencji w takich warunkach. Zauważmy, że także Reedowi udało się w tym odcinku wcisnąć na chwilę przed kamerę i powiedzieć do kogoś-tam, że "Baylor jest irytująca i nic nie robi". Tyle osób by się myliło? U-uuumm.

A skoro już takie z nich damy, to nie wiem, jak w takim układzie Missy wytrzymywała z tymi swoimi trzema mężami. Niewykluczone, że obracali ją w garniturach i rękawiczkach. A po sytszym obiedzie najpewniej wsadzała im korki w dupę. Tak na wszelki wypadek. Potwierdza się też teza, że dziewczynki nie pierdzą. Przynajmniej nie te dwie.

Solejuk, oprócz tuzina bąków i rekordowych ilości wyplutej śliny, zaprezentował nam w tym odcinku także ostateczny dowód na to, że jest idiotą. Wcześniej mówiłem sobie no Toooombak, może ty jednak przesadzasz z tym ciśnięciem z tego typa, może jesteś uprzedzony i oceniasz po wyglądzie, może jesteś podłym mieszczuchem, który nie szanuje ciężko pracujących ludzi, może pomaszerujesz za to do piekła, może weśśśty chłopie ogarnij swój hejt, może (...) a tu się okazuje, że nie :) To już oficjalne, nieodwracalne i obiektywne: Solejuk jest kretynem. Certyfikowanym. Dyplom przyjdzie jutro. Nikt inny nie zdradziłby przeciwnikom w Survivor, nawet pod wpływem awantury, kogo jego sojusz zamierza wziąć na widły podczas głosowania. Zwłaszcza, gdy jesteśmy przed pierwszą pomergową radą, sojusze się formują, blindsidy wiszą w powietrzu, a ukryte immunitety mogą zawsze pójść w ruch. I to jeszcze powiedzieć matce o tym, że zamierzamy głosować na jej córkę. Wspiął się chyba na sam szczyt głupoty i jeszcze stanął tam na drabinie. Strażackiej, a jakże!

Sam pomysł głosowania na Baylor był całkiem porządny i Josh dostaje ode mnie silnego plusa na do widzenia. Mogło to być dla przeciwników o tyle niespodziewane, że skoro do ostatniej chwili łaził za nią i starał się przekabacić na swoją stronę, to wydawałoby się oczywiste, że nie ją zaatakuje. Minimalizowało to ewentualne zagrożenia związane z posiadaniem HII przez kogoś z teamu Jeremy'ego i trafieniem nim w odpowiednią osobę. Na podobnej zasadzie poległa Sarah w 28 sezonie. Aparri prędzej spodziewaliby się spotkać Murzyna na zebraniu Ku-Klux-Klanu niż tego, że przeciwnicy skierują głosy właśnie na nią, skoro myśleli, że Tony myśli, że Sarah nie jest tak naprawdę częścią sojuszu Aparri, tylko potencjalnym swing-vote'm.

Tym razem jednak czaderska intryga niestety nie wypaliła. Przez długi jęzor Solejuka, a także przez fochy Jaclyn. Josha szkoda, bo właśnie sobie uświadomiłem, że lubiłem go chyba najbardziej z tegorocznego castu. Może poza Baylor, jednak jej akcje systematycznie spadają. Tak szczerze mówiąc, to ja w ogóle nikogo w tym sezonie jakoś szczególnie nie lubię. Gryzę się teraz i dręczę czy szukać problemu w sobie i swojej szkaradnej duszy, czy w miałkości tego castu. Chyba jednak w tym drugim, bo jeszcze w poprzednim sezonie, sprawa wyglądała bardziej optymistycznie :lol:

Drugi z hetmanów, Jeremy, mimo że ostatecznie zwycięski, trochę mnie w tym odcinku zawiódł. Znużony przeciągającym się oczekiwaniem na bitwę, najwyraźniej przyciął komara, bo nie widziałem tym razem zbyt dużo knucia z jego strony. Do góry w drabince strategicznej pnie się za to Missy. Z kamienną twarzą, bez puszczania bąków, ale jednak. Była tym razem całkiem aktywna i kto wie, czy z czasem to nie ona przywdzieje hetmańską zbroję w tym sojuszu. Baylor dalej ma podkulony ogon. Być może rozkręci się, gdy w programie zostanie mniej osób. Natalie najpewniej zrobiła jakąś rozróbę na planie po eliminacji swojej twinnie i producenci się na nią fochnęli, bo dość regularnie spychana jest na dalszy plan i próbuje nam się zasugerować, że mało robi. Nawet jeśli niekoniecznie jest to prawda.

Wiecie co? Ale tak szczerze? Ok. Ja chyba jednak nie lubię tego sezonu. Nie będę udawał, że urywa mi dupę, skoro nic takiego nie ma miejsca. Czegoś mi po prostu brakuje i już. Nic na to nie poradzę. Źle się dzieje w Państwie Duńskim.
"Mamma, mamma, mamma ostrzegała, żebyś piwa, wina, wódy, bimbru nie mieszała!"

Awatar użytkownika
damian300d
4th jury member
Posty: 369
Rejestracja: 03 maja 2014, 00:00
Pochwalił: 7 razy
Pochwalono: 2 razy
Kontakt:

Post autor: damian300d » 18 lis 2014, 01:37

Odcinek podobał mi się, mimo że wynik potyczki 2 panów J.C. okazał się taki oczywisty. Quit Julie był chyba jedyną w jej wykonaniu słuszną decyzją bo dzięki temu sojusz pod banderą Jeremy'ego przetrwał. Jak na ironię bardziej pomogła niż gdyby została.
Trochę szkoda Josha bo strategicznie był jedną z bardziej ogarniętych osób choć pewnie i tak dostanie jeszcze 2 szansę bo nie miałby takiego editu gdyby nie wiązano z nim jakiejś przyszłości. Patrząc całościowo to dobrze się stało bo ten jego sojusz to totalna porażka. Reed wybrał się tam chyba tylko po to by wykorzystać okazję i pospać przy swoim wybranku serca (bo Josh twierdził, że czekają z tym do ślubu).
drużyny cienkie, jedyny ciekawy duet to Keith i Wes
Nie wiem co w nich jest ciekawego; chyba, że ktoś planuje uczyć się nowego języka. Lepiej nadawaliby się do programu pokroju "Rolnik szuka żony". Rozwaliła mnie definicja Survivor wyrażona przez Keitha. Ten program po prostu taki jest, że jest się brudnym, śmierdzącym itp. To oczywiście prowadzi do logicznego i jakże oczywistego wniosku, że można pierdzieć, bekać i spluwać gdzie popadnie. Jakkolwiek by ludzki organizm nie działał, zgadzam się, że powinni być bardziej powściągliwi, tym bardziej że tam na pewno nie brakuje ustronnych miejsc by takie sprawy załatwiać, no chyba, że nie chcieli by ich posądzono o szukanie HII.
Jak dla mnie kwestia słuszności decyzji Jona i Jaclyn pozostaje dyskusyjna. Zakładając - czysto teoretycznie oczywiście - że sojusz pozostanie nienaruszony mają gwarantowaną finałową 6-tkę, a nie 7- kę. Poza tym konkurencja w wyzwaniach będzie słabsza. No i wybrali opcję, gdzie nie ma drugiego HII, choć akurat tego nie byli świadomi. Zresztą Josh głupi nie jest (a raczej nie był posługując się survivor'owym wymiarem czasowym) i podejrzewam że wcześniej czy później wypiąłby się na duet J&J bo najbardziej opłacalne dla niego byłoby iść do finału z takimi "łebskimi" zawodnikami jak Wes, Alec czy Keith. Zresztą to jak traktowali Jaclyn wyraźnie pokazuje, że w razie czego ona byłaby pierwsza do odstrzału. I jak dla mnie Jaclyn punktuje, bo nie jest jakimś bezmózgim zombie podążającym ślepo za Jonem (jak to zakładali faceci), ale wyraża swoje zdanie i co ważniejsze potrafi do niego przekonać Jona.
Szkoda że tak mało jest Natalie. Wie kiedy jest najlepsza pora żeby poruszyć odpowiedni temat i na pewno ma większy wkład w grę niż nam to pokazują.
Matka jej mówi, że Keith jej zdradził, że będą na nią głosować, a ona do niej "you got to talk to Jon" rly? Matka ma za Ciebie odwalać robotę, a ty będziesz siedzieć?
Fakt - Baylor ostatnio niewiele robi. Może dlatego że na początku przekombinowała i miała lekki przypał przez to, więc woli się nie wychylać, a może po prostu się jej nie chce, nie wiem. Jednak w tym przypadku to było uzasadnione. Missy była z Jonem w plemieniu na początku i z tego co wiadomo to mają ze sobą dobry kontakt. Więc pewniejsze było wysłanie Missy, która ma większe szanse na powodzenie. W ogóle Missy naprawdę mile zaskakuje. Na początku sądziłem, że będzie marnym graczem, a ona świetnie sobie radzi. Ma naprawdę dobry social, jest sprytna i ogarnia to wszystko co się dzieje. Dobrze, że Baylor nie była na tyle naiwna, żeby nabrać się na tą gadkę Josha o długu jaki niby ma wobec niego. Komentarz o bezinteresowności to traf w same sedno. Nie dość że domagał się się jej pomocy to jeszcze chciał potem ją wyrzucić bo mu odmówiła - bardzo chrześcijańskie. I tak dobrze dla niego, że była szczera a nie wciskała kitu.
Też podobał mi się fragment jak Baylor usłyszała, że chcą na nią głosować, jej mina i ta muzyczka w tle ;D
Mam nadzieję że niedługo pożegnamy cały ten marny męski sojusz, a w sumie edit bardzo na to wskazuje.

Awatar użytkownika
Davos
4th jury member
Posty: 315
Rejestracja: 16 lut 2019, 01:44
Pochwalił: 1 raz
Pochwalono: 7 razy
Kontakt:

S29E08 "Wrinkle In The Plan"

Post autor: Davos » 10 lis 2019, 18:20

Ech, no i stało się to, czego najbardziej się obawiałem... Wyleciał Josh, któremu kibicowałem najbardziej. Szkoda. I wydaje mi się, że Jon i Jacklyn popełnili błąd, idąc do Jeremy'ego i spółki. W sojuszu par mieliby większe szanse niż w sojuszu singli, gdzie staną się celem zaraz po tym, gdy pomogą wykopać przeciwny sojusz. A i w finale mieliby większe szanse z idiotami pokroju Aleca, Keitha czy Wesa niż z Jeremym, Missy czy nawet Natalie. Dla Aleca, Keitha i Wesa wielkie brawa za debilizm - nie ma to jak obrażać i zniechęcać do siebie osobę, o której głos się walczy. To ich bekanie, plucie i pierdzenie było beznadziejne. Aczkolwiek Jacklyn, mimo że w tym odcinku pokazała, że w duecie z Jonem ma coś do powiedzenia, ostatecznie kierowała się bardziej emocjami niż chłodną kalkulacją i to może ją i jej chłopaka kosztować milion. Dziwię się, że Jon mimo wszystko nie naciskał na nią mocniej, żeby iść w sojusz z facetami. Jedyny plus dla niego za to, że znalazł HII, choć z drugiej strony zbyt trudne to nie było... Kiedyś jakoś lepiej ukrywali te immunitety i trzeba było się bardziej namęczyć, żeby je znaleźć.
Baylor w tym odcinku też słabiutko, za to Missy była bardzo aktywna, co jej się chwali.

Tak czy inaczej, Josh był dla mnie najciekawszy z całej obsady i mam wrażenie, że po jego odpadnięciu sezon sporo straci. Szkoda, że Alec, Wes czy Keith nie wylecieli przed nim, bo na nich już ciężko się patrzy, a Josh mógł jeszcze sporo namieszać. Strategicznie na pewno jedna z najlepszych osób w tym sezonie i mam nadzieję, że jeszcze kiedyś wróci.
Obrazek

ODPOWIEDZ

Wróć do „Survivor 29: San Juan del Sur - Blood vs. Water”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 1 gość