S47E14 "The Last Stand"

ODPOWIEDZ
Awatar użytkownika
Jack
sole survivor
Posty: 5941
Rejestracja: 02 maja 2010, 00:00
Kontakt:

S47E14 "The Last Stand"

Post autor: Jack »

Premiera: 18 grudnia 2024

Awatar użytkownika
Prus
8th jury member
Posty: 746
Rejestracja: 19 lip 2020, 10:15
Lokalizacja: Kraków
Survivor 50: Genevieve
Survivor 49: Savannah
Kontakt:

S47E14 "The Last Stand"

Post autor: Prus »

Dosyć nudny, przewidywalny i przeciętny finał bardzo dobrego sezonu, ale nie wpływa ten odcinek zupełnie na moje postrzeganie sezonu, który jest obecnie moim ulubionym sezonem Nowej Ery i razem z 45 i 42 są w moim Top 20. Nie mogli za wiele zrobić, żeby ten odcinek był sam w sobie ciekawy, bo gdy Rachel wygrała finałowe zadanie, to już było wiadome, co się stanie. Znaczy, zjebali, że z jakiegoś głupiego powodu wrzucili eliminacje Genevieve do poprzedniego odcinka. Finał powinien być od etapu F5 i przez przynajmniej pół odcinka odczuwałoby się jakieś emocje.

Jeśli chodzi o uczestników:

Rachel - zasłużony i dobry zwycięzca. Nie jest oczywiście jednym z najlepszych zwycięzców, ale w rankingu umieściłbym ją gdzieś w środeczku. Czasem była po złej stronie głosów, ale potrafiła się z tego wydostać. Wygrała 4 immunitety, więc szacun. Swoje przewagi też wykorzystywała w najlepszy możliwy sposób. Niby miała szczęście, że Sol podesłał jej Safety without Power w odcinku z rozdzieleniem plemienia na pół, ale nie było w tym absolutnie jej winy, że znalazła się w drużynie z piątką ludzi z jednego plemienia. Poza tym ten twist to chujnia i nie powinni rozdzielać już plemienia po jego połączeniu. Dało się ją lubić i kibicować. Socjalnie była świetna i strategicznie też całkiem dobra. Ogólnie bardzo dobry gracz z całkiem okej "Winning game". Jeszcze wspominając o porównaniu jej do Ben'a i Mike'a przez Andy'ego - nie rozumiem tego porównania XD. Żadna jej przewaga nie była podrzucona przez produkcje w miejsce, gdzie Rachel spędza najwięcej czasu i poza tym miała tylko Idola i Vote Blocker'a (nie liczę SwP). To już tacy Nick i Sarah mieli więcej przewag w swoich sezonach. A jeśli chodzi o wygrywanie zadań, to jest to jedna z podstawowych części gry (oczywiście nie najważniejsza), a sama Rachel miała o wiele więcej kontroli nad grą, niż Mike. W skali od Toma Westman'a do Mike Holloway'a umieściłbym ją w okolicach środka, ale bliżej chyląc się w stronę Tom'a.
Z takich innych spraw, skończyła sezon z 86 konfami, więc obecnie jest nie tylko pierwsza pod względem konf wśród żeńskich zwycięzców, ale przegoniła także Wigglesworth (o jedną konfę) i obecnie ma najwięcej ze wszystkich kobiet.

Sam - był całkiem dobrym graczem. W pre-merge miał razem ze Sierrą kontrolę nad plemieniem, ale po połączeniu plątały mu się nogi i nie mógł już odzyskać tej kontroli na żadnym etapie, chociaż nawet z pozycji underdoga udało mu się zrobić kilka ruchów z innymi (eliminacja Caroline). Nie było żadnych szans, żeby pokonał Rachel w finale, więc nie ważne, jakie argumenty dawałby jurorom. Śmieszy mnie tylko jego flex na to, że nie był nigdy po złej stronie głosowania XDD. No był, bo w dwóch sytuacjach, w których był zblindside'owany, nie miał głosu, więc zagłosowałby wtedy źle. Ale lubiłem go i także mu kibicowałem. Nie tak bardzo jak Gene i Rachel, ale jest w Top 3 moich ulubionych osób z tego sezonu.

Sue - w pre-merge miała duży edit i, pomimo że grała drugie skrzypce do Gabe'a i Caroline, to jednak miała tam jakiś pomysł na grę. Po połączeniu była ciągle w tle i okazjonalnie pojawiała się, żeby dać jakąś śmieszną konfę, albo pohejtować Kyle'a. Lubiłem ją ostatecznie i trochę miałem nadzieję, że zrobi więcej zamieszania ze swoim idolem, żeby FTC było w jakimś stopniu ciekawe i nie było ani jednej osoby, która by tam tylko egzystowała. Ogólnie, to chciałem, żeby cała trójka otrzymała przynajmniej po jednym głosie, bo już denerwują mnie FTC, w których trzecia osoba jest całkowicie pomijana. Ostatnim sezonem, w którym wszyscy otrzymali, głos był HHH.

Teeny - spodziewałem się lepszego gracza, biorąc pod uwagę, że jest Survivorowym nerdem. A od samego początku była robiona w balona przez Genevieve XD. Jest mi obojętna, ale doceniam w końcówce sezonu, że była skłonna robić dramy o nic. Tak czy siak, gdyby nie wiatr, to wygrałaby rozpalanie ognia i pewnie Rachel zgarnęłaby wtedy 8 głosów na Finałowej radzie.

Z tego sezonu chciałbym, żeby powrócili kiedyś w przyszłości: Genevieve, Rachel, Sam, Sol, Sue i Rome, aaaaaaale nie będę płakał gdyby powrócił ktokolwiek kto dotarł do F14, bo udało im się zgarnąć całkiem dobrą obsadę.

Na ten moment jeśli chodzi o Nową Erę pod względem mojej sympatii do sezonu, to ranking wygląda tak:
47>45>42>>46>41>>>>>43>>>>>>>sterta gówna>>>>>>>>>>>>>>>>>44

Awatar użytkownika
ciriefan
sole survivor
Posty: 6412
Rejestracja: 27 mar 2010, 00:00
Kontakt:

S47E14 "The Last Stand"

Post autor: ciriefan »

Finał, tak jak się spodziewałem, nudnawy, ale to już wina nowego formatu. Jak dla mnie akcja z rozpalaniem ognia zabija cały suspens, bo tak naprawdę są to już tylko zadania na tym etapie, a jednak głosowania są dla mnie ciekawszym rozwiązaniem. Nowy format finałowej rady też nie wciąga. Na szczęście rada i after show były dosyć skrócone tym razem.

Najpierw odpadła Teeny i dobrze, bo pojedynek Sama z Rachel był ciekawszy. Teeny wg mnie była jednym z najsłabszych zawodników w tym sezonie i nie do końca leżała mi jej osobowość i problemy, z którymi się borykała, chociaż plus za to, że umiała rozpoznać w sobie powody, dla których była do niektórych uprzedzona. Cieszę się, że pracuje nad sobą i walczy z własnymi kompleksami i demonami. No i trzeba jej przyznać, że tak naprawdę to ona skopała Samowi tyłek w tym zadaniu i miała ogromnego pecha, że wiatr spychał olbrzymi ogień z dala od jej sznurka. W sumie to kolejny minus tego zadania, że czasami to nawet nie umiejętność rozpalania a tak właściwie po prostu los decyduje o wyniku, co tak właściwie jest kiepskie na tak późnym etapie gry, gdy wszyscy już dali z siebie wszystko, aby do finału się dostać. No na wiatr to nie miała wpływu.

Sue w finale była ozdobnikiem. Albo wiele osób nawet nie zadało jej pytania, albo po prostu to wycięli. Bardzo lojalna, ale nudna gra bez fajerwerków i to już dawno nie są czasy, kiedy lojalnością wygrywa się Surva.

Rachel i Sam to moja ulubiona dwójka sezonu i to oni walczyli o zwycięstwo - super! I choć od kilku odcinków moje serce było całkowicie za Rachel, to moim zdaniem Sam ją zmiażdżył na finałowej radzie i jako juror chyba zagłosowałbym po tej radzie naniego. No bo tutaj przyznam z kolei Andy'emu rację, że Rachel wygrała trochę w stylu Mike'a grając HII i wygrywając immunitet, a ja nie do końca propsuję grę tego typu i zgodzę się, że wskazane przykłady podobnych zwycięzców są najniżej również w moim rankingu. Nie zgodzę się jednak z porównaniem do Bena, bo Rachel miała tylko 1 HII, na które na dodatek musiała sobie zapracować, a nie zostało zakopane pod strzałką postawioną w miejscu, do którego codziennie sama się udawała XD Wgl to jestem w szoku, że Jeff pozwolił wyemitować takie słowa o swoich alpha male ulubieńcach xD Sam dobrze wypunktował to, że on jednak przetrwał głosowaniami i nie ukrywał się za immunitetami. Z drugiej jednak strony nachodzi mnie też refleksja, że wg mnie w finale zawsze ostatecznie wygrywa socjal, a wygląda na to, że Rachel była dobra w te klocki. To też nie jest tak, że Sam przetrwał te głosowania, bo był taki wybitny. Z jakiegoś powodu ludzie nie chcieli z nim grać i ze względu na różne okoliczności nie padało na niego, no i pomimo tego dobrego występu na finałowej radzie, dostał tak mało głosów, więc tutaj jak dla mnie musiał ten socjal położyć, bo to mogła być zwycięska gra. Nawet ja, nie lubiący gry polegającej na dojściu do finału polegającym na wygrywaniu immunitetów i preferujący strategie +socjal, byłem przez większość czasu za Rachel, bo jakoś potrafiła skraść moje serducho. Także tak czy siak jestem zadowolony z werdyktu.

Jeśli chodzi o moje top 3 tego sezonu to oczywiście 1. Rachel 2. Sam 3. Genevieve i ich chętnie zobaczyłbym po raz kolejny, ale nie oszukujmy się, Andy też powinien mieć zagwarantowane All Stars i słusznie, bo takiego gracza i historii jeszcze nie mieliśmy. Rome był jeszcze osobowością, ale wątpię, czy produkcja da mu szansę po tym, jak w jednym z wywiadów zaspojlerował całą kolejność odpadania (w jednym z pytań miał opisać każdego z graczy jednym słowem i wymienił ich dokładnie w takiej kolejności, w jakiej potem odpadali).

Sezon naprawdę super, najlepszy z nowej ery, ale też pewnie jakbym miał pogrupować sezony, to trafiłby do worka z tymi najlepszymi, bo jednak trzymał w napięciu do samego końca, czułem, że poznałem graczy i czułem się z nimi zżyty, byłem zaangażowany w rozgrywkę, do tego strategicznie sytuacja zmieniała się co chwila i było bardzo ciekawie. Czyli jednak da się zrobić nową erę dobrze. Nie ukrywam, że wiele dają te dłuższe odcinki, od tego czasu Surva ogląda się o wiele lepiej.

Pora na sezon 48 i znowu newbies, serio czas na all starsy.

Obrazek

Obrazek

Awatar użytkownika
Umbastyczny
sole survivor
Posty: 2441
Rejestracja: 25 lut 2013, 00:00
Survivor 50: Cirie
Survivor 49: Sage
Kontakt:

S47E14 "The Last Stand"

Post autor: Umbastyczny »

Zgadzam się, że takie trochę nijakie naprawdę dobrego sezonu.

Jednak ten podział finału na 2 części nie był dobrym pomysłem. Zaczynanie od F4, gdy już nie ma tradycyjnej rady, to jednak kiepskie zagranie. Tym bardziej, że ostatnie zagrożenie dla Rachel odpadło w F5. Moment zdobycia przez nią immu już było dobiciem jakichkolwiek wątpliwości, bo jednak było jakieś 0,01% szans, że nie zdobędzie immu i odpadnie przy rozpalaniu ognia.

Po ciekawym pojedynku w F4 odpada Teeny. W sumie szło jej lepiej, ale wiatr jej utrudniał zadanie, bo główny płomień był jakby po za zasięgiem tej linki - mogła pomyśleć i zasłonić ogień ciałem - nie pamiętam, w której edycji, ale już mieliśmy takie manewry przy mocniejszym wietrze.

Nie byłem fanem Teeny i osobowościowo i pod kątem gry. Najczęściej była w błędzie i poza planem, a czasami niby była w większości, ale to były głosy wbrew jej strategii i po prostu nie miała siły przebicia z własnymi planami, więc robiła co chcieli inni. Do tego jakoś ciężko mi się oglądało te jej bóle dupy w stosunku do Sama czy Genevieve przerywane nagłą chęcią gry z nimi, żeby potem znowu ich hejtować...

I potem nadeszła finałowa rada, która o dziwo wzbudziła u mnie więcej emocji niż się spodziewałem. A to dlatego, że wcale Rachel tam nie wymiatała. Osobiście uważam, że Sam wypadł na samej radzie dużo lepiej - jego argumenty były lepsze, mówił z sensem itd. Jedynie trochę rzeczywiście popłynął z tym, że jako jedyny ma "perfect score" głosowania, ale o tym za chwilę. Sama Rachel widać, że nie radziła sobie z atakami Sama i głównie robiła wtedy miny i wywracała oczami, zamiast się obronić. Dlatego finalnie zaskoczyło mnie jej tak wysokie zwycięstwo. Bo o ile grę miała najlepszą, to występ w F3 słabiutki...

Ale po kolei o finalistach:

Sue - ja ją bardzo lubiłem, miała fajne i ciekawe momenty. W sumie po jej występie na FTC wnioskuję, że rzeczywiście zagrała zgodnie ze swoim planem, tylko jej plan był zły xD Bycie starszą lojalną panią to za mało, żeby wygrać. Jedynie naprawdę genialny socjal i/lub słaba gra współfinalistów mogłaby pozwolić na zwycięstwo przy założeniach Sue co do jej gry.

Sam - był całkiem ok, ale nigdy nie umiałem się w pełni do niego przekonać. Na FTC moim zdaniem wypadł zaskakująco dobrze i gdybym nie widział odcinków to z samych odpowiedzi uznałbym jego za najlepszego kandydata do zwycięstwa. Trochę tylko podkoloryzował to bycie zawsze po dobrej stronie głosów. Gdy odpadała Sierra to nie mógł głosować. Podobnie przy eliminacji Andy'ego w F6. A głosy na Kyle'a czy Genevieve to też trochę z przymusu - ale przynajmniej wiedział jak się ułoży głosowanie i rzeczywiście poszedł za większością.

Rachel - dało się ją lubić, zagrała solidnie. Trochę finalnie obraz zaburza mi ta finałowa rada, gdzie moim zdaniem wypadła naprawdę blado i źle mi się ją tam oglądało. Jednak chyba nadrobiła to wszystko socjalem, ludzie po prostu ją lubili + miała na koncie trochę dobrych zagrywek, do tego wyrównanie rekordu immu.

Też mnie zaskoczyło, że wyemitowano nam porównanie jej do Bena i Mike'a jako coś negatywnego xD O ile i Mike'a i Bena bardzo nie lubię, to jednak to porównanie średnio do mnie trafia. Jednak Rachel tych przewag miała mniej, nie jej wina też, że Sol na niej zagrał. Rzeczywiście, analogicznie jak Bena i Mike'a, już w pewnym momencie nie dało się za bardzo wyeliminować, ale jednak tutaj to była bardziej jej zasługa i jakoś te immu i HI nie wzbudzały kontrowersji. Dodatkowo i Mike i Ben, nawet mając immu czy HI często byli po za planem, nie głosowali z większością, większość plemienia ich ignorowała i nawet nie udawała, że chce z nimi grać itd. a Rachel w każdej rundzie była aktywna, miała jakiś plan na radę, strategicznie współpracowała z innymi itd., więc jednak takie porównanie jest zbyt brutalne w stosunku do Rachel :D

Ogólnie sezon bardzo dobry, sporo się działo, ciekawy przebieg, cast nawet ok - najlepszy sezon nowej ery jak dla mnie.

Saw
runner up
Posty: 930
Rejestracja: 15 wrz 2017, 12:41
Survivor 49: Sophie
Kontakt:

S47E14 "The Last Stand"

Post autor: Saw »

Przewidywalne i nudnawe zakończenie bardzo dobrego sezonu. Ale nie ma co narzekać, w końcu doczekaliśmy się w nowej erze takiego sezonu na jakiego długo czekaliśmy. A więc wciągająca i interesująca rozgrywka oraz ciekawy cast. Końcówkę zepsuło to, że wiadomo było kto wygra. Jedynym godnym uwagi momentem w finale było rozpalanie ogania i jak się okazało najbardziej epicki bój w historii programu.

Cieszę się że to Tenny przegrała i zajęła czwarte miejsce. Bardzo pechowo zakończył się dla niej pojedynek z Samem. Szybko rozpaliła ogień, ale pojawił się wiatr i zamiast płomień unosić się ku górze to powędrował w bok. Ogólnie można było coś tam zaradzić na to i gdyby pomyślała to stanęłaby z boku i próbowałaby zasłonić. Tak jak pisał Umbastyczny w poprzednich sezonach już próbowano takich manewrów. Była najsłabsza z całej czwórki i jakoś niezbyt za nią przepadałem. Tak jak poprzednikom, mi także nie leżała jej osobowość. Jakieś ciągłe bóle dupy o coś, robienie z siebie ofiary. W grze też była marna, cały czas poza planem.

Finałowa rada nie wzbudziła większych emocji...

Sue nie miała większych szans. Dobrze ją określono jako lojalną sojuszniczkę, ale to było za mało by odnieść sukces. W sumie na początku sezonu miała w sobie tego pazura, ale z czasem stała się mocno nijaka. Chyba nikt tam za bardzo nie brał jej za zagrożenie, bo jej imię w ostatnim czasie w ogóle nie padało do głosowania. Na FTC zdradziła swój wiek, ale było to zdecydowanie za późno. Gdyby prędzej o tym powiedziała i w końcówce cos pokombinowała to jej odbiór byłby zdecydowanie inny. A tak to pozostała miłą i lojalna starszą Panią. Niestety w obecnych czasach coś takiego jest nudne...

Sam bardzo dobrze wypadł na finałowej radzie i wielka szkoda że skończyło się to tylko jednym głosem. Według mnie zasługiwał na więcej. Fajnie wypadł, bardzo autentycznie, walczył do końca, cały czas aktywnie argumentował. Jedynie z tym że zawsze był po dobrej stronie głosów przesadził. Ale jego historia underdoga w drugiej połowie gry naprawdę dobrze się sprzedawała. I też mądrze podkreślił, że jednak nie jechał na immunitetach i przewagach i będąc w mniejszości znalazł się w finale. Uważam że był dobrym graczem i zasługuje na drugą szansę. Ja mu kibicowałem od samego początku i był moim głównym faworytem. I choć czuję mały żal, to jednak jestem z niego dumny. No i przede wszystkim wygrał najbardziej epicki bój w rozpalaniu ognia :)

Rachel zasłużenie wygrała. Trochę nudne jest to że w finałowym odcinku była taką pewniaczką. W sumie czego by Sam nie zrobił to jednak czuło się że jej wygrana jest zaklepana. Na finałowej radzie jednak wypadła bardzo kiepściutko. Sam mocno ją atakował argumentami, a ta jak taka mumia siedziała i tylko wywracała oczami. No powiem że nie tego się po niej spodziewałem. Jakoś taka stłamszona w tym finale, bez swojego zdania i pazura, którego pokazywała przez całą grę. Chyba naprawdę musiała mieć mega mocny socjal i wszyscy ją lubili, bo ten występ finałowy nie zasługiwał na pewno na tak jednoznaczne zwycięstwo... No ale pomijając FTC, to dziewczyna rozegrała kawał dobrej gry. Dobrze wykorzystała przewagi, dała popis w zadaniach (nie jej wina że je wygrywała, skoro to od zawsze element gry). Kompletnie się nie zgadzam z porównywaniem do Mike albo co gorsze do żenującego Bena. Ten drugi to od etapu F7 miała całkowitą pomoc ze strony produkcji. Immunitety to podrzucali mu pod nogi, byleby tylko ich pupilek wygrał. Dla mnie najgorszy zwycięzca ever...Rachel sama sobie to wypracowala. Jedną przewagą uratował ją Sol, a pozostałe znalazła sama. Cieszy mnie że w koncu zwyciężczyni kobieta została bardzo dobrze potraktowana przez edytorów.

Czyjego powrotu bym sobie życzył? Na pewno Sama, Genevieve, Caroline, Sierry i Anniki. Ale czuję że na pewno powrócą Andy i Gabe.

Awatar użytkownika
tombak90
sole survivor
Posty: 2740
Rejestracja: 12 mar 2011, 00:00
Lokalizacja: Poznań
Survivor 50: Angelina
Survivor 49: Savannah
Kontakt:

S47E14 "The Last Stand"

Post autor: tombak90 »

A ja powiem, że tak se. Na pewno lepiej od poprzedniego turnusu, to nie kłamiecie. Zwroty akcji nawet i godne, ale osobowościowo dalej za dużo tam superfanów, wzajemnego podziwu, niepoddawania się i w ogóle różowych bąbelków. Wciąż nie ma tutaj podejścia do większości ekip ze starej ery. Dlatego nieśmiało zaproponuję zasadę trzaskania kapciem po japie każdego, kto przekroczy zdrowy limit dziesięciu użyć słowa „give up” w sezonie :mrgreen:

Najbardziej intrygował mnie Andy. Mieliśmy w nim praktycznie wszystko, wrzucone do jednego wora, wstrząśnięte, kopnięte i wywalone z powrotem. Szczypta sekty, ale też trochę śmieszków. Mamejowatość, ale też czasami świeżą energię do zamieszania jakimś blindsidem. Życzenia roztrzaskania głupiego ryja o skałki, ale też życzenia, żeby jeszcze tam sobie trochę pobrykał. Nie mogę się zdecydować, czy go hejcę, czy jednak trochę lubię, więc to chyba plus dla sezonu, że zostawił mnie z takim dylematem. A tak diagnostycznie, to uważam, że miał chłopina dość mocny kompleks, który podpowiadał mu, że wreszcie musi na kimś w życiu zrobić wrażenie, tak więc chciał grać z jak największymi fajerwerkami i trzaskał te przeskoki ni w kij ni w pizdrzał. Sezon to rozhulało, ale jemu nie pomogło. No i oczywiście zwycięzcą statuetki Złotej Dawn Meehan dla największego wyjca nie mógł zostać nikt inny.

Co do naszej dwójki finalistów (tych takich na poważnie), to niby oboje sympatyczne mirki, ale za tydzień będę ich miał w pupsku. W tym samym a nie innym pupsku mam również dylemat, które z nich zasłużyło bardziej na koronację. Smutna prawda jest taka, że nikt nie wybił mnie z laczków. Rachel miała cały premerge w piach, wystrychnięta na dudka razem ze swoją krzykliwą koleżanką od samosy. Śródmerdż także w piach, zostawiona na bocznicy przy blindsidzie Sierry. Dopiero potem wgrała się w grupę i trochę porządziła, ale i tak mogłaby łatwo dostać w pompon gdyby nie przewagi i hollołajowanie w immunitetach. Sam z kolei ładnie porządził u żółtych, ale od momentu, gdy utłukli mu lubą i owdowiał, raczej był tam takim smrodem po gaciach, który przetrwał, bo były większe zagrożenia, ale też nikt się z nim specjalnie nie liczył. Tak więc nie wiem, nie pytajcie mnie, nie mój cyrk i nie moje małpy, rozdałbym w tej dwójce nagrodę na entliczek-pentliczek. Byle nie Sue, która mnie od początku do końca wkurwiała. Może i byłaby najstarszą zwyciężczynią pod kątem metryki, ale pod kątem rozumku, to już chyba najmłodszą; bardzo klapkowe myślenie, mentalność ośmiolatki, nikt nie traktował jej specjalnie poważnie, nie zrobiła też nic, czym mogłaby się pochwalić w resume. Żeby chociaż toto jakieś dramy robiło, ale niestety wszystkie psychozy zachowała sobie na konfy, czy jakieś szepty z koleżankami.

Kto był zatem strategicznym koziro surwajwor fortisewen? Otóż Caroline i cieszy mnie, że będę mógł o to wydrzeć pysk w wątku o strategach, na którym trochę jak widzę przysnęliście. Sweet Caroline z idealnie grzecznym uśmiechem, siedząca w pierwszej ławce na matematyce i śpiewająca motywujące piosenki na obozie skautów, krocząc wesoło w pierwszej parze z koleżanką, z idealnie wyprasowanymi kołnierzykami i uśmiechami jak z reklamy Coca Coli. Tak słodka, że aż trochę creepy. Na papierze na pewno najlepsza, bo jako jedynej bodajże ani razu nie puścili jej w gatkach na łąkę. U niebieskich jednoznacznie bezpieczna, po mergu też zawsze wiedziała, co gdzie dzwoni i wydawała się mieć wpływ na akcję. Łeb roztrzaskała jej dopiero ta cała włoska operacja zrobiona dla dowcipu przez Andy’ego, gdzie i tak gdyby nie IC-ek, to odpadłaby Rachel.

Genevieve na pewno na plus osobowościowo jak na poziom nowej ery, trochę trzeźwiejsze myślenie niż większość tych zapaleńców (oczywiście komentowane jako oziębłość :lol: ), ale przed drugą szansą na pewno musi popracować nad socjalem, bo była zbyt samotnym wilkiem żeby coś tam grubszego ugrać i w moim przekonaniu nawet gdyby doszła do finału, to mogłaby mieć większy problem niż to się wszystkim wydaje.

Beka z Gejba, Kajla i tej typowej, przewidywalnej, śródmerdżowej sraki o to, że są zagrożeniami. No ludu nazarejski, to ja może tak podchwytliwie zapytam - kiedy po raz ostatni taki archetyp gracza wygrał w surwajworach? Bo i ile się nie mylę, to w nowej erze jeszcze (do tego sezonu) nigdy. Beka również z Teeny i tego, jak bardzo nie szło jej budowanie sojuszu kobiet, o który tak telepała rąsiami.

Jeśli chodzi o prejury, to przez moją kurtynę niepamięci spowodowaną półrocznym odwieszeniem sezonu na hak, przebił się tylko rozrabiający Rzymianin oraz pisk zaszlachtowanej widowiskowo Aniki.

Tyle. Jak widzicie, oglądam sobie tę njuera z przyzwyczajenia, czasem uniosę brew na widok jakiegoś ciekawszego indywiduum, ale trochę też pochrapuję. Liczę na to, że te rzekome zmiany w podejściu CBS do dżefowego kumbaya przyniosą jakiś skutek. #Mejksurwajworgrejtegen :lol: :lol: :lol:
"Dziś prawdziwych villainów już nie ma..."

Awatar użytkownika
Davos
7th jury member
Posty: 663
Rejestracja: 16 lut 2019, 01:44
Kontakt:

S47E14 "The Last Stand"

Post autor: Davos »

Finał sezonu przewidywalny i przez to trochę nudnawy. Od momentu, gdy Rachel zdobyła immunitet, było już wiadomo, kto wygra cały sezon. O dziwo jakieś emocje pojawiły się przy rozpalaniu ognia, które już chyba wszystkich znudziło, ale tą epicką walkę Sama z Teeny oglądało się nawet fajnie. Cieszyłem się, że Sam wygrał i trafił do finału, bo z Teeny w finale byłoby jeszcze nudniej. Sam chociaż powalczył i trzeba mu oddać, że na finałowej radzie plemienia wypadł naprawdę dobrze i przyćmił tym Rachel, która była trochę przygaszona i niezbyt dobrze odpierała ataki. Tym bardziej zdziwił mnie wynik, bo choć spodziewałem się zwycięstwa Rachel to jednak myślałem, że Sam zgarnie więcej głosów. Cieszę się, że przynajmniej Kyle na niego zagłosował.
Zwycięstwo Rachel zasłużone i nie ma się do czego przyczepić. Sue z kolei zgodnie z przewidywaniami zgarnęła okrągłe zero głosów.


No to jeszcze tradycyjnie o poszczególnych uczestnikach:

Rachel - w premerge postawiła na sojusz z Aniką i Sierrą i się na tym przejechała, spadając na dno po odpadnięciu Aniki. Po mergu miała pecha przez twist z podziałem na 2 grupy, znajdując się w grupie z samymi niebieskimi, ale uratowała ją podesłana przez Sola możliwość ucieczki z rady. Potem już zaczęła lepiej grać, wchodząc w różne układy, zdobyła też idola i blokowanie głosu, a gdy ludzie chcieli jej się pozbyć to zdobywała immunitety. Nie jest to może w mojej ocenie topka najlepszych zwycięzców Survivora, ale na pewno trzeba docenić to jak Rachel sobie radziła po mergu, wchodziła w korzystne układy, a kiedy była na celowniku i miała odpaść - wygrywała immunitety albo broniła się dobrym użyciem idola. Miała też dobry social game i to jej na pewno pomogło wygrać ten sezon.

Sam - trochę odwrotny przypadek niż Rachel. W premerge świetnie ustawiony i rozdawał karty, dobrym ruchem było też uratowanie Andy'ego i pozbycie się Aniki, której nie ufał. Po mergu niepotrzebnie rzucił imię Andy'ego jako plan zapasowy, przez co ten się od niego odwrócił. Sam też miał zbyt widoczny duet z Sierrą, który inni chcieli rozbić. Po tej akcji jednak gość się pozbierał i miewał dobre akcje jak choćby współpraca z Andy'm i Gene przy Operation Italy. Mimo wszystko Sam nie potrafił już w pełni odzyskać kontroli nad grą po odpadnięciu Sierry i chyba przez to przegrał z Rachel w finale. Tak czy inaczej, ciekawy gracz i chętnie bym go jeszcze zobaczył w innym sezonie.

Sue - w premerge bardzo widoczna, zwłaszcza fajna była akcja ze zdobycie przez nią HII. Szybko zgrała się z Gabe'm i Caroline, a jej konfy dawały nadzieję, że ta babka mimo starszego wieku może być czarnym koniem tego sezonu. Niestety po mergu wyraźnie przygasła i była tylko tłem dla innych. Trochę za bardzo zafiksowała się na wywaleniu Kyle'a za oddany na nią głos w pre-merge, a potem już tylko trzymała się Caroline, a następnie Rachel. Fajnie, że była lojalna i sympatyczna, ale to o wiele za mało, by móc myśleć o wygraniu finału. Tutaj ewidentnie zabrakło jakichś ciekawych i samodzielnych ruchów strategicznych z jej strony.

Teeny - na początku wydawało mi się, że może być ciekawym graczem, ale okazało się, że praktycznie przez cały sezon była rozgrywana przez innych. Dawała się łatwo wodzić za nos zwłaszcza Genevieve, która oszukała ją chyba ze trzy razy :D Do tego wszystkiego doszły jakieś dziwne dramy jak np. wtedy, gdy wkurzyła się na Sama, że nie zabrał jej na nagrodę. Trzeba przyznać, że na rozpalaniu ognia fajnie sobie radziła i miała mega pecha, że wiatr jej nie pozwolił wygrać, ale dla widowiska to było lepsze, bo gdyby Teeny zamiast Sama weszła do finału to byłoby jeszcze bardziej jednostronnie, bo jestem przekonany, że ona nie zdobyłaby tam nawet jednego głosu.

Genevieve - jeden z ciekawszych graczy w tym sezonie. Przez trzy pierwsze odcinki niewidzialna, potem pokazała się robiąc mocny ruch z blindsidem na Kishanie i ratując tyłek Rome'owi. Po mergu kolejny mocny ruch z blindsidem Sola, ale ten ruch był moim zdaniem przedwczesny, bo zwrócił na nią uwagę wszystkich i stała się jednym z najważniejszych celów do odstrzału. Co prawda przetrwała jeszcze ze 3 rundy, biorąc udział w świetnym planie Andy'ego i ładnie manipulując Teeny, ale jej odpadnięcie było tylko kwestią czasu, a uratować mógł ją tylko immunity run. Zaniedbała też trochę social game, dystansując się od innych i tracąc szansę na zbudowanie z kimś więzi, która mogłaby zaprocentować tym, że ktoś chciałby z nią grać dłużej jak to było choćby w przypadku Sue z Rachel.

Andy - również bardzo ciekawy przypadek. Początek miał wręcz tragiczny i mógł odpaść już w 1 odcinku, ale się uratował, potem pomógł mu Sam i ocalił kosztem Aniki. Po mergu Andy zaczął grać coraz lepiej, budując sojusze na kilku frontach i nie bojąc się odwrócić od Sama i Sierry, co dało mu naprawdę dobrą pozycję wyjściową. Jego najbardziej spektakularny ruch to Operation Italy, która pozwoliła mu wywalić groźną Caroline i wszystko byłoby ok, gdyby nie coraz większa pycha, którą Andy zaczął wykazywać - a jak wiadomo, pycha kroczy przed upadkiem ;) Zbyt szybko postawił kreskę na Rachel, zakładając z góry, że ona i tak odpadnie i ujawnił jej całą grę, licząc na jej głos w jury i pokazując jednocześnie, że może być trudny do pokonania w finale. Nie przewidział, że Rachel ma idola, a na skutek tej rozmowy uznała go za na tyle duże zagrożenie, że wolała wyrzucić jego, a nie Sama, co też się stało. Gdyby nie ten błąd to Andy przy odrobinie szczęścia mógłby dotrzeć i do finału, a kto wie, czy nie zgarnąć miliona, gdyby dobrze opowiedział o swojej grze.

Caroline - w plemieniu świetnie ustawiona i miała sojusz z Sue, Caroline i Tiyaną, a potem dołączył do nich Kyle. Próbowała trzymać niebieskich jak najdłużej razem i do końca trzymała blisko siebie Sue, choć potrafiła odwrócić się od Gabe'a czy Kyle'a gdy uznała, że to dobre dla jej gry. Sama z siebie nie zrobiła jednak żadnego większego ruchu, a w pewnym momencie zbyt mocno zaczęła zachwycać się swoją pozycją i grą, widząc już siebie w finale z czekiem na milion dolarów - i właśnie wtedy odpadła, zaskoczona przez Andy'ego. Niby coś tam próbowała kombinować, ale brakowało mi u niej charyzmy i czuję, że szybko o niej zapomnę.

Kyle - zaczął od sojuszu z TK, a gdy ten odpadł, Kyle znalazł się na dnie, ale potem zgrał się z Gabe'm i dołączył do sojuszu niebieskich. Jako gracz trochę nudny, poza wycelowaniem w Gabe'a i głosowaniem na niego nie miał zbytnio własnych strategicznych ruchów, ale jako osobowość go polubiłem, był bardzo sympatyczny i z gry też odszedł z klasą. Trzeba też docenić jego 4 zdobyte immunitety. Gdyby grał dłużej, może byłoby tego jeszcze więcej. Z drugiej strony to zrobiło z niego jeszcze większy cel więc nie wiem czy nie lepiej byłoby na jego miejscu w pewnym momencie trochę odpuścić zadania i skupić się bardziej na social game.

Gabe - skumał się szybko z Sue, a potem założył sojusz w niebieskich, co dało mu najlepszą pozycję w tym plemieniu. Po mergu jednak był jednym z większych celów i wszyscy wiedzieli, że to on jest liderem sojuszu niebieskich więc trzeba się go pozbyć, a on nie potrafił się przed tym obronić.

Sol - początkowo niewidoczny, potem wszedł do sojuszu u czerwonych, ale szybko okazało się, że Rome w niego celuje. Ostatecznie obronił się współpracując z Genevieve, a nawet na jej prośbę z Rome'm. Jego najgłośniejszą akcją było znalezienie przewagi "Ucieczka z rady" i przesłanie ją zagrożonej eliminacją Rachel. Potem się z nią zgrał, miał też niby dobre układy z Genevieve, ale ta postanowiła go zblindsidować. Jak na ironię wyrzuciła go ta sama osoba, która przed mergem go uratowała. Nie wiem czemu, ale w Solu było coś takiego, że go lubiłem i mu kibicowałem. Żałuję, że nie zaszedł trochę dalej.

Sierra - w plemieniu żółtych najlepiej ustawiona, bo mogła wybierać między sojuszem z dziewczynam a Samem i Andy'm. Ostatecznie postawiła na drugą opcję, wywalając Anikę i zrażając do siebie Rachel. Po mergu poleciała przez to, że zbyt pochopnie rzuciła imię Andy'ego jako "backup plan", a do tego ludzie obawiali się jej mocnego duetu z Samem i chcieli ich rozdzelić.

Tiyana - u niebieskich niby weszła do czterosobowego sojuszu, ale próbowała jednocześnie nastawiać ludzi przeciw Gabe'owi, co spowodowało, że ten ją chciał wyrzucić. Spadła tym samym na samo dno u niebieskich i po mergu po twiście z podziałem jednej grupy na 2 mniejsze i po ucieczce Rachel z rady, los Tiyany był już przesądzony.

Rome - na pewno jedna z ciekawszych osobowości tego sezonu. W grze bardzo zaborczy i natarczywy, czasami nieźle przeginał pałę i miał też spore ego, ale jego odpały ciekawie się oglądało :) Mógł odpaść bardzo wcześnie, ale dzięki zdobytym przewagom utrzymał się w grze, a jego tyłek uratowała też Genevieve. Po mergu nie potrafił trzymać gęby na kłódkę i wszyscy się bali chaosu, który wprowadzał więc postanowili go wywalić. Świetna była scena jak zastąpił na chwilę Jeffa i go parodiował :)

Anika - miała zadatki na villaina, ale nie zdążyła rozwinąć skrzydeł, bo tuż przed mergem Sam i Sierra postanowili jej kosztem uratować Andy'ego. Anikę zgubiła przesadna pewność siebie i wiara w kobiecy sojusz, który nie istniał, bo Sierra flipnęła do facetów. Myślę, że gdyby ona dotrwała do mergu to mogłaby trochę namieszać.

Kishan - zaczął świetnie, bo zgrał się z Teeny i miał czteroosobowy sojusz, a potem planował blindside na Rome, ale niepotrzebnie rzucił jako przykrywkę dla planu pomysł z rzuceniem imienia Genevieve, co do niej dotarło i ją mocno wkurzyło. Szkoda, że nie pograł dłużej, bo mam wrażenie, że on też coś jeszcze mógłby pokazać.

Aysha - nic ciekawego nie pokazała. Myślała, że jest dobrze ustawiona i jest w sojuszu, ale wszyscy zdecydowali, że warto będzie ją odstrzelić jako pierwszą, żeby lepiej wypadać w zadaniach.

TK - próbował się skumać z Gabe'm, ale ten nie chciał z nim grać i ostatecznie miał sojusz tylko z Kyle'm i zabrakło mu numerów do głosowania. Poleciał trochę na własne życzenie po niewybrednych komentarzach na temat innych osób z plemienia, gdy przegrali zadanie o immunitet. Gdyby potrafił trzymać gębę na kłódkę to może pograłby dłużej.

Jon - niby nawiązał szybko dobre relacje z innymi, ale gdy wydawało się, że Andy jest na wylocie, Jon próbował nagle zrobić jakiś ruch i wywalić kogoś mocniejszego, przez co stracił zaufanie innych i sam poleciał.


I to tyle. Sezon ogólnie bardzo przyjemny do oglądania i na pewno był to jeden z lepszych sezonów nowej ery. Duża w tym zasługa ciekawego castu, dobrego editu i dłuższych odcinków. Na plus też brak smutnych historyjek, udziwnionych twistów czy wypaczających grę przewag. Mnie ten sezon wciągnął i miałem dużo frajdy z jego oglądania.


Zapowiedź sezonu 48 mnie jakoś szczególnie nie przekonuje, ale mam nadzieję, że to wrażenie jest mylące i sezon będzie dobry.
Obrazek

Rider Girl
7th voted out
Posty: 148
Rejestracja: 30 mar 2017, 08:50
Kontakt:

S47E14 "The Last Stand"

Post autor: Rider Girl »

Davos pisze:
22 mar 2026, 02:20
Finał sezonu przewidywalny i przez to trochę nudnawy. Od momentu, gdy Rachel zdobyła immunitet, było już wiadomo, kto wygra cały sezon. O dziwo jakieś emocje pojawiły się przy rozpalaniu ognia, które już chyba wszystkich znudziło, ale tą epicką walkę Sama z Teeny oglądało się nawet fajnie. Cieszyłem się, że Sam wygrał i trafił do finału, bo z Teeny w finale byłoby jeszcze nudniej. Sam chociaż powalczył i trzeba mu oddać, że na finałowej radzie plemienia wypadł naprawdę dobrze i przyćmił tym Rachel, która była trochę przygaszona i niezbyt dobrze odpierała ataki. Tym bardziej zdziwił mnie wynik, bo choć spodziewałem się zwycięstwa Rachel to jednak myślałem, że Sam zgarnie więcej głosów. Cieszę się, że przynajmniej Kyle na niego zagłosował.
Zwycięstwo Rachel zasłużone i nie ma się do czego przyczepić. Sue z kolei zgodnie z przewidywaniami zgarnęła okrągłe zero głosów.


No to jeszcze tradycyjnie o poszczególnych uczestnikach:

Rachel - w premerge postawiła na sojusz z Aniką i Sierrą i się na tym przejechała, spadając na dno po odpadnięciu Aniki. Po mergu miała pecha przez twist z podziałem na 2 grupy, znajdując się w grupie z samymi niebieskimi, ale uratowała ją podesłana przez Sola możliwość ucieczki z rady. Potem już zaczęła lepiej grać, wchodząc w różne układy, zdobyła też idola i blokowanie głosu, a gdy ludzie chcieli jej się pozbyć to zdobywała immunitety. Nie jest to może w mojej ocenie topka najlepszych zwycięzców Survivora, ale na pewno trzeba docenić to jak Rachel sobie radziła po mergu, wchodziła w korzystne układy, a kiedy była na celowniku i miała odpaść - wygrywała immunitety albo broniła się dobrym użyciem idola. Miała też dobry social game i to jej na pewno pomogło wygrać ten sezon.

Sam - trochę odwrotny przypadek niż Rachel. W premerge świetnie ustawiony i rozdawał karty, dobrym ruchem było też uratowanie Andy'ego i pozbycie się Aniki, której nie ufał. Po mergu niepotrzebnie rzucił imię Andy'ego jako plan zapasowy, przez co ten się od niego odwrócił. Sam też miał zbyt widoczny duet z Sierrą, który inni chcieli rozbić. Po tej akcji jednak gość się pozbierał i miewał dobre akcje jak choćby współpraca z Andy'm i Gene przy Operation Italy. Mimo wszystko Sam nie potrafił już w pełni odzyskać kontroli nad grą po odpadnięciu Sierry i chyba przez to przegrał z Rachel w finale. Tak czy inaczej, ciekawy gracz i chętnie bym go jeszcze zobaczył w innym sezonie.

Sue - w premerge bardzo widoczna, zwłaszcza fajna była akcja ze zdobycie przez nią HII. Szybko zgrała się z Gabe'm i Caroline, a jej konfy dawały nadzieję, że ta babka mimo starszego wieku może być czarnym koniem tego sezonu. Niestety po mergu wyraźnie przygasła i była tylko tłem dla innych. Trochę za bardzo zafiksowała się na wywaleniu Kyle'a za oddany na nią głos w pre-merge, a potem już tylko trzymała się Caroline, a następnie Rachel. Fajnie, że była lojalna i sympatyczna, ale to o wiele za mało, by móc myśleć o wygraniu finału. Tutaj ewidentnie zabrakło jakichś ciekawych i samodzielnych ruchów strategicznych z jej strony.

Teeny - na początku wydawało mi się, że może być ciekawym graczem, ale okazało się, że praktycznie przez cały sezon była rozgrywana przez innych. Dawała się łatwo wodzić za nos zwłaszcza Genevieve, która oszukała ją chyba ze trzy razy :D Do tego wszystkiego doszły jakieś dziwne dramy jak np. wtedy, gdy wkurzyła się na Sama, że nie zabrał jej na nagrodę. Trzeba przyznać, że na rozpalaniu ognia fajnie sobie radziła i miała mega pecha, że wiatr jej nie pozwolił wygrać, ale dla widowiska to było lepsze, bo gdyby Teeny zamiast Sama weszła do finału to byłoby jeszcze bardziej jednostronnie, bo jestem przekonany, że ona nie zdobyłaby tam nawet jednego głosu.

Genevieve - jeden z ciekawszych graczy w tym sezonie. Przez trzy pierwsze odcinki niewidzialna, potem pokazała się robiąc mocny ruch z blindsidem na Kishanie i ratując tyłek Rome'owi. Po mergu kolejny mocny ruch z blindsidem Sola, ale ten ruch był moim zdaniem przedwczesny, bo zwrócił na nią uwagę wszystkich i stała się jednym z najważniejszych celów do odstrzału. Co prawda przetrwała jeszcze ze 3 rundy, biorąc udział w świetnym planie Andy'ego i ładnie manipulując Teeny, ale jej odpadnięcie było tylko kwestią czasu, a uratować mógł ją tylko immunity run. Zaniedbała też trochę social game, dystansując się od innych i tracąc szansę na zbudowanie z kimś więzi, która mogłaby zaprocentować tym, że ktoś chciałby z nią grać dłużej jak to było choćby w przypadku Sue z Rachel.

Andy - również bardzo ciekawy przypadek. Początek miał wręcz tragiczny i mógł odpaść już w 1 odcinku, ale się uratował, potem pomógł mu Sam i ocalił kosztem Aniki. Po mergu Andy zaczął grać coraz lepiej, budując sojusze na kilku frontach i nie bojąc się odwrócić od Sama i Sierry, co dało mu naprawdę dobrą pozycję wyjściową. Jego najbardziej spektakularny ruch to Operation Italy, która pozwoliła mu wywalić groźną Caroline i wszystko byłoby ok, gdyby nie coraz większa pycha, którą Andy zaczął wykazywać - a jak wiadomo, pycha kroczy przed upadkiem ;) Zbyt szybko postawił kreskę na Rachel, zakładając z góry, że ona i tak odpadnie i ujawnił jej całą grę, licząc na jej głos w jury i pokazując jednocześnie, że może być trudny do pokonania w finale. Nie przewidział, że Rachel ma idola, a na skutek tej rozmowy uznała go za na tyle duże zagrożenie, że wolała wyrzucić jego, a nie Sama, co też się stało. Gdyby nie ten błąd to Andy przy odrobinie szczęścia mógłby dotrzeć i do finału, a kto wie, czy nie zgarnąć miliona, gdyby dobrze opowiedział o swojej grze.

Caroline - w plemieniu świetnie ustawiona i miała sojusz z Sue, Caroline i Tiyaną, a potem dołączył do nich Kyle. Próbowała trzymać niebieskich jak najdłużej razem i do końca trzymała blisko siebie Sue, choć potrafiła odwrócić się od Gabe'a czy Kyle'a gdy uznała, że to dobre dla jej gry. Sama z siebie nie zrobiła jednak żadnego większego ruchu, a w pewnym momencie zbyt mocno zaczęła zachwycać się swoją pozycją i grą, widząc już siebie w finale z czekiem na milion dolarów - i właśnie wtedy odpadła, zaskoczona przez Andy'ego. Niby coś tam próbowała kombinować, ale brakowało mi u niej charyzmy i czuję, że szybko o niej zapomnę.

Kyle - zaczął od sojuszu z TK, a gdy ten odpadł, Kyle znalazł się na dnie, ale potem zgrał się z Gabe'm i dołączył do sojuszu niebieskich. Jako gracz trochę nudny, poza wycelowaniem w Gabe'a i głosowaniem na niego nie miał zbytnio własnych strategicznych ruchów, ale jako osobowość go polubiłem, był bardzo sympatyczny i z gry też odszedł z klasą. Trzeba też docenić jego 4 zdobyte immunitety. Gdyby grał dłużej, może byłoby tego jeszcze więcej. Z drugiej strony to zrobiło z niego jeszcze większy cel więc nie wiem czy nie lepiej byłoby na jego miejscu w pewnym momencie trochę odpuścić zadania i skupić się bardziej na social game.

Gabe - skumał się szybko z Sue, a potem założył sojusz w niebieskich, co dało mu najlepszą pozycję w tym plemieniu. Po mergu jednak był jednym z większych celów i wszyscy wiedzieli, że to on jest liderem sojuszu niebieskich więc trzeba się go pozbyć, a on nie potrafił się przed tym obronić.

Sol - początkowo niewidoczny, potem wszedł do sojuszu u czerwonych, ale szybko okazało się, że Rome w niego celuje. Ostatecznie obronił się współpracując z Genevieve, a nawet na jej prośbę z Rome'm. Jego najgłośniejszą akcją było znalezienie przewagi "Ucieczka z rady" i przesłanie ją zagrożonej eliminacją Rachel. Potem się z nią zgrał, miał też niby dobre układy z Genevieve, ale ta postanowiła go zblindsidować. Jak na ironię wyrzuciła go ta sama osoba, która przed mergem go uratowała. Nie wiem czemu, ale w Solu było coś takiego, że go lubiłem i mu kibicowałem. Żałuję, że nie zaszedł trochę dalej.

Sierra - w plemieniu żółtych najlepiej ustawiona, bo mogła wybierać między sojuszem z dziewczynam a Samem i Andy'm. Ostatecznie postawiła na drugą opcję, wywalając Anikę i zrażając do siebie Rachel. Po mergu poleciała przez to, że zbyt pochopnie rzuciła imię Andy'ego jako "backup plan", a do tego ludzie obawiali się jej mocnego duetu z Samem i chcieli ich rozdzelić.

Tiyana - u niebieskich niby weszła do czterosobowego sojuszu, ale próbowała jednocześnie nastawiać ludzi przeciw Gabe'owi, co spowodowało, że ten ją chciał wyrzucić. Spadła tym samym na samo dno u niebieskich i po mergu po twiście z podziałem jednej grupy na 2 mniejsze i po ucieczce Rachel z rady, los Tiyany był już przesądzony.

Rome - na pewno jedna z ciekawszych osobowości tego sezonu. W grze bardzo zaborczy i natarczywy, czasami nieźle przeginał pałę i miał też spore ego, ale jego odpały ciekawie się oglądało :) Mógł odpaść bardzo wcześnie, ale dzięki zdobytym przewagom utrzymał się w grze, a jego tyłek uratowała też Genevieve. Po mergu nie potrafił trzymać gęby na kłódkę i wszyscy się bali chaosu, który wprowadzał więc postanowili go wywalić. Świetna była scena jak zastąpił na chwilę Jeffa i go parodiował :)

Anika - miała zadatki na villaina, ale nie zdążyła rozwinąć skrzydeł, bo tuż przed mergem Sam i Sierra postanowili jej kosztem uratować Andy'ego. Anikę zgubiła przesadna pewność siebie i wiara w kobiecy sojusz, który nie istniał, bo Sierra flipnęła do facetów. Myślę, że gdyby ona dotrwała do mergu to mogłaby trochę namieszać.

Kishan - zaczął świetnie, bo zgrał się z Teeny i miał czteroosobowy sojusz, a potem planował blindside na Rome, ale niepotrzebnie rzucił jako przykrywkę dla planu pomysł z rzuceniem imienia Genevieve, co do niej dotarło i ją mocno wkurzyło. Szkoda, że nie pograł dłużej, bo mam wrażenie, że on też coś jeszcze mógłby pokazać.

Aysha - nic ciekawego nie pokazała. Myślała, że jest dobrze ustawiona i jest w sojuszu, ale wszyscy zdecydowali, że warto będzie ją odstrzelić jako pierwszą, żeby lepiej wypadać w zadaniach.

TK - próbował się skumać z Gabe'm, ale ten nie chciał z nim grać i ostatecznie miał sojusz tylko z Kyle'm i zabrakło mu numerów do głosowania. Poleciał trochę na własne życzenie po niewybrednych komentarzach na temat innych osób z plemienia, gdy przegrali zadanie o immunitet. Gdyby potrafił trzymać gębę na kłódkę to może pograłby dłużej.

Jon - niby nawiązał szybko dobre relacje z innymi, ale gdy wydawało się, że Andy jest na wylocie, Jon próbował nagle zrobić jakiś ruch i wywalić kogoś mocniejszego, przez co stracił zaufanie innych i sam poleciał.


I to tyle. Sezon ogólnie bardzo przyjemny do oglądania i na pewno był to jeden z lepszych sezonów nowej ery. Duża w tym zasługa ciekawego castu, dobrego editu i dłuższych odcinków. Na plus też brak smutnych historyjek, udziwnionych twistów czy wypaczających grę przewag. Mnie ten sezon wciągnął i miałem dużo frajdy z jego oglądania.


Zapowiedź sezonu 48 mnie jakoś szczególnie nie przekonuje, ale mam nadzieję, że to wrażenie jest mylące i sezon będzie dobry.
W Sezon 50 zobaczysz Genevieve

Awatar użytkownika
Davos
7th jury member
Posty: 663
Rejestracja: 16 lut 2019, 01:44
Kontakt:

S47E14 "The Last Stand"

Post autor: Davos »

Dzięki za info Rider Girl :) Fajny powrót, chociaż chętnie zobaczyłbym jeszcze dwie albo trzy inne osoby z tego sezonu, bo cast w tym sezonie naprawdę się sprawdził.
Obrazek

ODPOWIEDZ

Wróć do „Survivor 47”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 1 gość