S44E13 "Absolute Banger Season"

ODPOWIEDZ
Awatar użytkownika
Jack
sole survivor
Posty: 5928
Rejestracja: 02 maja 2010, 00:00
Kontakt:

S44E13 "Absolute Banger Season"

Post autor: Jack »

Premiera: 24 maja 2023

Awatar użytkownika
tombak90
sole survivor
Posty: 2735
Rejestracja: 12 mar 2011, 00:00
Lokalizacja: Poznań
Survivor 50: Angelina
Survivor 49: Savannah
Kontakt:

S44E13 "Absolute Banger Season"

Post autor: tombak90 »

Odbębnione, zatrzaśnięte, odłożone na półkę, wracał do tego nie będę. Oddam w dobre ręce za darmo, możemy się nawet umówić na dowóz do Bobruf.

Ze wszystkich tworów nowej ery, przebieg gry był tutaj zdecydowanie najnudniejszy. Może ewentualnie w czwartym epie nie byłem w stanie przewidzieć, co się wydarzy, ale cała reszta okazała się w pipkę generyczna. Pani Edyta już przynajmniej od merga trąbiła nam klaksonem pociągowym do ucha, że najważniejsi są Tika, że są tak bardzo in-de-midl, że dej hew tu czuz e sajt i że to wszystko jest takie fascynujące.

No a przy tym – trąbiła dalej Edi – jak tu ich nie kochać? Carson jest super stratedżik nerdem, jakiego surwajwory jeszcze nigdy przedtem nie widziały, Yam Yam jest niesamowicie śmieszny, no a Carolyn to Carolyn – ona zresztą broniła się sama. Wiadomo było, że do późnego jury odpadać będą wyłącznie ochłapy z zielono-pomarańczowej masy i nic nie miało szansy mnie tu zaskoczyć.

Nie wiem, czy owe zielono-pomarańczowe ochłapy były takie głupie same z siebie, bo takimi ich nieświadome nieszczęścia matki spomiędzy nóg wypluły i czy rzeczywiście dopiero na etapie F7 wykminili, że zamiast dalej rżnąć się między sobą, moooże warto nieśmiało pomyśleć o rozdzieleniu Tikatrijo, czy może to wszystko było ustawione jak zapłakani koreańscy studenci na paradzie na cześć wodza. Ja już nawet w to nie wnikam, natomiast faktem dla mnie jest, że bez względu na to, czy oceniamy reality, czy bajkę, to nikt z ochłapowej gromadki dobrym strategiem nazwany zostać nie powinien. A już na pewno nie Jaime i Lauren, które nawet wtedy zdecydowały, że jednak lepszym pomysłem od wywalenia osadzonego w trójce Carsona, będzie wywalenie Danny’ego, którego nawet Heidi kopnęła już wtedy w srajmachinę i który został tam totalnie sam. Moje gratulacje :evil:

Na papierze najlepszym strategiem był Carson, co przewidziałem już po japie w pierwszym odcinku. Mam wrażenie, że przez cały czas prowadził ten swój sojusz, podczas gdy pozostała dwójka to były takie bardziej małe rozjebuski. Jednocześnie Carson z charakteru wkarwiał mnie zdecydowanie najbardziej z tego turnusu i moment, w którym gamebot o kodzie Heidi-02 sfajczył go ogniem w ef cztery był dla mnie najbardziej ruchable sceną tego wiekopomnego sezonu 8-)

Z pozostałej trójki zgadzam się, że najbardziej na wygraną zasługiwał Yam-Yam, bo Karola jednak bywała odstawiana przez kolegów na bocznicę (blindside Frannie plus chyba coś jeszcze), no a gamebot Heidi-02 nie zrobił nic w celu rozdzielenia trójki aż do momentu, gdy został z nimi sam i jedyną alternatywą było złożyć baterie. Poza tym mam wrażenie, że o ile tak mniej więcej do rady trumiennej Frannie, była jakoś tam szanowana w grupie, tak potem nikt już nie chciał się z nią bawić i koledzy nie odłączyli jej zasilania tylko dlatego, że wydawała się łatwa do ogrania w finale.

Oczywiście jednak patrząc serduchem, cały czas byłem przy Carolyn. Wszystko o niej zostało tu już powiedziane przez 15 osób w 15 tematach – bez dwóch zdań najfajniejsza w odbiorze uczestniczka nowej ery, a nawet jeszcze kilku sezonów wcześniej. Pycho mi się cieszyło od samego zobaczenia jej w kadrze. Mam nadzieję, że jej popularność trafi jakoś Probstowi do mózgownicy – nie wierzę, że nagle przestanie wpychać sekciarskie gameboty, bo to już byłoby zbyt piękne, no ale może w kolejnym semestrze będziemy chociaż mieli nie jedną, a dwie czy trzy takie autentyczne osoby – to już i tak będzie postęp jak stąd do Honolulu.

Oprócz niej jedyną choć trochę barwną osobą był dla mnie Yam Yam, który co prawda głównie mnie irytował, no ale miał też kilka czy kilkanaście wypowiedzi, przy których śmiechłem. Tak więc zwycięstwo przeboleję, niech mu będzie. Przynajmniej żadna witryna sklepowa w Stejtsach nie zostanie rozjebana kamieniem, bo chyba wszystkie możliwe mniejszości są zadowolone z takiego reprezentanta i mogą wznieść toast swoimi smoothie z żeńszenia :mrgreen:

Mam wrażenie, że cała pozostała szesnastka została stworzona przez Czat GPT, wydrukowana w drukarkach 3D i wypchana kilkoma opakowaniami Positivum przywiezionego na paletach z Grabiny od Marysi Mostowiak. Powgrywali im w pamięć po 10 zdań na krzyż o tym, że ju suit newer giw ap, ju siut olłejs gyw łanhandret persent, surwajwor hes olłejs bin maj drim, a także aj gata du łodewer it tejks tu łyn. Do tego obowiązkowy, samonapełniający się pojemnik na łzy i brzegi ust przyszyte igłą do oczu, żeby być wystarczająco smajling i eksajted.

Momentem sezonu, poza ukatrupieniem Carsona, była dla mnie scenka jak mieli to zadanie z wytrzymywaniem pod wodą, Probst rzucił Lauren jakieś sekto-pytanie, jak bardzo eksajted jest z tego powodu, że przetrwała już do day ileś-tam, na co ta już nie wytrzymała i mówi do niego coś na zasadzie majster, daj mi już spokój, chcę się teraz skoncentrować na zadaniu :lol: :lol: :lol:

Tajemnicą Sagali pozostanie dla mnie, po jakiego wafla oni w ogóle każą tym nieszczęsnym finalistom mówić cokolwiek na FTC, skoro te wszystkie uśmiechnięte kukiełki z jury są tak bardzo rispektful, saportif i prałd ze wszystkich dookoła, że właściwie same ich wystarczająco reklamują.

Symbolem tego sezonu będzie dla mnie twarz Matta pomarszczona od uśmiechu. Będę ją sobie przypominał za każdym razem chcąc uniknąć wzwodu na basenie. Dopiero, gdy zaliczył swój obowiązkowy dla wszystkich moment płaczu, uświadomiłem sobie, że typ w ogóle ma gałki oczne.

Tyle w telegraficznym skróce. Dawajta ten Surwajwor Fortifajf, zanim dojdzie do mnie, że to bez sensu. Nie mogę się doczekać, aż się dowiem, czy jeśli bardzo w siebie wierzę i daję z siebie sto procent, to mogę pokonać każdą przeszkodę, czy jednak niespecjalnie :?: Bo moim zdaniem, Jeff jeszcze tego do końca nie sprecyzował.
"Dziś prawdziwych villainów już nie ma..."

Awatar użytkownika
Jack
sole survivor
Posty: 5928
Rejestracja: 02 maja 2010, 00:00
Kontakt:

S44E13 "Absolute Banger Season"

Post autor: Jack »

Nie wiem czy jest sens coś jeszcze tutaj dodawać po dość długim wywodzie tombaka.

Cóż, nie wygrała moja faworytka, a sezonu z pewnością nie można zaliczyć do udanych, jednak mam nadzieję, że coś (chyba sam siebie oszukuję :D) zmieni się w podejściu Probsta/Burnetta jeżeli chodzi o produkcję.
Ten sezon dobitnie pokazał że powielanie co sezon tych samych twistów w tym samym momencie nie ma sensu.

Z tej edycji na pewno zapamiętam jak uczestnicy przynieśli swoje rzeczy na radę w finałowej 6, ponieważ spodziewali się wspaniałego twistu produkcji.
Nie zapomnę też gadania co odcinek o Knowledge is Power, którego nawet nie było w grze, a wszyscy po poprzednich edycjach spodziewali się że prędzej czy później zostanie to użyte.
Będę też pamiętać o głupim twiście z fejkowym mergem i następnie podzieleniu zmergowanego plemienia na grupy, bo takie było widzimisię produkcji.

Ten sezon pokazał też dobitnie, że Shot in the Dark może na początku był jakąś ekscytującą nowością, ale na dłuższą metę nic nie wnosi to do programu - chyba, że ktoś na początkowym etapie gry jest bardzo zdesperowany i nie widzi dla siebie szansy na ratunek.

Wierzę, że 45 nie będzie kopią poprzednich 4 sezonów i jednak zmieni się trochę sam przebieg gry jak i wyzwania serwowane przez produkcję... A może właśnie w tę stronę teraz pójdą? Co sezon te same twisty i te same zadania, a uczestnicy przed rozgrywką będą miesiącami trenować układanie puzzli i rozpalanie ognia :D

Awatar użytkownika
ciriefan
sole survivor
Posty: 6396
Rejestracja: 27 mar 2010, 00:00
Kontakt:

S44E13 "Absolute Banger Season"

Post autor: ciriefan »

Sam finał był dla mnie nawet ciekawy. O dziwo wciągnęła mnie też sama finałowa rada plemienia, bo pytania były dosyć rzeczowe. Najpierw przewidywalnie odpadła Lauren, potem heartbreaking eliminacja Carsona. Sam wynik w final 3 to chyba największe rozczarowanie. Z jednej strony Yam Yam miał najlepszą grę z tej trójki i podejrzewam, że najlepszy socjal, z drugiej jednak mnie trochę irytował. Jest więc ok zwycięzcą, ale 0 głosów dla Karolci całkowicie złamało mi serce.

Co do Karolci - ciekawy jestem, na ile jej casting był złotym strzałem produkcji, a na ile to był wypadek przy pracy. Mam jednak nadzieję, że produkcja zrozumie, że chcemy ludzi autentycznych i z osobowością. Sezon był dla mnie mocno średni, bo ci ludzie byli nijacy i wszyscy byli tacy "pozytywni". Jednak muszą być ciemne charaktery, których lubimy nie cierpieć. Może nie o to chodzi, żeby mieć znowu tak toksyczny cast jak powiedzmy w S30, ale no tak słodko pierdząco między uczestnikami i takiej ciągłej wzajemnej miłości między nimi też nie może być, bo to było do porzygania.

Oby też w S45 nie było tylu twistów i oby nie były takie same jak ostatnio co sezon. Godzinne odcinki mogą dać ogromny potencjał, ale boję się, że Probst to zmarnuje.

Czuję ulgę, że to już koniec i nie trzeba ciągnąć oglądania. Co do potencjalnego all stars (o ile jeszcze jakieś kiedyś dostaniemy), to chciałbym powrotu Carolyn, Carsona, Jaime i Danny'ego. Reszta to dla mnie rozmemłana papka.

Obrazek

Obrazek

Awatar użytkownika
ciriefan
sole survivor
Posty: 6396
Rejestracja: 27 mar 2010, 00:00
Kontakt:

S44E13 "Absolute Banger Season"

Post autor: ciriefan »


Awatar użytkownika
Umbastyczny
sole survivor
Posty: 2422
Rejestracja: 25 lut 2013, 00:00
Survivor 50: Cirie
Survivor 49: Sage
Kontakt:

S44E13 "Absolute Banger Season"

Post autor: Umbastyczny »

Dla mnie taki dość nieprzyjemny i nijaki finał sezonu.

Najpierw mieliśmy eliminację Lauren, którą nawet polubiłem, ale dla mnie generalnie przez cały sezon niczym się nie wyróżniła i była... no "nijaka". Edit miała dość mały, a teraz przy jej eliminacji na siłę próbowano nam grać na emocjach i robiono z niej superheroskę.

Potem mieliśmy eliminację Carsona i jego mi było szkoda. Niby był nerdem totalnym, uczył się tych wszystkich układanek na pamięć, ale dla mnie był spoko i dało się go lubić, grę też ogarniał i chyba jak sporo osób, miałem wrażenie, że strategicznie to on ciągnął Tika trio przez ten merdż. Tak, mieliśmy też rekord Heidi i brawo dla niej, ale tak nie lubię tego twistu z ogniem, że mi jej wynik zwisa.

Potem mieliśmy finał.

Niby było ok, finaliści walczyli o swoje, ale było za bardzo słodko, wszyscy wszystkich chwalili, doceniali itd. Z jednej strony to miłe i nawet ok się oglądało, ale trochę krwi też by się przydało.

Carolyn - uwielbiam, bardzo mi szkoda, że skończyła z 0. Może trochę naiwnie, ale liczyłem, że po eliminacji Carsona i dobrym występie w finale, mogłaby to wygrać. Przynajmniej Sia w końcu się na coś przydała i ją doceniła (no dobra, drugi raz się Sia na coś przydała, bo docenienie Janet 5 sezonów temu też było super).

Heidi - ją też nawet lubiłem, ale chyba najsłabiej pod kątem gry wypadła, najczęściej była poza planem, do tego zaliczyła falstart przy próbie zdrady Danny'ego. Trochę mnie irytowało też jak po każdym pytaniu jury podkreślała, że to "grejt kłeszczyn"... Śmiesznie też wyszło, że większość olała jej ruch w F4 (tym bardziej to kontrastuje z S43, gdzie Cassidy się za brak takiego ruchu mega oberwało). Wolałbym ją na 3 miejscu.

Yam Yam - momentami go bardzo lubiłem, momentami irytował. Strategicznie pokazał się ok, częściej wiedział co się dzieje niż Carolyn i miał większy wpływ na wyniki. No i chyba jego głównym atutem był socjal, bo ludzie wyglądali na serio zachwyconych jego osobą.

Chciałbym jeszcze raz podkreślić, że Jaime jest mega urocza i choć w tym sezonie mieliśmy taki mocno uśmiechnięty i "pozytywny" cast to ona na tym tle po pierwsze przoduje tym pozytywnym nastawieniem, a po drugie jest w tym naprawdę naturalna. Chyba moja ulubiona uczestniczka sezonu po Carolyn <3 Jaime na finałowej radzie i reunion wypadła super :3 Ale pewnie nigdy nie dostanie drugiej szansy...

Saw
runner up
Posty: 922
Rejestracja: 15 wrz 2017, 12:41
Survivor 49: Sophie
Kontakt:

S44E13 "Absolute Banger Season"

Post autor: Saw »

Finał oglądałem już dawno temu, ale jakoś nie miałem ochoty nic pisać. No ale czas na małe podsumowanie, bo zbyt wylewny nie chce być, bo i tak nie ma do czego. Nowa Era to jedno wielkie gówno.

Lauren - była nawet spoko. Ale zarówno tak nijaka i niczym nie wyróżniająca się, że szybko o niej zapomnę. Nawet nie wiem za bardzo co o niej powiedzieć. Wcześniej jak była jeszcze Jaime, trzeba było robić silny sojusz fioletowych, to może teraz nie byłoby problemu. Przespała ważny moment gry, a w F% było już po ptokach.

Carson - jego akurat polubiłem. Jak na nerda nie był irytujący i dało się mu kibicować. Czepiano się go że przygotował się do zadań przed programem. Ale według mnie miał do tego prawo. To wina produkcji, że nie potrafią wymyślić nic nowego i wciąż łapią się tych samych schematów. Z trio fioletowych to on ogarniał najbardziej i grał najlepiej. No ale przepadł tuż przed samym finałem.

Carolyn - wielki smutas że zajęła dopiero trzecie miejsce i zgarnęła okrągłe zero w finale. Nie zasłużyła biedna. Była bez dwóch zdań największą osobowością sezonu. Choć ja mam mimo wszystko pewien niedosyt. Nowa Era jakoś zabija te fajne osobowości. Mam wrażenie że można było wycisnąć z Carolyn duzo więcej. Wydaje mi się że w drugiej połowie sezonu ona już nie była tak zajebiście odjchena jak w pierwszej.

Heidi - szacun że zrezygnowała z pewnego miejsca w finale i zaryzykowała rozpalanie ognia z Carsonem. No ale wiele jej to nie pomogło. Wiele razy była poza planem i tak trochę na doczepkę łapała się do sojuszy w końcówce. Nie wzbudzała we mnie żadnych emocji. Po prostu tam sobie była i już.

Yam Yam - wygrała najbardziej wkurzająca osoba z obsady. Nie dość że sezon im dalej w las to coraz bardziej wkurzał, to jeszcze tak beznadziejny zwycięzca :? Ok nie czepiam się jego gry. Z F3 grał najlepiej, więc tego nie można podważyć. Ale jako osoba był wkurzający. Może dla tych ludzi był ekstra, bo to raczej sympatyczny człowiek i socjal miał mocny. Ale mnie on kompletnie nie kupił i nie trawię tego typu osobowości.

Sezon ogólnie nie był zły. Na pewno lepszy niż to straszydło 43. Ale nadal nie czuje klimatu i oglądanie mnie męczy. Nie czuje w sobie pasji tej co dawniej, gdzie siadało się do odcinka będąc pełnym emocji i trzymając mocno kciuki za swoich faworytów. A teraz jakos to wszystko takie miałkie i bez emocji. Niech oni w końcu skończą z tym beznadziejnym podziałem na trzy plemiona i powtarzaniem identycznych twistów, bo to już staje się żenujące. Oczekiwań przed 45 nie mam żadnych, bo nowa era jest takim zbiorem najgorszych cech Surva. Nawalą twistów, dadzą przeciętnych ludzi (choc w tym sezonie i tak było nie najgorzej z Castem) i myślą że jakoś to będzie się oglądało.
Co do powrotów to życzyłbym sobie Jaime, Carolyn, Danny i Frannie

Awatar użytkownika
Prus
8th jury member
Posty: 733
Rejestracja: 19 lip 2020, 10:15
Lokalizacja: Kraków
Survivor 50: Genevieve
Survivor 49: Savannah
Kontakt:

S44E13 "Absolute Banger Season"

Post autor: Prus »

Mi również nie chciało się za bardzo nic pisać na temat tego sezon, choć obejrzałem finałowy odcinek jakieś 2 dni po premierze, ale to dlatego, że ten sezon mnie okropnie nudził. Gdyby nie Carolyn, to uznałbym go za jeszcze gorszy niż 43.

Skoro mowa o Carolyn to jest obecnie jedną z moich ulubionych uczestniczek w Survivor. Poza nią ciekawymi osobami byli jeszcze Jaime, Danny i Josh i chętnie zobaczyłbym ich wszystkich ponownie. Lubiłem jeszcze Heidi i Lauren, choć nie były jakoś zbytnio widoczne przez większość sezonu.

YY jest okej zwycięzcą, ale go nie lubię, bo mnie potwornie irytował od połączenia. Carsona nienawidzę, choć grał całkiem dobrze. Frannie i Matt mnie również denerwowali. Brandon i Kane byli mi obojętni w zasadzie. Matthewa też nienawidziłem i mam nadzieję, że nigdy nie powróci.

Reszta jest mi obojętna.

Brawa dla Heidi za oddanie naszyjnika i robienie ognia. Nie tylko pokonała tego denerwującego typa, ale także ładnie pokazała, że rozpalanie ognia to nic nie znaczące gówno, a jurorzy w sezonie 43 mieli ból dupy :)

Awatar użytkownika
Davos
7th jury member
Posty: 620
Rejestracja: 16 lut 2019, 01:44
Kontakt:

S44E13 "Absolute Banger Season"

Post autor: Davos »

No i finał obejrzany. Wg mnie nie było najgorzej i odczucia mam podobne co Ciriefan, też się wciągnąłem w radę finałową. Wcześniej na etapie top5 poleciała Lauren, choć edit próbował nas zmylić, że trójka z Tika celuje w siebie nawzajem. Na etapie Top4 Heidi zdecydowała, że osobiście zmierzy się w rozpalaniu ognia z Carsonem i wygrała, pobijając rekord Survivor. Niezły ruch, ale okazało się, że i tak nie zapunktowała tym u sędziów, bo wygrał Yam Yam. Carolyn niestety nie dostała nawet jednego głosu i skończyła na trzecim miejscu. Trochę mnie zaskoczyły te wyniki, bo myślałem, że głosy bardziej się rozłożą i ciężko mi było wytypować przed głosowaniem, na kogo pójdą głosy. Ostatecznie Yam Yam zgarnął aż 8 głosów i gładko wygrał. Czy grał najlepiej? Z finałowej trójki pewnie tak, bo miał sporo sojuszy, od mergu był chyba zawsze w większości i łatwo zjednywał sobie ludzi, wszyscy go tam lubili. U mnie zapunktował jak powiedział na finałowej radzie, że nauczył się obserwować reakcje wszystkich innych graczy jak opowiadali jakieś prawdziwe historie (np. o rodzinie), a potem konfrontował to z ich reakcjami jak z nim rozmawiali o strategii i na tej podstawie wiedział, kiedy go okłamują, a kiedy nie. Carolyn jednak nie zawsze ogarniała strategiczne ruchy, no i chciała wziąć do finału Carsona, co nie byłoby zbyt rozsądne. Heidi z kolei zrobiła niezły ruch z osobistym pojedynkiem na ogień z Carsonem, ale wcześniej często bywała w mniejszości i nie kierowała grą więc nie przekonała do siebie sędziów.

Ogólnie wrażenia po sezonie mam raczej pozytywne, głównie ze względu na cast, który w dużej części polubiłem. Choć zgadzam się, że jakiś villain też by się przydał, a tu kogoś takiego brakowało i czasami było zbyt słodkopierdząco i za dużo łez tam się lało. Z drugiej strony mieliśmy barwnych Carolyn i Yam Yama, dosyć ogarniętego Danny'ego i romansującą parkę, którą fajnie mi się oglądało. Na minus na pewno zbyt dużo idoli i przewag, powtarzające się twisty i brak przemieszania, ale to jest niestety bolączka wszystkich sezonów nowej ery, nie tylko tego. Dziwię się też, że pomarańczowi i zieloni skupili się po mergu na wojence między sobą, a nie ogarnęli, że warto by było też rozdzielić trójkę fioletowych. A gdy chcieli to zrobić to było już za późno. No ale plus dla fioletowych, że tak ładnie to rozegrali.

Co do poszczególnych graczy:

Yam Yam - w premerge to on ocalił Carolyn w pierwszej radzie i przekonał Carsona, że nie będzie na nią głosował więc siłą rzeczy Carson musiał do nich przystać, żeby nie ryzykować remisu. Potem znalazł się w trio z Carolyn i Joshem, a po mergu był w pięcioosobowej grupie z trójką pomarańczowych, ale się uratował, a odpadł Matt. Potem Yam Yam grał już nieźle, ładnie lawirował pomiędzy ludźmi, budując z nimi relacje, jednocześnie trzymając się cały czas z Carolyn i Carsonem. Pod względem osobowości na pewno jedna z barwniejszych postaci tego sezonu. Czasem irytował, czasem bawił, ale nigdy nie był nijaki. Z trójki finalistów raczej zasłużony zwycięzca.

Carolyn - królowa tego sezonu pod względem osobowości :) Jej konfy wymiatały, podobnie jak miny, które robiła podczas rad plemienia czy w obozie podczas wypowiedzi innych osób, wiele razy srogo kisnąłem jak na to patrzyłem :D Jej akcja ze zdobyciem HII i potem ułożeniem krzyżyka z patyków też była genialna. Plus dla niej za to, że tak długo nikomu nie mówiła o HII i użyła go na Carsonie. I za to, że grała nieogarniętą, a jednocześnie była dobrą obserwatorką. Mimo wszystko parę razy była zagrożona, choćby na etapie premerge i mogła odpaść. Na szczęście mogliśmy oglądać ją aż do finału i super, bo to sprawiło, że sezon dużo lepiej się oglądało. Szkoda, że w finale nie zgarnęła choćby jednego głosu. Chciałbym, żeby jeszcze wróciła. I więcej takich osób w Survivor, Jeff!

Heidi - w plemieniu miała dobrą pozycję i nie była zagrożona, po mergu dalej trzymała się z zielonymi. Później już trochę przestała ogarniać i często była w mniejszości na radzie plemienia, dostała też kilka głosów. Końcówka lepsza, zwłaszcza zrezygnowanie z immunitetu, żeby wywalić Carsona w rozpalaniu ognia, ale to nie wystarczyło, żeby przekonać sędziów. Wcześniej użyła na sobie HII, gdy i tak nie była zagrożona. Podsumowując, szału nie było.

Carson - początkowo mnie irytował, ale po mergu zacząłem go trochę lubić. W trójce fioletowych to on prawdopodobnie najbardziej ogarniał strategię i pewnie by wygrał, gdyby dotrwał do finału. Trochę pechowo odpadł, ale cóż, tak bywa. W premerge dobrze się ustawił zarówno u fioletowych, jak i u pomarańczowych, gdy musiał zmienić plemię. Po mergu nieźle grał balansując między zielonymi i pomarańczowymi, a trzymając razem Carolyn i Yam Yama. W puzzlach wymiatał, ale drukowanie sobie tego wszystkiego w chacie na drukarce 3D, żeby ćwiczyć przed programem to już dla mnie przesada :P

Lauren - niby nie grała tragicznie, ale czegoś mi tam brakowało. W premerge zdobyła przewagę i skumała się z Paddy, która poleciała, ale potem jakoś się zgrała z innymi, a że pomarańczowi już nie poszli na radę to bez problemu dojechała do mergu. Później tak jak i inni z jej plemienia, skupiła się na wycinaniu zielonych, zapominając o fioletowych. Ostatecznie została jej tylko Jaime. Dziwię się, że razem z nią celowała w Heidi albo Danny'ego, zamiast wspólnie z nimi wywalić kogoś z fioletowych. I znów - szału nie było.

Jaime - bardzo sympatyczna babka, ale jej historia koncentrowała się głównie na fake idolu, który "znalazla" dzięki Matthew, a potem lamentowała, że dała go Kane'owi, który odpadł. Zabawne było, jak nikt nie chciał jej uwierzyć, że faktycznie mu go dała :) W premerge była bezpieczna, a potem przez długi czas też, ale nie stanowiła dużego zagrożenia i w finale raczej nie miałaby szansy cokolwiek ugrać.

Danny - jeden z moich ulubionych graczy w tym sezonie. Szybko zgrał się z Heidi, ale miał też dobrą relację z Frannie i Mattem, a do tego znalazł HII i jeszcze podrzucił fejk idola Jaime :) Po mergu udało mu się ograć pomarańczowych użyciem HII na Frannie i ogólnie potrafił przekonać grupę do głosowania tak jak chce, ale popełnił ten sam błąd co inni, zapominając o fioletowych. Moim zdaniem zbyt szybko zaatakował Frannie, zamiast próbować utrzymać trójkę zielonych w grze. Mimo wszystko fajnie się pokazał w tym sezonie i chciałbym, żeby jeszcze kiedyś wrócił.

Frannie - ją też lubiłem, za grę i osobowość. Jej relację z Mattem świetnie się oglądało :) W tym duecie to ona była bardziej ogarnięta i trzeźwo kalkulowała, żeby się tak z tym nie afiszować przed innymi. W premerge bezpieczna, później zaczęła być postrzegana jako zagrożenie ze względu na wygranie kilku zadań. Próbowała przeforsować kobiecy czteroosobowy sojusz, a potem wywalić Danny'ego lub Jaime, ale nie udało jej się zdjąć z siebie celownika.

Kane - początkowo zaliczył falstart, gdy dał się przekonać Paddy do głosowania na Brandona, a ten użył HII i Kane był jedyną głosującą na niego osobą, która została w plemieniu ;) Dotrwał do mergu dzięki temu, że nie musiał już iść na radę plemienia, a potem trzymał się z pomarańczowymi, ale cały czas był gdzieś w tle. Jak edit pokazywał jego zachowania i rozmowy z innymi w obozie to dało się go polubić, ale w grze nie pokazał niczego szczególnego.

Brandon - znalazł szybko HII, ale złapała go na tym Paddy, a gdy nie chciał z nią grać to poszedł powiedzieć wszystkim, że ma HII. Był zagrożony, ale dzięki idolowi się uratował. Jest niezłą ironią, że odpadł też przez idola, tyle że użytego poprawnie przez Danny'ego na Frannie. Jako osoba Brandon był mi obojętny, jako gracz też niczym wielkim się nie wyróżnił, poza tą akcją z HII z pierwszego odcinka.

Matt - lubiłem tego gościa, bo był mega sympatyczny i bawiło mnie jak się kleił do Frannie nie patrząc na ryzyko, jakie to dla nich niesie, choć potem się trochę opamiętał ;) Strategicznie na początku niezbyt ogarniał, aczkolwiek dobrze się ustawił, bo mimo że przez durny twist stracił możliwość głosowania na dwóch radach to nie był zagrożony. Znalazł też fejk idola, z którego cieszył się jak dziecko, ale po mergu ogarnął, że to Danny go zrobił w trąbę i zaczął innych namawiać na jego eliminację. Szkoda, że jak zaczął trochę ogarniać grę to musiał odpaść przez idiotyczny twist z podziałem grupy na dwa pięcioosobowe plemiona.

Josh - w grze totalny nieogar, który myślał, że jest najlepiej ustawiony w plemieniu, a tymczasem był na dnie i wszyscy chcieli się go pozbyć :D Potem trafił do Yam Yama, Carolyn i Sarah i udało mu się przetrwać kosztem Sarah, a potem miała farta, że nie musiał iść na radę, na której prawdopodobnie by odpadł, bo z gry wycofano Matthew. Po mergu jednak od razu poleciał, bo wszyscy postrzegali go jako zagrożenie. Nie wiem w sumie czemu, chyba tylko ze względu na sprawność fizyczną, bo mistrzem strategii to on nie był, ale trzeba przyznać, że dostarczył sporo zabawnych scen, jak wtedy gdy próbował oszukać Carolyn i Yam Yama co do swojego wykształcenia i zawodu, a oni od razu go przejrzeli :D Trzeba przyznać, że gość był w tym swoim zakręceniu pocieszny i dało się go polubić.

Matthew - zaczął od dziwnego użycia shot in the dark na pierwszej radzie, choć nie był zagrożony, ale nie chciał ujawnić, z kim trzyma. Potem znalazł HII i podrzucił fejka Jaime. Był dobrze ustawiony i miał potencjał, żeby coś jeszcze pokazać, ale odpadł z programu przez własną głupotę, uszkadzając sobie bark na skutek upadku ze skały, na którą wspinał się cholera wie po co...

Sarah - zaczęła niby dobrze, zgrywając się z Helen i Carsonem, ale ten drugi potem flipnął do Carolyn i Yam Yama i Sarah znalazła się na dnie, z którego już się nie wygrzebała, bo tamta dwójka jej nie ufała i wolała zostawić w grze nawet Josha zamiast niej.

Claire - ona też niby dobrze wystartowała, próbując wejść w sojusz z Mattem i Frannie, ale reszta plemienia chciała jej się pozbyć. Na pewno nie pomogło jej, że nie wzięła udziału w żadnym zadaniu. Zbyt mądre to nie było, bo inni uznali, że nie będą jej potrzebować.

Helen - skumała się szybko z Carsonem, potem dołączyła do nich Sarah, ale gdy ta ostatnia straciła głos to Carson nie chciał ryzykować remisu i zgrał się z Yam Yamem i Carolyn. W sumie Helen miała trochę pecha, bo gdyby nie ten twist z Sarą to prawdopodobnie Carson by nie flipnął i odpadłaby wtedy Carolyn.

Paddy - przyłapała Brandona, gdy ten znalazł HII, ale zamiast jakoś dyskretnie to rozegrać i próbować go namówić na sojusz to zrobiła to tak, że ten poszedł opowiedzieć o HII wszystkim, a ona w zemście zaczęła namawiać ludzi do głosowania na Brandona i ostatecznie sama odpadła, gdy ten użył idola. Mimo wszystko pechowo odpadła, bo dostała tylko jeden głos, ale na skutek użycia przez Matthew i Jaime shot in the dark i skitraniu głosu przez Lauren głosować mogły tylko 3 osoby, z czego 2 głosy okazały się nieważne przez HII. Odpadnięcie gracza na samym starcie sezonu po otrzymaniu ledwie jednego głosu to trochę porażka produkcji, no ale cóż, Jeff pewnie i tak ma to w pompie i cieszy się jak to różne twisty i przewagi zmieniają oblicze tego programu...

Bruce - co tu dużo gadać, pechowy medical już w pierwszym zadaniu w sezonie i ewakuacja... Ewidentny pech, ale z tego co widzę, gość ma wrócić w kolejnym sezonie więc spoko, że dostanie drugą szansę.


Zapowiedź 45 sezonu jakoś mi nie urwała czterech liter, ale zobaczymy co będzie, może się miło zaskoczę. Mam nadzieję, że produkcja się trochę ogarnie z tymi twistami i nie powtórzy ich któryś raz z rzędu, bo to już nikogo nie zaskakuje. I że będzie mniej przewag i ciekawy cast. Fajnie, że Bruce dostanie drugą szansę. Ciekawi mnie czy ją wykorzysta.
Obrazek

ODPOWIEDZ

Wróć do „Survivor 44”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 2 gości