Ten sezon plusuje sobie w kilku różnych aspektach, ale powrót aukcji w odświeżonej formie przebija wszystko. Nie dziwię się, że po Worlds Apart z niej zrezygnowano po tym co tam się działo, bo w tamtej formie po tylu sezonach faktycznie prowadziła do samych kwasów i gry o przewagi, natomiast kilka nowych pomysłów rozwiązało najważniejsze problemy. Polowanie w dżungli na pieniądze zróżnicowało szanse już na starcie (przy okazji pozwalając Bruce'owi zapewnić nam chwilę rozrywki), a jasne zasady skłoniły ludzi, żeby faktycznie te pieniądze wydawać. Nie jestem jedynie fanem tej utraty głosu - z jednej strony rozumiem, że to dodatkowe emocje oraz dodatkowa zachęta do ostrzejszej licytacji, ale w praktyce pod koniec zamieniło się to w losowanie komu zabierzemy głos, bo ten kto ma najwięcej pieniędzy mógł je wszystkie wyrzucić za wszelką cenę, a pozostali nie mogli nic z tym zrobić. Podsumowując: jestem na tak z takimi eksperymentami pod warunkiem, że przez kolejne 10 sezonów nie będzie to wyglądać tak samo.
Kellie trochę mi szkoda, bo akurat zaczynałem ją lubić, ale przy bezpieczeństwie Bruce'a ktokolwiek by nie poleciał, to mógłbym powiedzieć to samo. Śmieszne było jak już nawet ona się od Bruce'a odwróciła i komentowała, że to on sam za nią lezie.
Już od jakiegoś czasu dobrze życzę czwórce Reba wraz z Emily i patrząc po ostatnim głosowaniu wygląda na to, że to właśnie oni odegrają kluczową rolę w końcówce. Graczom pozostałym w grze kibicuję w tej kolejności:
Emily - jej gra społeczna już od jakiegoś czasu wygląda fenomenalnie i aż chce jej się kibicować. Podoba mi się, że próbuje grać lojalnie i na razie jej się to odpłaca. Najlepszym dowodem jest chyba to, że już dawno nikt na poważnie nie myślał o niej jako o kandydatce do wygłosowania, choć z jej historią oraz dynamiką sojuszy wydawałoby się to dość naturalne. Nie wierzę, żeby w najbliższych odcinkach nikt nie oprzytomniał, ale jeśli jednak przemknie do finału, to będzie to nie lada wyczyn.
Julie - lubię widzieć w grze starszych uczestników, którzy radzą sobie w każdym aspekcie gry i potrafią myśleć samodzielnie. Julie te kryteria spełnia, a dodatkowo plusuje tym, że nie próbuje wchodzić w żadne role matki/cioci, tylko po prostu jest normalną babką.
Austin - bardzo pozytywny i lekko zakręcony gość, który potrafi wnieść trochę świeżości jak choćby w tym odcinku, gdy spałaszował oko.

Przewagi się go trzymają, więc jest dość dobrze ustawiony.
Dee - tworzy fajny duet z Julie, a do tego bardzo sympatyczna.
Drew - czasem trochę sztywny, ale i tak go lubię.
Jake - ostatnio nieco bardziej go polubiłem, bo jest bardzo ludzki w tych swoich confessionalach. Na tym etapie gry wydaje się być już trochę bezsilny.
Katurah - podoba mi się jej bezczelność, a w poprzednim odcinku pokazała też, że umie kierować się rozsądkiem. Trochę szkoda, że przez cały sezon konflikt z Brucem to był główny temat jej editu, bo choć było zabawnie, to teraz niewiele pozostaje.
Kendra - jest w porządku, ale z całej tej grupy to chyba ona jest mi najbardziej obojętna.
Bruce - jest irytujący, a swoją autorytarnością zraził do siebie po drodze większość potencjalnych sojuszników. Jeszcze w tym odcinku wszyscy chcieli się go pozbyć, ale powoli zbliżamy się do tego etapu gry, kiedy zamiast tego wszyscy będą chcieli się z nim trzymać, żeby siedzieć obok niego w finale. Najlepsze, że sam Bruce zdaje się zupełnie nieświadomy tego jak jest odbierany i tak już chyba pozostanie.