S51E03 "What I'm Smellin' is Stinky"
- Jack
- sole survivor
- Posty: 5991
- Rejestracja: 02 maja 2010, 00:00
- Kontakt:
- Fenistil
- 2nd jury member
- Posty: 241
- Rejestracja: 22 sie 2017, 21:27
- Lokalizacja: Warszawa
- Kontakt:
S51E03 "What I'm Smellin' is Stinky"
Trochę zbiorcze podsumowanie pierwszych trzech odcinków, bo jakoś ciągle nie mogłem się zebrać.
Generalnie start sezonu na lekki plus. Dwa duże plemiona to coś, za czym nawet nie wiedziałem, że aż tak tęskniłem. Do tego mogli już na starcie poznać się całą ekipą i tylko wybierania drużyn brakowało do kompletu. Szkoda, że (chyba) nadchodzi przemieszanie na trzy plemiona, tym bardziej tuż po możliwości przeskoku do drugiego plemienia...
Jeff się jara wkraczaniem w "Open Erę" i trochę mnie to śmieszy, bo o ile wszyscy mogli się zgodzić, że sezon 40 był zamknięciem pewnego rozdziału, to teraz ten podział już chyba tylko dla picu. Pomysł z przywróceniem wszystkich dotychczasowych twistów na przestrzeni nadchodzących sezonów jest oczywiście dużo mniej tragiczny niż przywrócenie ich wszystkich naraz w jednym sezonie, ale wciąż: niektóre twisty w historii programu były po prostu słabe, inne są reliktem swoich czasów, a jeszcze inne miały prawo zadziałać tylko raz jako element zaskoczenia. Na razie nie przekreślam pomysłu, o ile będzie to robione z głową. Choćby możliwość zmiany plemienia została rozegrana ze smakiem - nie dostaliśmy w twarz przebitkami z historii programu, gdy ten twist się już pojawił, tylko bardziej na zasadzie: kto pamięta, ten pamięta. Jeśli to będą takie drobne smaczki, to może wyjść całkiem ok. Liczę szczególnie na jakiś powiew świeżości w związku z formatem - np. wspomniana już różna liczba plemion albo finałowa dwójka. Co do głosowania nad ogniem w F4, to Jeff mógł już sobie darować, bo nic nikomu w ten sposób nie udowodnił. Wiadomo, że jednogłośnej decyzji i tak by nigdy nie było. Rozbawiło mnie, jak ktoś (Kristin?) podniósł rękę jak Jeff prześmiewczo pytał, kto by chciał grę bez żadnych Idoli.
O tych co odpadli:
Aaliyah, Ana - Były mi absolutnie obojętne i cieszę się, że odpadły zamiast swoich alternatyw.
Rob - Co za koleś... Najpierw nawala na Erica za jego plecami, potem chce go ratować i quitnąć, a gdy plan wygłosowania samego siebie się nie udaje, to wymyśla sobie kontuzję. Edit przedstawił tę całą akcję mocno komediowo, ale jestem w stanie uwierzyć, że naprawdę właśnie tak to wyglądało. Z jednej strony trochę żałuję, że nie będzie już można obejrzeć jego kolejnych odklejek, ale z drugiej strony to było przepiękne zamknięcie tego wątku.
Patt - Szkoda mi, że to właśnie jej się oberwało, bo z tego pięcioosobowego sojuszu właśnie ją polubiłem najbardziej. Rozbawiło mnie jak na pierwszej radzie wypaplała o wyborze między "dwoma osobami" i potem była zmuszona opowiedzieć o całym planie już do końca.
Toka:
Sojusz, w którym są Brady, Devin, Jelly i Mike jest w tarapatach, a w sumie wszystkich stąd lubię - poza Mikiem, który jest dla mnie przezroczysty. Cała reszta jest barwna, momentami śmieszna i fajnie się patrzyło na ich wewnętrzne utarczki, pozostając jednością. Brawa dla outsiderów, że nie siedzieli bezczynnie i wzięli sprawy w swoje ręce zanim będzie za późno, choć w obliczu tego przemieszania to się może jeszcze odbić czkawką. Najbardziej lubię z nich Maggie i Lewisa. Kilby to ciekawy przypadek, bo z jednej strony ma w sobie sporo takiej wbudowanej niezręczności, przez co jego gra na papierze nie ma szans się dobrze potoczyć, ale z drugiej strony trochę z nim też przez to empatyzuję, widząc w nim tę niezręczną stronę siebie. Rozbawiło mnie jak w tym odcinku obrócił się jego tekst, że czuje się jak młodszy brat przy wyłączonym kontrolerze, co później zostało przekręcone w ten sposób, że to ktoś inny jest tym młodszym bratem i zarazem idiotą, którym można dowolnie sterować. Carter jest ok - nie pokazał jeszcze wiele, ale śmiesznie wyszła ta jego zmiana plemienia z przypadku. Jenna i Thien An niewidoczne, choć tej drugiej czuję się w obowiązku kibicować jako tokenowej Azjatce tego sezonu.
Savu:
Tutaj mniej przemyśleń. Wstępnie polubiłem Kristin, Erica i Sharondę. Reszta na razie mnie nie grzeje. Szkoda, że z takiej ciekawej dysproporcji plemion 11-7 od razu zrobi się przemieszanie.
Generalnie start sezonu na lekki plus. Dwa duże plemiona to coś, za czym nawet nie wiedziałem, że aż tak tęskniłem. Do tego mogli już na starcie poznać się całą ekipą i tylko wybierania drużyn brakowało do kompletu. Szkoda, że (chyba) nadchodzi przemieszanie na trzy plemiona, tym bardziej tuż po możliwości przeskoku do drugiego plemienia...
Jeff się jara wkraczaniem w "Open Erę" i trochę mnie to śmieszy, bo o ile wszyscy mogli się zgodzić, że sezon 40 był zamknięciem pewnego rozdziału, to teraz ten podział już chyba tylko dla picu. Pomysł z przywróceniem wszystkich dotychczasowych twistów na przestrzeni nadchodzących sezonów jest oczywiście dużo mniej tragiczny niż przywrócenie ich wszystkich naraz w jednym sezonie, ale wciąż: niektóre twisty w historii programu były po prostu słabe, inne są reliktem swoich czasów, a jeszcze inne miały prawo zadziałać tylko raz jako element zaskoczenia. Na razie nie przekreślam pomysłu, o ile będzie to robione z głową. Choćby możliwość zmiany plemienia została rozegrana ze smakiem - nie dostaliśmy w twarz przebitkami z historii programu, gdy ten twist się już pojawił, tylko bardziej na zasadzie: kto pamięta, ten pamięta. Jeśli to będą takie drobne smaczki, to może wyjść całkiem ok. Liczę szczególnie na jakiś powiew świeżości w związku z formatem - np. wspomniana już różna liczba plemion albo finałowa dwójka. Co do głosowania nad ogniem w F4, to Jeff mógł już sobie darować, bo nic nikomu w ten sposób nie udowodnił. Wiadomo, że jednogłośnej decyzji i tak by nigdy nie było. Rozbawiło mnie, jak ktoś (Kristin?) podniósł rękę jak Jeff prześmiewczo pytał, kto by chciał grę bez żadnych Idoli.
O tych co odpadli:
Aaliyah, Ana - Były mi absolutnie obojętne i cieszę się, że odpadły zamiast swoich alternatyw.
Rob - Co za koleś... Najpierw nawala na Erica za jego plecami, potem chce go ratować i quitnąć, a gdy plan wygłosowania samego siebie się nie udaje, to wymyśla sobie kontuzję. Edit przedstawił tę całą akcję mocno komediowo, ale jestem w stanie uwierzyć, że naprawdę właśnie tak to wyglądało. Z jednej strony trochę żałuję, że nie będzie już można obejrzeć jego kolejnych odklejek, ale z drugiej strony to było przepiękne zamknięcie tego wątku.
Patt - Szkoda mi, że to właśnie jej się oberwało, bo z tego pięcioosobowego sojuszu właśnie ją polubiłem najbardziej. Rozbawiło mnie jak na pierwszej radzie wypaplała o wyborze między "dwoma osobami" i potem była zmuszona opowiedzieć o całym planie już do końca.
Toka:
Sojusz, w którym są Brady, Devin, Jelly i Mike jest w tarapatach, a w sumie wszystkich stąd lubię - poza Mikiem, który jest dla mnie przezroczysty. Cała reszta jest barwna, momentami śmieszna i fajnie się patrzyło na ich wewnętrzne utarczki, pozostając jednością. Brawa dla outsiderów, że nie siedzieli bezczynnie i wzięli sprawy w swoje ręce zanim będzie za późno, choć w obliczu tego przemieszania to się może jeszcze odbić czkawką. Najbardziej lubię z nich Maggie i Lewisa. Kilby to ciekawy przypadek, bo z jednej strony ma w sobie sporo takiej wbudowanej niezręczności, przez co jego gra na papierze nie ma szans się dobrze potoczyć, ale z drugiej strony trochę z nim też przez to empatyzuję, widząc w nim tę niezręczną stronę siebie. Rozbawiło mnie jak w tym odcinku obrócił się jego tekst, że czuje się jak młodszy brat przy wyłączonym kontrolerze, co później zostało przekręcone w ten sposób, że to ktoś inny jest tym młodszym bratem i zarazem idiotą, którym można dowolnie sterować. Carter jest ok - nie pokazał jeszcze wiele, ale śmiesznie wyszła ta jego zmiana plemienia z przypadku. Jenna i Thien An niewidoczne, choć tej drugiej czuję się w obowiązku kibicować jako tokenowej Azjatce tego sezonu.
Savu:
Tutaj mniej przemyśleń. Wstępnie polubiłem Kristin, Erica i Sharondę. Reszta na razie mnie nie grzeje. Szkoda, że z takiej ciekawej dysproporcji plemion 11-7 od razu zrobi się przemieszanie.
- Maw
- sole survivor
- Posty: 1330
- Rejestracja: 28 mar 2017, 23:30
- Survivor 50: Cirie
- Survivor 49: Savannah
- Kontakt:
S51E03 "What I'm Smellin' is Stinky"
Przyznam, że sezon na razie bardzo mi się podoba. Już sama premiera była taka odświeżająca, a 2 i 3 odcinki były po prostu świetne. Na pewno jest w tym też zasługa 2 plemion, bo dzięki temu mamy o wiele ciekawszą dynamikę - w nowej erze nie dość, że dostawaliśmy ciągle 3 plemiona po 6 osób to jeszcze dochodziło do tak śmiesznych sytuacji, że np. tylko 3 osoby głosowały. Brak też zapychaczy typu journey i naprawdę jest o wiele lepiej. Muszę jednak też pochwalić sam cast, który zdaje się bardzo messy - fajna odmiana po "nowej erze", gdzie często obsada była dość bezbarwna i mało zapamiętywalna. Czyżby open era to był powrót Survivora do swojej chwały?
Z wyeliminowanych Aaliyah była mi obojętna. Any trochę szkoda, bo była bardzo messy, więc byłaby z nią beka, ale zagrożony był Eric, więc cieszyłem się, że odpadła.
TOKA
Patt to jest pierwsza osoba, której serio mi szkoda. Uważam, że prezentowała się jako ciekawy gracz i miała ogromny potencjał, nawet była moją ulubioną kobietą. Mimo że sam blindside był super to mega szkoda, że padło akurat na nią. Świetne finałowe słowa - mam nadzieję, że dostanie kiedyś jeszcze drugą szansę. Niestety zawsze w Survie tak jest, że jak jakiś sojusz zostanie określony tymi underdogami i outcastami to wychodzą z tego zwycięsko, a szkoda, bo dla mnie właśnie ci "top dogs" są o wiele ciekawsi. Patt była super, Devin i Brady robią show, i są przy tym mega charakterystyczni, również im kibicuję oraz Jelly, którą też da się lubić. Jedynie Mike jest dość bezbarwny i szkoda, że nie padło na niego. Poza tym polubiłem Cartera, który jest bardzo nieogarnięty, ale przy tym śmieszny i robi good TV, Jennę jako że też jestem introwertykiem, i jakoś spodobała mi się ta jej historia z 1 epa, Lewisa, który jest po prostu sympatyczny oraz moją dość random fave jest Maggie, której nie było dużo, ale w tym odcinku pokazała się z fajnej strony i jakoś podoba mi się jej sposób bycia. Wydaje się ciepłą osobą, ale jest przy tym taka "animated" i dobrze się to ogląda. Z Kilby może przynajmniej będzie beka. Thien An do odpadki. Nieciekawa jest i przyczyniła się do wyeliminowania Patt.
SAVU
Tutaj moim absolutnym faworytem jest Eric, który też jest moim faworytem edycji. Mocno mu kibicuję. Jest bardzo czarujący i każdy segment z nim to złoto. Kristin i Linnea się zdają też bardzo w porządku, ale chciałbym ich zobaczyć nieco więcej. Po 1 odcinku nie byłem fanem Roba, ale 2 odc. w jego wykonaniu to było istne złoto, przyznam, że mega mnie rozbawił. Ten quit to jest absolutna komedia, ale ja nie narzekam, bo przynajmniej była beka. Sharonda zdaje się mieć dobrą grę, ale chciałbym zobaczyć u niej więcej osobowości.
Z wyeliminowanych Aaliyah była mi obojętna. Any trochę szkoda, bo była bardzo messy, więc byłaby z nią beka, ale zagrożony był Eric, więc cieszyłem się, że odpadła.
TOKA
Patt to jest pierwsza osoba, której serio mi szkoda. Uważam, że prezentowała się jako ciekawy gracz i miała ogromny potencjał, nawet była moją ulubioną kobietą. Mimo że sam blindside był super to mega szkoda, że padło akurat na nią. Świetne finałowe słowa - mam nadzieję, że dostanie kiedyś jeszcze drugą szansę. Niestety zawsze w Survie tak jest, że jak jakiś sojusz zostanie określony tymi underdogami i outcastami to wychodzą z tego zwycięsko, a szkoda, bo dla mnie właśnie ci "top dogs" są o wiele ciekawsi. Patt była super, Devin i Brady robią show, i są przy tym mega charakterystyczni, również im kibicuję oraz Jelly, którą też da się lubić. Jedynie Mike jest dość bezbarwny i szkoda, że nie padło na niego. Poza tym polubiłem Cartera, który jest bardzo nieogarnięty, ale przy tym śmieszny i robi good TV, Jennę jako że też jestem introwertykiem, i jakoś spodobała mi się ta jej historia z 1 epa, Lewisa, który jest po prostu sympatyczny oraz moją dość random fave jest Maggie, której nie było dużo, ale w tym odcinku pokazała się z fajnej strony i jakoś podoba mi się jej sposób bycia. Wydaje się ciepłą osobą, ale jest przy tym taka "animated" i dobrze się to ogląda. Z Kilby może przynajmniej będzie beka. Thien An do odpadki. Nieciekawa jest i przyczyniła się do wyeliminowania Patt.
SAVU
Tutaj moim absolutnym faworytem jest Eric, który też jest moim faworytem edycji. Mocno mu kibicuję. Jest bardzo czarujący i każdy segment z nim to złoto. Kristin i Linnea się zdają też bardzo w porządku, ale chciałbym ich zobaczyć nieco więcej. Po 1 odcinku nie byłem fanem Roba, ale 2 odc. w jego wykonaniu to było istne złoto, przyznam, że mega mnie rozbawił. Ten quit to jest absolutna komedia, ale ja nie narzekam, bo przynajmniej była beka. Sharonda zdaje się mieć dobrą grę, ale chciałbym zobaczyć u niej więcej osobowości.
-
Saw
- runner up
- Posty: 976
- Rejestracja: 15 wrz 2017, 12:41
- Survivor 49: Sophie
- Kontakt:
S51E03 "What I'm Smellin' is Stinky"
Odcinek calkiem ok. Jednak dużo świeżości przynosi podział plemiona na dwa.
SAVU
OMG, co tu się odjebało XD Nie udało sie Robowi wyeliminować ostatnio, to żeby nie quitnąć wymyślił sobie kontuzje. Człowiek obejrzał już tyle sezonow i myślał że już nic nie zaskoczy. No a jednak... XD To było tak bekowe, jak on to udawał. No cyrk po prostu. Jak przyszedł ten lekarz i stwierdził że nic nie widzi to tylko czekałem jak Jeff go pociśnie że na cholerę zawraca im gitarę. Z jednej strony dobrze że odszedł, skoro nie chciał tam byc i tylko by się męczył. Ale z drugiej szkoda, bo było z nim śmiesznie. Tak w ogóle wymyślą mu jakiś specjalny transport do domu? Bo z tego co pamietam wszyscy zostają na wyspie do konca programu XD Także za rodzinką sobie jeszcze potęskni.
Szacun że ich plemie wygrało immunitet pomimo takiego osłabienia. Choć rada u nich mogłaby byc ciekawa, skoro będący na dnie Carter przeskoczył do Toka.
TOKA
Carter mnie rozbawił tym swoim nieogarnięciem. Dosyć przypadkowo wylądował w ich plemieniu. Ale mimo wszystko i tak to lepsze niż bycie na dnie w Savu.
Sojusz piątki został rozbity. Troche chyba za pewnie się poczuli i zbyt jawnie pokazywali że trzymają razem. Lewis nie dał sie namówić na uklad z nimi, gdzie i tak robiłby tylko za numerek. Pozostali ładnie sie zgrali i sojusz underdogów przeprowadził skuteczny atak.
Szkoda tylko że z sojuszu piątki padło akurat na Patt, którą najbardziej lubiłem
Sympatyczna dziewczyna, chyba serio widziano w niej spore zagrożenie, że wybrano ją zamiast chaotycznycn facetow. Miała dziewczyna potencjał ale pech chciał że to na nią padł cel. Devin po raz kolejny po niewłaściwej stronie głosów. Brady miał propozycje od underdogów ale nie skorzystał. Obaj to duże osobowości, więc spoko, że zostali. Puki co nie sympatyzuje z nimi, ale nakręcają sezon. Jelly jest mi obojętna. Jakoś tak inaczej sobie ją wyobrażałem i mialem na sporą osobowośc. Mike mimo że wydaje sie mega sympatyczny to nie wiele wnosi.
Z sojuszu underdogow najbardziej lubie Lewisa. Naprawdę ładnie pograł w tym odcinku. Nie dał z siebie zrobić numerka, tylko sam przejął sprawy w swoje ręce. Thien An polubiłem, miała fajne konfy w tym odcinku. Myśle ze ma zadzior dziewczyna. Oby byla częsciej pokazywana. Maggie też daje mi pozytywne odczucia. Kilby totalnie nie mój typ osoby, do tego gra chaotycznie. W pierwszej kolejności przydałoby się myśleć co sie komu mówi. Jenny jest teraz mniej po tym mocno eksponowanym starcie.
SAVU
OMG, co tu się odjebało XD Nie udało sie Robowi wyeliminować ostatnio, to żeby nie quitnąć wymyślił sobie kontuzje. Człowiek obejrzał już tyle sezonow i myślał że już nic nie zaskoczy. No a jednak... XD To było tak bekowe, jak on to udawał. No cyrk po prostu. Jak przyszedł ten lekarz i stwierdził że nic nie widzi to tylko czekałem jak Jeff go pociśnie że na cholerę zawraca im gitarę. Z jednej strony dobrze że odszedł, skoro nie chciał tam byc i tylko by się męczył. Ale z drugiej szkoda, bo było z nim śmiesznie. Tak w ogóle wymyślą mu jakiś specjalny transport do domu? Bo z tego co pamietam wszyscy zostają na wyspie do konca programu XD Także za rodzinką sobie jeszcze potęskni.
Szacun że ich plemie wygrało immunitet pomimo takiego osłabienia. Choć rada u nich mogłaby byc ciekawa, skoro będący na dnie Carter przeskoczył do Toka.
TOKA
Carter mnie rozbawił tym swoim nieogarnięciem. Dosyć przypadkowo wylądował w ich plemieniu. Ale mimo wszystko i tak to lepsze niż bycie na dnie w Savu.
Sojusz piątki został rozbity. Troche chyba za pewnie się poczuli i zbyt jawnie pokazywali że trzymają razem. Lewis nie dał sie namówić na uklad z nimi, gdzie i tak robiłby tylko za numerek. Pozostali ładnie sie zgrali i sojusz underdogów przeprowadził skuteczny atak.
Szkoda tylko że z sojuszu piątki padło akurat na Patt, którą najbardziej lubiłem
Z sojuszu underdogow najbardziej lubie Lewisa. Naprawdę ładnie pograł w tym odcinku. Nie dał z siebie zrobić numerka, tylko sam przejął sprawy w swoje ręce. Thien An polubiłem, miała fajne konfy w tym odcinku. Myśle ze ma zadzior dziewczyna. Oby byla częsciej pokazywana. Maggie też daje mi pozytywne odczucia. Kilby totalnie nie mój typ osoby, do tego gra chaotycznie. W pierwszej kolejności przydałoby się myśleć co sie komu mówi. Jenny jest teraz mniej po tym mocno eksponowanym starcie.
Kto jest online
Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 2 gości