S43E13 "Snap Some Necks and Cash Some Checks"

Awatar użytkownika
tombak90
sole survivor
Posty: 2734
Rejestracja: 12 mar 2011, 00:00
Lokalizacja: Poznań
Survivor 50: Angelina
Survivor 49: Savannah
Kontakt:

S43E13 "Snap Some Necks and Cash Some Checks"

Post autor: tombak90 »

No dobra, skoro już mam wieczór z surwajworpolska, to siurnę też tutaj szybkim hejtem, tak dla zasady, żeby oznaczyć teren.

Typowy bezjajeczny sezon Nowej Ery, niech czym prędzej utonie w mrokach survostorii. Jeśli oni nie ogarną, że powinni wrócić do rekrutowania obsady z jakimkolwiek wigorem, żeby tam trochę zaognić relacje międzyludzkie, to lepiej nie będzie. Możem głupi i z chłopstwa zrodzony, ale wydaje mi się, że właśnie o ciekawe relacje międzyludzkie powinno chodzić w rijaliti szołach. Jak będę chciał zadumy i wzruszenia, to włączę sobie wywiady Najmana.

W S42 było już kapkę lepiej, a teraz znowu obsadowo taplamy się w mule.

Jedyny propsik za to, że po raz pierwszy od dwóch sezonów obyło się bez promowania rasizmu wobec białych (a właściwie wobec wszystkich nieczarnych), no chyba że coś mi umknęło jak przewijałem te wszystkie motywacyjne wyrzygi, spłaszczając sobie odcinki do dwudziestu minut każdy.

Jeśli chodzi o rozgrywkę, to ex-gangus Jesse prawie rozpyrkotał wszystkich i gdyby konar mu żwawiej zapłonął w F4, to na papierze mielibyśmy jednego z porządniejszych zwycięzców w najnowszej survostorii. Ale że nie zapłonął, to i lepiej, bo wybitnie typa nie trawiłem. Poziom sekciarstwa, deep stories i rozmazywania sobie na japie mieszaniny łez z gilami z nosa powalał tutaj na łopatki nawet przy tak znamienitej konkurencji.

Przy Cody’m można było postawić znak równości aż do momentu tego pamiętnego blindsidu, który ofc byłby bardziej pamiętny i ktokolwiek by się nim przejął, gdyby to jednak chodziło o relacje międzyludzkie, a nie o rozgrywkę szachową bandy superfanów.

Gabler i Cassidy jak dla mnie strategicznie do jednego wora, więc nie będę tutaj stawał na barykady o to, kto z nich powinien wygrać. Oboje prawie wylecieli w premergu przez socjalną nieświadomość, oboje grali dalsze skrzypce przez większość postmerga podczas, gdy na pierwszym planie byli Cody z Jessim po jednej stronie i Karla z Szeptusiem (fanbaza Bonda pozdrawia fanbazę Surwajworów) po drugiej, oboje skupili się na budowaniu jakichś tam mniej widocznych z perspektywy widza relacji, które potem zaprocentowały. Gdybym to ja miał wręczyć milion, to nie wiem, rzucam sakwę za siebie i aport łajzy, kto pierwszy ten lepszy. Ona była chyba najmniej sekciarska z głównej obsady (i pewnie dlatego stosunkowo niewiele pokazywana :lol: ), ale była gamebotem, on za to rozpalał sektoradar do czerwoności, no ale był w tym wszystkim jakiś taki bekowy i na pewno na dłużej go zapamiętam.

Owen :lol: :lol: :lol: No cóż, Woo nie miał mózgu, ale miał za to szczęście, a tutaj mieliśmy odwrotne proporcje. Takiego przegrywa nie widziałem od czasów bandziorów próbujących napaść Kevina samego w domu. Gejmplejowo nie szło tu kompletnie nic, zasłużone dżodżo w finale, a jednak lubiłem go za pewien rodzaj autoironii.

Karla zaczęła ciekawie, ale dała się zrobić w trąbę jak ślepa matematyca próbująca gonić dzieci na korytarzu. Dziewiętnastolatek dał dobrą lekcję dla potomnych jak nie flołtować. Noelle, hmm, no dzielna byłaś bez tej nogi, zgadzam się, że pokazałaś się jako ktoś więcej niż osoba niepełnosprawna, ale sorry stara, szczerze mówiąc za miesiąc nie będę o tobie pamiętał. Szeptuś (ten głos to serio ma identiko :D ) był nawet zabawny z tym swoim wiecznym zapaleniem fiuta, ale Pani Edyta nie pozostawiała złudzeń, że jest tymczasowym graczem. Ryan był naprawdę smutny i stawiam, że jak to obejrzy, to na dwa miesiące zaszyje się ze wstydu w domu wpuszczając na próg tylko Ahmeda z Pyszne.pl. Samoświadomość na poziomie Petera Obamy z Surwajwor King Kong, a w najlepszym razie posła Czarneckiego. Dwight do dla mnie dalej Eisenhower, innego już nie kojarzę. Jeanine chciałem inicjalnie pożegnać dość szybko, robiąc sobie wredne śmieszki o klątwie Azjatek, no ale z czasem jakoś mi się szkoda zrobiło tych jej ciągłych niepowodzeń i nawet trochę kibicowałem, żeby te strupy na brodzie jakoś jej się zwróciły. Elie była moją favoritą sezonu i czułem, że jakoś tak najbardziej uderza sposobem bycia w mój vibe, no ale skasztaniła strasznie tej swój trumienny odcinek. Miły edit blindside z szybkim odejściem Geo, bo tu już było sto procent sekty w sekcie, no ale coś mi mówi, że niestety nie powiedział jeszcze ostatniego słowa w survostorii.

Pozostałych oplułem już chyba wcześniej, tak więc wycofuję się raczkiem, baj baj Surwajworze Fortifri, do zobaczenia nigdy :x
"Dziś prawdziwych villainów już nie ma..."

Awatar użytkownika
Davos
7th jury member
Posty: 607
Rejestracja: 16 lut 2019, 01:44
Kontakt:

S43E13 "Snap Some Necks and Cash Some Checks"

Post autor: Davos »

Wow, zmiótł mnie finał tego sezonu! Nie na tyle oczywiście, żeby uznać cały sezon za wybitny, bo generalnie był mocno średni (choć na pewno nie tak tragiczny jak 36) i pewnie będę w mniejszości, ale uważam, że dwa ostatnie odcinki były naprawdę dobre i trochę ten sezon odkupiły.
Dość niespodziewanie wygrał Gabler i mnie to mocno cieszy, bo od jakiegoś czasu trzymałem za niego kciuki. Nie zgadzam się, że wygrał niezasłużenie czy miał farta, bo uważam, że mowę w finale miał świetną i przyćmił pozostałą dwójkę. Mimo wszystko myślałem, że on i Cassidy stoczą bardziej wyrównaną walkę o głosy i nie spodziewałem się aż tak dużej różnicy w głosach pomiędzy nimi.
Ale po kolei.

Top 5
Owen wygrał immunitet, poleciała Karla i super. Jej gra w ostatnich odcinkach była tragiczna, a zwieńczeniem tego było grożenie Cassidy, że jak ją nie weźmie ze sobą i odpadnie to potem Karla będzie opowiadała innym sędziom, że Cassidy na etapie plemienia nic nie znaczyła, a ruchy robiła tylko Karla i James. Słabe to było. Jesse zgodnie z przewidywaniami zagrał idolem, ale okazało się w sumie, że nie było to potrzebne, bo inni zagłosowali na Karlę. Zastanawiam się czy miało na to wpływ, że Jesse już przed głosowaniem wyciągnął idola i powiedział, że nim zagra, ale chyba nie. Pozostali woleli najpierw wywalić Karlę, uznając że Jesse i tak zaprezentuje się w walce o immunitet w top4 gorzej niż ona, a przynajmniej ja tak to widzę.

Top 4
Immunitet wygrała Cassidy, a Jesse zgodnie z przewidywaniami został wyznaczony do ognia. Tu Gabler zrobił dobrą robotę, że przekonał Cassidy, żeby jego wyznaczyła do ognia, no i tam się sprawdził, a nawet pobił rekord w Survivor więc brawa dla niego. Jesse'go było mi szkoda, bo grał świetnie i chciał wygrać ten milion, żeby zabezpieczyć przyszłość dzieciakom, no ale w ogniu sobie kompletnie nie poradził i zabrakło mu tego ostatniego kroku, bo w finale pewnie by wszystkich pozamiatał. A wszyscy sobie doskonale zdawali sprawę, że jest zagrożeniem.

No i finał:

Gabler - uważam, że to zasłużony zwycięzca. Wiadomo, byli w tym sezonie bardziej spektakularni gracze (głównie Jesse), ale w tym składzie finałowej wyróżniał się na plus i zaliczył najlepszy występ na radzie. Powiedział, że oparł swoją grę na socjalu i na pewnym etapie gry miał sojusz z każdym z sędziów (plus z Cassidy i Owenem), co było prawdą. Wybrnął z pytania o największy błąd i przyznał otwarcie, że na samym starcie sezonu miał kryzys i nawet powiedział innym, że mogą na niego zagłosować, ale potem się ogarnął i zaczął grać lepiej. Szybko skumał się z Samim i Owenem i miał większość, dobrze udawał przed Ellie i Jeanine, że nie ma świadomości, że jeszcze ma aktywny immunitet, a po mergu idealnie wystawił wszystkim Ellie, która na niego polowała i przekonał innych, żeby na nią głosowali. Potem przybrał strategię aligatora, który nurkuje i przyczaja się w oczekiwaniu na atak. Był trochę w cieniu, ale budował relacje i wszyscy do niego przychodzili. Miał duży wpływ na to, kto odpada, a sam nie był w ogóle na celowniku i nie dostał ani razu choćby jednego głosu. Może i w pre-merge potrafił irytować innych, ale po mergu zmienił swoją taktykę i ludzie chcieli z nim grać, a to jest spora umiejętność. Moim zdaniem pod względem social game po mergu był jednym z lepszych, a może i najlepszym graczem, może poza Jesse'm. Tym wszystkim zapunktował i kupił sobie sędziów, zwłaszcza że potrafił im to ładnie opowiedzieć, czasem też ich rozśmieszając (ten Ali-Gabler mnie też rozwalił :D). Mam wrażenie, że jego droga do zwycięstwa była podobna do osoby, która wygrała poprzedni sezon - od osoby, która jest trochę irytująca i nikt jej nie traktuje poważnie do kogoś, kto z czasem uczy się na swoich błędach, gra dużo rozsądniej, potrafi wyeksponować swoje zalety i ukryć wady.
Plus dla niego za przekonanie Cassidy, żeby wyznaczyła go do ognia z Jesse'm i powiedzenie tego na radzie jeszcze przed rozpalaniem ognia. Gdy sędziowie usłyszeli, że on nie chce być tak po prostu wzięty do finału i chce rywalizować z Jesse'm to też na pewno sprawiło, że Gabler u nich zapunktował.
Cieszy mnie, że wygrał gracz po pięćdziesiątce. I szacun za oddanie nagrody na fundację dbającą o weteranów. Piękny moment. Mnie gość kupił i naprawdę bardzo mnie cieszy, że wygrał :)

Cassidy - początkowo myślałem, że będzie villainem ten edycji, potem trochę zniknęła i było tylko wiadomo, że ma sojusz z Karlą i Jamesem. Po mergu z czasem było jej więcej i okazało się figterką, którą zacząłem za to lubić. Większość głosowań szła po jej myśli, ale parę razy była też na celowniku innych i uratowała się dzięki temu, że wygrywała immunitety. Niby nie grała źle, ale też nie miała żadnych swoich ruchów, a social game nie był u niej tak dobry jak u Gablera, choć walczyła o siebie dzielnie. Nie dziwię jej się, że nie chciała rywalizować na ogień z Jesse'm - jej święte prawo. Jednak chyba przeceniła swoje szanse na wygraną i nie doceniła Gablera, zakładając, że będzie z nim miała większe szanse niż z Owenem (który przecież miał bardzo słabą grę). Zaliczyła też wtopę, próbując udowodnić przed sędziami, że eliminacja Ryana to był jej ruch, a szybko jej wytłumaczono, że stali za tym Cody i Jesse. Mimo wszystko myślałem, że dostanie więcej głosów, ale jak widać nie potrafiła przekonać do siebie ludzi tak jak zrobił to Gabler.

Owen - jako osobowość bardzo sympatyczny i polubiłem go mocno zwłaszcza po mergu, ale jako gracz był kiepski. W plemieniu zupełnie nie ogarniał sytuacji i szedł za większością, po mergu próbował coś robić, ale na radach plemienia prawie zawsze był w mniejszości :D Końcówka już lepsza, szacun też za bodajże 3 immuntety zdobyte w zadaniach, ale to było wszystko za mało. Mimo wszystko fajnie, że potrafił przed radą szczerze przyznać, że nie grał najlepiej i popełniał błędy.


No to jeszcze słówko o pozostałych:

Jesse - zdecydowanie najbardziej wyróżniający się gracz w tym sezonie. W plemieniu ustawił się tak, że każdy chciał z nim grać, po mergu trzymał się cały czas z Cody'm, ale jakimś cudem nikt nie chciał rozbić tej dwójki. Nie znalazł żadnego idola, a i tak miał w kieszeni dwa, które dali mu inni. Świetna social game, do tego zaliczył spektakularny ruch, wyrzucając Cody'ego i jednocześnie pozbywając się idola Karli. Przegrał w sumie dość pechowo przez ogień. Mimo wszystko zastanawiam się czy ruch z Cody'm, choć spektakularny, nie był błędem, bo automatycznie wystawiło go to na celownik innych. Gdyby grał dalej z Cody'm i wywalił wtedy Carlę to miał szansę dojść do finału, bo Cody raczej był lojalny i nie zwróciłby się przeciwko niemu, a Jesse miał chyba lepsze relacje z ludźmi i w ewentualnym finale prawdopodobnie potrafiłby przekonać do siebie sędziów. No ale tego już się nie dowiemy.

Karla - do mergu grała świetnie i była najlepiej ustawiona w Coco, do tego znalazła też idola. Po mergu zaczęła jednak robić błędy, a z czasem jej gra była po prostu bardzo zła. Pozbyła się najbliższego sojusznika Jamesa, wybierając śliskiego i niepewnego Samiego. Potem zwróciła się przeciwko kolejnej sojuszniczce Cassidy, zamiast skupić się np. na rozbiciu duetu Cody-Jesse. Pogorszył jej się też social game, jak choćby wtedy, gdy oschle potraktowała Cassidy. No i dała się wmanewrować najpierw Cody'emu, a potem Jesse'mu i straciła idola. Cieszyłem się, gdy odpadła i szczerze mówiąc nie chciałbym oglądać jej w ewentualnym innym sezonie.

Cody - na pewno jedna z barwniejszych osobowości tego sezonu, za co go zresztą polubiłem. W Vesi ustawił się świetnie i zdobył idola, po mergu do pewnego momentu grał bardzo fajnie, ale nie przewidział, że zagrożenie może przyjść do strony najbliższego sojusznika, czyli Jesse'go. Zrobił błąd, oddając mu idola na przechowanie. Miał bardzo fajny plan na blindside na Karli, ale sam został zblindsidowany, a cała zasługa przypadła Jesse'mu. Podobało mi się jego zachowanie po odpadnięciu, gdy podał Jesse'mu rękę.

Sami - jedno z większych rozczarowań tego sezonu. Miał jakiś potencjał, bo w pre-merge ładnie się ustawił i miał opcję gry z każdym, ale po mergu zaczął lawirować, przeskakując raz do jednych, raz do drugich. Plus za namówienie Karli do głosowania na Jamesa i za wmówienie jej potem, że Cassidy namówiła go do głosowania na nią, ale duży minus za gadanie jak to chce przejąć kontrolę nad grą, a potem za potulne głosowanie z większością. Gdyby zagrał odważniej to być może mógłby rozbić duet Cody-Jesse albo pozbyć się Karli, ale on tylko zapowiadał, że coś zrobi, a potem tego nie robił, a jednocześnie za często skakał i poleciał zasłużenie, bo stracił zaufanie wszystkich. Mały plus za to, że wyczuł intencje innych i spróbował shot in the dark.

Noelle - w Vesi było różnie, bo nie była w większości, ale się utrzymała, a po mergu walczyła, ale nie miała siły przebicia. Straciła Dwighta, z którym się trzymała, ale zrobiła świetny ruch ze zmyleniem Jamesa, że odbierze głos Owenowi i jest po jego stronie, choć w rzeczywistości oddała dwa głosy na Jamesa i przyczyniła się do jego blindsidu. Zaczęła być jednak postrzegana jako zbyt duże zagrożenie i nie miała sojuszników, żeby się obronić. Szacun za to jak sobie radziła na zadaniach z tą protezą nogi, ale jej tekst, że utrata nogi to najlepsze, co jej się przydarzyło w życiu, był dość absurdalny :D

Ryan - gość mnie rozwalał tym, jak bardzo nie ogarniał strategii i swoje szanse upatrywał w tym, że będzie innym dostarczał ryby :D I tak zajechał całkiem daleko jak na taką grę, ale trzeba mu oddać, że był w tym wszystkim pocieszny i sympatyczny.

James - jedna z bardziej irytujących osób w tym sezonie. W Coco mało widoczny, głównie jako sojusznik Carli i Cassidy. Po mergu niby był dobrze ustawiony, ale odpadł przez twist z podziałem grupy na dwa mniejsze plemiona. Jego sojusz z Karlą nie podobał się innym, ale też nie pomogła mu social game, bo facet denerwował innych swoim zachowaniem. Znamienne, że nawet Karla się od niego odwróciła. Jego chrypa z kolei sprawiała, że miałem poczucie, że szwankuje mi głośnik :D Oby już nie wrócił do programu.

Jeanine - oj nie miała w tym sezonie szczęścia ta dziewczyna ;) W pre-merge zdobyła idola, ale wszyscy o tym wiedzieli więc w przypadku kolejnej rady mogła odpaść już wtedy, bo razem z Ellie byłyby w mniejszości. Po mergu odpadła jej najbliższa sojuszniczka, a potem Jeanine zrobiła błąd, przekazując idola Dwightowi, który dał go Jesse'mu :D Później zabrakło jej sojuszników i nie miała jak się ratować. Za to jej reakcja w przedostatnim odcinku na widok swojego idola w rękach Jesse'go była przepiękna :D

Dwight - co on odwalił to głowa mała :D Dostał "na przechowanie" idola od Jeanine, a potem oddał go Jesse'mu i odpadł :D Jego gra była tragiczna i to od samego początku, bo w Vesi w sumie nie zbudował żadnego sojuszu. Po mergu też nie potrafił nic zdziałać, bo był nijaki i odpadł zasłużenie.

Ellie - fajna babka, która miała jakiś potencjał, ale popełniła parę błędów. Zrezygnowała od początku z babskiego sojuszu i pozbyła się Morriah, a potem miała kosę i Gablerem i mogła odpaść już na etapie plemiennym w przypadku rady. Po mergu Gabler ściągnął na nią uwagę wszystkich i próbowała się ratować, ale robiła to zbyt agresywnie, próbując grać na dwa fronty i nikt jej nie chciał zaufać.

Geo - bawiło mnie, że miał poczucie bycia w większości i kontroli nad grą, gdy tymczasem miał tylko sojusz z Ryanem i był w mniejszości :D Do tego zaliczył wtopę, mówiąc Karli, że ma przewagę Knowledge is power, przez co został zblindsidowany z tą przewagą w kieszeni. Słabo gość grał, ale przynajmniej zabawnie się to oglądało ;)

Lindsay - wydawała się mieć jakiś potencjał, bo szybko zawiązała sojusz z innymi babkami z Coco i z Jamesem, a tymczasem nagle po przegranym zadaniu zaczęła wpadać w paranoję i sama spowodowała swoją eliminację. Skopała sprawę po całości.

Nneka - sympatyczna babcia, ale beznadziejna w zadaniach i mimo sojuszu z Cody'm i Jesse'm szybko odpadła, nie próbując nawet specjalnie się bronić. Bardzo kiepsko grała.

Justine - myślałem, że ma potencjał na jakiegoś villaina, ale chyba po prostu miała osobowość, którą irytowała innych. W dodatku źle się ustawiła w plemieniu i nie miała większości, a jeszcze na koniec wprost powiedziała Jesse'mu, że mu nie ufa, choć potrzebowała jego głosu. Zbyt mądre to nie było ;)

Morriah - miała ciekawy pomysł z kobiecym sojuszem, ale pogrążył ją słaby występ w zadaniu i inne dziewczyny wolały ją wywalić, żeby wzmocnić plemię.


No i tyle. Sezon ogólnie całościowo miał dużo słabych momentów i przestojów, w których mało się działo, bo ludzie bali się grać odważniej. Cast taki sobie - wprawdzie w drugiej części sezonu, a zwłaszcza w końcówce, zacząłem mocniej lubić kilka osób, ale szkoda, że mocniejsze ruchy zaczęły się dopiero na późnym etapie. Końcówka mocna więc za to plus. Podobnie jak za wywalenie klepsydry i idiotycznego do or die - na szczęście w tym sezonie nie było twistu, który mógłby aż tak zrujnować komuś grę. Fajnie też, że wróciło kilka survivorowych klasyków w postaci zadań. Na minus za to zbyt dużo przewag i idoli, ale na szczęście w tym sezonie nie miały one dużego przebiegu na grę. Całkiem spoko pomysł z tym, że zdobycie idola wiązało się z przekonaniem innych graczy do oddania jakiegoś fantu, zamiast wygłaszać te durne hasełka na zadaniach.

Zapowiedź sezonu 44 wygląda dość zachęcająco. Chyba jakiś medical się szykuje. No nic, będzie trzeba obczaić. Oby cast dopisał, bo od tego w sumie najwięcej zależy.
Obrazek

ODPOWIEDZ

Wróć do „Survivor 43”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Google [Bot] i 2 gości