The Traitors USA 4
- Prus
- 8th jury member
- Posty: 736
- Rejestracja: 19 lip 2020, 10:15
- Lokalizacja: Kraków
- Survivor 50: Genevieve
- Survivor 49: Savannah
- Kontakt:
The Traitors USA 4
Premiera 8 stycznia, gdzie zostaną wyemitowane trzy odcinki. Tydzień później podobno dwa odcinki, a potem po jednym aż do finału + reunion.
Jeśli ktokolwiek z Survivor, albo Big Brothera będzie zdrajcą od samego początku, to dostane chyba szału...
Jeśli ktokolwiek z Survivor, albo Big Brothera będzie zdrajcą od samego początku, to dostane chyba szału...
- Umbastyczny
- sole survivor
- Posty: 2427
- Rejestracja: 25 lut 2013, 00:00
- Survivor 50: Cirie
- Survivor 49: Sage
- Kontakt:
The Traitors USA 4
TYDZIEŃ 1 (ODCINKI 1-3)
Otwarcie całkiem ok, ale po raz kolejny brakuje mi efektu wow. No i oglądając równolegle z UK zawsze mam wrażenie, że wersja brytyjska jest lepsza, bardziej klimatyczna i ma ciekawszy, choć niedoświadczony, cast.
Co do twistu z secret traitor - ok, ciekawe urozmaicenie. I ponownie, porównując z UK mamy pewną zmianę, tam secret traitor zna tożsamość regularnych zdrajców, tutaj w US - nie.
Na pewno na plus, że nie mamy kolejny raz zdrajców zbudowanych na ludziach z Surva i BB. Choć trochę przez to wyszło tak, że nie ma kto ich bronić i to właśnie Ian i Rob C. padli w boju jako pierwsi.
Po kolei:
Ian - morderstwo - nie oglądałem BB, więc go nie znam, ale wydał się w porządku. Na pewno kompletnie inny archetyp gracza porównując z innymi uczestnikami BB w Zdrajcach, np. Dan, Derrick czy Cody. Wstępnie go polubiłem, więc szkoda, że szybko odpadł.
Porsha - banishment - o matko, nic do niej nie miałem, ale odpadła na własne życzenie. Zagrała po prostu źle, te 3 przejęzyczenia to taki głupi błąd, który nie powinien się nikomu zdarzyć, a już na pewno nie w takiej ilości. Dodatkowo nie powalczyła o siebie i nie próbowała bardziej rozdmuchać tej dyskusji między nią i Candiace na temat Michaela.
Rob C. - morderstwo - o nie! Mój faworyt. Uwielbiam go za występ w Amazon i bardzo się cieszyłem, że wrócił do jakiegoś reality. Mnie się dobrze go oglądało. Plus dla niego, że wpadł na to, że tańczenie congi xD jest podejrzane i pewnie w zamku odbywa się właśnie morderstwo.
Donna - banishment - ok, jak rozumiem to jest "teściowa" Taylor Swift? xD Mniejsza z tym. Jakoś nie przepadałem za nią. Zazwyczaj jestem fanem tych wszystkich babć w reality, ale akurat do niej jakoś nie zapałałem sympatią. Jej strategia na trzymanie się na uboczu wyszła kiepsko. Tak naprawdę gadała więcej tylko z Michaelem czy Ronem - czyli dwoma osobami, które też są mocno podejrzane przez pozostałych. Nie powalczyła o siebie i trochę zmarnowane miejsce w roli secret traitor. Z ciekawostek - w tym zadaniu z ciągnięciem tronów do zamku nie mam jej chyba na żadnym ujęciu (oprócz momentu startu), więc może dochodziły tam jakieś kwestie zdrowotne (?).
ZDRAJCY - po pierwsze ciekawe, że mamy tu 2 hałsłajfy i pana z Love Island xD dobry mix
w sumie to może działać na ich korzyść, i nawet jak jedna "żona" wpadnie, to reszta może się trzymać trochę under the radar i reszta zacznie się doszukiwać zdrajców wśród ludzi z większym doświadczeniem w grach
Rob R. - póki co oceniam neutralnie, jest nawet ok, ale też nie dał mi powodów do kibicowania
Lisa - chyba ją najbardziej tam polubiłem ze zdrajców. Może nie jestem wielkim fanem, ale gra chyba najrozsądniej z tej trójki i jest z charakteru ciekawsza niż Rob.
Ciandace - moim zdaniem teraz ona jest tam najsłabszym ogniwem. Póki co się jej udaje, ale ta dyskusja z Porshą o Michaelu, to tańczenie congi (wtf xD), jakieś przemawianie przy śniadaniach/stole - no moim zdaniem za bardzo się wychyla i w końcu może za to oberwać. Ale w sumie ją polubiłem, więc jak się ogarnie i jeszcze pogra, to ok.
ISTOTNI LOJALNI - plus za edit, bo w sumie wszystkich choć trochę widzieliśmy, chyba największym duchem był Stephen.
Michael - jprdl... po pierwsze tym gra mega źle. Te pytania o zasady i zaskoczenie, że będą się eliminować xD Albo te dymy, że każdy powinien mieć szansę na tarczę i powinni przedyskutować kto je dostanie. Typie, miałeś szansę, wystarczyło znaleźć ten żeton... Po drugie - tym jest mega odpychający. To w jaki sposób z innymi rozmawia, z jakąś taką wyższością, strasznie antypatyczny. Chyba najbardziej mi podpadł jak rozmawiał z Maurą, dramat. Zastanawiam się na ile to jest on, a na ile jakaś kreacja, ale i tak do piachu z nim. Niby robi show, ale jest zbyt męczący.
Natalie - ja ją lubię (choć ma i miała zawsze jakieś momenty, które mi nie odpowiadają), póki co jest aktywna, dla mnie na plus.
Yam Yam - jest ok, wymyśliłbym setkę osób z Surva, które wolałbym zobaczyć zamiast niego, ale niech póki co sobie pogra.
Ron - przez jego atak na Porshę jest teraz w ciężkiej sytuacji, ale nie mogę go winić, bo po prostu podzielił się tym co rzeczywiście się wydarzyło. Nie mógł chłop przewidzieć, że Porsha jest aż tak nierozgarnięta. Swoją drogą ciekawe, bo więcej osób było przy tych rozmawach, a oprócz Donny i Michaela nikt jakoś nie potwierdził jego słów.
Maura - ma w sobie coś takiego, że już ją polubiłem.
Tiffany - na plus, że wzięła się za grę, ale nie wiem czy sojuszowanie z wrogiem publicznym numer 1 to dobra strategia.
Colton - dla mnie na plus, dobrze się go słucha, aktywny, chce grać, jestem ciekawy co jeszcze pokaże.
Otwarcie całkiem ok, ale po raz kolejny brakuje mi efektu wow. No i oglądając równolegle z UK zawsze mam wrażenie, że wersja brytyjska jest lepsza, bardziej klimatyczna i ma ciekawszy, choć niedoświadczony, cast.
Co do twistu z secret traitor - ok, ciekawe urozmaicenie. I ponownie, porównując z UK mamy pewną zmianę, tam secret traitor zna tożsamość regularnych zdrajców, tutaj w US - nie.
Na pewno na plus, że nie mamy kolejny raz zdrajców zbudowanych na ludziach z Surva i BB. Choć trochę przez to wyszło tak, że nie ma kto ich bronić i to właśnie Ian i Rob C. padli w boju jako pierwsi.
Po kolei:
Ian - morderstwo - nie oglądałem BB, więc go nie znam, ale wydał się w porządku. Na pewno kompletnie inny archetyp gracza porównując z innymi uczestnikami BB w Zdrajcach, np. Dan, Derrick czy Cody. Wstępnie go polubiłem, więc szkoda, że szybko odpadł.
Porsha - banishment - o matko, nic do niej nie miałem, ale odpadła na własne życzenie. Zagrała po prostu źle, te 3 przejęzyczenia to taki głupi błąd, który nie powinien się nikomu zdarzyć, a już na pewno nie w takiej ilości. Dodatkowo nie powalczyła o siebie i nie próbowała bardziej rozdmuchać tej dyskusji między nią i Candiace na temat Michaela.
Rob C. - morderstwo - o nie! Mój faworyt. Uwielbiam go za występ w Amazon i bardzo się cieszyłem, że wrócił do jakiegoś reality. Mnie się dobrze go oglądało. Plus dla niego, że wpadł na to, że tańczenie congi xD jest podejrzane i pewnie w zamku odbywa się właśnie morderstwo.
Donna - banishment - ok, jak rozumiem to jest "teściowa" Taylor Swift? xD Mniejsza z tym. Jakoś nie przepadałem za nią. Zazwyczaj jestem fanem tych wszystkich babć w reality, ale akurat do niej jakoś nie zapałałem sympatią. Jej strategia na trzymanie się na uboczu wyszła kiepsko. Tak naprawdę gadała więcej tylko z Michaelem czy Ronem - czyli dwoma osobami, które też są mocno podejrzane przez pozostałych. Nie powalczyła o siebie i trochę zmarnowane miejsce w roli secret traitor. Z ciekawostek - w tym zadaniu z ciągnięciem tronów do zamku nie mam jej chyba na żadnym ujęciu (oprócz momentu startu), więc może dochodziły tam jakieś kwestie zdrowotne (?).
ZDRAJCY - po pierwsze ciekawe, że mamy tu 2 hałsłajfy i pana z Love Island xD dobry mix
Rob R. - póki co oceniam neutralnie, jest nawet ok, ale też nie dał mi powodów do kibicowania
Lisa - chyba ją najbardziej tam polubiłem ze zdrajców. Może nie jestem wielkim fanem, ale gra chyba najrozsądniej z tej trójki i jest z charakteru ciekawsza niż Rob.
Ciandace - moim zdaniem teraz ona jest tam najsłabszym ogniwem. Póki co się jej udaje, ale ta dyskusja z Porshą o Michaelu, to tańczenie congi (wtf xD), jakieś przemawianie przy śniadaniach/stole - no moim zdaniem za bardzo się wychyla i w końcu może za to oberwać. Ale w sumie ją polubiłem, więc jak się ogarnie i jeszcze pogra, to ok.
ISTOTNI LOJALNI - plus za edit, bo w sumie wszystkich choć trochę widzieliśmy, chyba największym duchem był Stephen.
Michael - jprdl... po pierwsze tym gra mega źle. Te pytania o zasady i zaskoczenie, że będą się eliminować xD Albo te dymy, że każdy powinien mieć szansę na tarczę i powinni przedyskutować kto je dostanie. Typie, miałeś szansę, wystarczyło znaleźć ten żeton... Po drugie - tym jest mega odpychający. To w jaki sposób z innymi rozmawia, z jakąś taką wyższością, strasznie antypatyczny. Chyba najbardziej mi podpadł jak rozmawiał z Maurą, dramat. Zastanawiam się na ile to jest on, a na ile jakaś kreacja, ale i tak do piachu z nim. Niby robi show, ale jest zbyt męczący.
Natalie - ja ją lubię (choć ma i miała zawsze jakieś momenty, które mi nie odpowiadają), póki co jest aktywna, dla mnie na plus.
Yam Yam - jest ok, wymyśliłbym setkę osób z Surva, które wolałbym zobaczyć zamiast niego, ale niech póki co sobie pogra.
Ron - przez jego atak na Porshę jest teraz w ciężkiej sytuacji, ale nie mogę go winić, bo po prostu podzielił się tym co rzeczywiście się wydarzyło. Nie mógł chłop przewidzieć, że Porsha jest aż tak nierozgarnięta. Swoją drogą ciekawe, bo więcej osób było przy tych rozmawach, a oprócz Donny i Michaela nikt jakoś nie potwierdził jego słów.
Maura - ma w sobie coś takiego, że już ją polubiłem.
Tiffany - na plus, że wzięła się za grę, ale nie wiem czy sojuszowanie z wrogiem publicznym numer 1 to dobra strategia.
Colton - dla mnie na plus, dobrze się go słucha, aktywny, chce grać, jestem ciekawy co jeszcze pokaże.
- Umbastyczny
- sole survivor
- Posty: 2427
- Rejestracja: 25 lut 2013, 00:00
- Survivor 50: Cirie
- Survivor 49: Sage
- Kontakt:
The Traitors USA 4
TYDZIEŃ 2 (ODCINKI 4-5)
Podoba mi się ten sezon, ale trochę męczy. Mam problem z castem, który jest dla mnie zbyt głośny i chamski. Z jednej strony spoko, że generują kłótnie, afery i dramy. Ale są wszyscy przy tym jacyś odpychający i po prostu zezwierzęceni xD Np. porównując z UK S4 - tam też są dramy itd. ale jakoś to wszystko wydaje się bardziej cywilizowane.
Caroline - morderstwo - za bardzo jej nie poznałem, więc była mi obojętna. Wydaje mi się, że to całkiem dobry wybór biorąc pod uwagę 2 "żony" w zdrajcach.
Banishment - Tiffany - ok, to było trochę dziwne. Colton ją zaatakował będąc przekonanym, że to ona. OK - każdy ma jakieś domysły. Potem dołączył się do tego Eric, bo rozpoznał śmiech. No ok, też mógł się pomylić. Tylko skoro wszyscy uważali, że Tiffany jest jakimś pro-graczem, to serio zaczęłaby się śmiać tam w lesie?
Dodatkowo śmieszy mnie, że jak Ron pomylił się co do Porshy to został wrogiem publicznym numer 1. A jak Eric i Colton się pomylili, to wszyscy ich pocieszali i to oni wyszli na jakieś ofiary i poszkodowanych w tej sytuacji. No coż, to też kwestia jakiegoś socjali itd.
Monet - morderstwo - ok, jedna z bardziej lubianych osób, wpływająca na głosy, więc w sumie niezły wybór zdrajców.
Banishment - Michael - co za typ, całkiem odpiął wrotki. Poziom delulu ogromny. Te krzyki, te teatrzyki z rzucaniem przymiotników na "C" jak "Colton". Jeszcze ten tekst do Coltona, który rzeczywiście można było uznać za atak homofoba. Nie dziwię się, że go wywalili - pewnie już większość miała w dupie, czy jest zdrajcą czy nie. Okropny typ.
Lisa - wpadła w tarapaty. Już wcześniej Monet ją podejrzewał, ale udało się go po cichu pozbyć. Teraz kolejne osoby mają wątpliwości, Dorinda i Colton głównie. Myślę, że w najbliższym czasie może polecieć, wątpię, żeby Rob walczył o nią jakoś bardzo, pewnie dla własnego bezpieczeństwa ją poświęci, a Candiace też może zrozumieć, że na pewnym etapie tak będzie lepiej.
Rob - chyba gra najlepiej ze zdrajców. Jest under the radar, a przy tym chyba potrafi najlepiej na chłodno oceniać sytuację, kombinować, snuć plany itd.
Candiace - bardziej chaotyczna niż Rob, ale póki co też przelatuje poza radarem (pomimo tańczenia congi), dobrze mi się ją ogląda, ale mam wrażenie, że to kwestia czasu i odwali coś co ją pogrąży
LOJALNI (wybrani):
Colton - wyskoczył znienacka, zrobił z siebie lidera grupy i nawalił przy eliminacji Tiffany i Michaela. Nie wiem czy ludzie mu uwierzą trzeci raz, ale tym razem złapał trop.
Ron - miałem go wcześniej za miłego i poszkodowane przez tę sytuację z Porshą, ale teraz też miał jakieś krzywe akcje, obrażanie innych itd. więc wszystko mi jedno co z nim zrobią
Stephen - dalej mnie zaskakuje widok jego twarzy, gdy nagle się pojawi na ekranie, najgorszy edit.
Podoba mi się ten sezon, ale trochę męczy. Mam problem z castem, który jest dla mnie zbyt głośny i chamski. Z jednej strony spoko, że generują kłótnie, afery i dramy. Ale są wszyscy przy tym jacyś odpychający i po prostu zezwierzęceni xD Np. porównując z UK S4 - tam też są dramy itd. ale jakoś to wszystko wydaje się bardziej cywilizowane.
Caroline - morderstwo - za bardzo jej nie poznałem, więc była mi obojętna. Wydaje mi się, że to całkiem dobry wybór biorąc pod uwagę 2 "żony" w zdrajcach.
Banishment - Tiffany - ok, to było trochę dziwne. Colton ją zaatakował będąc przekonanym, że to ona. OK - każdy ma jakieś domysły. Potem dołączył się do tego Eric, bo rozpoznał śmiech. No ok, też mógł się pomylić. Tylko skoro wszyscy uważali, że Tiffany jest jakimś pro-graczem, to serio zaczęłaby się śmiać tam w lesie?
Monet - morderstwo - ok, jedna z bardziej lubianych osób, wpływająca na głosy, więc w sumie niezły wybór zdrajców.
Banishment - Michael - co za typ, całkiem odpiął wrotki. Poziom delulu ogromny. Te krzyki, te teatrzyki z rzucaniem przymiotników na "C" jak "Colton". Jeszcze ten tekst do Coltona, który rzeczywiście można było uznać za atak homofoba. Nie dziwię się, że go wywalili - pewnie już większość miała w dupie, czy jest zdrajcą czy nie. Okropny typ.
Lisa - wpadła w tarapaty. Już wcześniej Monet ją podejrzewał, ale udało się go po cichu pozbyć. Teraz kolejne osoby mają wątpliwości, Dorinda i Colton głównie. Myślę, że w najbliższym czasie może polecieć, wątpię, żeby Rob walczył o nią jakoś bardzo, pewnie dla własnego bezpieczeństwa ją poświęci, a Candiace też może zrozumieć, że na pewnym etapie tak będzie lepiej.
Rob - chyba gra najlepiej ze zdrajców. Jest under the radar, a przy tym chyba potrafi najlepiej na chłodno oceniać sytuację, kombinować, snuć plany itd.
Candiace - bardziej chaotyczna niż Rob, ale póki co też przelatuje poza radarem (pomimo tańczenia congi), dobrze mi się ją ogląda, ale mam wrażenie, że to kwestia czasu i odwali coś co ją pogrąży
LOJALNI (wybrani):
Colton - wyskoczył znienacka, zrobił z siebie lidera grupy i nawalił przy eliminacji Tiffany i Michaela. Nie wiem czy ludzie mu uwierzą trzeci raz, ale tym razem złapał trop.
Ron - miałem go wcześniej za miłego i poszkodowane przez tę sytuację z Porshą, ale teraz też miał jakieś krzywe akcje, obrażanie innych itd. więc wszystko mi jedno co z nim zrobią
Stephen - dalej mnie zaskakuje widok jego twarzy, gdy nagle się pojawi na ekranie, najgorszy edit.
- Umbastyczny
- sole survivor
- Posty: 2427
- Rejestracja: 25 lut 2013, 00:00
- Survivor 50: Cirie
- Survivor 49: Sage
- Kontakt:
The Traitors USA 4
TYDZIEŃ 3 (ODCINEK 6)
Wow, dziwny, ale dobry odcinek.
Morderstwo - brak - ok, to było do przewidzenia. Branie tych tarcz na widoku w takiej sytuacji byłoby mocno ryzykowne.
Banishment - Ron - ogólnie nawet go w miarę lubiłem, choć miał momenty, gdy mnie odpychał. Z jednej strony rozumiem, był w mniejszości, ciągle atakowany, więc niby mógł być czasami wybuchowy czy niemiły, ale jakoś psuł tym ogólne wrażenie. Teraz mi go jednak było szkoda, bo moim zdaniem bronił się dobrze i jego argumenty przeciwko Porshy były dobre. Tutaj zabrakło trochę socjalu i charyzmy, żeby się obronić.
Colton - jest irytujący, nie przepadam za nim, ale podoba mi się, że gra, że zaproponował Lisie ten układ, potem ją atakował. Jak odpadnie to nie będę płakał po nim, ale jak zostanie to ok, bo dostarcza rozrywki.
Lisa - nie wiem, jakoś jej defensywa nie przekonuje mnie. Myślę, że kwestia odcinka czy dwóch i ją wywalą.
Rob - kurde lubię go i nawet doceniam to, że grał serduszkiem i zagłosował na Lisę, bo mu było szkoda Rona, a z Coltonem się lubią i mają dobry układ. Ale strategicznie był to fatalny ruch. Zraził do siebie Lisę, zraził do siebie Candiace, a zyskał tylko przychylność Rona, którego już nie ma, i Coltona, który jest wrogiem publicznym i pewnie niedługo poleci. Liczę, że się wygrzebie, bo ma dobry socjal i ludzie go tam lubią. Kwestia co zrobią obie zdrajczynie i czy przypadkiem go nie zaatakują.
Candiace - dalej w cieniu, tutaj musi sobie dobrze przemyśleć co dalej. Z jednej strony doceniam, że broni Lisy, ale tonący statek czasem trzeba opuścić. Z drugiej strony też rozumiem, że ciężko będzie jej zaufać Robowi w 100% po tym jak zdradził Lisę. Chyba powinna udawać, że chce z nim grać, a potem wybrać ścieżkę samotnego wilka.
~~~~
Z innych rzeczy: zaintrygował mnie ten sojusz "randomów" (przepraszam, że tak o nich piszę, ale tak mi najłatwiej opisać tę zbieraninę łyżwiarzy, muzyków, kucharzy itd. xD). Na pewno na plus, że ogarnęli, że w sumie sojusz 8-osobowy daje przewagę i bezpieczeństwo przy stole (moim zdaniem to jest dobra strategia na jakiś czas). Tylko potem egzekucja tego ich planu z atakiem na Coltona... No tu kiepsko wyszło. O ile jeszcze rozumiem, że część osób się wyłamało i zagłosowało na Lisę, gdy pojawiły się nowe argumenty przeciwko niej itd., to tego, że część z nich zagłosowała na Rona, choć się umawiali, że tego nie zrobią... Muszą jakoś lepiej zaplanowac kolejne głosowania, jeśli jakoś planują ten plan z sojuszem wcielić w życie. Kurde, zaintrygowali mnie
Wow, dziwny, ale dobry odcinek.
Morderstwo - brak - ok, to było do przewidzenia. Branie tych tarcz na widoku w takiej sytuacji byłoby mocno ryzykowne.
Banishment - Ron - ogólnie nawet go w miarę lubiłem, choć miał momenty, gdy mnie odpychał. Z jednej strony rozumiem, był w mniejszości, ciągle atakowany, więc niby mógł być czasami wybuchowy czy niemiły, ale jakoś psuł tym ogólne wrażenie. Teraz mi go jednak było szkoda, bo moim zdaniem bronił się dobrze i jego argumenty przeciwko Porshy były dobre. Tutaj zabrakło trochę socjalu i charyzmy, żeby się obronić.
Colton - jest irytujący, nie przepadam za nim, ale podoba mi się, że gra, że zaproponował Lisie ten układ, potem ją atakował. Jak odpadnie to nie będę płakał po nim, ale jak zostanie to ok, bo dostarcza rozrywki.
Lisa - nie wiem, jakoś jej defensywa nie przekonuje mnie. Myślę, że kwestia odcinka czy dwóch i ją wywalą.
Rob - kurde lubię go i nawet doceniam to, że grał serduszkiem i zagłosował na Lisę, bo mu było szkoda Rona, a z Coltonem się lubią i mają dobry układ. Ale strategicznie był to fatalny ruch. Zraził do siebie Lisę, zraził do siebie Candiace, a zyskał tylko przychylność Rona, którego już nie ma, i Coltona, który jest wrogiem publicznym i pewnie niedługo poleci. Liczę, że się wygrzebie, bo ma dobry socjal i ludzie go tam lubią. Kwestia co zrobią obie zdrajczynie i czy przypadkiem go nie zaatakują.
Candiace - dalej w cieniu, tutaj musi sobie dobrze przemyśleć co dalej. Z jednej strony doceniam, że broni Lisy, ale tonący statek czasem trzeba opuścić. Z drugiej strony też rozumiem, że ciężko będzie jej zaufać Robowi w 100% po tym jak zdradził Lisę. Chyba powinna udawać, że chce z nim grać, a potem wybrać ścieżkę samotnego wilka.
~~~~
Z innych rzeczy: zaintrygował mnie ten sojusz "randomów" (przepraszam, że tak o nich piszę, ale tak mi najłatwiej opisać tę zbieraninę łyżwiarzy, muzyków, kucharzy itd. xD). Na pewno na plus, że ogarnęli, że w sumie sojusz 8-osobowy daje przewagę i bezpieczeństwo przy stole (moim zdaniem to jest dobra strategia na jakiś czas). Tylko potem egzekucja tego ich planu z atakiem na Coltona... No tu kiepsko wyszło. O ile jeszcze rozumiem, że część osób się wyłamało i zagłosowało na Lisę, gdy pojawiły się nowe argumenty przeciwko niej itd., to tego, że część z nich zagłosowała na Rona, choć się umawiali, że tego nie zrobią... Muszą jakoś lepiej zaplanowac kolejne głosowania, jeśli jakoś planują ten plan z sojuszem wcielić w życie. Kurde, zaintrygowali mnie
- Umbastyczny
- sole survivor
- Posty: 2427
- Rejestracja: 25 lut 2013, 00:00
- Survivor 50: Cirie
- Survivor 49: Sage
- Kontakt:
The Traitors USA 4
TYDZIEŃ 4 (ODCINEK 7)
Bekowy odcinek xD
Najpierw mieliśmy ten bankiet. I było to klimatyczne. Najpierw te luźne rozmowy niby, ale każdy się kontrolował, co je, co pije itd. Nagle Alan ogłasza, że już ktoś został przeklęty. Potem ta walka o antidotum. A potem to wywlekanie Yam Yama z sali
Jedynie mnie zastanawia czy on miał prawo się odzywać wtedy czy złamał jakąś zasadę, ale ok.
Bawi mnie to, że Lisa w sumie dobrze rozegrała tę akcję z broszką, a Yam Yam rzucił ją na pożarcie przez jakiś cmok w policzek
Po czymś takim Lisa nie miała jak się obronić - jako postać ciekawa, ale nie umiała się odnaleźć w defensywie. Gdy tylko pojawiły się pierwsze oskarżenia w jej kierunku, to gra się jej posypała i robiła błędy.
Z innych osób:
Candiace - do końca broniła Lisę. Jestem ciekawy jakie będą skutki jej głosu na Roba. Jakoś nie widzę, żeby oni mogli grać razem. Nie zdziwię się, jak rzucą się na siebie i wylecą oboje w najbliższym czasie.
Rob - jakoś go lubię, ale gra ryzykownie, niby ma sporo dobrych kontraktów, ale ma wroga w Candiace, jest blisko Coltona, czyli wroga publicznego, a teraz jeszcze Johnny chce go zaatakować.
Natalie - też w tarapatach. Z jednej strony dobrze mi się ją ogląda, ale mam wrażenie, że kiepsko gra. Jest głośna, ściąga na siebie uwagę. nie podobało się innym, że wzięła antidotum. Nie podobało się jak wcześniej groziła, że kto weźmie tarczę, to zostanie zbanishowany. Miała wpadkę z tym tekstem, że "we murdered". Lubię ją, ale musi się ogarnąć i grać rozważniej. I fakt, że jest ostatnim "gamerem" też jej nie pomaga. Powinna spróbować ukryć się w cieniu i jakoś przeczekać - może uda jej się wykorzystać do tego Roba, Coltona czy Candiace.
Aaa... I jeszcze dała się ograć Robowi jak dziecko przy tym sztylecie.
Sojusz randomów znowu chciał zebrać 7 osób, więc coś tak kombinują, Johnny chce sprawdzić Roba. OK. Jestem ciekawy jak ten sezon się rozwinie, bo nie mam pojęcia, w którą stronę to pójdzie.
Bekowy odcinek xD
Najpierw mieliśmy ten bankiet. I było to klimatyczne. Najpierw te luźne rozmowy niby, ale każdy się kontrolował, co je, co pije itd. Nagle Alan ogłasza, że już ktoś został przeklęty. Potem ta walka o antidotum. A potem to wywlekanie Yam Yama z sali
Bawi mnie to, że Lisa w sumie dobrze rozegrała tę akcję z broszką, a Yam Yam rzucił ją na pożarcie przez jakiś cmok w policzek
Po czymś takim Lisa nie miała jak się obronić - jako postać ciekawa, ale nie umiała się odnaleźć w defensywie. Gdy tylko pojawiły się pierwsze oskarżenia w jej kierunku, to gra się jej posypała i robiła błędy.
Z innych osób:
Candiace - do końca broniła Lisę. Jestem ciekawy jakie będą skutki jej głosu na Roba. Jakoś nie widzę, żeby oni mogli grać razem. Nie zdziwię się, jak rzucą się na siebie i wylecą oboje w najbliższym czasie.
Rob - jakoś go lubię, ale gra ryzykownie, niby ma sporo dobrych kontraktów, ale ma wroga w Candiace, jest blisko Coltona, czyli wroga publicznego, a teraz jeszcze Johnny chce go zaatakować.
Natalie - też w tarapatach. Z jednej strony dobrze mi się ją ogląda, ale mam wrażenie, że kiepsko gra. Jest głośna, ściąga na siebie uwagę. nie podobało się innym, że wzięła antidotum. Nie podobało się jak wcześniej groziła, że kto weźmie tarczę, to zostanie zbanishowany. Miała wpadkę z tym tekstem, że "we murdered". Lubię ją, ale musi się ogarnąć i grać rozważniej. I fakt, że jest ostatnim "gamerem" też jej nie pomaga. Powinna spróbować ukryć się w cieniu i jakoś przeczekać - może uda jej się wykorzystać do tego Roba, Coltona czy Candiace.
Aaa... I jeszcze dała się ograć Robowi jak dziecko przy tym sztylecie.
Sojusz randomów znowu chciał zebrać 7 osób, więc coś tak kombinują, Johnny chce sprawdzić Roba. OK. Jestem ciekawy jak ten sezon się rozwinie, bo nie mam pojęcia, w którą stronę to pójdzie.
- Umbastyczny
- sole survivor
- Posty: 2427
- Rejestracja: 25 lut 2013, 00:00
- Survivor 50: Cirie
- Survivor 49: Sage
- Kontakt:
The Traitors USA 4
TYDZIEŃ 5 (ODCINEK 8)
Całkiem przyjemnie mi się to ogląda.
Tak jak na początku nie byłem pewny czy Rob dobrze zrobił głosując na Lisę zamiast Rona, tak teraz widać, że dobrze na tym wyszedł. Pozbył się Lisy, a teraz poszedł za ciosem i pozbył się Candiace. Do tego większość mu tam serio ufa i jedyną osobą, które przebąkiwała jego imię był Johnny - przy czym to też w poprzednim odcinku, w tym o tym nie wspomniał, ale to nie znaczy, że nie wróci do niego ten pomysł.
W ogóle Rob w tym odcinku dobrze się pokazał. Z jednej strony pozwolił Candiace przejąć stery i wywalić Coltona. Niby był z nim blisko, ale to pomogło mu się uwiarygodnić jako lojalny, do tego kupiło mu trochę czasu, bo jakoś tam udobruchało Candiace na chwilę + zaszkodziło Candiace, o której Colton głośno mówił - no dobry ruch. Poświęcił kumpla, ale sporo zyskał. Imponuje mi nawet gra Roba i czekam co dalej pokaże. Wybrał na zdrajcę Erica - jestem ciekawy na ile planuje z nim współpracę. Jeszcze nie złapano zdrajcy mężczyzny, więc pewnie byłoby dobrze kogoś wystawić. No i po tym co Eric widział, czy da radę zaufać Robowi, czy spróbuje się go pozbyć. No jestem ciekawy tej dynamiki mędzy panami.
Candiace była ok i pocieszna, trochę się kiepsko broniła w tym epie i ten głos na Roba jako randomowy, a potem atakowanie go - to był błąd. Ale doceniam, że umiała w tym wszystkim zachować nerwy na wodzy, była taka spokojna, chłodna i choć widać było, że jej się gra sypie i ją to wkurza, to nigdy nie wybuchła i zachowała klasę.
Czekam na więcej, jakoś początek sezonu nie podobał mi się za bardzo, ale teraz się to rozkręciło i podoba mi się.
Całkiem przyjemnie mi się to ogląda.
Tak jak na początku nie byłem pewny czy Rob dobrze zrobił głosując na Lisę zamiast Rona, tak teraz widać, że dobrze na tym wyszedł. Pozbył się Lisy, a teraz poszedł za ciosem i pozbył się Candiace. Do tego większość mu tam serio ufa i jedyną osobą, które przebąkiwała jego imię był Johnny - przy czym to też w poprzednim odcinku, w tym o tym nie wspomniał, ale to nie znaczy, że nie wróci do niego ten pomysł.
W ogóle Rob w tym odcinku dobrze się pokazał. Z jednej strony pozwolił Candiace przejąć stery i wywalić Coltona. Niby był z nim blisko, ale to pomogło mu się uwiarygodnić jako lojalny, do tego kupiło mu trochę czasu, bo jakoś tam udobruchało Candiace na chwilę + zaszkodziło Candiace, o której Colton głośno mówił - no dobry ruch. Poświęcił kumpla, ale sporo zyskał. Imponuje mi nawet gra Roba i czekam co dalej pokaże. Wybrał na zdrajcę Erica - jestem ciekawy na ile planuje z nim współpracę. Jeszcze nie złapano zdrajcy mężczyzny, więc pewnie byłoby dobrze kogoś wystawić. No i po tym co Eric widział, czy da radę zaufać Robowi, czy spróbuje się go pozbyć. No jestem ciekawy tej dynamiki mędzy panami.
Candiace była ok i pocieszna, trochę się kiepsko broniła w tym epie i ten głos na Roba jako randomowy, a potem atakowanie go - to był błąd. Ale doceniam, że umiała w tym wszystkim zachować nerwy na wodzy, była taka spokojna, chłodna i choć widać było, że jej się gra sypie i ją to wkurza, to nigdy nie wybuchła i zachowała klasę.
Czekam na więcej, jakoś początek sezonu nie podobał mi się za bardzo, ale teraz się to rozkręciło i podoba mi się.
- Umbastyczny
- sole survivor
- Posty: 2427
- Rejestracja: 25 lut 2013, 00:00
- Survivor 50: Cirie
- Survivor 49: Sage
- Kontakt:
The Traitors USA 4
TYDZIEŃ 6 (ODCINEK 9)
Kolejny ciekawy odcinek. Jakoś sezon coraz bardziej mnie wciąga i po kiepskim początku wyszedł na całkiem fajny poziom, podoba mi się.
Eric - przyjął ofertę Roba i jest to zrozumiałe. Brakowało mi trochę odniesienia się do tego, że Rob wyeliminował już 3 zdrajczynie. Póki co był podekscytowany wizją współpracy i raczej tylko słuchał Roba i przytakiwał mu. Zobaczymy jak się rozwinie w tej roli, ale może mieć problemy, bo Kristen zaczęła go podejrzewać.
Rob - podoba mi się, że gra na takim luzie. Jak prowadzi rozmowy z innymi to widać, że jest naturalny, leży sobie na kanapie o roztacza swój urok. W sumie wygrana mu się należy. W konfach teraz niby mówił o współpracy z Ericiem, ale nie zdziwię się jak się go pozbędzie.
Dorinda - morderstwo - była ok, nawet ją lubię, ale nie była ani szczególnie dobry graczem, ani szczególnie dużą osobowością. Nie wiem czym kierowała się produkcja przy decyzji o daniu jej drugiej szansy.
Stephen - dość nijaki, przez większość sezonu przewijało się jego imię i w końcu padło na niego.
Mało osób zostało, to może jeszcze o każdym parę słów:
Maura - lubię ją i miała jakieś fajne momenty, ale ogólnie jej mało i niewiele wnosi do gry.
Mark - mam poczucie, że jest trochę w cieniu większych charakterów i nie kojarzę go z niczego konkretnego
Kristen - lubię ją, ma w sobie coś intrygującego, jest jakaś taka chłodna i opanowana ciągle. Do tej pory zazwyczaj jej teorie były błędne, ale w końcu wpadła na dobry trop z Ericiem.
Natalie - lubię ją jeszcze z Surva, tutaj ma dobre momenty, ale i słabe momenty. Mimo sympatii, nie chciałbym, żeby wygrała.
Tara & Johnny - w sumie teraz są w centrum akcji, dużo się wokół nich dzieje, przetrwali razem sporo jako taki oczywisty duet. Grają kiepsko, ale doceniam, że doszli już do F8.
Kolejny ciekawy odcinek. Jakoś sezon coraz bardziej mnie wciąga i po kiepskim początku wyszedł na całkiem fajny poziom, podoba mi się.
Eric - przyjął ofertę Roba i jest to zrozumiałe. Brakowało mi trochę odniesienia się do tego, że Rob wyeliminował już 3 zdrajczynie. Póki co był podekscytowany wizją współpracy i raczej tylko słuchał Roba i przytakiwał mu. Zobaczymy jak się rozwinie w tej roli, ale może mieć problemy, bo Kristen zaczęła go podejrzewać.
Rob - podoba mi się, że gra na takim luzie. Jak prowadzi rozmowy z innymi to widać, że jest naturalny, leży sobie na kanapie o roztacza swój urok. W sumie wygrana mu się należy. W konfach teraz niby mówił o współpracy z Ericiem, ale nie zdziwię się jak się go pozbędzie.
Dorinda - morderstwo - była ok, nawet ją lubię, ale nie była ani szczególnie dobry graczem, ani szczególnie dużą osobowością. Nie wiem czym kierowała się produkcja przy decyzji o daniu jej drugiej szansy.
Stephen - dość nijaki, przez większość sezonu przewijało się jego imię i w końcu padło na niego.
Mało osób zostało, to może jeszcze o każdym parę słów:
Maura - lubię ją i miała jakieś fajne momenty, ale ogólnie jej mało i niewiele wnosi do gry.
Mark - mam poczucie, że jest trochę w cieniu większych charakterów i nie kojarzę go z niczego konkretnego
Kristen - lubię ją, ma w sobie coś intrygującego, jest jakaś taka chłodna i opanowana ciągle. Do tej pory zazwyczaj jej teorie były błędne, ale w końcu wpadła na dobry trop z Ericiem.
Natalie - lubię ją jeszcze z Surva, tutaj ma dobre momenty, ale i słabe momenty. Mimo sympatii, nie chciałbym, żeby wygrała.
Tara & Johnny - w sumie teraz są w centrum akcji, dużo się wokół nich dzieje, przetrwali razem sporo jako taki oczywisty duet. Grają kiepsko, ale doceniam, że doszli już do F8.
- joeytribbiani
- 4th jury member
- Posty: 390
- Rejestracja: 16 cze 2019, 08:16
- Survivor 50: Genevieve
- Survivor 49: Sage
- Kontakt:
The Traitors USA 4
W ogóle mi ten sezon nie podszedł. Odcinki mi się dłużyły, brakowało mi osób, którym można było kibicować. Ten sezon się zaczął, gdy UKS4 się kończył, więc miałem chyba zbyt wysokie oczekiwania (UKS4 to chyba mój ulubiony sezon
). Finału ani reunion nie oglądałem, zobaczyłem tylko wyniki i urywki na social media.
Przejdę do każdego uczestnika z osobna i przy okazji wypowiem się o twistach itp.
Ian - nie oglądam BB, więc nie wiedziałem o nim za dużo. Podczas edycji US2 obejrzałem jakiś filmik na YT o Danie i tam widziałem Iana. Po ogłoszeniu castu jakoś automatycznie mu kibicowałem i chciałem, żeby zaszedł daleko. Odpadł jako pierwszy, więc sezon zaliczył pierwszy minus.
Porsha - pierwsza poległa u Housewives. Kilka razy się przejęzyczyła, a na początku gry dużo nie trzeba, żeby ludzie się zwrócili przeciwko Tobie.
Rob - Niedosyt. Rob bardzo spoko, ale jest niedosyt, że tak szybko go zamordowali. Tutaj tak samo jak w przypadku Iana - jego reputacja jako gracza zadecydowała o jego elimiacji. Wielka szkoda, bo po tylu latach i sympatii do Roba chciałem, aby dłużej był w programie. Niestety
Donna - decyzja o jej uczestnictwie w programie to nic innego, jak nadzieja producentów, że Donna sprawi, że fani Taylor Swift obejrzą program lol. Wybór jej jako Sekretny Zdrajca też beznadziejny, odstawała jak kciuk pośród uczestników.
Caroline - za dużo nie pokazała, do zapomnienia.
Tiffany - nie znałem z BB, była mi raczej obojętna, ale na minus, że zadawała się z Michaelem.
Monet - Nie znałem, ale kibicowałem jego sojuszowi z Natalie. Miałem nadzieje, że uda im się dłużej przetrwać, bo fajnie się oglądało ten duet. Niestety, raz rzucił imię Lisy, co wystarczyło, żeby go zamordować.
Michael - no nie. Beznadziejny gracz, beznadziejny człowiek, nieporozumienie.
Ron - szkoda, że wszyscy tak się na niego uwzięli po eliminacji Porshy. Miał rację, że on cały czas był osądzany przez pomyłkę z Porshą, ale Colton mógł ślepo i błędnie osądzić Tiffany, a każdy o tym zapomniał.
Yam Yam - eh... jak dla mnie rozczarowanie. W Survivor go polubiłem i cieszyłem się, że wygrał. Jak dla mnie był dobrym graczem, miał śmieszne konfy i w ogóle dobrze mi się go oglądało. W Traitors mnie irytował i nawet mi nie było żal, jak odpadł. Plus za dramaturgię podczas eliminacji.
Lisa - nie miała szans się obronić. Była raczej słabym zdrajcą, ale spoko się ją oglądało. Jednak jej usta mnie rozpraszały
Po programie trochę więcej się dowiedziałem na jej temat i w sumie bardziej ją polubiłem haha.
Colton - kolejne nieporozumienie po Michaelu.
Candiace - trochę sama się pogrążyła. Na siłę chciała wywalić Roba i chyba nie zdawała sobie sprawy, jaką "armię" Rob ma za sobą. Była mi obojętna.
Dorinda - nieporozumienie, ale pod względem powrotu. Nie wniosła nic do tej edycji i trochę zmarnowane miejsce.
Stephen - najbardziej niewidoczny gracz. Ciężko wyrobić opinię.
Kristen - dopiero pod koniec zaczęło jej być więcej, ale z tego co widziałem to oceniam pozytywnie. Tak jak pisał Umbastyczny, była taka chłodna w tej grze i fajnie się to oglądało. Wyeliminowana, bo wpadła na trop zdrajcy.
Natalie - szczerze, pomimo całej mojej sympatii do Natalie, to tutaj też mnie rozczarowała. Fajnie bo raz czy dwa pokazała ten pazur z Surva, ale ogólnie ślepo szła za Robem. Niby na koniec się obudziła, ale to już było za późno dla niej.
Mark - też niewidoczny przez cały sezon, ale jakoś go polubiłem. Również zamordowany, bo wpadł na trop zdrajcy, ale również za późno.
Johnny i Tara - oceniam razem, bo dla mnie równie beznadziejni. Nawet mi się ich dobrze nie oglądało.
Eric - myślałem, że rekrutacja go uratowała, ale pewnie tak czy inaczej by ślepo szedł za Robem. Był słaby, ale nawet dobrze się to oglądało.
Maura - ojoj. Większość castu była ślepo zapatrzona w Roba, ale ona to już konkretnie
Co jakiś czas myslałem, że może ona sobie jednak zdaje sprawe, ze Rob jest zdrajcą i ją chroni, ale nie
Gracz beznadziejny, ale polubiłem ją 
Rob - zdecydowanie gracz sezonu i wygrana zasłużona. Cirie to dla mnie nadal Zdrajca #1 w wersji US, ale Rob wszystkich sobie owinął wokół palca i dałbym mu miejsce #1.5 haha. Od połowy sezonu było wiadomo, że to była jego gra i byłbym bardzo zdziwiony jakby przegrał. Zasłużona wygrana.
Ogólnie, patrząc na boot order to uważam, że sezon byłby o wiele lepszy, gdyby go odwrócić do góry nogami (oprócz Coltona i Michaela). No ale cóż.
Mój ranking sezonów US: 2 > 1 > 3 >>>>>>> 4.
Podobno US szykuje wersję bez reality tv, ze zwykłymi ludźmi? Ciekawe jak wyjdzie.
Przejdę do każdego uczestnika z osobna i przy okazji wypowiem się o twistach itp.
Ian - nie oglądam BB, więc nie wiedziałem o nim za dużo. Podczas edycji US2 obejrzałem jakiś filmik na YT o Danie i tam widziałem Iana. Po ogłoszeniu castu jakoś automatycznie mu kibicowałem i chciałem, żeby zaszedł daleko. Odpadł jako pierwszy, więc sezon zaliczył pierwszy minus.
Porsha - pierwsza poległa u Housewives. Kilka razy się przejęzyczyła, a na początku gry dużo nie trzeba, żeby ludzie się zwrócili przeciwko Tobie.
Rob - Niedosyt. Rob bardzo spoko, ale jest niedosyt, że tak szybko go zamordowali. Tutaj tak samo jak w przypadku Iana - jego reputacja jako gracza zadecydowała o jego elimiacji. Wielka szkoda, bo po tylu latach i sympatii do Roba chciałem, aby dłużej był w programie. Niestety
Donna - decyzja o jej uczestnictwie w programie to nic innego, jak nadzieja producentów, że Donna sprawi, że fani Taylor Swift obejrzą program lol. Wybór jej jako Sekretny Zdrajca też beznadziejny, odstawała jak kciuk pośród uczestników.
Caroline - za dużo nie pokazała, do zapomnienia.
Tiffany - nie znałem z BB, była mi raczej obojętna, ale na minus, że zadawała się z Michaelem.
Monet - Nie znałem, ale kibicowałem jego sojuszowi z Natalie. Miałem nadzieje, że uda im się dłużej przetrwać, bo fajnie się oglądało ten duet. Niestety, raz rzucił imię Lisy, co wystarczyło, żeby go zamordować.
Michael - no nie. Beznadziejny gracz, beznadziejny człowiek, nieporozumienie.
Ron - szkoda, że wszyscy tak się na niego uwzięli po eliminacji Porshy. Miał rację, że on cały czas był osądzany przez pomyłkę z Porshą, ale Colton mógł ślepo i błędnie osądzić Tiffany, a każdy o tym zapomniał.
Yam Yam - eh... jak dla mnie rozczarowanie. W Survivor go polubiłem i cieszyłem się, że wygrał. Jak dla mnie był dobrym graczem, miał śmieszne konfy i w ogóle dobrze mi się go oglądało. W Traitors mnie irytował i nawet mi nie było żal, jak odpadł. Plus za dramaturgię podczas eliminacji.
Lisa - nie miała szans się obronić. Była raczej słabym zdrajcą, ale spoko się ją oglądało. Jednak jej usta mnie rozpraszały
Colton - kolejne nieporozumienie po Michaelu.
Candiace - trochę sama się pogrążyła. Na siłę chciała wywalić Roba i chyba nie zdawała sobie sprawy, jaką "armię" Rob ma za sobą. Była mi obojętna.
Dorinda - nieporozumienie, ale pod względem powrotu. Nie wniosła nic do tej edycji i trochę zmarnowane miejsce.
Stephen - najbardziej niewidoczny gracz. Ciężko wyrobić opinię.
Kristen - dopiero pod koniec zaczęło jej być więcej, ale z tego co widziałem to oceniam pozytywnie. Tak jak pisał Umbastyczny, była taka chłodna w tej grze i fajnie się to oglądało. Wyeliminowana, bo wpadła na trop zdrajcy.
Natalie - szczerze, pomimo całej mojej sympatii do Natalie, to tutaj też mnie rozczarowała. Fajnie bo raz czy dwa pokazała ten pazur z Surva, ale ogólnie ślepo szła za Robem. Niby na koniec się obudziła, ale to już było za późno dla niej.
Mark - też niewidoczny przez cały sezon, ale jakoś go polubiłem. Również zamordowany, bo wpadł na trop zdrajcy, ale również za późno.
Johnny i Tara - oceniam razem, bo dla mnie równie beznadziejni. Nawet mi się ich dobrze nie oglądało.
Eric - myślałem, że rekrutacja go uratowała, ale pewnie tak czy inaczej by ślepo szedł za Robem. Był słaby, ale nawet dobrze się to oglądało.
Maura - ojoj. Większość castu była ślepo zapatrzona w Roba, ale ona to już konkretnie
Rob - zdecydowanie gracz sezonu i wygrana zasłużona. Cirie to dla mnie nadal Zdrajca #1 w wersji US, ale Rob wszystkich sobie owinął wokół palca i dałbym mu miejsce #1.5 haha. Od połowy sezonu było wiadomo, że to była jego gra i byłbym bardzo zdziwiony jakby przegrał. Zasłużona wygrana.
Ogólnie, patrząc na boot order to uważam, że sezon byłby o wiele lepszy, gdyby go odwrócić do góry nogami (oprócz Coltona i Michaela). No ale cóż.
Mój ranking sezonów US: 2 > 1 > 3 >>>>>>> 4.
Podobno US szykuje wersję bez reality tv, ze zwykłymi ludźmi? Ciekawe jak wyjdzie.
- Prus
- 8th jury member
- Posty: 736
- Rejestracja: 19 lip 2020, 10:15
- Lokalizacja: Kraków
- Survivor 50: Genevieve
- Survivor 49: Savannah
- Kontakt:
The Traitors USA 4
Cały sezon oglądałem na bieżąco, ale nie ukrywam, że był strasznie słaby. Zapomnę pewnie o nim dosyć szybko (zwłaszcza, że po raz drugi z rzędu myślę, że polscy zdrajcy wciągną dupą tych amerykańskich, bo PL2 był świetny i PL3 zapowiada się całkiem dobrze).
Wygrana Roba R w sumie jest dobrym zakończeniem. Koleś był dobrym graczem (trochę nudnym) i dało się go lubić. Z amerykańskich zdrajców powiedziałbym, że jest drugim najlepszym (zaraz po Cirie).
Maura to jedna z najbardziej tępych osób jakie miałem nieprzyjemność oglądać w Reality TV (razem z Chrishelle z poprzedniego sezonu). Nie mam nic więcej do dodania.
Johnny & Tara to kolejne zmarnowane miejsca. Przez cały sezon nie pokazali zupełnie nic wartego uwagi, oprócz bycia w błędzie.
Eric/Mark to następni, o których się nie mam zamiaru rozpisywać. Jeden niby był zdrajcą pod koniec (cieszę się, że przegrał), a drugi chyba nie miał dosłownie żadnego ciekawego momentu.
Kolejne zmarnowane miejsca w obsadzie:
Dorinda - spodziewałem się więcej
Stephen - kto?
Candice i Lisa były całkiem spoko i je też dało się lubić. Lisa za bardzo nie miała jak się uratować, ale Candice trochę zawaliła. Mogła już faktycznie zagłosować wtedy na Natalie, a potem snuć plan jak wywalić Rob'a, a ta się podłożyła sama.
Michael był okropny, choć przyznam, że dał trochę rozrywki, ale 5 odcinków z nim to zdecydowanie za dużo. Szkoda, że nie odpadł jakoś w drugim, albo trzecim. Tak, czy siak - nie znoszę go i nie powinno go tam być.
Colton to kolejny odklejeniec.
Przypomniałem sobie oglądając ten sezon, dlaczego nie lubiłem Yam Yam'a podczas oglądania tej abominacji od Survivor, w której brał udział. Koleś jest strasznie denerwujący i niezbyt mnie bawią jego zachowania.
Natalie i Roba C szkoda, bo ich lubiłem. Zwłaszcza, że ten drugi powrócił do Reality TV po 20 latach.
Reszty nie pamiętam już zbytnio. Kolejny sezon ma być ze zwykłymi ludźmi, ale to chyba ma być całkiem osobny spin-off (z tego co słyszałem).
Kogo chciałbym zobaczyć z Survivor w następnym sezonie z osobami z reality show: Michele, Russell, Abi-Maria, Jerri, Fairplay, Amanda, albo Courtney.
Wygrana Roba R w sumie jest dobrym zakończeniem. Koleś był dobrym graczem (trochę nudnym) i dało się go lubić. Z amerykańskich zdrajców powiedziałbym, że jest drugim najlepszym (zaraz po Cirie).
Maura to jedna z najbardziej tępych osób jakie miałem nieprzyjemność oglądać w Reality TV (razem z Chrishelle z poprzedniego sezonu). Nie mam nic więcej do dodania.
Johnny & Tara to kolejne zmarnowane miejsca. Przez cały sezon nie pokazali zupełnie nic wartego uwagi, oprócz bycia w błędzie.
Eric/Mark to następni, o których się nie mam zamiaru rozpisywać. Jeden niby był zdrajcą pod koniec (cieszę się, że przegrał), a drugi chyba nie miał dosłownie żadnego ciekawego momentu.
Kolejne zmarnowane miejsca w obsadzie:
Dorinda - spodziewałem się więcej
Stephen - kto?
Candice i Lisa były całkiem spoko i je też dało się lubić. Lisa za bardzo nie miała jak się uratować, ale Candice trochę zawaliła. Mogła już faktycznie zagłosować wtedy na Natalie, a potem snuć plan jak wywalić Rob'a, a ta się podłożyła sama.
Michael był okropny, choć przyznam, że dał trochę rozrywki, ale 5 odcinków z nim to zdecydowanie za dużo. Szkoda, że nie odpadł jakoś w drugim, albo trzecim. Tak, czy siak - nie znoszę go i nie powinno go tam być.
Colton to kolejny odklejeniec.
Przypomniałem sobie oglądając ten sezon, dlaczego nie lubiłem Yam Yam'a podczas oglądania tej abominacji od Survivor, w której brał udział. Koleś jest strasznie denerwujący i niezbyt mnie bawią jego zachowania.
Natalie i Roba C szkoda, bo ich lubiłem. Zwłaszcza, że ten drugi powrócił do Reality TV po 20 latach.
Reszty nie pamiętam już zbytnio. Kolejny sezon ma być ze zwykłymi ludźmi, ale to chyba ma być całkiem osobny spin-off (z tego co słyszałem).
Kogo chciałbym zobaczyć z Survivor w następnym sezonie z osobami z reality show: Michele, Russell, Abi-Maria, Jerri, Fairplay, Amanda, albo Courtney.
- Umbastyczny
- sole survivor
- Posty: 2427
- Rejestracja: 25 lut 2013, 00:00
- Survivor 50: Cirie
- Survivor 49: Sage
- Kontakt:
The Traitors USA 4
TYDZIEŃ 7 (ODCINEK 10)
Jestem lekko do tyłu z komentowaniem, więc krótko o tym odcinku.
Najpierw mieliśmy morderstwo Kristen. Lubiłem ją, jakoś podobał mi się jej styl bycia. Co do gry... mieliśmy ciągle powtarzane jak to jest super inteligentna, że w ogóle super gra itd. Na tle lojalnych wypada nieźle, ale też nie przesadzałbym z chwaleniem jej. Na koniec ładnie rozpracowała Erica, ale to przypieczętowało jej los. Finalnie występ na plus, ale czuję niedosyt.
Potem oczywiście Tara i Johnny zrobili chaos. Tara chciała grać z Natalie i to było nawet ciekawe, ale potem się z tego wycofała, czym skazała Natalie na porażkę.
Co do samej Natalie w tym sezonie, mam mieszane uczucia. Lubię ją osobowościowo i pokazała w Survie, że ma pazur. Ale tutaj... Trochę też rozczarowanko i liczyłem na więcej. Miała mało dobrych obserwacji, przy tej akcji ze sztyletem dała się ograć, jakoś się męczyła tą grą. Niby miała też fajne momenty, ale gdybym jej nie znał z Surva, to nie miałbym podstaw, żeby jakkolwiek jej kibicować.
Jestem lekko do tyłu z komentowaniem, więc krótko o tym odcinku.
Najpierw mieliśmy morderstwo Kristen. Lubiłem ją, jakoś podobał mi się jej styl bycia. Co do gry... mieliśmy ciągle powtarzane jak to jest super inteligentna, że w ogóle super gra itd. Na tle lojalnych wypada nieźle, ale też nie przesadzałbym z chwaleniem jej. Na koniec ładnie rozpracowała Erica, ale to przypieczętowało jej los. Finalnie występ na plus, ale czuję niedosyt.
Potem oczywiście Tara i Johnny zrobili chaos. Tara chciała grać z Natalie i to było nawet ciekawe, ale potem się z tego wycofała, czym skazała Natalie na porażkę.
Co do samej Natalie w tym sezonie, mam mieszane uczucia. Lubię ją osobowościowo i pokazała w Survie, że ma pazur. Ale tutaj... Trochę też rozczarowanko i liczyłem na więcej. Miała mało dobrych obserwacji, przy tej akcji ze sztyletem dała się ograć, jakoś się męczyła tą grą. Niby miała też fajne momenty, ale gdybym jej nie znał z Surva, to nie miałbym podstaw, żeby jakkolwiek jej kibicować.
- Umbastyczny
- sole survivor
- Posty: 2427
- Rejestracja: 25 lut 2013, 00:00
- Survivor 50: Cirie
- Survivor 49: Sage
- Kontakt:
The Traitors USA 4
TYDZIEŃ 8 (ODCINEK 11-12: FINAŁ + REUNION)
Najpierw morderstwo Marka - nie wiem czy to kwestia editu, czy jego osobowości, ale nie zapamiętam go z niczego, kompletnie nijaka i bezbarwna postać.
A potem zrobiło się o dziwo ciekawie. Przystępując do finału byłem pewny, że Rob wygra. Jednak w tym F5 zacząłem się zastanawiać, no może nie czy przegra, ale przynajmniej jakie przeszkody napotka.
No i trzeba przyznać, że Tara i Johnny w końcu mieli niezły odcinek xD Zwłaszcza Tara, bo Johnny był jakoś w tle. Tara dzielnie walczyła o ten ich duet i próbowała przekabacić Maurę. W sumie nawet myślałem, że uda im się się wywalić razem Erica, bo Maura raczej zdawała sobie sprawę, że Tara jest lojalna i tylko Johnny'ego podejrzewała.
Tutaj dobrze zadziałał Rob, który zdawał sobie sprawę, że jak Eric odpadnie, to w F4 będzie sytuacja 2:2 i udało mu się jednak przekonać Maurę do eliminacji Johnny'ego.
Johnny - bardzo kiepsko pod kątem gry, na sam koniec się obudził, ale to już było za późno na cokolwiek. Ale nawet nieźle mi się go oglądało, choć osobowościowo też nie jest to materiał na reality star moim zdaniem.
W F4 znowu Tara pracowała nad Maurą, ale tu po raz kolejny Rob wkroczył do gry i ładnie urobił Maurę, obiecując, że jak wywalą Tarę w F4, to wywalą razem Erica w F3.
Tara - pod kątem gry mega chaotyczna, ciągle w błędzie. Zaplusowała u mnie końcówką, gdy po pierwsze w końcu miała dobre wnioski, a po drugie w końcu o siebie zawalczyła i naprawdę ostro pracowała nad Maurą. Osobowościowo mi odpowiadała, ale pod kątem gry słabo.
F3 - odpada Eric po zdradzie Roba. Eric już wiedział co się dzieje po tym jak Rob zagłosował za "banish again". Ale no, zasłużył na porażkę. Jako lojalny był totalnie bezużyteczny. Jedyne co pamiętam z jego gry, to jak twierdził, że rozpoznał zdrajców po śmiechu i był w błędzie. Jako zdrajca nie robił nic i tylko podążał ślepo za Robem, inni szybko go przejrzeli i gdyby nie gra Roba, to już dawno odpadłby. Osobowościowo też nuda.
Maura - o matko. Jestem przyzwyczajony już do lojalnych, którzy nic nie ogarniają i którzy pomagają zdrajcom wygrać. Na plus Maury jest przynajmniej to, że nieźle przyjęła info, że Rob to zdrajca. Miałem trochę nadzieję, że pod koniec namiesza i pomoże Tarze wywalić Erica w F5 albo F4, bo to zrobiłoby nam ciekawszą końcówkę, ale niestety i przy tym Rob ją zmanipulował. Jako osoba nawet sympatyczna, taki słodziak, ale też o niej zapomnę szybko.
Rob - bardzo dobry w roli zdrajcy. Omotał sobie kilka osób spośród lojalnych, owinął sobie Erica wokół palca po rekrutacji, skutecznie pozbył się Lisy i Candiace, nie zaszkodził mu w żaden sposób głos Candiace na niego, ruch z morderstwem Coltona bardzo dobry - no krótko mówiąc zasłużone zwycięstwo. Jako osobę go polubiłem, jakoś podobało mi się, że grał z takim luzem, leżał sobie na tych kanapach i rozsiewał swój urok. W kłótniach ze zdrajczyniami zawsze zachowywał mega spokój. Jego zwycięstwo to rozsądne zakończenie tego sezonu.
Jako całość sezon oceniam jako niezbyt udany. Przede wszystkich kiepski cast: dużo bezbarwnych i nijakich ludzi (co jest mega dziwne, bo to nie jest cast newbies), trochę pomyleńców jak Michael, sporo po prostu kiepskich graczy i jakoś nie mogłem się przez to wciągnąć. Do tego strata kilku osób ciekawych zaraz na starcie. No nie, ten sezon jednak blado wypada czy na tle UK4, czy na tle poprzedników z US.
REUNION
W sumie tylko powiem, że bawi mnie postawa Candiace, która niby przytakuje, że Rob dobrze grał itd. ale jednocześnie oskarża go o oszustwo.
No i Michael... dziwię się, że nie dali mu bana na reunion.
Najpierw morderstwo Marka - nie wiem czy to kwestia editu, czy jego osobowości, ale nie zapamiętam go z niczego, kompletnie nijaka i bezbarwna postać.
A potem zrobiło się o dziwo ciekawie. Przystępując do finału byłem pewny, że Rob wygra. Jednak w tym F5 zacząłem się zastanawiać, no może nie czy przegra, ale przynajmniej jakie przeszkody napotka.
No i trzeba przyznać, że Tara i Johnny w końcu mieli niezły odcinek xD Zwłaszcza Tara, bo Johnny był jakoś w tle. Tara dzielnie walczyła o ten ich duet i próbowała przekabacić Maurę. W sumie nawet myślałem, że uda im się się wywalić razem Erica, bo Maura raczej zdawała sobie sprawę, że Tara jest lojalna i tylko Johnny'ego podejrzewała.
Tutaj dobrze zadziałał Rob, który zdawał sobie sprawę, że jak Eric odpadnie, to w F4 będzie sytuacja 2:2 i udało mu się jednak przekonać Maurę do eliminacji Johnny'ego.
Johnny - bardzo kiepsko pod kątem gry, na sam koniec się obudził, ale to już było za późno na cokolwiek. Ale nawet nieźle mi się go oglądało, choć osobowościowo też nie jest to materiał na reality star moim zdaniem.
W F4 znowu Tara pracowała nad Maurą, ale tu po raz kolejny Rob wkroczył do gry i ładnie urobił Maurę, obiecując, że jak wywalą Tarę w F4, to wywalą razem Erica w F3.
Tara - pod kątem gry mega chaotyczna, ciągle w błędzie. Zaplusowała u mnie końcówką, gdy po pierwsze w końcu miała dobre wnioski, a po drugie w końcu o siebie zawalczyła i naprawdę ostro pracowała nad Maurą. Osobowościowo mi odpowiadała, ale pod kątem gry słabo.
F3 - odpada Eric po zdradzie Roba. Eric już wiedział co się dzieje po tym jak Rob zagłosował za "banish again". Ale no, zasłużył na porażkę. Jako lojalny był totalnie bezużyteczny. Jedyne co pamiętam z jego gry, to jak twierdził, że rozpoznał zdrajców po śmiechu i był w błędzie. Jako zdrajca nie robił nic i tylko podążał ślepo za Robem, inni szybko go przejrzeli i gdyby nie gra Roba, to już dawno odpadłby. Osobowościowo też nuda.
Maura - o matko. Jestem przyzwyczajony już do lojalnych, którzy nic nie ogarniają i którzy pomagają zdrajcom wygrać. Na plus Maury jest przynajmniej to, że nieźle przyjęła info, że Rob to zdrajca. Miałem trochę nadzieję, że pod koniec namiesza i pomoże Tarze wywalić Erica w F5 albo F4, bo to zrobiłoby nam ciekawszą końcówkę, ale niestety i przy tym Rob ją zmanipulował. Jako osoba nawet sympatyczna, taki słodziak, ale też o niej zapomnę szybko.
Rob - bardzo dobry w roli zdrajcy. Omotał sobie kilka osób spośród lojalnych, owinął sobie Erica wokół palca po rekrutacji, skutecznie pozbył się Lisy i Candiace, nie zaszkodził mu w żaden sposób głos Candiace na niego, ruch z morderstwem Coltona bardzo dobry - no krótko mówiąc zasłużone zwycięstwo. Jako osobę go polubiłem, jakoś podobało mi się, że grał z takim luzem, leżał sobie na tych kanapach i rozsiewał swój urok. W kłótniach ze zdrajczyniami zawsze zachowywał mega spokój. Jego zwycięstwo to rozsądne zakończenie tego sezonu.
Jako całość sezon oceniam jako niezbyt udany. Przede wszystkich kiepski cast: dużo bezbarwnych i nijakich ludzi (co jest mega dziwne, bo to nie jest cast newbies), trochę pomyleńców jak Michael, sporo po prostu kiepskich graczy i jakoś nie mogłem się przez to wciągnąć. Do tego strata kilku osób ciekawych zaraz na starcie. No nie, ten sezon jednak blado wypada czy na tle UK4, czy na tle poprzedników z US.
REUNION
W sumie tylko powiem, że bawi mnie postawa Candiace, która niby przytakuje, że Rob dobrze grał itd. ale jednocześnie oskarża go o oszustwo.
No i Michael... dziwię się, że nie dali mu bana na reunion.
Kto jest online
Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 2 gości