WAŻNE! Osoby, które mają problem z zalogowaniem się na forum prosimy o usunięcie cookies/ciasteczek i ponowienie próby logowania.
Ciasteczka można usunąć za pomocą przycisku "Usuń ciasteczka witryny" w stopce forum.

Survivor South Africa: Champions

ODPOWIEDZ
Awatar użytkownika
Meciek
sole survivor
Posty: 1184
Rejestracja: 09 lut 2012, 00:00
Lokalizacja: Polska
Winners at War: Sophie
Survivor AU All Stars: Shonee
Kontakt:

Survivor South Africa: Champions

Post autor: Meciek »

Obrazek

Piąty sezon Survivor South Africa. W tym sezonie udział wzięło dwadzieścia osób wyłonionych z castingu. Oprócz tego w grze brali udział "czempioni", czyli zawodowi sportowcy, którzy pomagali graczom w zadaniach oraz życiu obozowym, ale nie mogli głosować podczas rady plemienia oraz inni nie mogli głosować na nich. Uczestnicy walczyli o milion. Z biorących w grze udział czempionów widzowie wybrali zwycięzcę, który zdobył pól miliona. Program realizowano na wyspach morza południowochińskiego.

r&b
1st jury member
Posty: 164
Rejestracja: 03 kwie 2017, 19:29
Kontakt:

Survivor South Africa: Champions

Post autor: r&b »

Odcinki są na Youtube. Jestem na trzecim i nawet mi się podoba. Odcinki co prawda są po godzinie z groszami, ale jakoś mnie nie nudzą. Cast jest po większości ogarnięty, jest strategia, jest życie obozowe, jest tematycznie, są historyjki o miejscu, w którym się znajdują. Ogólnie zajeżdża trochę old-schoolem, ale jest to taka miła odskocznia od frustrującej Wyspy Duchów. A no i akcent mi nie przeszkadza, może czasami trafi się jakieś słowo, które nie jest z angielskiego, albo jakoś tak niezrozumiale bełkoczą, ale ogólnie to rozumiem, co mówią.

Twist z Czempionami w sumie jest mi obojętny. Podczas premiery ich udział wiązał się z wysypem konf o nich, jacy to są super i jak bardzo inni chcą/nie chcą być z nimi w plemionach. Premiera ogółem była bardziej o nich niż o uczestnikach - oni wybierali plemiona i też oni walczyli w pojedynkach o dane nagrody dla plemion, co zabrało dużą część odcinka. Na początku pierwszy z nich był prezentowany jako ten pozytywny, a drugi bardziej "kontrowersyjny", ale z czasem okazuje się, że nie ma zbyt wielu różnic między nimi - oboje mają towarzyszyć i przewodzić plemionami w obozie i na zadaniach, a skoro nie głosują (jedyny głos jaki oddadzą to dopiero w finale), to nie mają po co mieszać się do strategii. Przynajmniej jeśli już będą towarzyszyć uczestnikom cały czas, to temat sezonu zostanie zachowany, a nie zapomniany przy pierwszej lepszej zmianie drużyn, jak to dość często bywa u Amerykańców. Ogółem jest to ciekawy pomysł (zwłaszcza, jeśli chcą przyciągnąć oglądalność), ale jakoś nie mam się nad czym zachwycać.

Też są dodatkowe twisty, które głównie wiążą się z Czempionami, ale one są akurat bardzo dobre (typu wybór dwóch najsłabszych osób w plemieniu, nie wiesz po co, nie wiesz gdzie, masz po prostu wybrać). A no i HII są tylko dwa (do tego jest dozwolone podebranie ajdola XD). Zadania póki co są różnorodne i nawet ciekawe.

Jeśli chodzi o to, co się działo w odcinkach (jeśli ktoś, kto to czyta ma zamiar oglądać, to radziłbym przestać, bo spoilery):

Utara (plemię czarne) - jako, że jeszcze im się nie udało przegrać immunitetu, to u nich jest mniej ciekawie póki co. Ze strategicznej strony głównie pokazują się Shane i Marian (nie, żebym się śmiał z jej imienia, ale no XD), Stephen też wydaje się dość ogarnięty, ewentualnie ludzie ogólnie szukają idola. Solly wydawał się być takim typowym Rupertem, ale póki co za wiele go nie ma, nie zdziwiłbym się, gdyby nie miał żadnej konkretnej gry póki co, podobnie Vel czy Killarney. Sonette jest typowym underdogiem, ale szkoda mi się jej zrobiło, jak plemię olało fakt, że jest dobra w puzzlach i kazali jej przesiedzieć wyzwanie. Zan jest irytujący i zapewne dość szybko wyleci. Najbardziej z tego plemienia lubię Buhle - może niekoniecznie ogarnia grę, ale jest taka sympatyczna. Poza tym duet Marian&Shane, no i Sivu - nie dość, że ostatni wybrany do plemienia, nie umie pływać, Shane zakosił mu HII i może się pochwalić tylko karteczką, to jeszcze jest fanem Russella XD.

Selatan (biali, jeśli dobrze pamiętam xD) - Tutaj się działo. Sojusz Zaviona, Marshy i Ashleigh w sumie wszystko spieprzył. Wiadomo, większość osób uważała Shonę za najsłabszą, ale mówienie każdemu, że już większość zdecydowała i jak chcą to mogą się dołączyć, w dodatku dawanie do zrozumienia, zwłaszcza Moyrze i Grahamowi, że jeśli już chcesz, to możesz być numerem 5/6/7 w naszym sojuszu. Ogólnie Zavion mnie irytuje i jeśli faktycznie spełnią jego prośbę "dajcie mi chociaż do Merge'a dojść", to tego na pewno pożałują. W sumie to Corne, ich czempion, też się przyczynił do ich eliminacji - ewidentnie faworyzował Zaviona i Marshę, a jako były kapitan jakiejśtam drużyny powinien wiedzieć, że resztę to może wkurzyć. Dlatego Graham najbardziej na plus, facet ewidentnie ogarnia, co się wokół niego dzieje, zebrał całą kupę i stworzył z niej sojusz. Moyra z Geną są bardziej emocjonalne, ale też je lubię. Shona ładnie się uratowała, no i teraz musi trzymać się z Davidem, a ich rozmowy są komiczne. Do tego na początku wydawała się taką milutką i pozytywną osóbką, a teraz jestem prawie pewny, że po prostu to udawała. Philip jest pocieszny z tym ukrywaniem się z trzciną (i nie wiem, czy pokazywanie go na zmianę z ujęciami małpy drapiącej się po tyłku to przypadek, ale no XD), mam nadzieję, że go jeszcze nie wywalą, bo mnie śmieszy. Przy tej całej gromadce Altaaf wypada blado. No a wyeliminowane:

Ashleigh - Szczerze byłem pewny, że odpadnie Shona. Spodziewałem się spokojnego, mało ekscytującego sezonu, a tu walnęło blindsidem przy pierwszej lepszej okazji. No ale nie było mi jej szczególnie szkoda - trzymała się z najsilniejszymi, a sama nie była szczególnie silna, więc była oczywistym celem. I chociaż była słodziutka, to gdyby była dłużej prawdopodobnie zaczęłaby mnie irytować.

Marsha - Po eliminacji Ashleigh była z Zavionem na wylocie, ale tym kłamstwem w sumie sama się podłożyła. Gdyby nie wkurzyła dziewczyn, to możliwe, że zostawiliby ją, bo była jedną z najsilniejszych osób. Prawdopodobnie gdyby nie ona, odpadłby Philip, bo plemię już było skłonne się go pozbyć. Strategicznie była chyba najbardziej ogarnięta ze swojej trójki, chociaż ogólnie wydawała się jakaś taka oschła.

Póki co mi się podoba, zobaczymy jak się dalej potoczy :D.

r&b
1st jury member
Posty: 164
Rejestracja: 03 kwie 2017, 19:29
Kontakt:

Survivor South Africa: Champions

Post autor: r&b »

Już jestem w połowie sezonu (9 na 18 odcinków) i w następnym odcinku już ma być Merge. Zdążyło już kilka osób odpaść, więc przydałoby się coś napisać.

Najwięcej się na razie dzieje w plemionach przez idole, chociaż w grze są tylko dwa. Fakt, że ludzie mogą sobie je podkradać doprowadził do tylu dram, zwłaszcza ten z plemienia Selatan (a wszystko dzięki Shonie i jej gruntownie przemyślanym planie o zabraniu Davidowi HII). Za to plan Moyry z przekazaniem go Genie był dobry, tylko gorzej wyszło z wykonaniem.

Samo plemię Selatan wychodzi znacznie bardziej pozytywnie niż Utara. Lubię sojusz "Rugrats"? (nie mam pojęcia, co to znaczy), zwłaszcza Grahama i Moyrę, Zavion się całkiem dobrze trzyma, zobaczymy co wykombinuje w dalszej grze, a skoro po swapie dołączyli do nich Vel, Buhle i Solly, to kibicowałem im jeszcze bardziej. Co prawda ta trójka trzyma się razem bez konkretnego planu, co dalej zrobić, no ale każdego z nich mniej lub bardziej lubię.

W Utara już nie jest tak kolorowo, bo też charaktery tam były bardziej negatywne. Na szczęście Zan odpadł dość szybko, bo jest chyba jedyną osobą, na której eliminację czekałem z odcinka na odcinek. Po swapie i eliminacji Geny, praktycznie jedyną osobą jaką tam lubiłem był Sivu, ewentualnie Shane. Marian i Shane grają bardzo agresywnie i to całkiem ciekawie się ogląda, ale no raczej im kibicować nie będę (nie mówiąc o tym, że i tak w Merge'u za dużych szans na przetrwanie nie widzę, bo albo ludzie mają ich za groźnych graczy albo im po prostu nie ufają). David raczej nie sprawdzi się w roli podwójnego agenta, bo jest socjalną pokraką, ale może się mylę.

Killarney - Sama jest sobie winna eliminacji. Tak uparła się, żeby wyrzucić Zana, że aż nie zwróciła uwagi na to, że nikomu nie opłaca się tego robić, właśnie przez to nawet trafiła na celownik, bo początkowo miała dość dobrą sytuację. Grała zbyt personalnie, ale w sumie to ją rozumiem, że uraziło ją to jak Zan stwierdził, że ich schronienie (w którego budowę to ona miała największy wkład) było kiepskie.

Zan - Tragedia, był taki irytujący, w dodatku quitter. Z jednej strony cieszę się, że próbował ocalić Buhle i w sumie to wyglądało jakby chciał po prostu wkurzyć własny sojusz, ale zmuszanie reszty do głosowania na niego, bo inaczej nie odzyskają już krzemienia, to przesada. No a kiedy ktoś chowa przed tobą ubrania (a tak zrobiła Marian), to raczej musi mieć do tego jakiś powód. XD

Shona - Uwielbiałem ją, dlatego szkoda, że wypadła tak szybko. Zaczęła jako taka nazbyt pozytywna i nie mogłem uwierzyć, jak w dalszej grze zmienił jej się charakter. No ale zasłużyła na eliminację, to co zrobiła, to XD. Eliminację Davida mogła lepiej zaplanować, ale, że jest fanką to musiała sobie spieprzyć grę jeszcze w Pre-Merge'u.

Philip - "Thanks for entertainment." Już nie miał żadnych szans przeciwko sojuszowi piątki, ewentualnie próbował wkopać Moyrę z tą całą trzciną, ale jedyne co mu to dało to fakt, że Corne nie chciał na nim zagrać HII. Strategicznie był kiepski, ale przynajmniej był śmieszny.

Gena - Tribe Switch ją pogrążył. Aż szkoda mi się jej robiło, jak taka kompletnie zmarnowana siedziała w Utarze. Jeszcze do tego trafiła tam z Davidem, któremu sojusz dał do zrozumienia, że wcale nie chcą się z nim dalej trzymać (nie bezpośrednio, ale no). A gdy już trafiła się nadzieja z HII, to dała się odciągnąć od tego plecaka, no i jej go zabrali. Ciężko się oglądało w niektórych momentach ten odcinek.

Sonette - W jej przypadku był to bardziej moralny dylemat - poświęcić się czy nadal ciągnąć plemię na dno. Niby oddanie HII to głupi ruch, ale nawet jeśli to odpadłaby pewnie zaraz potem i teoretycznie zmarnowałaby go. Chociaż trochę się zdziwiłem, że nie ewakuowali jej po tym, jak spadła na nią ta flaga czy co to było.

Stephen - Kiedy zaczął mówić, że nie popierał pomysłu odebrania Genie HII już po całej eliminacji Geny, to trochę zajeżdżało hipokryzją. Nie dziwię się, że reszta plemienia się wkurzyła i postanowiła się go pozbyć. Zresztą nie przeszkadzała mi jego eliminacja, na początku myślałem, że go polubię, ale potem mnie już tylko denerwował.

Jak na razie najbardziej kibicuję Moyrze, Grahamowi, Sivu, Vel i Buhle, ale też nikogo nie skreślam. Ogółem sezon nadal mi się podoba póki co (na pewno lepszy niż Wyspa Duchów).

Awatar użytkownika
tombak90
sole survivor
Posty: 2546
Rejestracja: 12 mar 2011, 00:00
Lokalizacja: Poznań
Winners at War: Tony
Survivor AU All Stars: David
Kontakt:

Survivor South Africa: Champions

Post autor: tombak90 »

Szósty sezon niezgorszy, ale ten to już prawdziwe fajerwerki, jak słowo daję. Układam w mojej survotece na górnej półce, bo mieliśmy i ciekawe osobliwości i zacną rozgrywkę i wszystko. Twist z kapitanami miał potencjał do spartaczenia gry, ale na szczęście mu się to nie udało - wystarczyło przewijać sobie te wszystkie łechtające ich ego czelendże 1 na 1 na dwadzieścia minut, a po mergu produkcja była tak miła, że schowała ich gdzieś tam do jurorskiej kanciapy i nie zajmowali już więcej miejsca, mając tylko tę jakąś zjebaną power of salvation, która wychodziła im dość losowo, co powodowało dodatkowe zamieszanie w ekipie grającej na serio i dzięki temu na swój sposób było to miłe w odbiorze.

Teraz wybiórczo po łebkach, bo już nie chce mi się wysrywać całej listy, z której jednej trzeciej tych ogórków już nie pamiętam (swoim zwyczajem oglądanie trochę mi zeszło :lol: ). Grahamowi wygrana wyszła całkiem prawilniutko. Bardzo mi się podobało, że razem z Shane'm przełamali tu jak gdyby pewien survoschemat i prawa survodynamiki. W tych takich bardziej wyntedż sezonach (a umówmy się, że ten jest jeszcze wyntedż, bo Afryka Dzika Dawno Odkryta nie naprodukowała jeszcze gazyliona sezonów z superfanami, więc mają póki co jakieś tam inne toki myślenia strategicznego) mamy zazwyczaj dochodzące do połączenia pozostałości dwóch plemion, które mają jakichś tam swoich bossów, ci bossowie w pierwszej pomergowej rundzie organizują mafie przeciwko sobie nawzajem, skutkiem czego jeden z nich dostaje w pompon, a drugi cieszy się chwilę, żeby zaraz potem też dostać w pompon, bo cały plankton ze środka zbiera się razem, łączy siły i go blindsiduje i na końcu zostają jakieś tam nerdy, typowestarszepanierunnerup, niemowy, ślizgacze, flołterzy i inne tałatajstwo. A tutaj niet sabaka – panowie wykminili, że taka gra to dla nich obu równia pochyła i zawarli nieoczekiwany dla wszystkich sojusz, dzięki czemu w pipę dostali kolejno Solly i Moyra, którzy jak by się wydawało wyjdą tam najbardziej na wierzch i przy okazji jakieś tam łejstofspejsy typu Vel, które normalnie by się prześlizgnęły dużo dalej. Shane w końcu też popłynął, bo taki egzotyczny sojusz w nieskończoność trwać nie mógł, no ale Graham wykończył wszystko całkiem galancie no i ogólnie śmiem twierdzić, że obaj osiągnęli tam dużo więcej niż by osiągnęli gdyby nie ten ruch.

Za osobowość plusuje przede wszystkim nicponiara Marian, która była pierwszą naprawdę złą kobietą w anglojęzycznych Surwajworach od czasów Corinne, a przy tych wszystkich papierowo-sekciarsko-głębokich superfankach od Jeffa i niewiele lepszych od Jonathana, człowiek zdążył się już za tym stęsknić. Kobyła jej zresztą zęby wypierdziała, przez co wyglądała jeszcze bardziej piracko i szelmowsko. Podpieprzenie ajdola z torby Geny z jednej strony mało etyczne, z drugiej jednak Gena nie miała go chyba jeszcze w rękach tylko w swój pierdołowaty sposób podrzucił jej go Corne, więc różnie to można było zaklasyfikować. No i bądź co bądź, gdyby produkcja miała z tym problem, to zrobiłaby ijo-ijo, jebutnęłaby tam wszystkich na glebę, oddała bożka prawowitej właścicielce i bawcie się dalej grzecznie – ale widocznie nie miała i mieściło się to w ich wersji regulaminu. Marian ostatecznie pofrunęła jako pierwszy juror tak o piczy włos, mogłaby tam jeszcze ciekawie pobroić i naprawdę chciałbym ją jeszcze kiedyś zobaczyć.

Podobnie chciałbym jeszcze zobaczyć Davida, kolejnego z ajdolowych podpierdalaczy, którego po cichu podejrzewam, czy przypadkiem nie wpadł cztery dekady temu do Rio żeby zobaczyć mecz Canarinhos na żywo i w euforii nie ukłuł bolcem gdzieś pod stadionem przyćpanej lokalnym towarem matuchny słynnej Abi-Maryi :mrgreen: . Jegomość przez cały sezon ubarwiał oglądanie swoimi malowniczymi ubytkami w czaszce, począwszy już od sceny z samego początku, gdzie zrobił Shonie karmczemną awanturę przed całym plemieniem wywijając jej tymi kropiastymi galotami przed mordą i krzycząc łer, ach łer iś di ajdol???!!!111 :lol: :lol: :lol: Jak na swoje ograniczenia intelektualne nasz senior lawirował tam sobie między nimi pod koniec całkiem niegłupio, wyjąwszy oczywiście to, że przy takim socjalu ludzie chyba woleliby zjeść te jakieś afrykańskie grosze niż wręczyć mu je w finale.

Na komentarzowe upamiętnienie zasługuje jeszcze niejaki Zavion, któremu obie sojuszowe kwoczki padły trupem w dwóch pierwszych epach, wydawało się już, że pójdzie żreć gruz razem z nimi, ale trochę w stylu Cirie Pierwszej Panamskiej wgryzł się w szeregi wroga i był tam jednym z głównych wojów aż do końcówki. No i na pewno Sivu, flołter, któremu udało się dojść do finału mimo uczestnictwa w tak wyjątkowo krwawym dla flołterów sezonie :lol: Wydawał się też umieć w socjal, ale o ile zrozumiałem te ich murzyńskie dialekty, zdaje się, że mocno zjajczył podczas samej FTC, bo zdziwiłem się, że nawet Marian nie poratowała go głosem no i ostatecznie nawet daremna przez większość sezonu Buhle wypłynęła na wyższe miejsce.

Brykała tam też niejaka Marsha (wyjątkowo nie łoś), która z wyglądu i ze swojego trzydziestopiętrowego ego mocno przypominała mi Tashę z US i która dostając headshota w drugiej rundzie pięknie nam zwizualizowała, jak Tasha powinna była skończyć dla dobra wszystkich :x Brykał psycho Zan, który w kolejnym sezonie dostał drugą szansę na samozaoranie występując w bliźniaczym wcieleniu psycho Marthunisa. Brykała też masa innych śmiesznych ludzi, których nie pamiętam.

Aktualnie babram się od długiego czasu z wykończeniem Afryki Siedem, która dla odmiany jest tak przewidywalna, że aż suty szczypią. Ale może po prostu Czarny Ląd zwija się zamiast rozwijać i właśnie należy próbować pójść w drugą mańkę oglądając sezony wcześniejsze, tak więc jeśli ktoś ma na koncie coś z 1-4, to nie obrażę się jak czule szepnie mi na uszko jakąś rekomendację.
"Dziś prawdziwych villainów już nie ma..."

ODPOWIEDZ

Wróć do „Południowa Afryka”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 1 gość