S50E01 "Epic Party"
- Jack
- sole survivor
- Posty: 5930
- Rejestracja: 02 maja 2010, 00:00
- Kontakt:
- Prus
- 8th jury member
- Posty: 734
- Rejestracja: 19 lip 2020, 10:15
- Lokalizacja: Kraków
- Survivor 50: Genevieve
- Survivor 49: Savannah
- Kontakt:
S50E01 "Epic Party"
Właśnie obejrzałem ten odcinek i jeśli miałbym opisać go w jednym słowie, to powiedziałbym "Ehhhhh". Obsada tego sezonu nie urwała dupy za bardzo przez obecność takich osób jak Devens, Aubry, Rizo, Jonathan, czy Joe, którzy według mnie powinni mieć stanowczy zakaz wstępu do jakiegokolwiek Reality Show. Pomimo tego liczyłem, że odcinek mnie jakoś bardziej porwie, a tymczasem jakoś od 30 minuty nie mogłem się doczekać aż ten odcinek się skończy i będę mógł robić coś innego.
Zaczynając od samego początku odcinka, miło było zobaczyć te wstawki ze starych sezonów, ale nie rozumiem dlaczego nie znaleźli czasu żeby pokazać chociaż po sekundzie z każdego z nich, zwłaszcza z 47, który jakby nie patrzeć, ma jednego reprezentanta. Ale ten kadr z Jenną był całkiem przyjemny.
Powitanie uczestników mnie trochę zażenowało. Według Probsta, uczestnicy powinni całować go i produkcje po stopach, że dostali zaproszenie do tego sezonu. Jonathan drący ryj "Mr. Jeff", zażenowało mnie jeszcze bardziej. Koleś nie ma absolutnie grama charyzmy. I oczywiście "Fani" głosowali za tym żeby nie dostali ryżu i podstawowych itemów lol. Wcale całe to głosowanie nie było jedną wielką bujdą XDDD. Po za tym, nazywanie tego sezonu "In the Hands of the Fans" to przesada, biorąc pod uwagę, że nie dało się głosować na obsadę, długość sezonu i lokalizacje, a nawet zadania.
Reward Challenge całkiem okej, ale tylko i wyłącznie za nawiązanie do Quest for Fire z początkowych sezonów. Walka o itemy nawet też mnie zainteresowała, gdyż lubię Q i Coach'a, a Ozzy już mnie nie mierzi tak jak w przeszłości (choć nie powinno go tu być). Ogólnie Zesrańsko Ozzy'ego i Coach'a o wygraną Sophie mnie bawi. Laska zrobiła z nich idiotów 15 lat temu i nadal nie mogą tego znieść XD. Ozzy mówiący, że powinien zagłosować na Coach'a, to też peak głupoty. Trzeba było myśleć wtedy.
Różowe plemię
Podobał mi się sojusz Gene-Steph-Colby-Q-Kyle (jeszcze gdyby zaprosili Angelinę, to byłoby cudownie), ale no wszystko co dobre się kończy, tylko szkoda, że w pierwszym odcinku XD. Produkcja to ameby, bo 5-osobowy sojusz będzie miał teraz tylko 2 głosy na radzie. Dosłownie od kilku sezonów fani mieli problem do tego ciągłego tracenia głosu, ale musieli odwalać ten szajs w tym sezonie. Już Winners at War ucierpiało sporo przez jeden głupi twist (Przemieszanie z 2 do 3 plemion), a tutaj mamy tego od groma już w pierwszym odcinku.
Ucieszyłem się jak Gene znalazła idola, ale oczywiście musiała go komuś oddać.
Rizo mnie denerwuje. W 49 może nie przykładałem do niego tak wielkiej uwagi, ale koleś jest okropnie cringe. Dosłownie wszystko co mówił w tym odcinku mnie żenowało.
Aubry nienawidzę niezmiernie odkąd zacząłem oglądać Survivor i nigdy nie zaakceptuje faktu, że Amanda Kimmel w ostatnim momencie zrezygnowała i na jej miejsce zjawiła się ta karykatura gracza (zwłaszcza, że Jerri, Abi, Neleh i Natalie B chciały wziąć udział).
Szkoda, że Kyle odpadł w takich okolicznościach. Na jego miejsce powinien być tam Earl, ale nadal szkoda go, bo go lubiłem.
Niebieskie plemię
Nie za dużo się tam działo w tym odcinku. Dee i Tiff mało widoczne niestety. Kamilli i Chrissy było ciut więcej. Chrissy chce celować w Dee, a Tiffany chce celować w Chrissy.
Charlie również mało widoczny, ale zaczynam go lubić bardziej, ale nadal nie jestem wielkim fanem.
Mike rozpoczął tę grę o wiele lepiej niż myślałem. Miałem wrażenie, że ludzie bardziej będą w niego celować przez White Lotus.
Coach nadal jest tym samym typem co ostatnio i w sumie to dobrze. Koleś jest przynajmniej śmieszny i dramogenny. Już w zwiastunie kolejnego odcinka miał sapy do Ozzy'ego, że wygadał wszystkim co się wydarzyło na Exile Island.
Jonathan to drewno. W 42 pokazał się jako strategiczne zero - Drea ma idola, więc trzeba ją wywalić. Powiedzmy jej, że celem jest Maryanne, gdyż ta ma idola. Maryanne powiedzmy, że celem jest Drea, gdyż ta też ma idola. Tutaj nie sądzę, że pokaże się w jakimkolwiek stopniu lepiej strategicznie. Część uczestników, którzy są słabi w strategii (Devens na przykład), mają przynajmniej jakiś charakter (w większości ich charakter jest denerwujący). Jonathan jest dosłownie żaden. Gdyby nagle znikł w niewyjaśnionych okolicznościach, to nie zauważyłbym żadnej różnicy.
Pomarańczowe plemię
Chyba moje najmniej ulubione plemię obecnie. Odpadka Jenny jest chyba najgorszą rzeczą jaka mogła się stać w pierwszym odcinku tego sezonu. Będę jednak obiektywny i powiem, że nie powinna celować w Cirie. Powinny się trzymać razem, nawet pomimo antypatii. Jenna, Ozzy i Cirie powinni zgarnąć Savannah i stworzyć kontr-sojusz do tego czegoś co mamy z drugiej strony, ale niestety tak się nie stało.
Savannah teraz jest w tarapatach, ale ona sama nie była pewna, czy inni jej uwierzą w historyjkę z Journey.
Cirie zawsze będę kibicował, ale no - zawaliła to zadanie XD.
Ozzy jest typowym Ozzy'm, ale w jego plemieniu są o wiele gorsze osoby:
- Joe (jak on się w ogóle znalazł w tym sezonie?)
- Devens (najbardziej żenująca osoba w historii tego programu)
Christian jest mi obojętny, a Emily stworzyła sojusz z ludźmi, których nie lubię, więc wrzucam ją do jednego wora.
Przypomniał mi się jeden mały plusik - muzyka podczas Rady. Nie sądziłem, że jeszcze usłyszę ją w tym programie.
Pierwszy odcinek oceniam na 5 z 10.
Ta cała wstawka Probsta, gdzie mówił, że aplikujcie do Survivor, to może będziecie kolejnymi legendami - biorąc pod uwagę, że nie dają uczestnikom prawie żadnej szansy na powrót, gdyż od ostatniego pełnego sezonu z powracającymi graczami minęło 10 sezonów (16 dla osób, które nie wygrały), to wątpię, że ktoś będzie mógł faktycznie tą legendą zostać (a tacy Shan, Domenick, czy Omar powinni powrócić).
Mój mały ranking jeśli chodzi o sympatię po tym odcinku tylko i wyłącznie:
Ulubieńcy: Genevieve, Dee, Q
Bardzo lubię: Cirie, Jenna (RIP), Angelina, Chrissy, Colby
Lubię: Kyle (RIP), Steph, Kamilla, Tiffany, Coach, Savannah
Obojętne: Ozzy, Emily, Christian, Charlie, Mike, Joe
Bez komentarza: Aubry, Devens, Jonathan, Rizo
Zaczynając od samego początku odcinka, miło było zobaczyć te wstawki ze starych sezonów, ale nie rozumiem dlaczego nie znaleźli czasu żeby pokazać chociaż po sekundzie z każdego z nich, zwłaszcza z 47, który jakby nie patrzeć, ma jednego reprezentanta. Ale ten kadr z Jenną był całkiem przyjemny.
Powitanie uczestników mnie trochę zażenowało. Według Probsta, uczestnicy powinni całować go i produkcje po stopach, że dostali zaproszenie do tego sezonu. Jonathan drący ryj "Mr. Jeff", zażenowało mnie jeszcze bardziej. Koleś nie ma absolutnie grama charyzmy. I oczywiście "Fani" głosowali za tym żeby nie dostali ryżu i podstawowych itemów lol. Wcale całe to głosowanie nie było jedną wielką bujdą XDDD. Po za tym, nazywanie tego sezonu "In the Hands of the Fans" to przesada, biorąc pod uwagę, że nie dało się głosować na obsadę, długość sezonu i lokalizacje, a nawet zadania.
Reward Challenge całkiem okej, ale tylko i wyłącznie za nawiązanie do Quest for Fire z początkowych sezonów. Walka o itemy nawet też mnie zainteresowała, gdyż lubię Q i Coach'a, a Ozzy już mnie nie mierzi tak jak w przeszłości (choć nie powinno go tu być). Ogólnie Zesrańsko Ozzy'ego i Coach'a o wygraną Sophie mnie bawi. Laska zrobiła z nich idiotów 15 lat temu i nadal nie mogą tego znieść XD. Ozzy mówiący, że powinien zagłosować na Coach'a, to też peak głupoty. Trzeba było myśleć wtedy.
Różowe plemię
Podobał mi się sojusz Gene-Steph-Colby-Q-Kyle (jeszcze gdyby zaprosili Angelinę, to byłoby cudownie), ale no wszystko co dobre się kończy, tylko szkoda, że w pierwszym odcinku XD. Produkcja to ameby, bo 5-osobowy sojusz będzie miał teraz tylko 2 głosy na radzie. Dosłownie od kilku sezonów fani mieli problem do tego ciągłego tracenia głosu, ale musieli odwalać ten szajs w tym sezonie. Już Winners at War ucierpiało sporo przez jeden głupi twist (Przemieszanie z 2 do 3 plemion), a tutaj mamy tego od groma już w pierwszym odcinku.
Ucieszyłem się jak Gene znalazła idola, ale oczywiście musiała go komuś oddać.
Rizo mnie denerwuje. W 49 może nie przykładałem do niego tak wielkiej uwagi, ale koleś jest okropnie cringe. Dosłownie wszystko co mówił w tym odcinku mnie żenowało.
Aubry nienawidzę niezmiernie odkąd zacząłem oglądać Survivor i nigdy nie zaakceptuje faktu, że Amanda Kimmel w ostatnim momencie zrezygnowała i na jej miejsce zjawiła się ta karykatura gracza (zwłaszcza, że Jerri, Abi, Neleh i Natalie B chciały wziąć udział).
Szkoda, że Kyle odpadł w takich okolicznościach. Na jego miejsce powinien być tam Earl, ale nadal szkoda go, bo go lubiłem.
Niebieskie plemię
Nie za dużo się tam działo w tym odcinku. Dee i Tiff mało widoczne niestety. Kamilli i Chrissy było ciut więcej. Chrissy chce celować w Dee, a Tiffany chce celować w Chrissy.
Charlie również mało widoczny, ale zaczynam go lubić bardziej, ale nadal nie jestem wielkim fanem.
Mike rozpoczął tę grę o wiele lepiej niż myślałem. Miałem wrażenie, że ludzie bardziej będą w niego celować przez White Lotus.
Coach nadal jest tym samym typem co ostatnio i w sumie to dobrze. Koleś jest przynajmniej śmieszny i dramogenny. Już w zwiastunie kolejnego odcinka miał sapy do Ozzy'ego, że wygadał wszystkim co się wydarzyło na Exile Island.
Jonathan to drewno. W 42 pokazał się jako strategiczne zero - Drea ma idola, więc trzeba ją wywalić. Powiedzmy jej, że celem jest Maryanne, gdyż ta ma idola. Maryanne powiedzmy, że celem jest Drea, gdyż ta też ma idola. Tutaj nie sądzę, że pokaże się w jakimkolwiek stopniu lepiej strategicznie. Część uczestników, którzy są słabi w strategii (Devens na przykład), mają przynajmniej jakiś charakter (w większości ich charakter jest denerwujący). Jonathan jest dosłownie żaden. Gdyby nagle znikł w niewyjaśnionych okolicznościach, to nie zauważyłbym żadnej różnicy.
Pomarańczowe plemię
Chyba moje najmniej ulubione plemię obecnie. Odpadka Jenny jest chyba najgorszą rzeczą jaka mogła się stać w pierwszym odcinku tego sezonu. Będę jednak obiektywny i powiem, że nie powinna celować w Cirie. Powinny się trzymać razem, nawet pomimo antypatii. Jenna, Ozzy i Cirie powinni zgarnąć Savannah i stworzyć kontr-sojusz do tego czegoś co mamy z drugiej strony, ale niestety tak się nie stało.
Savannah teraz jest w tarapatach, ale ona sama nie była pewna, czy inni jej uwierzą w historyjkę z Journey.
Cirie zawsze będę kibicował, ale no - zawaliła to zadanie XD.
Ozzy jest typowym Ozzy'm, ale w jego plemieniu są o wiele gorsze osoby:
- Joe (jak on się w ogóle znalazł w tym sezonie?)
- Devens (najbardziej żenująca osoba w historii tego programu)
Christian jest mi obojętny, a Emily stworzyła sojusz z ludźmi, których nie lubię, więc wrzucam ją do jednego wora.
Przypomniał mi się jeden mały plusik - muzyka podczas Rady. Nie sądziłem, że jeszcze usłyszę ją w tym programie.
Pierwszy odcinek oceniam na 5 z 10.
Ta cała wstawka Probsta, gdzie mówił, że aplikujcie do Survivor, to może będziecie kolejnymi legendami - biorąc pod uwagę, że nie dają uczestnikom prawie żadnej szansy na powrót, gdyż od ostatniego pełnego sezonu z powracającymi graczami minęło 10 sezonów (16 dla osób, które nie wygrały), to wątpię, że ktoś będzie mógł faktycznie tą legendą zostać (a tacy Shan, Domenick, czy Omar powinni powrócić).
Mój mały ranking jeśli chodzi o sympatię po tym odcinku tylko i wyłącznie:
Ulubieńcy: Genevieve, Dee, Q
Bardzo lubię: Cirie, Jenna (RIP), Angelina, Chrissy, Colby
Lubię: Kyle (RIP), Steph, Kamilla, Tiffany, Coach, Savannah
Obojętne: Ozzy, Emily, Christian, Charlie, Mike, Joe
Bez komentarza: Aubry, Devens, Jonathan, Rizo
Kto jest online
Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 1 gość