S50E13 "Reverse the Curse"

Premiera: 25 lutego 2026
Awatar użytkownika
Umbastyczny
sole survivor
Posty: 2473
Rejestracja: 25 lut 2013, 00:00
Survivor 50: Cirie
Survivor 49: Sage
Kontakt:

S50E13 "Reverse the Curse"

Post autor: Umbastyczny »

Dość nijakie zakończenie sezonu - który finalnie też jest, hmm... może nie nijaki, ale przeciętny. Na pewno byłem nastawiony na coś więcej i finalnie czuję rozczarowanie lekkie, choć sezon miał fajne momenty.

Co do samego finału. Niestety mieliśmy dość miałkie F5. Byli tu ludzie, którzy albo kiepsko grali, albo mieli kiepski edit i nikomu za bardzo nie kibicowałem.

F5 - Tiff przewidywalnie odpadła. W sumie nawet trochę rozumiem jej złość. Lubię jej charakterek, ale przy jej edicie nie łudziłem się, że coś osiągnie na finiszu.

F4 - Aubry wygrała w kluczowym momencie. Mieliśmy rozpalanie ognia... Serio fani głosowali za tym? Gdzieś widziałem wypowiedź Rizo, że w ogóle nie uczył się tego, bo niby był pewny, że będzie tradycyjne głosowanie w F4, bo od dawna widzi narzekanie fanów na ten twist. No nic, załóżmy, że fani tak wybrali. Joe po raz kolejny jest zaciągnięty do finału jako koleś do ogrania.

Z dwójki Rizo i Jonathan... eh. Rizo grał nawet ok z mojej perspektywy, ale ewidentnie jury nie ceniło jego gry, widać było ich reakcje itd. Moim zdaniem nie miał szans wygrać w F3. Jonathan - nie jestem jego fanem i są u niego rzeczy, który mnie irytują, ale finalnie nawet zasłużył na to F3, więc chyba dobrze, że wygrał ten pojedynek. Plus liczyłem, że finalnie będzie mógł pokonać Aubry w finale.

Finał:

Ciężko oglądało się tę radę. Dla mnie było trochę bez emocji i nudno. Zachowanie Chrissy i Steph irytujące xD te ich próby wystawiania laurek Jonathanowi były straszne, zwłaszcza Steph. Tiff niby słusznie się irytowała, ale też jakoś mi się to nie spodobało - każdy juror ma prawo mówić co chce - nawet jeśli są to takie dyrdymały jak u Steph.

Mam wrażenie, że większość jurorów już przyszła dokładnie wiedząc jak zagłosuje.

Joe - no mi nie odpowiada jego styl gry i moim zdaniem słusznie przegrał. Jako osoba - nie mój typ człowieka, ale parę razy się uśmiechnąłem na jego teksty. Mam nadzieję, że już nie wróci, bo mi się go ciężko ogląda i nie wnosi nic ciekawego do rozgrywki.

Jonathan - nie mój typ gracza, ale doceniam, że starał się w tym sezonie rozwinąć strategicznie i socjalnie. Nie zawsze był na szczycie, ale dużo kombinował, próbować grać strategicznie itd. Doceniam. Socjalnie? No cóż, tak po odcinkach wydawało mi się, że radził sobie spoko, ale po finale mam wrażenie, że jednak chyba nie, skoro tylko jego oczywiści sojusznicy zagłosowali na niego w finale.

Aubry - mam bardzo mieszane uczucia. Po pierwsze dostała dziwny i kiepski edit jak na zwycięzcę takiego jubileuszowego sezonu. Często pokazywano nam, że nie ogarnia, że jest awkward itd. Może to celowy zabieg, który miał pokazać nam jej rozwój itd. ale potem też kiepsko pokazano nam w końcówce to jak się poprawiła jej gra. Przypisywano jej np. blindside Ozzy'ego - i owszem, miała tam swój udział, ale to nie tak, że to był wyłącznie jej ruch. Podobnie z radą, na której odpadła Cirie. Wygrała socjalem, wygrała całościową historią i ok. Ale nie jest to zwycięstwo, które jakoś bardziej docenię. Chociaż no, dla mnie całe to F5 było dość nijakie, więc pewnie o pozostałych pisałbym to samo.


Co do innych rzeczy.

Matko. Ten format reunion/finału to jakaś kpina. Robią głosowanie, wygrywa tradycyjny reunion w studio, a oni robią taki cyrk. Widziałem jakiś wywiad z Jeffem, w którym:
- Jeff mówi, że fani wybrali reunion w studio, ale oni chcą spróbować czegoś nowego
- Jeff mówi, że reunion na Fidżi jest lepszy i to ostatni raz kiedy robią w studio

No to po co robić głosowanie? :D Po co nazywać ten sezon "w rękach fanów"? Żeby zrzucać na fanów winę za ogrom twistów i zapraszanie celebrytów?

No i to wpadka z ujawnieniem wyników rozpalania ognia. Nie wierzę, że to pomyłka. To musiało być zaplanowane. OK, są pomyłki itd. ale to przecież nie jest tak, że tam jest tylko Jeff i od niego wszystko zależy. W scenariuszu była przerwa w odcinku i połączenie ze sceną i Jeffem. Ktoś zawołał Rizo z zaplecza i wpuścił go na scenę - to wszystko przed rozpalaniem ognia. Cała ekipa ma stały kontakt ze sobą przez słuchawki. To nie wydarzyło się wszystko samo.

Ogólnie mój największy zarzut do produkcji to nazywanie tego czegoś "w rękach fanów" oraz zbytnie udziwnianie gry twistami, celebrytami itd.

Największe pozytywy? Że mogłem znowu zobaczyć Cirie w akcji <3 I w sumie, że o kilku osobach zmieniłem zdanie na plus.

Przede wszystkim Colby odkupił się w moich oczach. Ale i Q wypadł korzystniej niż w swoim sezonie. Rick też (ale wciąż za nim nie przepadam). Chyba tylko moja opinia o Charliem jest gorsza niż przed sezonem.

Awatar użytkownika
ciriefan
sole survivor
Posty: 6507
Rejestracja: 27 mar 2010, 00:00
Kontakt:

S50E13 "Reverse the Curse"

Post autor: ciriefan »

No i dobrnąłem do końca. Sam finał nie był fatalny. Może dlatego, że nie było już twistów :D No ale na pewno bez większych emocji i skończyło się dosyć przewidywalnie.

Najpierw nam odpadła Tiff. Przewidywalnie. Fajnie walczyła do końca. Jej edit woła o pomstę. Niby była takim wielkim zagrożeniem, a była niewidzialna pół sezonu, a potem jej konfy to była często bardziej narracja niż jakieś wątki. Szkoda. Solidny gracz. Z tej piątki trzymałem za nią kciuki najbardziej.

Potem Rizo odpadł w f4. Tutaj mam mieszane uczucia. Na pewno się w moich oczach odkupił i go w końcu polubiłem. Poza Cirie moim zdaniem to on prowadził najlepszą grę. Póki było to dla niego korzystne, trzymał się jej spódnicy. Odkroił ją w ostatniej dobrej chwili. Planował zajść do finału z dwiema nielubianymi osobami w postaci Joe i Jonathana. I tak naprawdę Aubry pokrzyżowała mu plany tym finałowym immunitetem. Sądzę, że wygrałby finał z panami. Szkoda, że przegrał ten ogień, bo na pewno finał byłby ciekawszy, chociaż nie sądzę, aby pokonał Aubry ze względu na wiele powodów jej zwycięstwa, o których napiszę później. No i trochę na koniec stracił w moich oczach pozycję drugiego best playera sezonu po Cirie, skoro powiedział, że nie ćwiczył rozpalać ognia, bo fani tego nienawidzą i był pewien, że głosowali przeciwko. Well, w tej grze nic nie można zakładać. I może tacy psycho fani jak my nie cierpią tego w większości, tak casualsi w większości chyba jednak to lubią. Your mistake.

Finałowa rada była ok, i bez szału ale i bez tragedii. Najbardziej bawiły mnie Steph i Chrissy, które tak mocno próbowały ozłocić Jonathana. To było tak żenujące i myślę, że odnosiło tylko odwrotny skutek i jeszcze umniejszało jego szansom. Steph to wgl jest błaznem dla mnie po tym sezonie i jej zachowaniu po. Zaspojlerowała odejście Cirie mówiąc, że Cirie skończyłaby inaczej, gdyby się od niej nie odwróciła, a sama mówiła potem w tych samych wywiadach, że planowała odstrzelić Cirie na etapie final 6 XD Przeraża mnie, że 40+ kobieta ma mentalność 14-latki. A i tak najlepsze, że Cirie nie odpadła przez odwrócenie się od Steph, tylko przez głupotę Ozzy'ego. Gdyby nie wypaplał tego, co wypaplał, kto wie, jakby się to potoczyło. Jeśli wtedy odpadłaby Aubry, a potem Devens, Cirie miałaby dwie osoby w final 6, które chciały iść z nią do finału mimo wszystko w postaci Ozzy'ego i Tiff, co powiedzieli w wywiadach. To połowa głosów i wszystko mogłoby się wydarzyć.

Joe zasłużony tytuł waste of space dwóch sezonów i zero w finale. Nie zasłużył nawet na więcej słów ode mnie.

Jonathan zdecydowanie prowadził lepszą grę od Aubry pod kątem strategicznym i wykonywania ruchów, ale zapomniał o jednym: najważniejszym aspektem gry jest socjal. Możesz prowadzić najlepszą strategię, by dojść do końca, ale jury musi chcieć na ciebie zagłosować. W programie było widać jego kiepski jury managment od dawna. Jego gra, choć dobra, też nie była jakaś top of the top, aby pokonać powody wygranej Aubry. W wywiadach (chociażby słowa Tiff wspomniane w tym temacie) wychodziło, jak bardzo Jonathan źle rozmawiał z jurorami. Nie wiem też na ile ludzie byli świadomi sojuszu sprzed gry Jonathan-Coach-Chrissy-Steph, ale wygląda na to, że ten tzw. "zoom alliance" wypłynął, skoro Kamilka o nim wiedziała, co też pewnie mu nie pomogło. No a po jego zachowaniu po zakończeniu gry to już wgl nie jest mi go żal. Mam też wrażenie, że on szedł na finałową radę przekonany o swojej zajebistości i cudownej grze i był zaskoczony jakąkolwiek krytyką wobec niego nie umiejąc na nią zbyt dobrze odpowiedzieć. Jeszcze do tego wyszła jakaś aferka z laską, którą nagabywał i wysyłał jej dick pics, jakaś jego agresja wobec niej i mamy oślizgłego typa.

Aubry, ach Aubry. Nawet ją lubię, ale na miejsce tu nie zasłużyła. Grę moim zdaniem miała kiepską.W pre-merge każde jej plemię chciało ją wywalić. Colby zdradził, że po przemieszaniu chcieli nawet położyć zadanie tylko po to, aby się jej pozbyć, ale im się to nie udało. Po połączeniu były większe cele i ona miała tu dużo szczęścia. Fakt faktem, zagrała kartami jakimi miała. Szczęście do wygranych immunitetów w pre-merge, do twistów i wydarzeń to też element tej gry. Ona z tego skorzystała. No i na koniec szczęście, że trafiła to zadanie, które ćwiczyła w domu i zwycięstwo. Aubry nie wygrała, bo prowadziła fenomenalną grę czy to fizyczną czy socjalną czy strategiczną. Nie wygrała z powodu niczego, co zrobiła w tym sezonie. Wygrała bo:
- była w finale z dwójką osób nielubianych przez jury i miała lepszy socjal od nich
- w jury było sporo jej przyjaciół sprzed gry np. Cirie czy Devens (no ale tu Jonathan miał swoje pre-game alliance, więc się to trochę wyrównało)
- pomogło jej to, że jest ze "starej ery", ma swoją długą, 10-letnią survivorową historię i jury uznało, że ktoś taki ma lepszą historię i będzie bardziej satysfakcjonujący jako twarz sezonu dla fan bazy
No a jednak fan baza nie jest zadowolona, a to wszystko wina edytorów. Rozumiem, że to mogło być wyzwanie wyedytować dobrze winnerkę, która była fatalna przez całą grę i na koniec jej się w dużej mierze pofarciło. Rozumiem, że produkcja wolała wygraną Jonathana. No ale błagam, ten edit woła o pomstę do nieba. Na pewno dało się ją lepiej wyedytować. Odpadło wielu ulubieńców widzów, więc tym bardziej aby uniknąć rozczarowania powinni wyedytować ją porządnie. Tymczasem ona dostała absolutne minimum:
-> w pre-merge pokazano ją fatalnie, jako dziwaczkę nie umiejącą dogadać się z nikim i mającą dziwne jazdy w kierunku Genevieve. Za każdym razem wyglądała, jakby miała się popłakać. Zero energii i entuzjazmu. A przecież można było z niej zbudować wtedy typowego underdoga, widzowie przecież kochają underdogów pokonujących przeszkody. Do tego czytałem, że ona miała masę świetnych "secret scenes", które wycięli z odcinka. Sceptycy wobec spojlerów o jej wygranej mówili, że przecież gdyby wygrała, to te sceny musiałyby być w odcinkach, bo wypadała w nich 100 razy lepiej niż to, co pokazywali.
-> przez 5 odcinków poza byciem fatalną jej jedyny wątek to spina i rywalizacja z Genevieve. Przychodzi moment, w którym odpada Gen, a Aubry dostaje jedną konfę o chęci pozbycia się jej, ale tak naprawdę cała reszta scen i dojście do tej eliminacji zostaje pokazana z perspektywy i przypisana innym. No serio? Nawet jeśli jej tego nie przypisać, bo się nie dało, to pokazać aktywnie jej działania.
-> w post-merge jej edit nie był wiele lepszy. Nadal wyglądała na wiecznie nieszczęśliwą, gdzieś tam w tle przechodziła randomowo z rundy na rundę
-> potem dla mnie zaczęło jej się winner story, gdy dostała pierwszą konfę o Michelle. I tutaj trochę jej historia, jak to chciała być niedoceniana, aby na koniec ich rozwalić, no ok, ale i tak mogli pokazać ją lepiej
-> gdy już ten storyline z Michele wszedł, to i tak jakby edit, pomimo jej konf o swoich wielkich ruchach, przypisywał je innym bardziej. Niby Aubry wygadała sekrety Ozzy'ego, ale jednak pokazali, że Ozzy pewnie i tak by odpadł bez tego. Niby wywaliła Christiana, Devensa i Emily, ale jednak była pokazana jako pasażer i +1 do głosów. Niby wycelowała w Cirie i to jej wielki ruch, a jednak pokazali to bardziej jako ruch Rizo. Nawet w finałowym odcinku pokazali jej ackward kłótnię z Tiff - po cholerę?
Ciężko mi usprawiedliwić edit w tym sezonie. Śmieszy mnie też trochę ten storyline, że Aubry grała super w Kaoh Rong i przegrała i że nauczyła się od Michele, że musi ssać całą grę i potem mieć szczęście na koniec XD Świetny prztyczek w stronę Michele od strony produkcji, chyba nadal mają ból dupy XD I czy zwycięski storyline w sezonie 50 serio powinien być taki, że powinieneś ssać i na koniec mieć szczęście? No zdecydowanie mogli poprowadzić tę historię inaczej i nie dziwi mnie ogromne rozczarowanie wśród fanów.

Reunion to jakiś dramat. Cieszyłem się na powrót, ale jak tak to ma wyglądać, to faktycznie lepsze już są te after show na wyspie. Samego reunion było kilka minut. Poza tym durne wywiady w trakcie epa. I tak naprawdę poza finałową piątką nie wypowiedział się nikt poza kilkoma legendami (oczywiście wszystkimi ze starej ery) i Mike'iem, bo przecież White Lotus. 15 osób na tym reunion tylko się uśmiechało jak zbędne dodatki. Wpadki z Rizo nie rozumiem - jak do tego mogło dojść? Przecież chyba on stał na scenie i oni wyświetlali w studio finał. Poza tym nikt mu nie krzyknął nic do słuchawki?

Największy plus to najpierw statuetka od produkcji dla Cirie, ach łezka w oku się zakręciła. No i potem wygranie głosowania na Sia Award i 100 tysi. Najs.

Cały sezon oceniam jako może nie fatalny, ale zaliczam do grupy przeciętnych. Natomiast to jest zdecydowanie to najgorszy sezon z wszystkich all starsów (zaliczam tu też sezony 50:50). Może i w wielu z nich były fatalne bootlisty, ale było dużo ciekawiej. Jak dla mnie przede wszystkim tutaj było za dużo twistów. W pre-merge wyeliminowane osoby dostawały cały odcinek, żeby na koniec gry ciągle były wielokrotne eliminacje. Tak właściwie w post merge chyba nie było ani jednego odcinka bez twistu. Dla mnie post merge stracił swój urok, był często bardziej loterią niż tym, co jest esencją tej gry. Produkcjo, pozwólcie graczom grać!

Moje top 3 sezonu: 1. Cirie 2. Dee 3. remisowo Genevieve, Kamilka i Tiff, bo nie mogę się zdecydować. Genevieve solidnie się pokazała, Kamilki były mało ale jej miny i pogarda dla Jeffa, no kocham; a Tiff zasłużyła na to top 3.

Kogo widziałbym w przyszłości? Cirie nigdy mi się nie znudzi :D Ale to tak poza konkurencją. Z pozostałych to Gen jako najbardziej obrabowana. Dee uwielbiam i super się pokazała. Tiff i Rizo całkowicie zasłużyli. Emily jako chaos sezonu i w sumie jedna z największych osobowości nowej ery. Christian też może wrócić w jakimś sezonie jako duże nazwisko sprzed nowej ery. Z pre-merge to dla mnie Kamilka koniecznie, tutaj udupił ją pre-game alliance, ale po tak małym edicie pewnie ma marne szanse. No i Savannah mogłaby wrócić też kiedyś. Reszcie podziękuję.

Sezon 51 - niby czekam, ale przeraża mnie ta zapowiedź Open Era. Tylko czy może być coś gorszego od New Era? Zobaczymy, czym Jeff nas zaskoczy.

Obrazek

Obrazek

Awatar użytkownika
Davos
8th jury member
Posty: 712
Rejestracja: 16 lut 2019, 01:44
Kontakt:

S50E13 "Reverse the Curse"

Post autor: Davos »

Czekałem aż w końcu nadrobisz ten sezon Ciriefanie, bo byłem ciekaw Twoich opinii o odcinkach i całym sezonie. Zwłaszcza, że to w końcu był sezon, w którym grała (i jak zwykle wymiatała) Cirie :)

A jednocześnie Twój post przypomniał mi, że nie wrzuciłem swojego podsumowania sezonu (a nie tylko finału), co miałem zrobić już dawno i co częściowo napisałem wcześniej, a co gdzieś mi utknęło w odmętach komputera i co wyciągam na światło dzienne, dopisując to i owo.
Wybaczcie tę ścianę tekstu, ale tradycja rzecz święta :) Wrzucam zatem podsumowanie, znikam i zapominam czym prędzej o tym sezonie ;)


Jeśli miałbym ten sezon opisać jednym słowem, nazwałbym go rozczarowaniem. Miałem duże oczekiwania po tym, jak zobaczyłem te szumne zapowiedzi o jubileuszowym 50 sezonie będącym niejako podsumowaniem wszystkich dotychczasowych sezonów, no i w końcu po długiej przerwie dostaliśmy all starsa, do tego z castem z różnych okresów surva i to od samego początku. A jak zobaczyłem cast to wiele powrotów mnie bardzo ucieszyło (choć przy niektórych pukałem się w czoło). Jeszcze ten nostalgiczny początek z montażem wybranych scen z całej historii surva i ustawieniem na plaży legend programu obok siebie - to wyszło świetnie. Podobnie jak muzyka podczas pierwszej rady plemienia, nawiązująca do najstarszych sezonów, tak samo muzyka po odpadnięciu Colby'ego - klimatyczne i nostalgiczne.
No ale poza tym było już niestety kiepsko... Cała masa twistów, wprowadzanych tylko po to, żeby robić chaos i wywracających całą grę, dzielenie w kółko dużej grupy na mniejsze grupki o losowych składach, zapraszanie celebrytów i poświęcanie im więcej czasu niż graczom i tak dalej. Kilka odcinków nawet wyszło fajnie, a przynajmniej miewało fajne momenty, ale niestety więcej było momentów i odcinków, które irytowały. O ile cieszyłem się wcześniej, że sporo legend programu wróciło, o tyle dochodzę do wniosku, że jednak produkcja przeszarżowała z 24 osobami i potem przez to trzeba było na szybko drastycznie zmniejszać ich liczbę, no i wyszło jak wyszło, czyli źle. Trzeba było albo zwiększyć liczbę odcinków albo zaprosić max 20 osób. Zemściło się też chyba to, że w nowej erze nie było wcześniej żadnego sezonu z powracającymi graczami i teraz nawciskano ich na siłę do sezonu, który miał być niby podsumowaniem całej historii, a ostatecznie miał nadreprezentację ludzi z sezonów 42-49, za to z sezonów 20-30 właściwie nikogo nie było. Dobór ludzi z nowej ery też mógłby być trochę lepszy - brakowało np. Shan czy Ricarda z s41 albo Omara z s42, za to wzięto nie wiadomo po cholerę np. Joe z s48.
Przez twisty zmniejszające na siłę skład pojawiła się duża losowość, a kilkoro odpadających osób zostało właściwie wydymanych przez grę jak np. Colby czy Genevieve. Sezon miał też bardzo słabą finałową piątkę i zwycięzcę, który niczego specjalnego nie pokazał. Brakowało też jakichś bardziej emocjonujących rad, edit też pozostawiał sporo do życzenia i jedni mieli go w nadmiarze aż do przesady (Christian), a innych kompletnie pomijał (Tiffany).
To wszystko sprawia, że sezon wypadł dużo poniżej oczekiwań. Może nie był to najgorszy sezon w historii Surva, bo bywały gorsze, ale dobry nie był na pewno. Zgadzam się z Ciriefanem, że na pewno był to najgorszy all stars. I bardzo szczerze wątpię, żebym kiedykolwiek miał ochotę do niego wrócić.

Jeszcze jest kwestia wszystkich pre-game alliances, które są specyfiką wszystkich all starsów, niestety dość wkurzającą, bo idealnie by było, gdyby każdy zaczynał grę z czystą kartą... ale mam wrażenie, że w tym sezonie te sojusze sprzed gry miały na nią dużo większy wpływ niż to bywało wcześniej i to dodatkowo pogorszyło odbiór tego sezonu i obniżyło jego już i tak niezbyt wysoką ocenę...

Reunion też wypadł bardzo słabo i większość osób nie miała nawet szans się odezwać. Do tego ten spoiler z Rizo... Jedyny plus to nagroda dla Cirie - super, że ją docenili. Ale ogólnie zgadzam się z opiniami, że jeśli tak mają wyglądać reuniony to już wolę te pogawędki jeszcze na wyspie tuż po finałowej radzie, bo tam chociaż więcej osób ma szansę się wypowiedzieć, a Jeff aż tak nie pajacuje, bo nie ma takiej publiki.

Jeśli chodzi o osoby, które chciałbym jeszcze zobaczyć to w sporej części zgadzam się z Ciriefanem.
Cirie - ją można oglądać zawsze i nigdy się to nie znudzi :) Fantastyczna jako osoba i fantastyczna jako gracz :) Niestety boję się, że już jej w Survie nie zobaczymy, bo grała zbyt wiele razy, a ta nagroda z reunion też może już być potraktowana jako zwieńczenie jej udziału w tym programie...
Colby - dla mnie świetny powrót i mam ogromny niedosyt po jego bardzo pechowej eliminacji przez idiotyczny twist z losowym podziałem i jeszcze przez wcześniejszy równie idiotyczny twist, który pozbawił go w ogóle możliwości głosowania w tym sezonie... Niestety czuję, że tak jak Cirie, on już nie wróci do tego programu, zwłaszcza że też dostał swoje pożegnanie.
Genevieve - w jej macierzystym sezonie doceniałem ją jako gracza, ale niezbyt przepadałem jako osobą. Tutaj ją bardziej polubiłem i chętnie bym znów ją zobaczył w Survie, zwłaszcza że w tym sezonie została wydymana przez ten sam twist co Colby, a do tego nie mogła skorzystać z HII, mimo że znalazła aż dwa. Zasługuje na powrót i tyle.
Christian - miał zbyt przesadzony edit i trochę pajacuje pod kamery, ale i tak go nadal lubię :) No i Jeff też go lubi więc liczę, że jeszcze go zobaczę w Survie.
Nie mam też nic przeciwko Kamilli, Dee, Tiffany, Rizo czy Kyle'owi i myślę, że im też Jeff da jeszcze szanse, a przynajmniej części z nich. Ale jednocześnie mam nadzieję, że nie będzie to jakoś bardzo szybko, bo fajnie by było jeszcze zobaczyć powroty ludzi z innych sezonów np. z s41 albo tych starszych, z których cast nie załapał się do tego sezonu.

Co do zapowiedzi s51 to jestem pełen obaw ze względu na zapowiedź przywrócenia wszystkich dotychczasowych twistów. To się nie może dobrze skończyć i czuję, że wyjdzie z tego wielka i bardzo śmierdząca kupa.



Jeszcze podsumowanie indywidualne, bo to taka moja mała tradycja i szkoda mi ją przerywać. Choć muszę przyznać, że bazowałem tu głównie na tym, co widziałem w programie, bo nie śledziłem za bardzo różnych wypowiedzi odnośnie tego, co działo się przed programem i jakie sojusze powstawały. A to niestety miało spory wpływ na eliminacje, które oglądaliśmy...

Aubry - nic do niej nie mam jako osoby, ale dla mnie to nie jest dobry winner i choć edit od pewnego momentu próbował nam wmówić, że ona przeszła jakąś spektakularną przemianę i rozwinęła się jako gracz, nie było tego w ogóle widać. Zaczęła bardzo słabo i szybko wylądowała na uboczu, a gdyby musiała iść na radę to Genevieve i jej sojusz bezproblemowo by ją wywalili. Potem było niewiele lepiej, ale ratowało ją głównie to, że nie musiała chodzić na rady, w po mergu inni woleli wywalać większe cele. Dopiero końcówkę zaliczyła lepszą, choć też mocno dopisało jej szczęście, gdy Ozzy wypaplał przed nią cały plan i mogła to wykorzystać przeciwko niemu, a potem idealnie podeszło jej finałowe zadanie o immunitet, które wcześniej ćwiczyła. Gdyby znalazła się w finale z Rizo czy Tiffany to prawdopodobnie by nie wygrała, ale uratowało ją to, że już przed finałową radą miała wśród sędziów więcej przychylnych osób niż Jonathan, a Joe nie pokazał żadnej gry i chyba nikomu by w ogóle nie przyszło do głowy, żeby na niego zagłosować. Nie jest to może najgorszy zwycięzca w historii, ale do najlepszych też jej dużo brakuje.

Jonathan - wiem, że dużo osób go nie lubi, ja akurat go lubiłem w s42 i nie przeszkadzał mi jego powrót, choć spodziewałem się po nim tego samego, co tam pokazał, czyli wybitności w zadaniach i mało strategii. Zaskoczył mnie na plus w tym drugim elemencie, bo tutaj grał o wiele lepiej i choć zdarzały mu się momenty, gdy był po złej stronie głosowania (jak wtedy, gdy odpadł Charlie) to jednak częściej sam kreował eliminacje innych i nie licząc Cirie i oczywiście debilnych twistów, miał chyba największy wpływ na przebieg gry i sporo głosowań poszło po jego myśli. Do tego sam cały czas był świetnie ustawiony i współpracował z różnymi grupami ludzi, samemu trzymając się z dala od celownika. Jego największą wadą jest social game, choć patrząc tylko na to, co nam pokazała produkcja i nie śledząc żadnych okołosurvivorowych wypowiedzi nie miałem wrażenia, że jest z tym jakoś tragicznie. Chociażby fakt, że Stephanie nie wsypała go na radzie nawet w obliczu tego, że sama miała odpaść pokazuje, że Jonathan też potrafił zjednywać sobie ludzi, a różnych opcji współpracy miał dość sporo. Na finałowej radzie wypadł wprawdzie gorzej niż Aubry, ale też nie było jakiejś tragedii, poza tym rady w allstarsach mają to do siebie, że ludzie już wcześniej się znają i mają swoje sympatie i na tej radzie też było widać, że raczej każdy już przed finałem wiedział, na kogo zagłosuje więc pewnie nawet najlepsza mowa niewiele by tu zmieniła.
Inna sprawa to zachowanie poza programem. Sam fakt bycia wkurzonym z powodu przegrania finału jestem w stanie zrozumieć, zwłaszcza gdy to było krótko po programie i jeszcze były duże emocje. Jonathan nie jest jakimś wybitnym graczem, ale umówmy się, Aubry też nie pokazała niczego w tym sezonie, co rzuciłoby nas na kolana. No ale jeśli faktycznie Jonathan rzucał jakimiś chamskimi tekstami albo wysyłał dickpicks to trochę słabo ;) Zakładając, że faktycznie tak było.

Joe - nie byłem jego fanem w s48, nie podobał mi się jego powrót do tego sezonu, bo gracz z niego żaden i tutaj niestety dobitnie to pokazał. Nic do niego nie mam jako osoby, nawet go lubię, ale cała jego "strategia" to po prostu trzymanie się sojuszu i głosowanie tak jak chcą inni. Zero własnych ruchów i zero czegokolwiek, czym mógłby się pochwalić w finale. Zasłużone zero głosów.

Rizo - mam co do niego mieszane uczucia jako osoby - raz go lubiłem, innym razem mnie irytował zbyt dużym ego, ale jako gracz pokazał się z bardzo dobrej strony i moim zdaniem z Top5 najbardziej zasługiwał na zwycięstwo. Zaczął niezbyt dobrze, gdy irytował Colby'ego i ten planował nawet go odpalić, ale potem zdołał go do siebie przekonać i dostał opcję wejścia w duży sojusz w miejsce ewakuowanego Kyle'a. Po przemieszaniu świetnie pozyskał Dee i Kamillę i uratował się kosztem Charliego. Później pozyskał samą Cirie, która powiedziała mu nawet o swoim extra vote i wciągnęła w tajny sojusz z Ozzy'm, dzięki czemu dojechał aż do końca gry. Jednocześnie po wtopie Ozzy'ego z wygadaniem się Aubry podjął rozsądną decyzję, żeby odciąć się od niego, a potem od Cirie. Miał dobry timing i prawdopodobnie wygrałby ten sezon, gdyby dojechał do finału, ale poległ na rozpalaniu ognia. I za to ostatnie jedyny, acz duży minus, bo jednak powinien być na to przygotowany i poćwiczyć ten ogień, a nie tak na pewniaka zakładać, że go nie będzie. Ogólnie jednak powrót na duży plus i dużo lepszy występ niż w przypadku Savannah, która tak jak Rizo była dla reszta graczy anonimowa, ale odpadła niemal na początku sezonu.

Tiffany - lubiłem ją jako osobę i gracza w s46 i tutaj też tak było, ale dla mnie to nie byłby dobry winner. Miała dobry social, ale często była pod grą, czasem nawet bardzo, jak wtedy, gdy jako jedyna nie wiedziała o eliminacji Dee, a wcześniej tylko ona była po stronie Aubry i w razie rady byłaby w mniejszości. Po eliminacji Dee próbowała wprawdzie dogadywać się z różnymi osobami m.in. z Joe czy Jonathanem, ale ostatecznie nie miała z kim współpracować i odpadłaby już w Top6, gdyby nie wygrała akurat wtedy immunitetu, bo wtedy odwrócili się od niej dosłownie wszyscy.

Cirie - absolutna królowa całego sezonu i prawdopodobnie najlepszy gracz w historii programu. A na pewno najlepszy, który nigdy go nie wygrał. Zdominowała całkowicie grę i przyćmiła wszystkich pozostałych, a robiła to w tak genialny sposób, że mimo iż każdy bał się jej jako gracza, wszyscy chcieli grać z nią, a nie przeciwko niej ;) Wybitny social, którym zjednywała sobie ludzi i budowała sojusze, pozwolił jej kierować grą przez bardzo długi czas. Tylko na początku była zagrożona, gdy celowała w nią Jenna, a potem aż do Top6 świetnie unikała celownika i prawdopodobnie zajechałaby dalej, może nawet do etapu ognia i finału, gdyby akurat Tiffany nie zdobyła immunitetu. Genialnie czytała innych jak wtedy, gdy bez problemu przejrzała kłamstwa Stephanie czy Emily. Zgrała się z Ozzy'm i prowadziła go za rękę, podejmując zawsze dobre decyzje i korygując jego błędy. Wciągnęła do tej relacji Rizo i zbudowała układ, który przetrwał prawie do końca gry. Przekonała Dee i Tiffany do wyrzucenia Colby'ego, który był większym zagrożeniem niż Coach. Współpracowała też z Christianem czy Jonathanem, ale opcji miała zawsze dużo i współpracowała z różnymi grupami. A w zasadzie to prawie każdy chciał współpracować z nią. Nie miała żadnego HII, nie wygrywała immunitetów w zadaniach, a i tak świetnie się trzymała i kto wie co by było, gdyby Ozzy przez swój ogromny błąd z wygadaniem się Aubry nie położył jej gry. Wielka szkoda, bo jej zwycięstwo mogłoby jeszcze uratować ten kiepski sezon...
A do tego po prostu świetnie się oglądało Cirie, tak jak zresztą zawsze :) Nie tylko ze względu na rewelacyjną grę, ale też zwyczajne obozowe sytuacje, jej zaraźliwy śmiech i konfy, które zawsze super się ogląda.

Devens - jak to on, robił wokół siebie dużo szumu, na szczęście edit tym razem miał normalny i dało się go lubić. Trzymał się z Christianem i Emily, ale miał też dobre relacje z Cirie i dzięki temu wszystkiemu zajechał bezpiecznie do mergu. Potem znalazł się wraz z Aubry w duecie na skutek twistu destiny bond i mógł polecieć, ale wykorzystał bardzo pomysłowo fejk idola "znalezionego" na radzie, którego sam wcześniej tam podrzucił wraz z Christianem. Później wprawdzie przez to znalazł się na celowniku innych, ale wyratował się przez twist Mr Beasta z nietykalnością zdobytą na skutek rzutu monetą i HII, które zużył na kolejnej radzie. Później zabrakło mu jednak osłon, a pozostali gracze chcieli go wykopać, zanim znów coś zdobędzie i nie miał już jak się obronić.

Ozzy - początkowo dał się ograć Coachowi na wyprawie, ale w obozie zrobił świetny ruch zgrywając się z Cirie, a nawet w pewnym momencie odwracając od niej uwagę i kierując je w stronę Jenny. Potem to działało już tylko w drugą stronę i to Cirie ratowała kilkukrotnie Ozzy'ego, w którego co jakiś czas celował któryś z jego współplemieńców. Mimo wszystko wyglądało na to, że Ozzy dojrzał zarówno jako człowiek, jak i gracz i może zajść daleko... aż tu nagle coś mu odwaliło i postanowił ujawnić cały swój plan na grę Aubry, z którą nie był w sojuszu i która momentalnie wykorzystała to przeciwko niemu. Ostatecznie odwrócił się od niego nawet Rizo, z którym był w sojuszu, a Cirie już nie była w stanie go ochronić. Na dodatek Ozzy odpadł jeszcze z HII w kieszeni... Ogólnie cieszę się, że wrócił i fajnie oglądało mi się tego dojrzalszego Ozzy'ego, ale grę spartolił sobie koncertowo na własne życzenie i ciężko na to znaleźć jakieś usprawiedliwienie.

Emily - wiem, że ma swoich fanów, ale mnie jej gra nigdy nie przekonywała i po tym sezonie na pewno zdania nie zmienię. Niby miała ten swój sojusz z Christianem i Devensem, ale od początku sezonu rzucała jakieś dziwne pomysły jak z wywaleniem Ozzy'ego już po pierwszym przegranym zadaniu o immunitet, żeby zostawić w plemieniu skłócone ze sobą Cirie i Jennę. Potem grała chaotycznie i wkopywała swoich sojuszników, opowiadając o ich planach innym i tylko fartowi może zawdzięczać, że nie wysadziła swojego sojuszu w powietrze. Przestrzeliła też z pójściem do Ciri z planem blindsidu na Ozzy'm, przez co straciła zaufanie ich obojga. Na plus próba ściemnienia innym, że odwróciła się od Devensa, ale Cirie bezbłędnie wykryła jej kłamstwo i wobec zagrania na sobie idolem przez Devensa, Emily musiała odpaść.

Stephanie - w premerge była dość bezpieczna i nikt za bardzo nie myślał o jej eliminacji. Potem było już gorzej, bo mimo szumnych zapowiedzi o tym, że będzie grać ostro i podrzynać gardła, nic takiego nie miało miejsca, a gdy zdobyła dodatkowy głos i chciała to ukryć przed Cirie, ta od razu ją przejrzała i kazała się do wszystkiego przyznać ;) Stephanie trzymała się blisko z Johathanem, a ostatecznie oberwała rykoszetem przez jego plan blindsidu na Ozzy'm, który wyszedł na jaw i o który wszyscy oskarżyli Stephanie. Na radzie, gdy Devens zdobył nietykalność i oskarżał ją przed innymi, nie potrafiła się obronić i pozyskać jakichś sojuszników poza Jonathanem. Ogólnie spodziewałem się po niej więcej i jej występ w tym sezonie był kiepski, a końcówka wręcz fatalna. Do tego miała jakieś dziwne fochy po odpadnięciu...

Christian - przez pierwszą część sezonu świetnie ustawiony, będąc w sojuszu z Devensem i Emily, ale też grając z Cirie i Ozzy'm. Często to on rozdawał karty i kierował eliminacjami, jak wtedy, gdy np. spowodował wywalenie Jenny, Mike'a czy Genevieve. Fajna też była jego akcja z fejk idolem podrzuconym wspólnie z Devensem na radzie czy prostowanie błędów Emily, która paplała wszystkim o jego planach ;) W pewnym momencie jednak zbyt wiele osób widziało w nim zagrożenie, a nie pomogło mu w tym też to, że wymyślił blindside na Ozzy'm i poszedł z tym do Cirie, która miała z nim sojusz ;) Dodatkowo pogrążył go jeszcze głupi twist, przez który musiał zagłosować sam na siebie i jeszcze obwieścić to całej grupie. Mimo wszystko miałem spory niedosyt, że Christian nie pograł dłużej, bo mu kibicowałem, ale nawet ja muszę przyznać, że miał zbyt mocny edit i w pewnym momencie było go trochę za dużo.

Coach - wiadomo, że nie jest to typ gracza, który może wygrać ten program i pełni w nim funkcje głównie rozrywkowe, niemniej ja na ogół lubię jego odpały i ten sezon mnie nie zawiódł pod tym względem :) Już na początku Coach mnie rozwalił, gdy zapowiadał pogodzenie się z Ozzy'm, a zaraz potem podpierdolił mu klucz :D Potem też dostarczył sporo zabawnych momentów, gdy np. mówił do siebie albo wkurzał się, gdy nie wszyscy chcieli głosować dokładnie tak jak to sobie wymyślił ;) Mimo wszystko doceniam, że zbudował sobie stabilną pozycję w grze i nie był zagrożony aż do twistu destiny bond, przez który znalazł się w tarapatach, bo inni mieli okazję wywalić aż dwie osoby z jego sojuszu. Możliwe, że bez tego zaszedłby trochę dalej. Jako gracz wybitny nie jest, ale jako ciekawa osobowość fajnie ubarwił ten sezon, który bez niego byłby dużo nudniejszy.

Chrissy - początkowo mało widoczna i pokazano nam jakiś jej kryzys, ale potem wzięła się w garść i zaczęła pokazywać całkiem ciekawą grę. Najpierw uratowała się przed odpadnięciem po przemieszaniu, przekonując Jonathana do wywalenia Kamilli zamiast niej, a potem weszła w sojusz z facetami i trzymała się dość mocno. Twist destiny bond dość pechowo połączył ją z Coachem, co ściągnęło cel na oboje z nich i gdyby nie to, prawdopodobnie pograłaby dłużej. Mam też niedosyt z tego powodu, bo czuję, że Chrissy mogłaby jeszcze coś pokazać w tym sezonie, gdyby przetrwała to głosowanie. Plus dla niej za to, że walczyła do końca, próbując przekierować eliminację na innych i kazała Coachowi siedzieć cicho i czekać, a on jej posłuchał :D

Dee - do mergu ładnie grała i nie była zagrożona, mimo że inni wiedzieli, jak dobrym jest graczem. Skumała się z Tiffany i Kamillą, a potem jeszcze z Cirie, zrobiła też ciekawy ruch z przygarnięciem do siebie Rizo i blindsidem na Charliem, ale zrobiła błąd, nie wtajemniczając w plany Jonathana. Później popełniła kolejny błąd, mówiąc zbyt wielu osobom o idolu Rizo, przez co zraziła do siebie kolejne osoby i ostatecznie wszyscy poza Tiffany chcieli ją wywalić. Ciekawi mnie jak by potoczyły się jej losy w grze, gdyby skorzystała wcześniej z propozycji Colby'ego i uratowała go zamiast Coacha. Myślę, że mogłoby jej się to opłacić i pograłaby dłużej.

Colby - dla mnie jeden z najlepszych powrotów w tym sezonie i najbardziej zaskakujących na plus. W sezonie 20, który był już 15 lat temu, Colby grał niemrawo i nie radził sobie w zadaniach, a tymczasem tutaj od początku zbudował wokół siebie zaufaną grupę i stał się liderem sojuszu, a do tego fizycznie też dawał radę i nieźle mu szło w zadaniach. Gdy Kyle został ewakuowany, Colby pracował nad Rizo i wciągnął go na jego miejsce do sojuszu. Na etapie mergu był świetnie ustawiony, niestety idiotyczny twist Jeffa rozwalił mu grę, bo znalazł się w duecie z Coachem, a przeciwko sobie miał Cirie, Dee i Emily, które wiedziały, że jest za dużym zagrożeniem i Colby nie miał się jak przed tym obronić. Mimo wszystko plus za walkę do końca i próbę przekonania Dee, że jeśli ona ochroni go teraz to on ochroni ją później i będzie namawiać swój sojusz, żeby w nią nie celował. Ostatecznie wszystko zablokowała niezrównana Cirie, ale pomysł był niezły. Niestety Colby odpadł tuż przed etapem jury, co bardzo mnie zabolało, a goryczy dodaje temu fakt, że on nawet nie mógł zagłosować ani razu w tym sezonie czy choćby zagrać shot in the dark i spróbować się obronić, bo przez kolejny głupi twist z początku sezonu stracił swój głos...

Genevieve - obok Colby'ego jedna z najbardziej pechowych osób w tym sezonie. Świetnie się ustawiła od początku i była w większościowym sojuszu, polowała też na Aubry, ale nie miała okazji jej wywalić, bo ich plemię nie poszło na radę. Znalazła dwa idole, ale nie mogła z nich skorzystać przez dziwne zasady w tym sezonie. Po mergu na skutek twistu trafiła do grupy, w której była w mniejszości, ale tam zrobiła dziwny ruch, próbując namówić Christiana na wywalenie Devensa, choć wiedziała o ich sojuszu. Potem próbowała się ratować kosztem Joe, ale Christian uznał ją za zbyt dużą kombinatorkę i postanowił wywalić właśnie ją.

Kamilla - zgrała się z Dee i Tiffany i aż do mergu była bezpieczna, a potem podobnie jak Colby i Genevieve padła ofiarą głupiego twistu, aczkolwiek ona sama przyczyniła się też do swojej eliminacji, bo gdyby wcześniej wtajemniczyła Jonathana w plan wywalenia Charliego to nie straciłaby jego zaufania, a tak on postanowił się na niej odegrać i wywalić ją zamiast Chrissy.

Charlie - początkowo miał sojusz z Mike'm i mógł grać pomiędzy dwoma trzyosobowymi sojuszami, a po przemieszaniu wydawało mu się, że jest w większości, ale zbyt późno powiedział Kamilli o tym, że w grze są idole, o czym ona już wiedziała od Rizo, a Dee z kolei nie ufała mu od początku i ostatecznie Charlie dał się zblindsidować dziewczynom. Niepotrzebnie też zafiksował się na wywaleniu Rizo tylko dlatego, że ten mu powiedział, że nie zagłosował w finale na swoją sojuszniczkę. Ogólnie kiepski występ w jego wykonaniu w tym sezonie.

Angelina - zupełnie niewidzialna w tym sezonie i pomijana przez edit. Po przemieszaniu znalazła się w tarapatach i była zupełnie nieświadoma, że wszyscy w nią celują, będąc jednocześnie przekonana, że jest bezpieczna, bo gra pośrodku. Mały plus za akcję z kurtką po odpadnięciu, ale poza tym niczym się nie wyróżniła. Dość rozczarowujący powrót.

Mike - początkowo był dość dobrze ustawiony, a po przemieszaniu postanowił zblindsidować Q, co mu się udało, ale po kolejny przegranym zadaniu wymyślił blindside na Emily, przez co Christian uznał go zbyt dużego kombinatora i za zagrożenie, którego trzeba się pozbyć. Chyba zbyt ostro próbował grać, nie mając stabilnego sojuszu, który pomógłby mu wcielać jego plany w życie.

Q - dzięki Kyle'owi wszedł do dobrego sojuszu, ale po przemieszaniu znalazł się w mniejszości. Chciał ratować Stephanie i poprosił Mike'a, żeby na niego zagłosował, a ten faktycznie to zrobił i jeszcze namówił do tego innych ;) Liczyłem, że Q odwali coś grubszego jak w swoim oryginalnym sezonie, ale tym razem nie był aż tak chaotyczny i grał spokojniej. Z drugiej strony nie pokazał też niczego spektakularnego. Występ raczej przeciętny.

Savannah - nie pokazała nic szczególnego w tym sezonie. Zdobyła na wyprawie możliwość zablokowania czyjegoś głosu, ale próbowała ściemnić grupie, że niczego nie zdobyła i nikt jej w to nie uwierzył. Nie potrafiła wzbudzić w grupie zaufania, a Cirie ją od razu przejrzała i skierowała na nią głosy bez większego problemu.

Kyle - ładnie się ustawił od początku i wszedł do niezłego sojuszu, do którego wciągnął jeszcze Q, ale pechowy medical pozbawił go szans na dalszą grę.

Jenna - zaczęła zbyt ostro i rzuciła w kontekście eliminacji imię Cirie jeszcze zanim zaczęło się pierwsze zadanie. Nie znalazła żadnych sojuszników i zasłużenie odpadła. Kiepki powrót i występ.
Obrazek

ODPOWIEDZ

Wróć do „Survivor 50”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 4 gości