WAŻNE! Osoby, które mają problem z zalogowaniem się na forum prosimy o usunięcie cookies/ciasteczek i ponowienie próby logowania.
Ciasteczka można usunąć za pomocą przycisku "Usuń ciasteczka witryny" w stopce forum.

Survivor Africa (sezon 3)

Pyra
1st voted out
Posty: 8
Rejestracja: 02 paź 2015, 00:00
Kontakt:

Post autor: Pyra » 15 lis 2016, 16:29

Na wstępie chciałbym się przywitać, siema :) Na ten moment widziałem 7 pierwszych sezonów, lada chwila zabieram się za AllStars, niestety wiem kto wygra.

Co do Survivor Africa: Podobał mi się ten sezon, ciekawa lokalizacja, fajni ludzie (nie oceniam uczestników tylko pod względem strategii), trochę zawiodły mnie zadania. Podobały mi się też ciężkie warunki, nie powinno być zbyt łatwo ze zdobywaniem wody i jedzenia.

Ethan- zasłużony zwycięzca, nie wychylał się, nie robił sobie wrogów, lubię taką strategię. Dodatkowo wydawał się w porządku facetem.

Kim J- fajna babka, dawała sobie radę pomimo wieku, duży szacunek za wygranie dwóch ostatnich immunitetów ale... nie lubię farciarzy, którzy smykają się do F2.

Lex- fajny gość, bardzo dobrze wyglądał w zadaniach, miał pojęcie o strategii. Chyba jednak za bardzo pokazywał, że on rządzi, to zawsze zwiastuje kłopoty, mimo to udało mu się dotrzeć do F3, szkoda tego wyzwania finałowego. Powinien wygrać tę edycję.

Big Tom- pomimo tego, że totalnie go nie rozumiałem to go uwielbiam, mega pozytywny, zabawny. Akcję z aukcji zapamiętam na długo.

Teresa- bardzo ją lubię, wydawała się bardzo inteligentna, nie poddawała się i pomimo nieciekawej sytuacji próbowała coś wykombinować. Doczytałem, że nigdy już nie wróciła, szkoda chciałbym zobaczyć ją jeszcze raz.

Kim P- Nie przepadam za nią, nie pokazała nic ciekawego, jako osobowość dość nudna.

Frank- Miał szczęście, że nie poleciał pierwszy, następnie mógł polecieć drugi ale na jego szczęście była osoba, która bardziej denerwowała innych. Na początku typowy przywódca, potem jednak rozumiał, że jest w złej sytuacji i zrobił się "niegroźny", plus za animozje z Brandonem.

Brandon- nie wytrzymał bym z nim 3 dni w obozie, jedna z najbardziej nielubianych przeze mnie postaci,do tego nierób, powinienem wylecieć szybciej.

Kelly- fajna zawodniczka, coś tam kombinowała, ale chyba za szybko, no i miała pecha z tym "mistery vote".

Clarence- co za gościu jak można tak się zachowywać od samego początku, masakra. Do zapomnienia :wink:

Lindsey- Następna, której nie lubiłem, straszna histeryczka. Dodatkowo wydawało jej się, że jest niewiadomo jak silna a wciąż rzyczała. Zachowanie młodych z Samburu po tym jak zdobyli przewagę było bardzo nierozsądne, gdyby nie to wywyższanie się, może nie sprzedaliby informacji o poprzednich głosowaniach.

Silas- ofiara twista, facet chyba nie mógł nic na to poradzić, tragiczny twist dla niego. Myślałem, że będzie trzymał ze starszymi w Samburu ale wybrał młodych, mieli szczęście i to im się opłaciło.

Linda- Strategicznie dno bo naskakiwała na młodych z Samburu i dziwnie sie zachowywała, ale jakoś tak wzbudza sympatię tą swoją energią i uśmiechem.

Carl- od początku kombinował, podobało mi się to, szkoda, że odpadł jako pierwszy z Samburu, może udałoby mu się namieszać. Zaszkodziła mu informacja o stanie majątkowym, mógł się nie chwalić, że jeździ Porsche.

Jessie- Typowa ofiara choroby.

Diane- To samo.

Zapraszam do dyskusji :wink:

[/i]

Awatar użytkownika
Fenistil
7th voted out
Posty: 125
Rejestracja: 22 sie 2017, 21:27
Lokalizacja: Kraków
Pochwalił: 2 razy
Pochwalono: 5 razy
Kontakt:

Survivor Africa (sezon 3)

Post autor: Fenistil » 24 sie 2017, 11:32

Skończyłem wczoraj trzeci sezon, więc czas na następną porcją przemyśleń. Kolejne sezony jeszcze czekają na obejrzenie, więc nieznacznie przystopuję z częstotliwością komentowania. ;)

Trzeci sezon miał niesamowicie ciekawy początek, w którym na dobrą sprawę mieliśmy trzy plemiona zamiast dwóch - Samburu byli tak wyraźnie podzieleni na pół, że nic nie dało się z tym zrobić. Starsi Samburu chcieli wciągnąć w sojusz Silasa, ale nie wypaliło i niestety mając tak wyraźny czteroosobowy sojusz żadna z połówek Samburu nie miałaby na dłuższą metę szans po Merge'u, gdy resztki drugiej połówki zwrócą się przeciwko niej. To była dobra lekcja o tym, że pierwsze kilka dni to trochę za wcześnie na takie ewidentnie jawne sojusze.

No ale przyszedł pierwszy w historii twist Survivora i sporo namieszał, oj namieszał... Efekt był fantastyczny. :) No i okazało się, że bardziej spójni jako plemię Boran mogą już rozdawać karty po Merge'u. Szkoda tylko, że od wyeliminowania Kelly i Brandona wszystko toczyło się już bez zaskoczeń i znajomymi torami...

Diane - Ofiara choroby, która przez większość czasu leżała.

Jessie - Kolejna ofiara choroby, nic szczególnego nie mogę o niej powiedzieć.

Carl - Szkoda, że odpadł tak szybko, bo miał zadatki na dobrego gracza. Szkoda, że taki czynnik jak stan majątkowy stał się idealną wymówką przy głosowaniu, bo gdyby nie to, to nie wiadomo kogo młodsi Samburu by ustrzelili. A przy tak wyraźnym rozłamie w sojuszu trudno byłoby uniknąć remisu 4-4 i rozstrzygnięcia przez quiz na Radzie. Może trochę za wcześnie próbował wciągnąć w swój sojusz Silasa? Bo wtedy ten jasno wiedział, że trzeba albo się przyłączyć, albo szybko uformować kontrujący sojusz.

Linda - Bardzo ją lubiłem, bo jak nikt inny była związana z Matką Afryką i potrafiła okazać respekt jej potędze. Po wyeliminowaniu Carla pokochałem ją jeszcze bardziej, gdy zaczęła ironicznie szydzić z młodszych Samburu prosto w twarz. :D Trzeba przyznać, że pod kątem strategii nie było to zbyt mądre, ale za to jakie satysfakcjonujące! :D Bardziej powściągliwi Teresa i Frank jeszcze na trochę się uchowali, a ona z kolei była dość oczywistym celem, ale i tak było warto. 8-)

Silas - Okropnie go nie lubiłem. Taki cwaniaczek z irytującym uśmieszkiem. Oczywiście nie można go obwiniać o to, że szybko złamał obietnicę dołączenia do starszych Samburu i że sprzymierzył się z młodymi, by tych starszych wycinać, bo wybrał co uważał za słuszne. Ale to, ile mściwej satysfakcji mu to bardzo wyraźnie dawało, zraziło mnie do niego zupełnie. Trzeba przyznać, że twist kompletnie zniszczył mu grę, ale mnie jego wywalenie dostarczyło masę satysfakcji.

Lindsey - Zapamiętam ją głównie z tego, że zamiast pracować, bawiła się w robienie naszyjników i że ogólnie była jakaś taka płaczliwa. Jako jedna z młodszych Samburu automatycznie mojej sampatii sobie nie zaskarbiła, ale podpadła mi jeszcze bardziej, gdy próbowała w celu ocalenia własnej skóry przekonać byłych Boran do głosowania na Brandona, którego śmiała nazwać przyjacielem. A potem jeszcze na radzie popłakała się i zrobiła z siebie bohaterkę, że na niego ostatecznie nie zagłosowała. Good for you, ale planowanie czegoś nikczemnego i powstrzymanie się od wykonania tego to nie powód do chwalenia się. A inna sprawa, że byłym Boran głosowanie na kogokolwiek oprócz Lindsey, nawet z głosem Lindsey, kompletnie się nie opłacało, bo wtedy Lindsey mogłaby w ostatniej chwili zmienić głos i byłby remis.

Clarence - Szalenie głupio postąpił na początku i to go przekreśliło na resztę rozgrywki. Mógłby się zorientować, że otworzenie puszki z jedzeniem - jakikolwiek nie byłby powód - to nigdy nie jest coś, co robisz bez konsultacji z grupą. Na dodatek nakarmił wtedy nie tylko chorą Diane, ale sam też trochę podjadł, co dyskwalifikowało go już całkowicie. Boran trzymali go właściwie tylko dla jego siły w Wyzwaniach, a po Merge'u nie był ani niegroźny w indywidualnej rywalizacji, ani szczególnie lubiany i w związku z tym musiał odpaść.

Kelly - Niewiele mogę o niej napisać oprócz tego, że swoje odpadnięcie na tym etapie zawdzięcza przypadkowi, a także paranoi i głupocie Lexa. Gdyby pobyła w programie dłużej, to może dałoby się ją nieco lepiej poznać, bo na pewno nie jest nijaka, choć nie pokazywano jej zbyt często. Nie dziwię się, że mogła być wkurzona swoim odpadnięciem i sposobem, w jaki to się stało. Szkoda jednak, że o jej końcowym głosie na zwycięzcę zadecydował los... O ile pytanie Grega z pierwszego sezonu o liczbę wydało mi się tylko świetnym żartem, a nie niczym decydującym o głosie (poprawcie mnie, jeśli tak nie było), to Kelly otwarcie powiedziała jakie są kryteria.

Brandon - Sprzedawczyk i idiota do potęgi! Mógł spokojnie zagwarantować sobie miejsce w czołówce, gdy pomiędzy Lexem i Kelly się posypało. To jego głos ostatecznie decydował które z tej dwójki odejdzie. Czy on naprawdę liczył na szczęśliwą wizję tego, że tamta czwórka z sojuszu przygarnie go jak swego? A nawet jeśli, to gdzie by go dociągnęli? Najdalej do czołowej piątki, a potem poleciałby na pewno. Zresztą nawet po wyeliminowaniu Kelly, tuż przed tym jak poleciał, mógł się łatwo wybronić. Wystarczyło przekonać swoich ludzi z Samburu, że głosowanie na Kelly to był tylko element strategii, żeby pozwolić Boran wyeliminować kogoś ze swoich, a tak naprawdę jest z nimi i wyeliminować przy stanie 4-4 Toma, który miał nazbierane więcej głosów z poprzednich Rad Plemienia niż ktokolwiek z nich. A już zupełnie inna sprawa, że zdegustowała mnie jego dwulicowość już wcześniej, gdy na Radzie Plemienia obściskiwał się z odpadającą "przyjaciółką", Lindsey, a już dzień później przed kamerami nazwał Lindsey głupią i stwierdził, że się poniżyła... Na dodatek nie podobało mi się, jak nazwał Ethana głupim za to, że w odpowiedzi na jego pytanie przy głosowaniu na zwycięzcę, uznał właśnie Brandona za najmniej godnego finału. Może to sobie nazwać głupim, ale moim zdaniem świadczy to bardziej o tym, że Ethan miał jaja i był szczery zamiast mu się sztucznie podlizywać.

Frank - Od początku go lubiłem, choć później coraz bardziej i bardziej wychodziła z niego natura odludka i przez to nie miał jakichkolwiek szans, by zajść dalej niż zaszedł.

Kim Powers - Przez większość sezonu była to dla mnie taka twarz w tłumie i nikt szczególny - po prostu jedna z tych "złych" młodszych Samburu. Choć tuż przed odpadnięciem zaczęła mi się wydawać całkiem sympatyczna.

Teresa - Chyba moja ulubiona postać tego sezonu i chyba w ogóle do tej pory. Była taką cichą myszką, która przez większość czasu starała się nie wychylać, a jednak bez przerwy próbowała po cichu zjednywać sobie przyjaciół. Wszelkie próby namieszania czegoś w głównym sojuszu - czy to poprzez próbę rozbudzenia kobiecej solidarności, czy poprzez finalną, świetnie przemyślaną próbę napuszczenia Lexa na Toma - były głównie jej zasługą. Nie mówiąc już o tym jednym przypadkowym wczesnym głosie na Lexa, który wywołał potem tyle zamieszania. Uwielbiam!

Tom - Po raz pierwszy natknąłem się na uczestnika, z którego bełkotu połowy treści nie jestem w stanie zrozumieć i mogę tylko się jej domyślać. :) Trochę szalony gość - chwilami był całkiem zabawny, a jego dziwnych wygibasów nie da się odzobaczyć :shock:

Lex - Na początku był w porządku i nic do niego nie miałem, ale gdy rozpoczął swoje polowanie na czarownice przez jeden głupi przypadkowy głos, to zraziłem się do niego zupełnie. Koleś! Przecież ten głos mógł oddać każdy! Masz cztery osoby poza swoim sojuszem - dlaczego zakładasz, że będą zawsze głosować, jak ci się podoba!? Mógł sobie zniszczyć grę przez swoją paranoję i tylko głupocie Brandona zawdzięcza, że tak się nie stało. Do tego zaczęło mnie wkurzać, że zaczął się rządzić w sojuszu jakby sam jeden o wszystkim decydował - to on chciał zawsze decydować na kogo głosować, oczekiwał od innych uległości w sprawie strategii i denerwował się, gdy ktoś miał na te tematy inne zdanie.

Kim Johnson - Imponujące, że kobiecie w jej wieku udało się dojść do finału i przede wszystkim pokonać w teście wytrzymałościowym dwóch młodych, wysportowanych facetów. Choć trzeba przyznać, że na wygraną raczej nie zasługiwała, bo byłaby takim zwycięzcą z przypadku.

Ethan - Od początku go lubiłem - bardzo pozytywny i wiecznie uśmiechnięty gość, a do tego piłkarz. :) Nie wychylał się z szeregu przez większość czasu. Głównie dzięki dobrym relacjom z innymi i sporej dawce szczęścia w tym finale się w ogóle znalazł, ale cieszy mnie jego zwycięstwo, bo polubiłem go jako osobę. Co prawda może i jest najmniej "zasłużonym" zwycięzcą spośród trzech pierwszych sezonów, ale jednocześnie trudno mi wskazać kogoś innego z czołowej czwórki, kto na to zwycięstwo bardziej by zasługiwał.

r&b
1st jury member
Posty: 155
Rejestracja: 03 kwie 2017, 19:29
Kontakt:

Survivor Africa (sezon 3)

Post autor: r&b » 06 wrz 2017, 23:47

Sezon szczególnie wyróżniał się klimatem. W sumie chciałbym jeszcze raz zobaczyć ich w Afryce, zawsze by była to jakaś odmiana. Zwycięstwo Ethana oczywiście było zasłużone, ale ja bym powiedział, że nie było... spektakularne? Miał po prostu dobrą grę, ale pamiętam, że przy oglądaniu był mi całkowicie obojętny. Lubiłem za to Teresę i szkoda, że faktycznie nie udało jej się przebić przez mur z czwórki Boran. Frank był ciekawą postacią, no i trzymał się Teresy, także na plus. Pamiętam jeszcze Kim P, bo chociaż nie było jej za dużo, to zawsze wydawała się być sympatyczna, nawet jeśli trzymała się z takimi osobami jak Brandon, Lindsey, Silas. No i jeszcze w głowie utkwiła mi Kelly, ale głównie to za jej ostatni odcinek, gdzie mocno hejtowała Lexa (albo może coś źle pamiętam) XD.

Awatar użytkownika
Saw
4th jury member
Posty: 332
Rejestracja: 15 wrz 2017, 12:41
Pochwalił: 4 razy
Pochwalono: 5 razy
Kontakt:

Survivor Africa (sezon 3)

Post autor: Saw » 21 wrz 2017, 21:41

Oglądałem ten sezon chyba trzy razy i oceniam go bardzo pozytywnie. Największy plus oczywiście za lokalizacje. Bardzo lubię sezony na wyspach gdzie są piękne plaże, ale taka odskocznia jaką była Afryka wypadła super. Uczestnicy nie mieli tak łatwo jak w innych sezonach. Pamiętam że ktoś zawsze musiał w nocy stać na warcie i pilnować przed dzikimi zwierzętami. Klimat też im nie służył, bo już na początku dwie osoby się rozchorowały. Co do strategii, to było jej nawet dużo. Oczywiście nie było jakiś nieprzewidywalnych rad plemienia, ale pojawiały się sojusze i knucie. Po odpadnięciu Brandona trochę dynamika sezonu siadła i zrobiło się nudno. Ale ogólnie nie ma wielkich powodów do narzekań . Podczas tego sezonu pierwszy raz w survivor był twist z przemieszaniem plemion i jak widać świetnie się przyjął ;) Ja ten twist bardzo lubię, bo może sporo namieszać w grze.

Diane - ofiara choroby. Jedyne co z nią kojarzę, to że Clarence nakarmił ją jedzeniem z puszki.
Jessie - kolejna osoba którą pokonała choroba. Szkoda bo dziewczyna ładna i nie mogła się tak naprawdę sprawdzić.
Carl - nieźle kombinował od początku. Można powiedziec że był liderem sojuszu starszych w Samburu. Niepotrzebnie się chwalił że jest bogaty, bo może by się jeszcze jakoś uchronił.
Linda - nie przepadałem za nią. Ale mimo że kibicowałem sojuszowi młodszych w Samburu to podobało mi się jak się z nich naśmiewała. Jednak trzeba przyznac że takim zachowaniem sama się narażała i była pierwszą na liście do odstrzału.
Silas - całkiem niezły był z niego gracz. Myślę że dobrze wybrał trzymając z młodymi. Zdawał sobie sprawę że ze starszymi może miec dobra pozycję tylko do czasu i że cięzko będzie mu się tam przebić. Nie wiedział tylko że podczas tego sezonu zostanie wprowadzony twist z przemieszaniem plemion, który jak się później okazało całkowicie go zniszczył. Miał tak fatalną pozycję że nie miał szans się uratować.
Lindsay - fajna dziewczyna. Ogólnie wyglądała na taka niewinną ale wcale taka nie była. Pod koniec chciała sie jakoś uratować kosztem Brandona ale się nie udało. Na pewno plus za walkę. Czasem tylko denerwowało jej marudzenie i płacz.
Clarence - on chyba zupełnie nie ogarniał w jakim programie był. Przynajmniej ja miałem takie wrażenie. Pamiętna była sytuacja z wyżarciem jedzenia czym od razu zraził do siebie wszystkich. Pod względem strategicznym nie pokazał zupełnie nic. Boranie przed połączenie był potrzebny jako siła w konkurencjach i przewaga w ilości nad dawnym plemieniem Samburu. Po połączeniu szybko się go pozbyli i dobrze. Pamiętam że bez sensu próbował się ratować, ale u swojego dawnego plemienia a nie szukał szansy w przeskoczeniu do Samburu.
Kelly - zdecydowanie jedna z ciekawszych osób w tym sezonie. Niestety pogrążył ją Lex swoimi podejrzeniami. Mądrze jednak dostrzegła że jest zagrożona i przeskoczyła do Samburu. Ten sojusz miałby naprawdę spory potencjał. Gdyby nic niespodziewanego się nie wydarzyło to byłaby szansa na F5 i wcale Kelly nie byłaby tam na straconej pozycji. Bardzo prawdopodobne że znalazłaby się pomiędzy dwiema dwójkami Teresa/Frank oraz Kim/Brandom. Ale jednak plan nie wypalił przez naiwnego Brandona. Teraz można tylko gdybac co by było gdyby.
Brandon - :( . Lubiłem go ale tylko do czasu. To co on zrobił głosując na Kelly to po prostu masakra. Miałby świetną pozycję, ale on jak dzieciak dał się namówić Lexowi. Nie wiem na co on liczył że Lex będzie go ciągnął aż do finału i że tak łatwo rozbije sojusz Borany. Zero myślenia z jego strony.
Frank - jakos tak nie dało się go lubić. Myślę że to taki indywidualista i to mu przeszkadzało w tej grze. Oprócz Teresy to chyba z nikim nie nawiązał jakieś większej relacji.
Kim P. - moja zdecydowana faworytka. Taka ładna i słodka dziewczyna. Ładnie sobie poczynała w programie. Szkoda mi jej było jak przyjaciel Brandon ją zdradził. Może strategicznie nie była jakas super, ale coś tam kombinowała by nie odpaść. Fajnie że skumała się z Teresą i wspólnie coś myślały. Ogólnie jako jedyna z młodych w Samburu miała niezłe relacje ze starszymi.
Teresa - kolejna osoba którą bardzo lubiłem. Widac że była rozważna i się nie wychylała, przez co długo się uchowała przed eliminacją. Po cichu kombinowała, ale nie udało się jej rozbić sojuszu Borany. Jestem zaskoczony jak świetnie grała przed Lexem że to ona na niego nie głosowała. Tym zdobyła u mnie dużego plusa.
Tom - bardzo pozytywny i sympatyczny facet. Był w dobrym sojuszu dlatego zaszedł aż tak daleko. Nie raz miałem wrażenie że ma coś nie tak z głową, bo jego zachowanie było niezrozumiałe. Ale widać że taki on jest i już.
Lex - kiedyś go nie cierpiałem, ale z czasem zacząłem się do niego przekonywać. Dobrze grał strategicznie i świetnie zmanipulował głupiutkiego Brandona. Był chyba najbarwniejszym bohaterem sezonu. Można powiedziec że wiódł prym i kontrolował sytuacje, choć czasem aż za bardzo pokazywał że rządzi przez co ludzie brali go za spore zagrożenie.
Kim J. - najbardziej nielubiana przeze mnie osoba w tym sezonie. Miała cos w sobie co od początku mnie irytowało. Mam jednak do niej szacunek że mimo wieku tak daleko zaszła i ograła dwóch facetów w ostatniej konkurencji. No i chyba to ona dała znak swoim byłym współplemieńcom znak żeby głosowali na Lindsay. Cieszę się że przegrała w finale bo jej zwycięstwo byłoby niezasłużone.
Ethan - całkiem spoko facet. Niczym się nie wyróżnił w tym sezonie, ale ogólnie uważam że wygrał zasłużenie. Cały czas trzymał się swojego sojuszu i nie narobił sobie wrogów. No po prostu nie wychylał się przed szereg i wolał być w cieniu. A przy tym prowadził niezłą grę.

Awatar użytkownika
Davos
4th jury member
Posty: 360
Rejestracja: 16 lut 2019, 01:44
Pochwalił: 1 raz
Pochwalono: 7 razy
Kontakt:

Survivor Africa (sezon 3)

Post autor: Davos » 28 lut 2019, 00:44

Spośród sezonów 1-5, które dotychczas obejrzałem, a które widziałem jeszcze w czasach, gdy lata temu leciały na tvp2, sezon 3 jest moim ulubionym. Bardzo wiele rzeczy mi się w tym sezonie podobało: ciekawa i fajna obsada, przebieg gry, pierwszy w historii twist, nawet sama czołówka no i wreszcie wybór miejsca na rozgrywkę - już w sezonie 2 miałem poczucie, że nasi rozbitkowie mają ciężkie warunki i te australijskie pustkowia mocno im dały się we znaki, a tutaj doszedłem do wniosku, że Afryka jest jeszcze gorsza ;) Mordercze temperatury, zwierzęta podchodzące pod sam obóz (konieczność stania na czatach z pochodnią w ręku, bo lwy miały ochotę zapuścić się do obozu :P) i wreszcie bardzo trudny dostęp do wody - żadnych oceanów, wodospadów i rzek, a jedynie lichy strumyk, do którego jeszcze słonie waliły kupy :D Fajne też były nagrody typu safari, wymiana kóz za jedzenie na targu czy możliwość dostarczenia wygranym samochodem zapasu leku dla pobliskiego szpitala. No miał ten sezon swój ciekawy, afrykański klimat :) I z przyjemnością go sobie odświeżyłem po latach.

To był też pierwszy sezon, w którym wygrał ktoś, komu kibicowałem od samego początku - nie wiem czemu, ale od pierwszego odcinka polubiłem Ethana i Lexa i miałem nadzieję, że obydwoje dojdą do finału, w którym wygra Ethan. No i niemal wszystko się udało :P
Choć trzeba też powiedzieć, że o ile strategicznie było tu ciekawie i nie brakowało zwrotów akcji to jednak zdarzały się też bardzo duże błędy.

Ale po kolei:

Diane - nie wiem, czy faktycznie dopadła ją jakaś choroba, jak niektórzy moi przedmówcy pisali. Mi się wydawało, że ona po prostu nie wytrzymała fizycznie pierwszej konkurencji i zasłabła, a potem trochę czasu trwało, zanim doszła do siebie. Tak czy siak, po tej konkurencji była pierwsza do odstrzału. Nawet nieźle kombinowała, gdy próbowała się jeszcze ratować i stwierdziła, że nie chciała, żeby Clarence otwierał dla niej tą puszkę z jedzeniem i w ten sposób próbowała go wykopać, wykorzystując fakt, że plemię jest na niego wkurzone. Ale wiadomo, że Clarence był drużynie jeszcze potrzebny do wygrywania konkurencji więc to Diane musiała odpaść.

Jessie - ją ewidentnie pokonało odwodnienie, po którym wymiotowała i była słaba. I to był główny czynnik, dla którego odpadła. Inna sprawa, że Jessie nie zrobiła za bardzo niczego, żeby temu zapobiec i nie próbowała coś pograć strategicznie. Dlatego jako gracz wypada kiepsko.

Carl - ten dla odmiany już od samego początku nieźle kombinował. Plus dla niego za to, że zawiązał czteroosobowy sojusz i to był naprawdę dobry ruch, aczkolwiek próba wciągnięcia do sojuszu Silasa jak widać mu się nie opłaciła. Szkoda, że tak wcześnie odpadł, aczkolwiek Carl zrobił duży błąd, mówiąc innym o tym, że jeździ Porsche i dając do zrozumienia, że jest bogaty. To go od razu wystawiło na pierwszy strzał ze strony sojuszu młodych. Inna sprawa, że miał trochę pecha już w samym głosowaniu, bo o jego losie decydował quiz (po raz pierwszy w historii Survivor). Gdyby Carl go wygrał to odpadłaby Lindsey i wtedy to sojusz starszych rządziłby w plemieniu. Ciekawe tylko, czy potem ich losy nie potoczyłyby się tak samo, jak losy młodych Samburu po mergu bo mimo wszystko plemię, które jest tak ostro podzielone na pół, mocno zmniejsza swoje szanse dojścia do finału swoich członków. Bo co z tego, że ma się czteroosobowy sojusz, skoro drugie plemię jest zjednoczone, a jeszcze mogą do niego dołączyć członkowie "swojego" plemienia, z którymi od początku się walczy. To się na dłuższą metę po prostu nie opłaca.
Zastanawiam się jeszcze, czy Carl i spółka nie wyszliby lepiej, gdyby po prostu nie mówili nikomu o swoim sojuszu i udawali, że go nie ma. Wtedy może Silas nie nabrałby podejrzeń i nie tworzył kontrsojuszu. A przynajmniej nie od razu.

Linda - zaczęła dobrze, tworząc z Carlem sojusz i włączając do niego Franka i Teresę, ale potem sama wystawiła się na strzał, robiąc sobie żarty z młodych Samburu. Mnie akurat to jej zachowanie irytowało i nie dziwię się, że Linda poleciała, bo sam bym na ich miejscu na nią głosował. To jej zachowanie było naprawdę dziwne. Teresa i Frank o wiele lepiej to rozegrali.

Silas - gość, któremu twist kompletnie zniszczył grę. Ale też gość, obok którego ciężko przejść obojętnie, bo wzbudza skrajne uczucia ;) Ja go akurat lubiłem, podobało mi się, że dużo myślał o strategii i zrobił w konia starszych :P Aczkolwiek jego ruch był bardzo ryzykowny, bo zdradzając starszych i tworząc kontrsojusz młodych, uzależniał swoje losy od tego, kto będzie lepszy w quizie, bo przecież było wiadomo, że w głosowaniu będzie remis i dogrywka niczego nie da. Gdyby w quizie Carl wygrał z Lindsey to Silas by poleciał już w kolejnym głosowaniu, bo idę o zakład, że starsi by byli na niego wkurzeni za zdradę i chcieliby go wyeliminować jak najszybciej. Moim zdaniem Silas o wiele więcej by zyskał, gdyby jednak wszedł w sojusz ze starszymi bo wtedy byłby w pięcioosobowym sojuszu, a takie coś daje nie tylko przewagę na starcie we własnym plemieniu, gdzie od razu ma się większość, ale też bardzo mocną pozycję wyjściową po mergu, zakładając oczywiście, że wszystkie 5 osób do niego dotrwa. Tutaj jedynym problemem by był fakt, że Silas był jedynym młodym w tym sojuszu więc teoretycznie po dojściu do Top5 inni starzy mogliby chcieć go wyeliminować, ale bardziej prawdopodobne wydaje mi się, że zrobiłyby się tu jakieś pary (np. Frank-Teresa i Carl-Linda, albo Frank-Carl i Teresa-Linda), a Silas byłby tym, który może przeważyć szalę na korzyść jednej z par więc miałby duże możliwości manewru i nawet dojścia do finału. No i w takim wariancie twist by mu też aż tak nie zaszkodził, bo gdyby przeszedł do Boran razem z Frankiem i Teresą, którzy byliby wtedy jego sojusznikami to miałby duże szanse wyciąć kogoś z Boran i się utrzymać.
Tak czy inaczej, Silas wybrał sojusz z młodymi, co po uzyskaniu większości ustawiło go w pozycji głównego rozgrywającego w plemieniu, bo widać było, że Lindsey, Kim i Brandon traktowali go jako lidera, który uratował im tyłki (widać to było po reakcji Lindsey jak Samburu przyszło na pierwszą konkurencję po wyeliminowaniu Silasa, a Lindsey przerażona powtarzała tylko: "Oh my God, they voted Silas"). No, ale przyszedł twist i Silas miał naprawdę pecha, że przeszedł do Boran akurat z Teresą i Frankiem, którzy tylko czekali, żeby się na nim odegrać :) Silas znalazł się zatem w fatalnym położeniu, bo miał wszystkich przeciwko sobie i tylko wygranie przez Boran immunitetu mogło go ocalić, ale widać było, że w tych zawodach nikomu oprócz niego na tym immunitecie nie zależało :D Aż mi go było szkoda, bo biegał jak szalony, walczył z całych sił, a jego plemię specjalnie spowalniało zadanie, żeby przegrać :P Potem jeszcze Silas próbował przekabacić Ethana i Kim J., ale wiadomo, że to było z góry skazane na niepowodzenie więc musiał odpaść.
A z takich jego błędów to na pewno bezsensowne i trochę zabawne było namawianie starych z Boran, żeby głosowali na Lindsey, bo ona i tak już miała głosy, a innym mogły te głosy później zaszkodzić. Nie ma to jak prosić o przysługę osoby, którym wprost się mówi, że będzie się ich systematycznie eliminować :D Nic dziwnego, że Frank, Teresa i Linda na przekór Silasowi oddali na niego głosy na najbliższej radzie plemienia :D Sam bym tak na ich miejscu zrobił.

Lindsey - niezbyt ją lubiłem, nie podobało mi się jej zachowanie - najpierw opowiadanie, jak to sobie świetnie poradzi w afrykańskich warunkach, a potem płacz i marudzenie, kiedy się okazało, że jednak sobie kompletnie nie radzi :P Do tego aroganckie zachowanie wobec starszych po wyeliminowaniu Carla. Niby strategicznie kombinowała od początku z Kim i Brandonem, ale to Silas był tym, który jej uratował tyłek na pierwszym głosowaniu i to on w tym sojuszu przejął rolę lidera. Do tego jeszcze zastanawiała się, czy nie zdradzić Brandona, w potem na radzie plemienia odstawiła teatr o "przyjaźni", a prawda jest taka, że i tak wiedziała, że Lex, Tom i Kelly jej nie uwierzą, że zmieni strony więc po prostu trzymała się sojuszu z Kim i Brandonem licząc na to, że głosy pójdą na Brandona, a nie na nią. No i się przeliczyła.

Clarence - fatalna kucha z tym wyżarciem jedzenia z puszki na samym początku. Niby tłumaczył się, że otworzył puszkę dla Diane, ale jednocześnie sam z niej też skorzystał i nie zapytał grupy o pozwolenie. Plemię go wtedy oszczędziło tylko dlatego, że Clarence był potrzebny do dalszych walk, bo był mocny fizycznie, ale ten błąd ciągnął się za nim cały czas więc nic dziwnego, że on poleciał zaraz po mergu, kiedy nie miał żadnych sojuszy, a był dla innych zagrożeniem w walkach o immunitet. Jako osoba był sympatyczny, ale ta obsesja na punkcie jedzenia plus ciągłe malowanie twarzy i gapienie się godzinami w lusterko sprawiały, że inni postrzegali go jako żarłoka i narcyza. Oprócz tej puszki na początku kojarzę jeszcze sytuację, że grupa otworzyła jakąś inną puszkę ze śliwkami i każdy miał wziąć po jednej, a Clarence wziął dwie, co kilka osób zauważyło :D Niby pierdoła, ale takie rzeczy właśnie powodują, że można szybko zrazić do siebie ludzi i narazić się na odstrzał.
Minus dla Clarence'a też za to, że nie próbował tworzył żadnych sojuszy. Skoro wiedział, że u Boran ma przerąbane to powinien o mergu próbować tworzyć jakiś kontrsojusz z byłymi członkami Samburu, a on z tym nic nie zrobił. A przecież wiedział, że zostanie wykopany, bo Lex mu o tym wprost powiedział.

Kelly - chyba najbardziej pechowa osoba w tym sezonie zaraz po Silasie ;) Na początku niby nie była w sojuszu z Lexem, Ethanem i Tomem, ale dzięki twistowi siłą rzeczy musiała trzymać z Lexem i Tomem i przez to stała się pełnoprawnym członkiem sojuszu Boran. Ten głos na Lexa od Teresy stał się takim "pocałunkiem śmierci" dla Kelly, którą Lex niesłusznie zaczął podejrzewać o zdradę. Kelly zrobiła dobry ruch, przeskakując do byłych członków Samburu i kto wie, jak daleko by zaszła, gdyby nie zdrada i fatalny błąd Brandona. Aczkolwiek, o ile Kelly dobrze grała i zrobiła sporo, żeby się ratować, wydaje mi się, że powinna jeszcze spróbować szczerej rozmowy z Ethanem i Kim, skoro Lex jej nie wierzy. Wydaje mi się, że gdyby pogadała z każdym po kolei ze swojego starego sojuszu i próbowała ich mocno przekonywać, że to nie ona zagłosowała na Lexa to może by ostatecznie z tego sojuszu nie wypadła.

Brandon - autor jednego z najgłupszych błędów, jakie widziałem w Survivor :D Na początku nawet dobrze grał, był w sojuszu młodych, a po twiście miał dobry pomysł, żeby spróbować wziąć na siebie głosy byłych z Boran i doprowadzić do quizu o wiedzy, w którym faktycznie mógłby wygrać z Tomem. Ale po mergu i wywaleniu Kelly z sojuszu Boran, przejście przez Brandona na ich stronę było totalnie bezsensownym ruchem, bo nawet, gdyby się w tym sojuszu utrzymał to doszedłby i tak max do Top5. Chyba, że dalej zdobywałby immunitety, ale nawet gdyby jakimś cudem doszedł do finału to i tak nie wygrałby, bo inni mieliby do niego pretensje o zdradę. Wiem, że on bardzo nie lubił Franka i cały czas mówił, że nie chce razem z nim głosować, ale gdyby potrafił wznieść się ponad personalne animozje i trochę ruszyć głową to razem z Kim, Kelly, Teresą i Frankiem i tak miałby Top5, a duża szansa, że doszedłby jeszcze dalej. No i nikogo by nie zdradził więc miałby większe szanse na wygraną w ewentualnym finale. A tak pomógł sojuszowi z Boran, który i tak mu nie ufał (poza Lexowi) i za chwilę go wykopał. Strategicznie Brandon naprawdę dał ciała na całej linii.
A pod względem charakteru też się zbyt dobrze nie zaprezentował. Pomijając już tą zdradę Kim to jego dwulicowość było widać w wielu momentach. A najbardziej chyba wtedy, kiedy przy odpadnięciu Lindsey płakał na radzie plemienia, a potem do kamer mówił, że cieszy się z jej odpadnięcia, bo miał już jej dosyć :D
Zabawne było natomiast, że w jednych zawodach los go przydzielił do pary z Frankiem i akurat im się udało wygrać :D I potem spędzili razem wieczór przy oglądaniu filmu, a reszta plemienia miała z tego powodu niezły ubaw :D Los jednak bywa przewrotny :)

Frank - twardy, zasadniczy, pracowity i szczery - jak to żołnierz :) Na początku wszedł w dobry sojusz, a po odpadnięciu Carla starał się dużo pracować i nie denerwować zbytnio młodych, przez co Linda odpadł przed nim, a Frank dotrwał do twistu i mergu. Lubiłem tego gościa, ale nie da się zaprzeczyć, że trochę za bardzo się izolował od plemienia. W każdym razie dotrwał tak daleko, jak w jego sytuacji się dało. Biorąc pod uwagę fakt, że jego pierwszy sojusz się rozpadł, a po twiście i mergu Frank i tak był w mniejszości, dużo więcej nie mógł zdziałać. Zwłaszcza, że Brandon w ogóle nie dopuszczał do siebie myśli, że może być z Frankiem po jednej stronie.
Tak czy inaczej, Frank był całkowitym przeciwieństwem Brandona i fajnie się oglądało ich wzajemne utarczki :P

Kim P. - nie wzbudziła we mnie jakichś większych emocji. Trzymała się z Brandonem aż do momentu jego zdrady, a potem niby próbowała coś kombinować z Teresą, ale dużo strategii nie pokazała. Pod koniec sezonu zaprezentowała się jako sympatyczna osoba, ale to właściwie tyle.

Teresa - jedna z najciekawszych osób w tym sezonie i nie dziwię się, że tyle osób ją lubi i jej kibicowało. Na początku wkręciła się w czteroosobowy sojusz, ale po odpadnięciu Carla starała się nie wchodzić młodym w drogę i ich niczym nie wkurzać, dzięki czemu przetrwała aż do twistu. Potem też jej dobrze szło, szybko skumała się z Kim i pozbyła Silasa, przekazała też informacje, że Lindsey miała wcześniej głosy. Po mergu pokazała wytrwałość, gdy zdobyła immunitet, a jednocześnie dotrzymała słowa, nie głosując na Clarence'a, a oddając głos na Lexa, który dość przypadkowo wywołał mają wojnę i mógł odmienić losy Teresy, gdyby nie głupi błąd Brandona. Potem też dobrze kombinowała, bo z jednej strony cały czas miała dobrą social game, przez co wszyscy ją lubili, a z drugiej próbowała cały czas różnych strategii, w tym przeciągnięcia Kim J. na swoją stronę. Dobrze też potrafiła się przystosować bo np. chciała podburzyć Toma i Kim przeciw Lexowi, żeby go wyeliminować, ale jak Lex zdobył immunitet to zaraz zmieniła strategię i poszła do niego, przyznała się, że wcześniej to ona na niego oddała głos i próbowała podburzyć Lexa przeciw Tomowi. Na pewno za to wszystko duży plus, bo chociaż Teresa ostatecznie skończyła na piątym miejscu, walczyła do samego końca. Nie rozumiem tylko jednej rzeczy - dlaczego ona zagłosowała na Franka na radzie plemienia, na której on odpadł? Niby tłumaczyła ze łzami w oczach, że to głos strategiczny, ale on i tak nie miał zupełnie znaczenia, bo Frank tak czy siak odpadłby głosami sojuszu z Boran. Trochę przez to Teresa straciła w moich oczach... Ale generalnie i tak oceniam ją bardzo pozytywnie.

Tom - zabawny i wyluzowany facet, którego trudno było nie lubić :) Tylko ten jego akcent... Często nie mogłem zrozumieć, co on mówi :D Strategicznie dobrze grał, bo wkręcił się w mocny sojusz i umówił się z Lexem i Ethanem, że będą w Top3. I gdyby nie immunitet Kim J., tak by zapewne się stało. Do tego świetna social game. Jedynie w końcówce sezonu miał małą spinę z Lexem o wyłamanie się z głosowania przez tego drugiego na Brandona. Ale poza tym incydentem ich sojusz trzymał się mocno.

Lex - drugi z moich ulubionych uczestników w tym sezonie, zaraz za Ethanem. Lider mocnego sojuszu, z dobrą social game, aczkolwiek nie ustrzegający się błędów. Największym z nich było oczywiście oskarżenie Kelly o zdradę i wyrzucenie jej z sojuszu, co mogłoby go i przy okazji cały sojusz kosztować bardzo wiele, gdyby nie zdrada Brandona... Z drugiej strony Lex potrafił w miejsce Kelly pozyskać Brandona więc to mu trzeba zaliczyć na plus. Drugim błędem, aczkolwiek trochę mniejszym, było mówienie Clarencowi, że sojusz będzie na niego głosować. Niby to było uczciwe i honorowe, ale jednak bardzo ryzykowne. Tak samo zresztą Lex zaryzykował z Kelly, bo jeśli chciał się jej pozbyć to mógł ją po prostu cały czas utrzymywać w przeświadczeniu, że ona nadal jest w sojuszu i jak do niego przyszła pytać, na kogo będą głosować, mógł jej powiedzieć np. "dziś głosujemy na Franka" i wtedy by nie było ryzyka, że Kelly pójdzie do przeciwników. Ale poza tymi incydentami, Lex bardzo dobrze sobie radził, trzymał się mocno z Ethanem, Kim i Tomem (poza tą lekką spiną o głosowanie ws Brandona), a dzięki ruchowi z Brandonem mógł sobie zapewnić jego głos w ewentualnym finale. Do tego miał dobry kontakt z Teresą i Frankiem więc tutaj też dobrze prowadził social game. No i co bardzo ważne - był naprawdę świetny w konkurencjach, zdecydowanie najlepszy spośród wszystkich w tym sezonie. Bo nie dość, że wygrywał immunitety akurat wtedy, kiedy był najbardziej zagrożony to jeszcze wygrywał też w konkursach o nagrody rzeczowe. I uczestniczył w sumie we wszystkich najlepszych nagrodach - najpierw ten wyjazd na targ i do restauracji, gdzie zabrał go Ethan, ale później już samodzielnie wygrany wyjazd na Safari i potem jeszcze wygranie auta. A trzeba powiedzieć, że Lex wygrywał nie tylko w konkurencjach fizycznych, ale też umysłowych więc naprawdę pokazał się jako wszechstronna, a przy tym zdeterminowana osoba. Mi tym bardzo zaimponował.
I moim zdaniem Lex wycisnął z tego sezonu wszystko, co dało się wycisnąć nie będąc finalistą.

Kim J. - do finału doszła dzięki temu, że inni dołączyli ją do sojuszu, no i dzięki dwóm immunitetom, bez których by się w nim nie znalazła. Na pewno szacun dla niej, że mimo starszego wieku potrafiła te immunitety wygrać, zwłaszcza w konkurencji z trzymaniem totemu, gdzie pokazała wielką wytrwałość i pobiła dwóch młodych facetów. Ale jako gracz mogła zrobić kilka lepszych ruchów. Na pewno wybór Ethana do finału był z punktu widzenia strategicznego błędem, choć rozumiem jej motywy, bo ona była emocjonalnie z nim mocno związana. Tak jak i z Lexem, no ale Lex już trochę wcześniej powygrywał. Inna sprawa, że moim zdaniem w finale z Lexem też by przegrała, choć może nie aż 2:5. Tutaj stosunek głosów byłby pewnie 3:4.
Mały plus dla niej za przemowę, którą pozyskała głos Kim P na finałowej radzie plemienia. Ale jak widać, było to za mało, żeby zdobyć milion.

Ethan - moim zdaniem w pełni zasłużony zwycięzca, choć zbyt obiektywny pewnie nie jestem, bo trzymałem za niego kciuki od samego początku :D Ale chyba każdy przyzna, że Ethan rozegrał wszystko świetnie - był w mocnym sojuszu i konsekwentnie się go trzymał, był dobry w zawodach i przede wszystkim rewelacyjnie prowadził social game. Nie było chyba nikogo, kto miałby do Ethana o cokolwiek jakieś pretensje. I nie zaszkodziło mu nawet powiedzenie Brandonowi prosto w twarz, że uważa go za najmniej godnego do bycia w finale :D Brandon się za to obraził i zmienił decyzję, ale co z tego, skoro Ethan i tak dostał głos od 5 innych sędziów. A Kim P., która ostatecznie zagłosowała na Kim J., mówiła przed głosowaniem, że raczej skłania się ku Ethanowi, ale potem przekonała ją odpowiedź Kim J. Ale to oznacza, że Ethan, gdyby jeszcze bardziej się postarał i nie obraził Brandona to teoretycznie mógł wygrać w finale nawet 7:0. Albo 6:1. To tylko potwierdza, że social game miał na naprawdę niesamowitym poziomie, a to jest przecież w tej grze równie ważne, jak strategia.
Swoją drogą ja nie uważam, że Ethan w sojuszu był pionkiem Lexa. Widać było, że tych dwóch ze sobą dużo rozmawia i wszystko uzgadnia, zresztą Ethan nawet trochę się na Lexa wkurzył o brak głosowania przez tego drugiego na Brandona. Nawet, jeśli Lex był liderem to na pewno nie takim, żeby wszystkim pozostałym cały czas narzucał swoją wolę więc myślę, że liczył się ze zdaniem innych co do głosowania, a na pewno brał pod uwagę zdanie Ethana.
Ethan zasłużył na ten milion i cieszę się, że go zgarnął :)
Obrazek

Awatar użytkownika
ciriefan
sole survivor
Posty: 4992
Rejestracja: 27 mar 2010, 00:00
Island of the Idols: Janet
Pochwalił: 9 razy
Pochwalono: 28 razy
Kontakt:

Survivor Africa (sezon 3)

Post autor: ciriefan » 26 lis 2019, 21:03

Silas został oskarżony o napaść i gwałt

https://people.com/crime/survivor-afric ... t-charges/

Awatar użytkownika
Davos
4th jury member
Posty: 360
Rejestracja: 16 lut 2019, 01:44
Pochwalił: 1 raz
Pochwalono: 7 razy
Kontakt:

Survivor Africa (sezon 3)

Post autor: Davos » 01 gru 2019, 22:25

O kurde 0_o
A ja go nawet lubiłem...
Obrazek

ODPOWIEDZ

Wróć do „Survivor 1 - 38”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 0 gości