2-4
Cóż pięknego tym razem?
Ano przylazło jakieś zapiewajło, połowiło rybki, zabrało ćwierć czasu antenowego i zrobiło nam sekciarski seans przy szaszłykach. Jak tak szusował w głębinach, pośród odmętów swojej zajebistości, to miałem wrażenie, że za chwilę „przypadkiem” wyłowi jakieś antyczne wazy, niczym Vladimir Putin na kanale Nasza Rasija.
U różowych
Hubicki był w tym epie trochę jak taki pizgnięty szczeniaczek, który zaczął gonić własny ogon i w rezultacie porozpierdalał wszystko w pokoju. Dalej cię chłopie lubię, ale ogarnijże się. Rozstrzelanie
Wyliniałej Fretki Albinoski było na tym etapie głupie, bo gość chciał z nim grać i nie był dla niego żadnym zagrożeniem, więc w ten sposób Hubicki stracił jeden dość wierny numerek w osobie jego, drugi w osobie zdradzonej razem z nim
Angeliny i trzeci w osobie
Ozzy’ego, który tradycyjnie nie został poinformowany, co się dzieje.
Stefa była zdradzona już wcześniej przy eliminacji
Kju, tak więc po tej znakomitej decyzji nasz nadwiślański zawadiaka został wyłącznie z daremną
Emily, która nie potrafi zamknąć jadaczki i już dwukrotnie wykonfiturzyła przy ludziach jego plany narażając go na dużą wkuchę. Moje gratulacje
Cieszy mnie, że została
Angelina, aczkolwiek panna dalej leci u mnie głównie na oparach ze swojego pierwszego sezonu, w tym póki co nie zrobiła nic głupiego, ale też nic, żeby tę sympatię utrzymać. Miałem dużą nadzieję na odłączenie baterii
Emily, bo lacha jest totalnie daremna i już dwa razy udowodniła, że bardziej przeszkadza niż pomaga swoim sojusznikom, no ale niestety.
Samej
Wyliniałej Fretki Alibinoski trochę mi szkoda, prawie się dzisiaj zakrztusiłem galaretką z Wawelu słuchając jak kolo tym swoim głosem umierającego dziewięćdziesięciolatka szepcze nam czule, że jest Machiavellim i rozdaje karty w plemieniu

Ale cóż, był aktywny, chciał ukręcić łeb właściwej osobie i zostawić w grze właściwą – jak dla mnie miodzio, zaliczam ci ten występ jako udany, rest in peace.
Po zakrętce Hubickiego chyba najbardziej w tym plemieniu propsuję teraz
Stefę – po rozstrzelaniu kumpla zachowała dobrą minę do złej gry, uaktywniła socjal i w rezultacie stała tam dzisiaj na najbardziej bezpiecznym gruncie ze wszystkich.
Pozostali zbiorczo, bo nie byli jeszcze na radach, więc jeszcze się nie naumiałem kto jest gdzie.
Aubry zdecydowanie nie powinna się odzywać poza własnym domem i poza lokalnym ośrodkiem pomocy społecznej, no ale niestety mamy jej na ekranie dość dużo. Mam nadzieję, że przynajmniej dostanie w czapę w jakiś śmieszny sposób w tej tkanej nam przez Panią Edytę coraz wyraźniej historii o antagonizmie z Genevieve. Samą
Genevieve mam raczej w pupsku, ale jeśli zrobi Aubry krzywdę, to obiecuję ją z tego pupska wyciągnąć i dać buzi.
Coacha i Dee póki co JESZCZE zostawiam sobie wysoko, ale muszą mi obiecać, że nie będą więcej smarkać przy country, tudzież przez to, że nie mogli sobie posłuchać country na nagrodzie.
Bardzo mnie cieszy gra
Cirie, która jak na razie gra zdecydowanie lepiej niż w
Australii (o tym soon), może dlatego, że nie ma ze sobą tym razem żadnych bliskich kolegów, na których szczęściu zależałoby jej bardziej niż na własnym. Po byciu zagrożoną w pierwszym epie bardzo ładnie działa z socjalem, szczując ludzi przeciwko sobie. Rozwaliła mnie ze swoim tekstem o tym, że udawała, że trzyma perły z oburzenia i mówi omajgaad Dżoł said that?
Pech chciał, że jednym z jej celów stała się
Savannah, no ale zdaje się, że ona i tak miała tu przegilgotane przez przedgrowe sojusze. Tym niemniej, szkoda dziewczyny, bo mimo szybkiego poćwiartowania umocniła w tym sezonie moją sympatię do siebie. Może chociaż Trejtorsy, czy Deczelendże ją teraz przygarną. Ja ze swojej strony namawiam.
Dżoł jest oczywiście takim samym błaznem jak był wcześniej i mam nadzieję, że
Devens, niezmiennie jeden z moich favoritos, będzie miał jeszcze szansę go sieknąć. Z kolei bardziej zaskakuje mnie błazenada
Papierowego Karolka, który na siłę postanowił tym razem przestać być papierowy, no ale z tą paranoją przeciwko Rizo za jego jury vote, wyszedł dość mocny kabareton. Rozumiem, gdyby takie strzały miała Abi, czy ktoś inny, czyim atrybutem jest chaos, ale on zdaje się próbował wcześniej budować wizerunek inteligentnego gracza, więc wyszła żałość. Przecież S49 nie było jeszcze wyemitowane, więc teoretycznie Rizo może bujać i ta sytuacja mogła totalnie nie mieć miejsca, a ten zjeb bazuje na niej cały swój plan gry
Papierowy Karolek zaczyna więc trochę udowadniać, że osobowościowo jest laczkiem, toteż rzuca to nowe światło na to, czemu mógł nie zdobyć sympatii jury w swoim sezonie.
Mam nadzieję, że
Albaniec Rizo potnie go nożyczkami na papierowe konfetti i tym samym pomoże mi się zdecydować, czy ja go właściwie lubię, czy nie lubię. Z jednej strony, jest mocno przerysowany, ale z drugiej, tak co piątą konfę ma nawet śmieszną. Jego głos przypomina mi trochę Jimma Careya, więc mam wrażenie, że za chwilę wrzaśnie „czadu” i zacznie naciągać ludziom majtki na głowy
