S48E13 "Only One of Yous Can Win"

ODPOWIEDZ
Awatar użytkownika
Jack
sole survivor
Posty: 5945
Rejestracja: 02 maja 2010, 00:00
Kontakt:

S48E13 "Only One of Yous Can Win"

Post autor: Jack »

Premiera: 21 maja 2025

Awatar użytkownika
ciriefan
sole survivor
Posty: 6414
Rejestracja: 27 mar 2010, 00:00
Kontakt:

S48E13 "Only One of Yous Can Win"

Post autor: ciriefan »

No w końcu koniec. Finał choć wynagradza trochę cały ten sezon, to jednak nie było to. Ta uczciwość, lojalność, mówienie sobie wprost kto odpada, osoba przegrywająca w ogniu wspierająca osobę wygrywającą zamiast ją dojechać - no słodkie, miłe, ale to nie jest Survivor. To sprawiło, że zadania w tym finale były najbardziej emocjonalne, a jak dla mnie to jest najmniej emocjonalna część całej tej gry. No po prostu nie.

Jednak edit trzeba czytać prosto, no i tutaj Kyle miał jako jedyny winner's edit. Cieszę się, że jury nie zagłosowało na dobre serce i smutną historię Joe. Historia od początku mówiła, że wygra pomarańczowy i że w finale może być tylko jedno z dwójki Kyle i Kamilla. Podkreślali też to, że to Kyle i Kamilla byli lepszym strategicznie duetem, a Joe i Eva byli łatwowierni i nabierali się na ich manipulacje.

W final 5 odpadł Mitch, jeden z najnudniejszych graczy tej edycji. Skwitował to dobrze, "powinienem był wykonać swój ruch" - owszem i to wielokrotnie. Fajnie, że pomimo jąkania odnalazł się socjalnie, ale był nudny i jako osobowość i jako gracz.

W final 4 odpadła królowa tego sezonu. No minusik, że od razu uczciwie powiedziała Kyle'owi, że jak wygra immunitet, to będzie chciała jego odpadki. Może i on to wiedział, ale mogła też i jego pomanipulować, że przecież była jego number one, a Kyle był tym, któremu łamało się serduszko przy głosowaniach w przeciwieństwie do niej. Potem to fatalne rozpalanie ognia. Kamillę zżarł stres, te wszystkie skurcze to już chyba jej organizm był przeciążony, no i jak jej nie szlo to już ewidentnie jej głowa zadziałała i ją sabotowała. No ale Kamilla ma być z czego dumna. W szoku jestem, że Jeff wyemitował fragment, w którym zostało powiedziane, że Kamilla zmiażdżyłaby wszystkich w finałowym głosowaniu i oddał jakiś tam hołd graczowi tego typu. Dla mnie gracz sezonu.

W final 3 Joe wypadł blado, nawet nie ma co pisać. Prywatnie pewnie spoko koleś, ale totalnie nie mój typ gracza.

Na finale najbardziej zaskoczyło mnie, jak dobrze Eva wypadła na radzie. I miałem takie, kurde, ona mnie przekonuje. Bo no gracz, który nie manipuluje, nie kłamie, daje się nabierać to nie jest mój typ gracza, ale fakt faktem ona ma ten autyzm, nie umie odczytywać zachowań ludzkich, bierze wszystko zero jedynkowo, tylko że to jest wina jej choroby, ona fizycznie nie jest w stanie inaczej. I chociaż jak dla mnie no ona i Joe zniszczyli ten sezon swoją lojalnością/uczciwością, to ona tak dobrze przedstawiła się na tej finałowej radzie, jak pomimo choroby i pomimo tych cech parła naprzód, no to miałem też takie "wow" trochę jak Mary. No ale Kyle na szczęście wygrał grą, a historia Evy jest nawet dobra właśnie na drugie miejsce.

Kyle, lubię kolesia, ale momentami jednak ta jego emocjonalność i kierowanie się czasem sercem to też nie moja bajka. Razem z Kamillą rozegrali perfekcyjną grę, która dla niego była korzystniejsza jako lepszego fizycznie i posiadającego sojusz z pozostałą dwójką. No więc grę prowadził z final 3 najlepszą. Jako winner jest zadowalający na tle całej reszty obsady. Nie wzbudza on jednak we mnie większych emocji. Osobowościowo był trochę przezroczysty jak większość osób w nowej erze a w tym sezonie zwłaszcza.

Moje top 3 tego sezonu to 1. Kamilla i długo długo nikt, potem z braku laku 2. Kyle i 3. Mary. Kamilla jest jedyną osobą z tego sezonu, której powrót w all starsach by mnie interesował. Mam ochotę zapomnieć o tym sezonie i przez wiele lat nie widzieć w Survie gry pod tytułem "lojalność i uczciwość".

Sezon ten jako siódmy dołącza do mojej listy najgorszych gniotów w historii Surva (obok 5, 14, 22, 23, 36 i 43). Survie 49, ciężko nie być lepszym od poprzednika, więc nie spieprz tego.

Obrazek

Obrazek

Awatar użytkownika
Snowey
3rd voted out
Posty: 22
Rejestracja: 11 lis 2024, 19:53
Kontakt:

S48E13 "Only One of Yous Can Win"

Post autor: Snowey »

Sezon, sezon, no i po sezonie. Pre-merge był bardzo fajny, merge już gorszy, ale nadal według mnie ogólnie nie było aż tak źle, nawet jeśli poprzednie sezony były lepsze.

Kyle - Pierwszy raz poprawnie wytypowałem zwycięzcę przed sezonem. Niby dostał najwięcej konf w sezonie, ale nadal nieco pozostawał w cieniu. A tu proszę, otrzymaliśmy naprawdę fajnego zwycięzcę. Już na samym początku zachował sie naprawdę fajne pomagając Kevinowi gdy sam już nie mógł wygrać. Potem bardzo wcześnie nawiązał duet z Kamillą, znaleźli idola, i dzięki temu przetrwał bardzo niekorzystny swap (pierwszy zwycięzca który po uratowaniu się idolem mógł zostać wywalony więcej niż jeden raz). Natomiast w mergu do sojuszu z Kamillą dołożył sojusz mięśniaków, jednoczesnie utrzymując dobre relacje z outsiderami. Do tego wywalenie Shauhina, wygranie fic, bardzo mocna finałowa rada i zasłużona wygrana. Cały sezon lekko smiałem sie z ciągłego powtarzania "ja i Kamilla mamy sekretny sojusz" czy niegłosowania przeciw Joe i Evie, a jednak ta taktyka sie opłaciła.
Eva - pół internetu nienawidzi jej, za to u mnie jest ona jedną z ulubionych uczestniczek. Emocjonalna, szczera do bólu. Przy survie rzadko aż tak bardzo się wzruszam - ale dwie sceną z nią i z Joe sprawiły że sam poczułem sie bardzo emocjonalnie. Jej gra najlepsza na świecie nie była, ale wyszło naprawdę solidnie. Wygrała jeden immunitet, darowany idol nie był jej potrzebny bo i tak nie otrzymała głosów, posiadała silny sojusz, wygrała w ogniu pomimo wiatru który przecież sezon temu wyeliminował Teeny oraz miała naprawdę dobrą finałową radę, gdzie między innymi pokazała niewykorzystaną przewage niczym Maryanne z idolem. Kibicowałem jej cały sezon i choć wolałem aby Kyle wygrał, to fajnie że otrzymała dwa głosy.

Joe - inny uczestnik którego bardzo polubiłem, taki typowy team dad. Finałowa rada tragiczna nie była, jednak wyraźnie gorsza od Evy i Kyle'a. Prowadził silną grę, jednak na sam koniec okazało się że to nie on był faworytem. Ale cóż, i tak bardzo go polubilem.

Kamilla - nie doceniłem jej przed sezonem, a tymczasem otrzymaliśmy świetną uczestniczkę i prawdopobnie najlepszego kłamcę w sezonie. Podobał mi się jej duet z Kylem i to że faktycznie wspierała go do samego końca. Niby ciągle stała na uboczu, a ostatecznie prowadziła bardzo mądrą grę. Jednak to rozpalanie ognia było bliżej poziomu Becky i Sundry z Cook Islands...

Mitch - sympatyczny koleś, doszedł dosyc daleko mimo wady wymowy, ale w mergu grał zbyt pasywnie i skończył jako pierwszy wyeliminowany z finału. No coż.

Natomiast jeśli chodzi o samą finałową radę, to spośród jurorów zdecydowanie największymi gwiazdami były Chrissy i Kamilla, a także David.

Też oprócz finałowej czworki moimi ulubionymi uczestnikami były Mary i Star

No cóż, jeśli chodzi o cały sezon to tragedii nie było, ale szału też nie. Teraztylko liczyć na przywoite 49.

Awatar użytkownika
Maw
sole survivor
Posty: 1319
Rejestracja: 28 mar 2017, 23:30
Survivor 49: Savannah
Kontakt:

S48E13 "Only One of Yous Can Win"

Post autor: Maw »

Jak dla mnie najgorszy sezon z nowej ery i jeden z gorszych ogólnie. Oczywiście Jeff się nim jara tak jak MxGX, co jest dla mnie niezrozumiałe, bo ile można mieć "bad takes"... Kiedy prawie wszystko w nowej erze się powtarza to zostaje cast, a tutaj ciężko było kogoś polubić.

W F5 nie kibicowałem nikomu, było mi to obojętne jak to się rozegra. Mitch to tam przez całą grę nic nie pokazał. Kamilla to dla mnie najbardziej overrated gracz sezonu i jestem w szoku, jak każdy chwali jej grę, ale może tak zanudził mnie ten sezon, że nie zwracałem wystarczająco uwagi. W każdym razie opowiadanie co odcinek jakim ona i Kyle są sekretnym duetem było nie do zniesienia i uważam, że nie była to też jakaś super narracja jako że i tak wiele razem nie zrobili... Kyle też jest jak dla mnie przeceniony, spotkałem się z opiniami, że najlepszy zwycięzca nowej ery i jestem w szoku, ale tak mnie ten sezon zanudził, że nie pamiętam co on takiego imponującego zrobił. No i naprawdę to powtarzanie ciągłe o ich relacji przypominało mi o AU Survivor jak w każdym odc. powtarzają wszystko kilka(naście) razy jak do idiotów.

Eva i Joe byli w dominującym sojuszu, i przez większość czasu szło po ich myśli, to trzeba im przyznać. Nie byli jakimiś słabymi graczami, ale też ich nie polubiłem, a nawet czasem mnie irytowali. Przynajmniej edit pokazał dlaczego Eva dostała te dwa głosy, bo w sumie z tego co pokazano na finale poradziła sobie w mowach lepiej niż Joe.

Sezon do zapomnienia. Chyba jedyną entertaining osobą był David, do którego mam jednak mieszane uczucia, bo bywał mocno irytujący. Może jeszcze Star, gdyby dali jej lepszy edit... Mary była w miarę likable jak na ten cast, a Chrissy szanuję za mocny charakter, ale też nie poznaliśmy jej w programie.

Największą gwiazdą tej edycji była Sai i to ją ludzie będą pamiętać mimo że nawet nie zaszła do jury. Mimo że mnie czasem irytowała to muszę przyznać, że chociaż wprowadziła odrobinę kolorytu w pierwszej połowie gry i to chyba jedyna osoba, która zasłużyła na powrót.

Awatar użytkownika
Prus
8th jury member
Posty: 746
Rejestracja: 19 lip 2020, 10:15
Lokalizacja: Kraków
Survivor 50: Genevieve
Survivor 49: Savannah
Kontakt:

S48E13 "Only One of Yous Can Win"

Post autor: Prus »

Najlepszą rzeczą w tym sezonie, to fakt, że on się w końcu skończył. Był okropnie nudny, a obsada w większości to szajs.

Niemniej jednak cieszę się, że wygrał Kyle, bo był jedną z niewielu osób w tym sezonie, których dało się lubić i im kibicować. A na tle pozostałej dwójki z FTC, to jeszcze bardziej. Grę prowadził dobrą, wiedział zawsze co się dzieje. Jeden z lepszych zwycięzców Nowej Ery, ale nadal nie najlepszy.

Kamilla była graczem sezonu i tak jak Kyle'owi, kibicowałem jej i bardzo lubiłem. Inteligentna i miała całkiem zabawne konfy, a poza tym to prowadziła świetną grę. Gdyby nie odpadła podczas F4, to wygrałaby to.

O Joe i Evie nie będę się rozpisywał, bo pisałem o nich pod prawie każdym odcinkiem. Niesamowicie nudni i denerwujący. Przyjemnie mi się patrzyło, jak zdają sobie sprawę, że nie wygrają tego XD.

Mitch nie zrobił nic przez cały sezon, ale podobno był jakimś wielkim Jury Threat lol.

Obecnie mój ranking Nowej Ery wygląda tak: 47>45>42>41>46>43>48>44, a ten sezon dołącza do grona sezonów, których absolutnie nienawidzę (22, 24, 33, 36, 44)

Awatar użytkownika
Umbastyczny
sole survivor
Posty: 2447
Rejestracja: 25 lut 2013, 00:00
Survivor 50: Cirie
Survivor 49: Sage
Kontakt:

S48E13 "Only One of Yous Can Win"

Post autor: Umbastyczny »

Wymęczył mnie ten finał, że nawet nie mogłem się zebrać do skomentowania.

F5 - nudna eliminacja Mitcha

Trochę dziwnie wyszło, bo z jednej strony było do przewidzenia, że on poleci, ale z drugiej to byłaby świetna okazja, żeby jeden duet nawiązał z nim współpracę i wyciął kogoś z drugiego. No i niby nagle Mitch był zagrożeniem... kuriozum.

Mitch - nie zapamiętam go z niczego oprócz jąkania. Postać nudna, gracz żaden.

F4 - przykry moment

Szkoda Kamilli, najciekawsza z tej finałowej grupki, prowadziła też całkiem niezłą grę w tym statycznym sezonie. Niepotrzebnie powiedziała Kyle'owi, że nie chce go w finale, powinna mu grać na emocjach, że powinni dokończyć razem to co zaczęli.

No i wciąż mnie fascynuje, że ludzie tak olewają to rozpalanie ognia. Pominę już fakt, że to jedna z kluczowych umiejętności pod kątem survivalu, ale no wiadomo od wielu sezonów, że 50% graczy na etapie F4 bierze udział w pojedynku...

F3 - dobrze, że Kyle to wygrał. Ciekawie, że wszyscy dostali głosy. Reakcja Joe i Evy jak sobie uświadamiali, że nie dla psa kiełbasa - coś wspaniałego.

Sezon tragiczny, bardzo mnie wymęczył.

Diretto
4th voted out
Posty: 42
Rejestracja: 05 wrz 2024, 15:11
Kontakt:

S48E13 "Only One of Yous Can Win"

Post autor: Diretto »

Widzę po opiniach wyżej, że dużo osób się męczyło w tym sezonie. Mi mimo wszystko się podobał, ale fakt niezmiernie ciężko mi się oglądało momentami relacje Evy i Joe a głównie tego, że nikt nie próbuje skutecznie ich rozłączyć. Muszę przyznać, że nie rozumiem dlaczego wszyscy za wszelką cenę chcieli wyrzucić Mitcha jako zagrożenie. Moim zdaniem przez cały sezon niczego nie zrobił, więc nie ogarniam że mógłby być zagrożeniem dla kogokolwiek. Moje serce zdobyła Kamilla i dużo props dla Mary bo potrafiła mnie rozwalić kilka razy. Laska ma chyba 7 żyć.

Awatar użytkownika
Gienek
6th jury member
Posty: 534
Rejestracja: 03 sie 2010, 00:00
Kontakt:

S48E13 "Only One of Yous Can Win"

Post autor: Gienek »

W końcu jakiś inny sezon niż wszystkie pozostałe z nowej ery. Jeden z lepszych ever jak dla mnie, spokojnie w top5. Cast zajebisty, relacje uczestników super, dużo szacunku między sobą, zadania oglądało się bardzo dobrze. Bardzo mało użytych przewag co jest zawsze na plus, przewagi tylko psują grę. Wy wiecznie narzekacie, że to już nie jest ten stary, dawny survivor. A to właśnie był najbardziej zbliżony sezon surva od bardzo dawna do tych oldschoolowych, gdzie liczyły się umiejętności socjalne i sojusze. Nie tylko chaos, żadnych sojuszy, zmienianie co chwilę sojuszników, miliony przewag i durne szeptanie na radach. Genialnie się oglądało, wciągnęliśmy z Agą bardzo szybko i już nie możemy się doczekać powrotu zawodników z tego sezonu w następnych edycjach.

Saw
runner up
Posty: 930
Rejestracja: 15 wrz 2017, 12:41
Survivor 49: Sophie
Kontakt:

S48E13 "Only One of Yous Can Win"

Post autor: Saw »

Finał bardzo przewidywalny.

F5
Bardzo nudna eliminacja Mitcha. Szok ze nikt nie chciał go zaciągnąć do finału i podkreślali ze jest zagrożeniem. Myslałem ze te dwie dwójki będą chciały wykorzystać jego głos i dojdzie do rozłamu. No co tu duzo mowic Mitch nawet tutaj byl totalnie bezużyteczny. Zero walki, zero czegokolwiek. I jeszcze z uśmiechem na ustach pogodził sie z tym ze go wywalą. Po prostu rzygam tą slodkopierdzącą nową erą. A Mitch jest jednym z gorszych graczy ever. Gosciu po prostu sobie tam byl i tyle. Radził sobie spoko mimo jąkania, byl lubiany. Ale graczem był żadnym.

F4
Kamilla tak jak czulem przejechała sie na samym końcu na relacji z Kylem. Jak widac, gdyby dotarła do finału to wygrana byłaby jej. No ale bliski sojusznik ją wystawił w najważniejszym momencie. A ona zaliczyła bardzo kiepski występ w rozpalaniu ognia. No szkoda wielka, bo byla jedyną osobą ktorej szczerze kibicowałem. Jej gra nie byla idealna ale na tle całej obsady wypadła pozytywnie. Choć mocno mnie zirytowała tym wspieraniem Kyle na FTC. Ja rozumiem ze go lubi, ze grali calą gre razem. Ale dziewczyno, on cie na końcu olał, a ty sie szczeżysz do niego. No kurde gdzie jakaś złość itd. Tak bardzo mi tego brakuje w obecnych sezonach.

F3
Joe na FTC wypadł blado. Jakos myslalem ze bardziej bedzie wstanie poruszyć jurorów. Ale skończył na trzecim miejscu i w sumie fajnie ze choć z jednym glosem. Lubiłem gościa za to ze byl heroe, za fajną relację z Evą. Taki dobry duch sezonu, facet z zasadami. Ale tez irytowało to podkreślanie lojalności non stop. I to ze ten sojusz na którego stał czele tak zdominował grę.

Eva - jestem w szoku jak wypadła na FTC. Ależ ona byla świetna i wiarygodna w swoich wypowiedziach. Naprawdę poczułem ten vibe od niej bijący. Odpowiadała z sensem i ladnie przedstawiła swoją gre. Zasłużyła na drugie miejsce. Ogolnie to ją polubiłem. Choć wkurzało ze ona i Joe tak ustawili ten sezon, ze bylo po prostu nudno. Ale czepiać sie jej gry nie ma co. Bo doszla do konca z HII i przewagą a i tak nikt nie próbował jej zaatakować. Wiec no szacun dla niej. Poza tym ta jej akcja z paniką byla najmocniejszym punktem sezonu.

Kyle wygral calkiem zasłużenie. Ale no co mam powiedzieć, osobowościowo kompletnie mnie nie kupił. Dla mnie zbyt przezroczysty i nijaki. Grę prowadził porządną. Byl we własciwym sojuszu, mial swój ukryty uklad z Kamillą. Nie zamykał sie na współpracę z osobami co byly na dnie. No wszystko naprawde spoko rozgrywał. Szkoda ze to typ osoby o której ja za chwile zapomnę.

Sezon co tu duzo mowic byl po prostu kiepski. Przebieg gry przewidywalny. I tutaj zgodze sie z kolegą z góry, ze jemu najbliżej do oldschool, za którym tak wielu tu teskni. Wiec no mial swoje plusy. Mało przewag wplywajacych na grę, budowanie relacji pomiędzy ludźmi, jeden mocny sojusz, ktory byl wobec siebie lojalny. No to naprawde mocno nawiązywało do tych pierwszych sezonów. I to naprawde mogło byc spoko, gdyby nie cast. Bo niestety uczestnicy to była porażka w dużej mierze. Nieciekawi, nudni, przezroczyści, papierowi i co najgorsze słodkopierdzący. Nowa era pod tym względem jest po prostu fatalna. Wszyscy sobie wchodzą w dupe, każdy jest dla kazdego dobry. No nic sie nie dzieje i za bardzo nie ma czego pokazywac. Brakuje ciekawych charakterów, a przede wszystkim Villains. S47 powiał optymizmem, ale ten sezon sprowadził nas do smutnej rzeczywistości. Probst nie widzi problemu, ale tu w obsadzie jest największy problem. Od czasu gdy bawią sie w wybieranie ludzi pod kątem ras, smutnych historyjek i lgbt to ten program schodzi na psy. Dostajemy osoby takie jak Cedrek, Justin czy Mitch. A pozostali tez wcale nie są jakos super ciekawsi...

Kogo chciałbym zobaczyć jeszcze kiedys w grze... Hmm lista jest bardzo krotka bo tylko Mary, Sai i Kamille. Z czego podobno ta ostatnia wroci juz za dwa sezony. Ale liczę ze Panie z plemienia zielonego tez jeszcze sie kiedys pokażą. Sai to byla duza osobowość, a Mary pokonała klątwę azjatek i pokazala nie mały potencjał.

Awatar użytkownika
tombak90
sole survivor
Posty: 2741
Rejestracja: 12 mar 2011, 00:00
Lokalizacja: Poznań
Survivor 50: Angelina
Survivor 49: Savannah
Kontakt:

S48E13 "Only One of Yous Can Win"

Post autor: tombak90 »

O kurwunia, ależ to było podłe :x Spuszczam ten turnus w kiblu, zamykam klapę, psikam dookoła odświeżaczem Brise-Lawendowe-Uniesienie i wracam chyżo do oglądania Traitorsów. Jeżeli to już jest jeden z tych sezonów, od których natchniony ostatnimi wyborami CBS miał kazać Jeffowi się ogarnąć z tym swoim uśmiechniętym różem, to coś tu zdecydowanie nie pykło :lol:

Ale zanim rzygnę, biorę pęsetę i spróbuję wyłuskać pojedynczę plusy. Zgodzę się na pewno z tym, że dobrze się oglądało powrót sojuszowego mindsetu. Nie jestem oczywiście za takimi typowymi survo-neandertalami w stylu Savage czy Paschal, którzy chcą grać wyłącznie honorowo, a potem dostają zawału serca gdy okazuje się, że ktoś ich wykarolkował, problem jednak w tym, że nowsze sezony za bardzo spaczyły program w stronę przeciwną – co odcinek wszystkie lojalności wylatywały w pizdjet, voting blocksy wirowały szybciej niż hula-hop na dupie spasionej wuefistki, a kwintesencją tego wszystkiego była Kenzie z Surwajwor Fortiileś, która po tym jak została zblindsidowana razem z koleżanką, żachnęła się nie za to, że straciła sojuszniczkę, tylko za to, że ona sama nie zdążyła jej wcześniej zasztyletować, żeby wykoksić sobie resume. Jeśli strony zmieniają się co tydzień, a ambicją każdego jest uciąć łeb najlepszemu koledze, to traci to urok, więc dobrze się tym razem dla odmiany patrzyło na jakieś czytelniejsze podziały w grupie, minimalną przewidywalność (acz też nie wolną od blindsidów) i mocniejsze relacje między tymi ludźmi.

Na plus także motyw sojuszu silnych ludzi, który, zauważmy, jest pewnym novum we współczesnych survach. Już od dawna chrystianizuję naród fanowski, że tak naprawdę to właśnie tego typu zawodnicy mają w tym programie najtrudniej, bo zawsze wytłuką się nawzajem we wczesnym jury, a do końca dochodzą zazwyczaj ciche myszki, babcie, nerdy, różowi chłopcy, albo inne filifionki z przetrąconym kolanem i jednym uchem większym od drugiego. Nic więc dziwnego, że zadaniowi wojowie wyciągnęli wreszcie lekcję z survostorii i wykminili, co mogą zrobić, aby polepszyć swoje szanse. I tak jestem zdzwiony, że dopiero teraz. Czterosutkowiec David był oczywiście błaznem, ale bardzo mi się podobał jego komentarz w tym temacie – skoro wszyscy inni mogą się sojuszyć, to my też możemy i kij wam w oko (no ok, w wolnym tłumaczeniu :mrgreen: ).

Trzeci plus daję za pierwsze od lat przemieszanie, które mocno napędziło akcję w premerdżu i dało zacny odcinek z tą rozróbą Gujańczyków, którzy wysadzili ajdolem w powietrze Jednookiego Thomasa.

Dlaczego zatem wrzeszczę, jęczę i spuszczam turnus w kiblu? Ano właśnie. Wszystko byłoby w porządku, gdyby tylko nie te okropne japiszony :x Po tym jak utłukli Mary nie miałem już kompletnie komu kibicować, wszystkim życzyłem bolesnej klęski i zwierzę Wam się nawet na uszko, że najbardziej optymalnym rozwiązaniem byłoby dla mnie, gdyby na radzie F4 zawaliły się na nich te dziwne bulwiaste chałupki, które służyły w tym sezonie jako dekoracje i które wyglądały mi zawsze jak ujęcie z Kremla.

Już w pierwszych epach wieszczyłem, że z relacji Evy i Joe będzie cała masa sekty i nie pomyliłem się. Lasia jest dla mnie jedną z najbardziej irytujących osób w srjuera, wszyscy się z nią cackali żeby nie dostała tych swoich ataków, przypominała mi takiego rozpieszczonego dzieciaka w stylu Baylor, którego miałem ochotę sieknąć przez ekran kablem do prodiża i tylko patrzeć, czy równo puchnie. Tyle razy była zabierana do tego całego senkczuary, że nawpierdalała się chyba w tym programie więcej niż Janusz na olekskjuzmi w Hurgadzie i nic dziwnego, że któregoś razu aż zaległa na plaży bekając, pierdząc, śmierdząc i nie mogąc się ruszyć. Aż dziwię się Mary, że nie wsadziła jej tego kokosa w dupę, gdy zaczęła do niej strzelać, że je ich za dużo. Ja bym nie omieszkał. Może i straciłbym pracę, ale jaka by była z tego przednia telewizja! :mrgreen:

Call me a bad person, ale totalnie nie wzruszała mnie ta historia o autyzmie, sam znam dobrze dwie osoby z tą przypadłością i w sumie dowiedziałem się o tym po latach, a co więcej, jest to na tyle częsta sprawa, że jestem przekonany, że w normalnych czasach Surva już się ktoś taki trafiał, ale my nawet o tym nie wiedzieliśmy, bo nie robili z tego takiej celebracji, nie wyskakiwali z tym w pierwszym zdaniu i nie definiowali tym całego swojego jestestwa.

Jeff buduje nową erę na kulcie słabości. Oczywiście każdy ma jakieś, ale życie ze słabościami nie polega na ich celebracji, tylko na normalnym funkcjonowaniu pomimo nich. Już bardziej trafił do mnie Mitch, który zachowywał się pod tym względem dużo normalniej. I mimo, że strateg z niego jak z koziego ogona tamburyno, to przy ekipie, która dotarła do ostatnich rozdań, prywatnie wcale bym się nie obraził, gdyby wyszedł nam taki memiczny zwycięzca, bo wkurwiał mnie tam najmniej.

O Joe wszystko już zostało powiedziane, bolo urwał się z lat dwutysięcznych, co w sumie byłoby ciekawą odmianą od tych wszystkich flipujących superfanów, gdyby nie to, z kim się zsojuszył i gdyby nie to, że był już taki namolny z tymi swoimi kidsami, że na pewnym etapie przewijałem każdą jego konfę. Miałem wrażenie, że odstąpi Evie miejsce w F3, sam pójdzie rozpalać ogień i przerypie, co w sumie byłoby idealnym zwieńczeniem historii tego patoduetu i Jeff trzepałby sobie Niemca do tych podniosłych wydarzeń przez kilka kolejnych lat.

Jeśli o Gujańczyków idzie, to tak bardzo mnie zeźlili tym, że nie zrobili w końcu ruchu przeciwko autystyczce i jej survotatusiowi, że pod koniec życzyłem im, żeby się na tym przejechali i wpadli mordami w błocko. Udało się to w przypadku Kamilli – no i bardzo ci tak kurła dobrze :x . Nie rozumiem, skąd w tym sezonie Wasz wybór na stratega, leluja przez cały merge była poza głównym sojuszem i nic z tym nie zrobiła, bo zadowalała się sekretnym porozumieniem z jednym z tych „lepszych”, który jak przyszło co do czego, to i tak ją sfajczył przy F4 woląc iść do finału z tamtymi ogórami. No po prostu moje gratulacje :lol: . Poziom finezji Edny z South Pacific, której jedynym sojuszem był ten z Coachem, który co prawda chronił ją przez pewien czas od gilotyny, ale jak już zostali sami jego główni sojusznicy, to z uśmiechem puścił ją w gatkach na łąkę. I jeszcze ten flop z powiedzeniem Kylowi przed zadaniem, że sama chciałaby się go pozbyć. Cytując Czerepacha: Geeeeeniusz! :lol: :lol: :lol:

Ja się zgadzam, że to jest ogólnie przyjemna dziewczyna, jako jedynej dało się jej tam pod koniec słuchać, no ale patrząc na rozgrywkę, to jak dla mnie, Kamilla broni się tylko tą ładną akcją przy przemieszaniu i dobrym socjalem, który zapewne dałby jej jakieś tam głosy w finale – bo że wszystkie, nie wierzę. Oni tam wszyscy są w nowej mierze tacy dumni ze wszystkich, wspierający i różowi, że pewnie zareagowaliby równym wiwatem, gdyby Jeff zapytał, czy zagłosowaliby na Star. Tak więc, zmarnowany potencjał. Oby chociaż przy drugim występie Bozia jej rozumku dodała.

Natomiast Kyle wygrał w finale dość pewnie, więc cóż – mimo, że jemu również prywatnie życzyłem porażki za to, że nie rozbił mojego hejted duo, to chcąc nie chcąc wypada mi go koronować na najlepszego stratega. Widocznie dobrze odczytał jury. Generalnie typa nie lubię, ale w strategach pod każdym względem trzeba go postawić wyżej od koleżanki – Thomasa utłukli równymi siłami, ale potem poziom gry był już nie do porównania - to on był ustawiony w plemiennej wierchuszce, to on ją wybronił, gdy czaił się na nią Czterosutkowiec i to od niego była przez cały czas zależna. Mdły jesteś chłopie jak mleko po tygodniu w lodówce, ale ok, bardzo proszę, zapraszam tędy, w nagrodę wystąp sobie w S50 i połam ryj na trajbalu jako pierwszy, żeby nie musiał tego robić nikt bardziej przyjemny.

Mitch to oczywiście strategicznie kupa i siku, ale tak jak mówię, personalnie jakoś tam go polubiłem, wesoły lolo. Natomiast w tym jednym jedynym miejscu chciałbym obronić Kamillę – przespała w tym programie dużo okazji, ale akurat zgodzę się, że z nim też do finału iść nie powinna. Widzę jakiś tam procent szansy, że nowoerowy kult słabości mógłby sprawić, że to różowiutkie jury stwierdzi, że zajebiaszczo będzie mieć takiego reprezentanta, bikos hi dasnt giw ap, bikos hi is hir tu pruw samfing, a przecież wszyscy inni jąkający strzelają sobie w łeb :mrgreen:

Szachid Perski niby grał nienajgorzej, ale brakowało mi tu jakiegoś silniejszego duetu; no był sobie co prawda w tej rządzącej szóstce, ale wszyscy mamrotali sobie już od dosyć wczesnego merga, że mu do końca nie ufają i jak coś, to spuści się go w kiblu. Natomiast przez pewien czas twierdził, że Kamilla to jego namberłan, więc mogła wykorzystać ich relację, żeby nie czekając na okruch z kylowego stołu zrobić jakiś przewrót i rozwalić Joego z córunią.

Ładny występ zaliczyła Mary, która na przekór wszelakim posraństwom, w których lądowała w premergu, nie tylko go przetrwała, ale też na pewien czas nieźle się ustawiła u boku Czterosutkowca. Potem, gdy wylądowała na dnie, to też ładnie ich tam kąsała w anusy, niczym taka żmijka, bo ten jej zielony błyszczący łach przypominał mi wężowe klimaty. Sam Czterosutkowiec od początku dawał mi vibe palanta, co w sumie się potwierdziło, aczkolwiek jak tak groźnie wstał z tej jurorskiej ławy, to przez chwilę miałem nadzieję, że podejdzie do uczestników, da komuś w zęby i dzięki temu zyskamy w nowej erze jakikolwiek ikoniczny moment.

Star moim zdaniem do śmieci – nie porwały mnie te jej nieśmieszne rapsy, a w kategorii gry obudziła się właściwie dopiero w swoim trumiennym odcinku, wcześniej myśląc chyba, że wierchuszka ją kocha. Jej dziełem życia jest oddanie ajdola lasce, która od początku chciała ją rozpuścić w kwasie i w końcu to zrobiła, no brawo, kłaniam się. Generalnie w pierwszym odcinku myślałem, że to facet albo jakiś trans i w sumie kto wie, co by tam jeszcze za zbereźności wyszły na jaw, gdyby kiedyś dać ją do jednych olstarsów z Varnerem. Sarnowska, gdy już czasami udawało jej się wepchnąć ryło przed kamerę, była promyczkiem nadziei i ładnie bashowała na radzie te wszystkie dyrdymały Joego. Nie wiem, co tam się u niej zesrało, bo wydawało się, że ma respekt na pomarańczowej dzielni, a po mergu wszyscy nagle o niej zapomnieli.

Z prejury na pewno wieszcz powinien zapłakać nad Sai, która jako jedyna wprowadzała tu jakiś żywioł i zdecydowanie była moją ulubioną postacią sezonu. Szlag by to trafił, że gdyby ktoś tam przekręcił jednego pazzls szybciej w konkurencji z tą podwójną eliminacją, to jej grupa poszłaby na radę później, a Sai wylądowałaby w jury i co ważniejsze zoutlastowałaby swojego balonowogłowego kolegę, który srał na nią przy każdej okazji i którego chciałem przez to udusić. W pierwszych epach mocno kibicowałem też Thomasowi, u którego w konfach czułem jakąś taką hatchowo-corrinowską aurę zła, jeszcze dodatkowo podbitą przez to rozdrapane oko. Kontrastowało to z pozytywnym rzygiem wszystkich wokół, więc mogłoby być z nim ciekawie. Tylko pomyśleć, ilu strasznych rzeczy uniknęlibyśmy w tym sezonie, gdyby Gujańczycy zamiast niego sfajczyli ajdolem Joe, a Eva na wieść o tym dostałaby ataku i zrobiłaby quita :evil:

Charity i Bianca ładne panie (jedyne w tym sezonie), ale tej pierwszej Pani Edyta przykładała nóż do gardła już od premiery, więc i tak cud, że przetrwała do etapu wspólnej plaży. W przypadku drugiej w sumie nie rozumiem, dlaczego Balonogłowy postanowił ją rozwalić akurat po wyznaniu, że nie ma głosu. Na rzeź dwóch zielonych florków zgodziłem się dość skwapliwie w zamian za obietnicę, że Sai i Mary zostaną dłużej. Za to Stephanie wydawala się taka odklejona, że nawet mogłaby tam coś na dłuższą metę wnieść i przyznam, że po jej zaszlachtowaniu było mi smutno przez całe dwie minuty :mrgreen:

Ciekawi mnie ten motyw oddania S50 w ręce fanów. Czy była opcja, żeby wysłać Jeffa na księżyc? Bo ja na przykład mam taką propozycję. A przede wszystkim wprowadziłbym drastyczne zmiany co do samej premiery, bo akurat premiery są w nowej erze takim atakiem raka, że zawsze na nich utknę i ciężko mi się zmotywować do oglądania dalej. Zamiast tego wiwatowania na plaży i hulabula kumbaya piórko w dupkę, to zrobiłbym im takie przywitanie jak w Afryce, gdzie muszą się gdzieś tam przedzierać, nie mają w ogóle żarcia i tłuką się o puszkę fasolki. Dwie osoby się od razu porzygały z wycieńczenia, reszta pokłóciła i proszę, tak można się bawić :D

Na koniec moje staty za ten sezon, bo ofkors przespałem wątki we wszystkoowszystkim.

W strategach ozłocić Kyle'a, dalej niestety Eva (wszystkie głosowania szły po jej myśli, nie dawała się wyprowadzić w pole tak łatwo jak Joe, któremu wystarczyło powiedzieć, że nie dotrzymał słowa i już świat płonął), dalej Szachid.

Oczernić Mitcha (tutaj się z Wami zgadzam), dalej Cedrek i Star.

Ulubieńcy: Sai, Mary, Thomas.

Znielubieńcy: Eva, Joe, Cedrek.

Złota Dawn Meehan dla wyjca sezonu: Ponieważ Eva ze względu na chorobę miała w tej konkurencji dodatkowe kody, to statuetkę wręczam Joe'mu i wszystkim jego kidsom, żeby miały dodatkowy powód do dumy.
"Dziś prawdziwych villainów już nie ma..."

Awatar użytkownika
Davos
7th jury member
Posty: 676
Rejestracja: 16 lut 2019, 01:44
Kontakt:

S48E13 "Only One of Yous Can Win"

Post autor: Davos »

No i po finale. Cieszę się, że wygrał Kyle, a nie Eva albo Joe, bo to już by zupełnie pogrążyło ten sezon, ale i tak wygrana Kyle'a tylko nieznacznie poprawiła w moich oczach ocenę tego sezonu, która ogólnie i tak jest bardzo niska. I w mojej ocenie jest to zdecydowanie jeden z najgorszych sezonów w nowej erze, a może i najgorszy. Co prawda część ludzi grała tu w starym stylu, stawiając na jeden sojusz od początku do końca, co mogłoby dać vibe najstarszych sezonów i co nawet samo w sobie mogłoby być ciekawe, bo w nowych sezonach takie coś jest niespodziewane, tyle w starych sezonach było dużo więcej zmiennych - lokalizacja, nowe i interesujące, ale nieprzegięte twisty w każdym sezonie, za każdym razem inny punkt startowy i szukanie obozów, no i przede wszystkim bardziej charyzmatyczny cast. Tutaj cast był w dużej części papierowy, bez większej charyzmy, a grę prowadził bojaźliwą, wycofaną i pasywną. Z takim podejściem nie da się dotrzeć do finału, a tym bardziej wygrać. Ba, nawet Joe, który był liderem sojuszu, który zdominował grę, uzyskał w finale tylko jeden głos, co wyraźnie pokazuje, że bez strategicznych ruchów nie da się już wygrać Survivor, bo sędziowie nie doceniają takiej gry.
Myślę, że sporo szkody temu sezonowi zrobiło też odpadnięcie przed mergem paru perspektywicznych pod względem strategii i kombinowania ludzi. Najbardziej pod tym względem szkoda mi Thomasa, który miał zadatki na niezłego villaina i kogoś, kto nie będzie miał oporów, żeby zdradzać ludzi i robić ruchy. Ale myślę, że Kevin, Bianca czy nawet Justin pokazaliby o wiele ciekawszą grę niż takie mimozy jak Mitch, Star, Charity czy Cedrek.

Top5
Kamilla zdobyła immunitet i wszyscy się zgodzili, że trzeba wyeliminować Mitcha, bo on niby będzie zagrożeniem w finale. WTF? Przecież on grał tragicznie. Rozumiem, że był lubiany i inni mogli się tego bać w finale, no ale bez przesady.
Nikomu nawet nie chciało się mydlić mu oczu i wszyscy powiedzieli mu, że odpadnie, przez co mieliśmy jedną z najnudniejszych rad plemienia (i tego czasu przed radą, gdy ludzie zwyczajowo kombinują kogo wywalić) w ostatnich latach.

Top4
Kamilla zrobiła bardzo duży błąd, mówiąc Kyle'owi, że nie weźmie go do finału. Potem Kyle wygrał immunitet, no i zrobił wobec niej to samo. Słabo to rozegrała, bo powinna mu wjechać na emocje, że grali od początku razem, powinni się trzymać ze sobą, dali sobie słowo itd. Kyle czasem kierował się emocjami zamiast rozumem więc ten ruch mógłby się udać. Druga sprawa to fatalne rozpalanie ognia w wykonaniu Kamilli. Patrząc na to, że nie miała innych sojuszników poza Kyle'm, któremu i tak powiedziała, że wyznaczy go do rozpalania ognia, powinna już dawno spodziewać się, że jej też nikt nie weźmie do finału i powinna trenować ten ogień do upadłego.

Finał
Eva wypadła niespodziewanie dobrze i bałem się przez chwilę, ze to ona wygra, co już by zupełnie pogrążyła ten sezon. Na szczęście Kyle opowiedział o swoim duecie z Kamillą i sędziowie to docenili. Kyle był zdecydowanie najlepszy w tej trójce, ale nawet ciekawie się ułożyło, że każdy finalista dostał jakieś głosy, dawno już czegoś takiego nie było w Survivor. Ja bym tylko drugie miejsce dał Joe, a nie Evie, bo ona przez cały sezon była w jego cieniu i po prostu się pod niego podczepiła. Bez Joe Eva nie byłaby w stanie zbyt wiele ugrać.

W after show niby padło, że Kamilla w przypadku wejścia do finału prawdopodobnie by wygrała, ale nie wiem, czy faktycznie by tak było, gdyby znalazł się tam też Kyle. Ja lubiłem obydwoje i chciałem, żeby razem weszli do finału, ale po namyśle uważam, że Kyle prowadził jednak lepszą grę, bo był w sojuszu i miał więcej opcji więc zasłużenie wygrał. Ale o tym poniżej.


Tradycyjne podsumowanie uczestników

Kyle - od początku współpracował z Kamillą i razem dobrze się ustawili w pierwotnym plemieniu, a potem po przemieszaniu zmylili Joe, Shauhina i Thomasa, pozbywając się tego ostatniego dzięki schowanemu idolowi. Później zrobili też świetny ruch ze zmyleniem Joe i Evy i wkopaniem Shauhina. Kyle był jednak dużo lepiej ustawiony niż Kamilla, bo wkręcił się w sojusz mięśniaków i był bezpieczny i nikt nie myślał o jego wykopaniu. Umiejętnie grał na dwa fronty i ochronił Kamillę, gdy Dawid i Mary chcieli ją wykopać. Potem też ładnie namówił Joe na eliminację Davida, mówiąc że David zbyt mocno popada w paranoję. Później sukcesywnie pozbywał się kolejnych osób i doszedł do finału, gdzie mógł ujawnić swoją grę. Może i nie jest to mój archetyp idealnego zwycięzcy, bo bywał zbyt emocjonalny i czasem emocje brały górę nad rozumem, nie chciał też za nic uderzyć w duet Joe i Evy. Byłem trochę sceptycznie do tego nastawiony i zastanawiałem się czy ta strategia mu nie wyjdzie bokiem, ale okazało się, że to go zaprowadziło do finału i do wygranej więc trzeba docenić, że wybrał dobrą drogę i sobie poradził.

Eva - doceniam, że dawała sobie radę pomimo swojego autyzmu i miała poruszający moment w połowie sezonu, niemniej po mergu miałem już spory przesyt jej osobą i nie uważam jej za dobrego gracza, bo przez cały sezon była podczepiona pod Joe i dotarła z nim do finału tylko dlatego, że on ją przez cały czas chronił. Niby dostała idola i zdobyła też ucieczkę z rady, ale mam wrażenie, że ludzie nie chcieli jej wywalić ze względu na jej chorobę i gdyby nie to, pewnie większość chciałaby rozbić jej duet z Joe. Jedyny plus dla niej za dobrą mowę na radzie finałowej.

Joe - jako osobę go lubiłem, ale jako gracz był strasznie nudny. Wymyślił sobie, że zbuduje sojusz, który dojedzie do końca niczym w najstarszych sezonach Survivor i o dziwo dokonał tego, co na pewno zasługuje na pewne uznanie. Tyle, że taka gra jak widać nie daje w ogóle szans na zwycięstwo i Joe zdobył tylko jeden głos w finale, bo sędziowie nie chcą już od dawna czegoś takiego oglądać. Kolejna sprawa to gadanie o honorze i lojalności, no ale jednak Davida i Shauhina Joe wywalił, mimo że był z nimi w sojuszu. Do tego wszystkiego Joe, razem z Evą, dawał się wodzić za nos duetowi Kyle'a i Kamilli i w ogóle nie domyślił się, że oni ich rozgrywają, a to też nie pozwala uznać go za dobrego gracza.

Kamilla - na pewno jedna z najciekawszych osób w tym sezonie i od początku nieźle kombinowała w duecie z Kyle'm, robiąc z nim ruch przeciwko trójce facetów po przemieszaniu i potem przeciwko Shauhinowi. Po mergu była jednak w dużej mierze uzależniona od Kyle'a i przetrwała atak Davida tylko dlatego, że Kyle ją obronić. Zrobiła też błąd, mówiąc Kyle'owi jeszcze przed finałowym zadaniem o immunitet, że nie weźmie go do finału. Powinna z tym poczekać do zadania, a po wygraniu przez niego immunitetu wykorzystać jego chwiejność emocjonalną i przekonywać go, żeby ją wziął do finału. No i rozpalanie ognia skopała po całości.

Mitch - nudny i beznadziejny w grze. Doceniam, że przełamywał słabość w jąkaniu się i był wesoły, ale strategicznie nie pokazał totalnie nic. Miał sojusz tylko z Charity, a po jej odpadnięciu płynął tylko z większością, skupiając się jedynie na przetrwaniu kolejnych rad, zamiast próbować zrobić większy ruch, który dałby mu kontrolę nad grą.

Shauhin - jedna z ciekawszych osób w tym caście, ale miałem nadzieję, że zwróci się przeciwko sojuszowi, którego tak się trzymał, bo sporo o tym mówił w konfach. Inna sprawa, że zaproponował Kyle'owi ciekawy plan na blindsidu na Evie, ale ostatecznie głosował na Mitcha, pytanie więc, czy to była tylko ściema czy może chciał wprowadzić ten plan w życie, ale Kyle nie był chętny więc zrezygnował. Z drugiej strony twierdził, że sojusz z Joe i Evą da mu finał, a tam z nimi wygra, bo prowadził lepszą grę, ale czy faktycznie by wygrał, nie jestem pewien, bo nie miał na swoim koncie większych ruchów.

Mary - była nawet niezłą kombinatorką, choć od samego początku była zagrożona i źle się ustawiała. Sojusz ze Stephanie zepchnął ją na dno plemienia, a potem uratowała się kosztem Justina tylko dlatego, że akurat miała farta i wylosowała nietykalność dzięki shot in the dark. Później fajnie wkręcała Sai, że może mieć idola, a po mergu skumała się z Davidem i nawet przez chwilę była w sojuszu mięśniaków, ale nie była w stanie ugrać nic więcej niż top7. Zabrakło jej ludzi chętnych do gry i robienia większych ruchów, a sama nie miała zbytnio sprawczości. Plus za rzucenie na koniec prosto w oczy Joe, że na niego zagłosuje, przez co ten wystraszył się, że może odpaść, jeśli ona ma HII i wpadł w małą panikę ;)

Star - kolejna osoba z tragiczną grą. Już na samym początku naraziła się wszystkim, szukając zbyt ewidentnie idola, przez co pewnie poleciałaby w przypadku pierwszej rady. Potem ujawniła wszystkim, że ma wskazówkę, a następnie oddała za darmo idola Evie, nie dostając w zamian totalnie nic. Po mergu była totalnie niewidoczna, płynąc z większością i nawet nie próbując robić własnych ruchów czy kogokolwiek do nich namówić. Obudziła się dopiero w odcinku, w którym odpadła, próbując wspólnie z Mary i Kamillą zblindsidować Joe, ale ostatecznie i tak z tego planu zrezygnowała.

David - w premerge go nawet lubiłem, zresztą bardzo dobrze tam się ustawił, a po mergu wszedł w sojusz mięśniaków, ale w pewnym momencie zrobił się zbyt irytujący. Próbował za wszelką cenę narzucić innym jak mają głosować i sojusz się na niego wypiął. Mimo wszystko plus za to, że jako jedyny domyślił się, że Kyle współpracuje z Kamillą, ale Kyle przedstawił to Joe'mu w taki sposób, że David ma paranoję i trzeba go wykopać ;)

Chrissy - w plemieniu u pomarańczowych była w czteroosobowym sojuszu, po przemieszaniu przekonała Cedreka do eliminacji Sai, a potem wspólnie z nim wywaliła Biancę. Po mergu trochę zgasła i dopiero na radzie plemienia postanowiła namawiać ludzi do uderzenia w sojusz mięśniaków. Plus dla niej za to, że dostrzegła zagrożenie z ich strony, ale fatalnie to rozegrała, mówiąc o tym przy wszystkich, a nie w pojedynczych konwersacjach.

Cedrek - jeden z najgorszych graczy tego sezonu. Zaczął nawet nieźle, ustawiając się w sojuszu z Justinem, Kevinem i Sai. Potem zaczął jednak chaotyczną grę, mówiąc Sai, żeby użyła HII, mimo że i tak miał odpaść Kevin, a w kolejną radę rozegrał tragicznie, głosując na Sai, a potem zmieniając zdanie i zatrzymując ją kosztem Justina. Powinien zatrzymać Justina, z którym grałby dalej, a Sai i tak już mu nie ufała. Po przemieszaniu zdecydował się wywalić Biancę, która powiedziała mu, że nie może głosować, ale nie wtajemniczył w plan Sai, która jeszcze bardziej przestała mu ufać. Po mergu z kolei nie miał z kim grać, bo nie zbudował totalnie żadnych relacji i zasłużenie odpadł.

Sai - jako osobowość nawet wprowadziła trochę kolorytu do tego sezonu, ale grała bardzo kiepsko. Tylko początek miała dobry, gdy znalazła HII i wkręciła się w czteroosobowy sojusz, ale zaczęła grać zbyt agresywnie, przez co znalazła się na celowniku Kevina, a potem przetrwała tylko dlatego, że Cedrek na radach zachowywał się w bardzo chaotyczny sposób. Ciekawa była jej rywalizacja, a potem zakopanie toporu wojennego z Mary, ale ostatecznie i tak niczego to nie dało, bo po mergu Sai dalej zachowywała się chaotycznie i nikt z nią nie chciał grać, przez co nie doszła nawet do etapu jury.

Charity - kolejna osoba, która prowadziła bardzo kiepską grę. W plemieniu miała sojusz tylko z Mitchem, a innych wkurzała, przez co była pierwsza do wylotu w przypadku ewentualnej rady, a po mergu od razu straciła zaufanie grupy i nie ogarnęła zupełnie, że ludzie chcą ją wywalić. Do tego wszystkiego miała wysokie ego i uważała się za kogoś, kto dobrze gra i ma kontrolę. No to się przejechała.

Bianca - ciekawa osoba, która wkręciła się w sojusz z Joe, Shauhine i Thomasem, a z tym ostatnim współpracowała blisko. Po przemieszaniu znalazła się między dwójką pomarańczowych i fioletowych, ale sama nie mogła głosować. Wpadła na fajny pomysł, żeby ich skłócić, przez co mogło być 2:2 na radzie, a w przypadku dogrywki na nią już by nikt nie mógł głosować, a potem nawet okazało się, że będzie 3:1, bo Cedrek chciał głosować na Sai, ale Bianca niepotrzebnie powiedziała mu, że nie może głosować i on razem z Chrissy zmienili głosy właśnie na Biancę. Szkoda, bo dziewczyna miała jakiś potencjał i myślę, że gdyby doszła do mergu to mogłaby coś tam wykombinować.

Thomas - jego odpadnięcie przed mergem to chyba najgorsza rzecz, która przytrafiła się temu sezonowi, bo gość miał zadatki na świetnego kombinatora i villaina, który mógłby bardzo namieszać w dalszej grze. U fioletowych świetnie się ustawił, wchodząc w sojusz z Joe i Shauhinem, ale na boku kombinował przed Biancą, zdobywając jej zaufanie na tyle, że ona mu powiedziała, że nie może głosować. Jednocześnie sam zdobył kradzież głosu, ale nie powiedział o tym nikomu, nawet swoim sojusznikom. Trochę szkoda, bo gdyby to zrobił to po przemieszaniu mógłby razem z Joe i Shauhinem np. ukraść głos Kevinowi i rzucić na niego i na Kamillę cztery głosy po 2:2, dzięki czemu nikt z nich nie odpadłby nawet w przypadku użycia idola przez kogoś z nich. Co prawda nie chciałbym, żeby Kamilla czy Kyle wtedy odpadli, ale odpadnięcie Thomasa na tak wczesnym etapie też było kiepskie. Szkoda, że to plemię w ogóle musiało wtedy iść na radę.

Justin - polubiłem go od początku i bardzo żałuję, że odpadł w tak pechowy sposób. U zielonych był świetnie ustawiony, grając pośrodku z Cedrekiem. Wspólnie z nim zdecydował się na blindside na Kevinie co było trochę ryzykownych ruchem, ale grę spieprzyła mu wyprawa, na którą został wysłany bez możliwości odmówienia, a potem musiał wziąć udział w rzucaniu kośćmi, które pozbawiło go głosu. Idiotyczny twist... Potem Mary zagrała shot in the dark i zapewniła sobie bezpieczeństwo, a całości nieszczęśliwego dla Justina splotu wydarzeń dopełniło idiotyczne zachowanie Cedreka, który ostatecznie zostawił Sai, mimo że wcześniej na nią głosował. Nie uważam, żeby przemilczenie przez Justina faktu, że nie może głosować, było błędem, bo gdyby nie fart Mary to ona by wtedy odpadła, a gdyby nie głupota Cedreka to odpadłaby Sai. Może tylko minus dla Justina, że nie próbował bardziej zawalczyć o pozostanie w grze, ale chciał być honorowy, no i odpadł...

Kevin - kolejna z osób, która miała potencjał na niezłego kombinatora i też przedwcześnie odpadła. Dobrze się ustawił w czteroosobowym sojuszu, ale zbyt szybko zaczął grać agresywnie, celując w sojuszniczkę Sai i próbując namówić Justina i Cedreka do wywalenia jej, żeby przejąć idola, który pewnie w takim przypadku znów by się pojawił w dżungli. Na jego nieszczęście nie wyczuł, że Cedrek jest blisko z Sai i będzie chciał ją chronić. Kevin chciał też ochronić Mary, ale Cedrek nie miał do niej zaufania i ostatecznie odpadł sam Kevin.

Stephanie - sympatyczna babka, ale zbyt późno zorientowała się, że inni już zakładają sojusz, a ona sama miała sojusz tylko z Mary. Myślała, że ludzie wywalą Sai, bo szuka idola, ale tamta miała już sojusz z Justinem, Cedrekiem i Kevinem, a Stephanie na głosowaniu zabrakło numerów.


No i tyle. Sezon niestety przez większość czasu męczący albo nudny. Jeśli chodzi o powroty to chciałbym zobaczyć ze względu na strategię i kombinowanie przede wszystkim Kamillę i Thomasa. Nie obraziłbym się też na powrót Mary, Bianki, Justina, Kyle'a, Shauhina czy nawet Kevina.
Byle tylko nie wrócili Joe, Eva czy Mitch...
Obrazek

ODPOWIEDZ

Wróć do „Survivor 48”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 1 gość