WAŻNE! Osoby, które mają problem z zalogowaniem się na forum prosimy o usunięcie cookies/ciasteczek i ponowienie próby logowania.
Ciasteczka można usunąć za pomocą przycisku "Usuń ciasteczka witryny" w stopce forum.

Janusze biznesu

ODPOWIEDZ
Kobra
sole survivor
Posty: 1549
Rejestracja: 17 sie 2011, 00:00
Winners at War: Natalie
Kontakt:

Janusze biznesu

Post autor: Kobra »

Opis: Opowiadanie w klimacie reality show, które tak wszyscy kochają. Ośmiu przedsiębiorców staje do walki w reality show "Janusze biznesu". Zwycięzca otrzyma wysoką nagrodę pieniężną!

Odcinek 1: Janusze i Grażyny


Na dachu bogatego budynku stał młody prezenter. Jego tępy wzrok zawisł na tłustym operatorze ukrytym za kamerą. Gdy zabłysła czerwona lampka, młody prezenter wykrzesał z siebie resztki energii i przemówił. Przemówił w imię niespłaconego kredytu mieszkaniowego, w imię zakupów z Pusiaczkiem, w imię wybicia się w rodzimej telewizji, w imię wszystkiego co mogło, mu się przytrafić w życiu. Gdy trzy miesiące temu caryca telewizji zadzwoniła do niego nie mógł uwierzyć we własne szczęście. Dotąd jego największym życiowym osiągnięciem było roznoszenie ulotek w stroju maskotki reklamowej. Pamiętał to jak dziś, duszno, nieprzyjemnie, śmierdziało potem… Co gorsza nie jego, a poprzednika noszącego kostium. Teraz najważniejsza osoba w stacji zdecydowała się dać mu szansę i to nie jakąś małą, ale od razu własny program.
- Nowy reality show „Janusze biznesu”. Będziesz gospodarzem – tłumaczyła. – Na początku wejdziesz z jakimś krótkim wstępem, objaśnisz reguły zadania, a na koniec powiesz, kto odpada. Idiota by potrafił, nie?
Bartek Rybarczyk miał dwadzieścia siedem lat. Za idiotę się nie uważał i być może to stanowiło największy problem. Ukończył ekonomię, pół roku przepracował w banku jako ajent, potem rok jako maskotka reklamowa (koń), resztę czasu spędził na bezrobociu. Nie marudził specjalnie na myśl o własnym, programie nawet niskich lotów.
- Potrzeba wielkiej wiedzy, przedsiębiorczości, a czasem szczęścia, aby osiągnąć sukces w prowadzeniu własnej firmy – recytował wcześniej wyuczony tekst. – Ale czego tak naprawdę potrzeba, aby zaistnieć jako przedsiębiorca?
Asystent reżysera zaczął wypychać przed kamerę ludzi, którzy do tej pory stali z boku przyglądając się prowadzącemu. Na ósemkę uczestników składały się osoby w różnym wieku, najmłodszy, co można było wyczytać z karty zgłoszeniowej, miał dwadzieścia sześć, zaś najstarszy pięćdziesiąt cztery lata. Uwagę Bartka przykuła baba w różowych dresach i platynowych włosach spiętych w kucyk.
- Mogłaby robić za znak odblaskowy na drodze – pomyślał prezenter.
Podobne, w sensie nienajlepsze, pierwsze wrażenie robił najmłodszy z mężczyzn; drobny o szczurowatej facjacie. Rozglądał się na boki, jakby szukał czegoś do podpierdolenia. Bartek miał nadzieję, że sprzęt carycy królowej jest ubezpieczony od kradzieży.
- Osiem osób posiadających dobrze prosperujące interesy zawalczy o wysoką nagrodę pieniężną w dziedzinie, którą – tu zrobił pauzę - każde z nich podobno zna najlepiej, przedsiębiorczym prowadzeniu firmy. Kto okaże się największym Januszem biznesu? – wykonał niezręczny gest palcem w stronę kamery (na polecenie reżysera, który uważał, że symboliczny ruch w stronę widzów powinien pojawiać się jako stały element odcinków).
- Witajcie – odezwał się do uczestników. – Interes odziedziczony po rodzicach, przedsiębiorstwo zbudowane własnymi rękoma od zera, firma jedno, dwu, trzy osobowa… Każde zarządza innym biznesem, ale łączy was przedsiębiorczość, dzięki, której ugruntowaliście się jako biznesmeni – powiedział, wskazując na mężczyznę, w krótkich, czarnych włosach. – Jak masz na imię?
- Kamil.
- Kamil, jakimi cechami powinien cechować się wzorowy przedsiębiorca?
Uczestnik wzruszył ramionami, ale odpowiedział pewnie:
- Powinien wiedzieć jak trzymać pieniądze przy sobie, hehehe.

KAMIL, restaurator, 31
Jestem szefem restauracji. Najważniejsze dla mnie jest oszczędzanie. Jak jesteś zdolny to z tanich produktów wykonasz dobre żarło, hehehe. To jakoś nawet się nazywa…

Robert spojrzał pytająco na szczurka.
- Jak masz na imię? I jaki biznes prowadzisz?
- Daniel i jestem fotografikiem.

DANIEL, fotograf, 27
Skończyłem murarkę w zasadniczej szkole zawodowej w Wambierzycach Dolnych. Nie mylić z Górnymi, bo tego nie lubimy. Murowanie to ciężka praca, a więc postanowiłem, że otworzę zakład fotograficzny i otworzyłem. Zdjęcia każdy głupi potrafi robić.


MONIKA, właścicielka salonu fryzjerskiego, 33
Fotograf wygląda jakby co rano na łeb wkładał wiadro z żelem do włosów, a kucharz jakby się położył pod kosiarką i liczył, że fryz na macho do niego pasuje. Konkurencja jest do dupy.

- Wasze pierwsze zadanie będzie polegało na podjęciu inicjatywy – mówił dalej Bartek – w budynku pod nami znajduje się lokal, w którym będziecie przez najbliższe tygodnie pracować i mieszkać. Musicie przekonać właściciela willi do wynajmu za jak najniższe pieniądze. Ten który pierwszy dobije targu otrzyma od właściciela klucze i pierwszą przewagę w grze. Start!
Osiem osób ruszyło świńskim kuc galopem po schodach. Różowe dresy o imieniu Donia i druga, dość wyniszczona babka, Teresa dopadły do windy broniąc jej jak własnej cnoty. Tereska zdzieliła w łeb szczurka, który z pełnym impetem przewrócił się na małego grubaska.

ZYGMUNT, sklep nasienniczy, 54
Cholerne babska! Biegnę do windy z młokosem, a te rzuciły się na nas! Wściekłem się, ale spokojnie, na moje wyjdzie.

Mimo odniesionych obrażeń Daniel zaczął czołgać się w kierunku schodów. W jednej sekundzie pojął strategiczny błąd, gdy przebiegli po nim kolejno Monika, Kamil i Władysław. Ostatnia przebiegła po nim Patrysia. Wtedy wydał z siebie godny jęk bólu i rozpaczy. Zygmunt zrezygnował z biegu po schodach. Jakby nie patrzeć, stali na dachu jedenastopiętrowego bloku. Nieprzytomny umysłowo musiałby być, aby narazić się na zawał, czy co gorszego. Uczciwie zbiegł z jedenastego na dziesiąte i tam złośliwie powciskał wszystkie guziki na windzie upewniając się, że Tereska i Donia będą bardzo długo zjeżdżały na dół.

ZYGMUNT, sklep nasienniczy, 54
Mówiłem, na moje wyjdzie.

Pozostała trójka (zostawiając Patrysię daleko w tyle) leciała po schodach na oślep. Kamil złapał się poręczy, aby nie spaść. Wielki facet biegnący za nim napierał, tym samym zmuszając go do szybszego biegu. Monika biegła ostrożniej uważając, aby nie zgubić pantofli.

MONIKA, 33, salon fryzjerski
W tamtym momencie zdałam sobie sprawę z tego, że to ogromny budynek, a my nie wiemy jak wygląda nasz na wynajmujący.

- Chłopaki! Zaczekajcie! – zawołała, łapiąc dech w piersiach (dużych i krągłych jak za czasów Kasi Figury z Killera). – Jak wygląda ten cały wynajmujący?
Kamil otworzył usta, żeby odpowiedzieć, ale zaraz je zamknął, gdyż nie wiedział.
- Kur zapiał! – wkurzył się Władysław. – Jeszcze tego nam brakowało! Będzie się w chowanego z nami gnojek bawił!
- Musimy połączyć siły – przyznał niechętnie Kamil. – To z nas, które wygra nagrodę dzieli się zyskiem pozostałymi.

KAMIL, restaurator, 31
Jeśli wygram to na pewno się nie podzielę, hehehe.

Słowna umowa została zawarta, ale pomysłu na realizację celu brakowało. Z góry usłyszeli ciężkie wołanie, chyba Daniela:
- Tabliczki ze spisem lokatorów! Na półpiętrach!
- Tomasz Janowiak. Właściciel budynku. Mieszkanie numer 35 – przeczytał drżącym głosem Władek.
- Jezus Maria! To nad nami! – wrzasnęła przerażona Monika.
Z góry i dołu dobiegł rumor, który usłyszał Robert stojący przed budynkiem. Kamerzysta nie śmiał wchodzić do środka i sprawdzać co tam zaszło.
- Pobili się? – zasugerował prowadzący.
Operator wzdrygnął się na samą myśl o spotkaniu właścicielka z ósemką biznesmenów.
Osiem osób rzuciło się taranem na drzwi do mieszkania numer 35. Otworzył im mały chłopek roztropek. W oczach mężczyzny na ułamek sekundy pojawił się strach, a potem już tylko mu pociemniało. Osiem chytrusów rzuciło się na niego. Wśród licytujących się wrzasków nie dało się rozróżnić pojedynczych słów, a pan Tomek był gotowy oddać mieszkanie za darmo, byle tylko cały ten koszmar się za kończył.

WŁADYSŁAW, zakład budowlany, 49
Dla mnie to prosta sprawa. Jak nie będzie chciał to awanturę zrobię. Co on myśli, że nie możemy wynająć biura gdzie indziej?! Ch*j jeb*any!

- Dej za połowę ceny! – prosił szczurek Daniel.
- Za… za darmo… - mruczał Zygmunt.
- Panie, a winda się psuje! Utknęłyśmy między piętrami – krzyczała Teresa.
- Stówka w dół, panie kierowniku – zaśmiał się przebiegle Kamil.
Donia dusiła pana Tomka za szyję w nadziei, że w ten sposób wydusi z niego najniższą cenę. Mężczyzna wydobył z siebie wyłącznie bulgoczący dźwięk.
- Obniżam o połowę… - jęknął bez energii.
- I to rozumiem! – zawołał uradowany Władek. – Moja oferta wygrała! Wygrałem!
Tomek wyciągnął klucze z kieszeni. Biznesmeni zaczęli je sobie wyrywać. Gdyby nie siła Władka klucze prawdopodobnie sprzątnęłaby Monika, ale ten bez ceregieli odepchnął wszystkie sępy i schował klucze do własnej kieszeni. Stamtąd nikt nie miał odwagi ich wydrzeć.
- To wygraliśmy? – spytała bezmyślnie Patrysia. – Hura! Drużyna!

WŁADYSŁAW, zakład budowlany, 49
Drużyna? Dziewczyno! Ja jestem tu szefem!

TERESA, kosmetyczka, 47
Najważniejsze, że wydostałam się z windy z Donią.

Panem Tomaszem już nikt się nie przejmował. Gdy wrzawa ucichła pojawił się Bartek w towarzystwie operatora.
- Władku, gratuluję zwyciężenia konkursu. Zyskujesz status pierwszego szefa, a co za tym idzie, wybierzesz dwie osoby, które twoim zdaniem najgorzej się spisały jako biznesmeni. Pozostali wybiorą spośród tej dwójki osobę, która opuści grę.

KAMIL, restaurator, 31
Hehehe, jak dobrze, że zawiązaliśmy ten deal. Jego nagroda to też moja i Moniki nagroda.

DANIEL, fotografik, 29
Warto być szefem. Warto włazić w dupę osobie, która jest szefem.

Janusze spędzili popołudnie na wyprowadzce do apartamentu. Mieszkanie było podzielone na dwie strefy; mieszkalną i pracowniczą. Pracownicza stanowiła przestronny gabinet z miejscem wypoczynkowym dla aktualnego szefa, zaś mieszkalna dzieliła się na dwa pokoje, salon, kuchnię i łazienkę. Największe wrażenie na uczestnikach zrobiły basen i jacuzzi.
- I po cholerę im to? – zastanawiał się Bartek.
Caryca telewizji uspokajała go spojrzeniem.
- Wierz mi – mówiła. – Każde szanujące reality show musi mieć jacuzzi.
- Party! Imprezka! – wrzeszczała Donia, uradowana znalezionym szampanem.

DONIA, sklep z odzieżą używaną, 43
W lodówce jest prostako!

Pod wieczór Władysław zamknął się w gabinecie. Musiał rozważyć swoje typy do eliminacji. Kontemplował wyjątkowo krótko, bo jak we własnym biznesie, wierzył, że należy eliminować słabe ogniwa – partaczy, słabeuszy i nierobów.

WŁADYSŁAW, zakład budowlany, 49
Przede mną bardzo trudna decyzja. Rozważam różne kandydatury. Patrysia? Co ona tu w ogóle robi? Donia, Teresa? Następne lenie, co zamiast pracować to udają, że w windzie utknęły.

Późnym wieczorem biznesmeni trafili do gabinetu szefa. Przy długim stole siedzieli Władysław i Bartek. Pozostali zaczęli siadać wokół.
- Władysławie – przemówił ciężkim, pompatycznym głosem prowadzący. – Która dwójka biznesmenów zasłużyła na zwolnienie?
Władysław westchnął głośno.
- Moimi wyborami są Patrysia i Teresa.
Bartek spojrzał na pozostałych biznesmenów i zapytał:
- Monika, jakimi przedsiębiorcami są Patrysia i Teresa?
- Patrysia generalnie mało robi – przyznała. – Nawet nie wiem, czym się zajmuje. Z kolei Teresa i Donia odcięły się od grupy.
- To prawda! – przytaknął Kamil i z oburzeniem dodał: - same wychlały butelkę prosecco!
- Chciałbym u obu pań zobaczyć więcej działania – dodał Daniel.
- Nie jestem przedsiębiorcą, który przejmuje kontrolę nad firmą – przyznała Patrysia. – Wolę jak inni to robią. Moi pracownicy to moi przyjaciele.
- O, jak słodko – warknęła Teresa. – Koleżanka jest strasznie naiwna. Ja nie mam pracowników. Sama sobie jestem szefem i działam indywidualnie. Wiem, że mogę na sobie polegać.
- Było widać dzisiaj jak zaatakowałaś nas z Donią! – przyznał Zygmunt.
- Ty nas zamknąłeś w windzie! To przestępstwo! – warknęła Teresa. – Zgłoszę to na policję!
- A ja, że go pobiłaś! – ryknął Zygmunt.
- Mocno wali po mordzie? – spytał Władysław.
Daniel chwycił się za policzek. Nadal piekło.
- No.
- Mamy dwa zupełnie różne modele działania – przyznał Bartek. – Patrysia, dlaczego powinnaś zostać?
- Bo wierzę w umowę o dzieło, działanie drużynowe, nie przeszkadzam, jestem miła, a jak to się skończy to możemy razem zawiązać współpracę – odparła blondyneczka.
- Teresa?
- Jestem silna. Wiem, że wiele mogę dodać do drużyny. Jestem wojowniczką!
- W porządku – przerwał Bartek. – Każde z was uda się zagłosować na osobę, która powinna zostać wyeliminowana z dalszej gry. Nie głosują jedynie dzisiejszy szef i wybrane przez niego do eliminacji osoby.

DONIA, 43, sklep z używaną odzieżą
Głosuję na Patrysię. Najlepiej wracaj do krainy jednorożców, tęczy i cukierków. Tatuś na pocieszenie otworzy ci nowy biznes.

ZYGMUNT, 54, sklep nasienniczy
Teresa. Wskakuj, wiedźmo, na swoją miotłę, bo sabat kiepskich bizneswoman już dawno się rozpoczął!

Minęło kilka chwil od głosowania. Bartek był gotowy ogłosić wyniki pierwszej eliminacji.
- Stosunkiem głosów cztery do jednego. Tereso, zostałaś wyrzucona z programu.
Teresa wstała z miejsca i z pełną godnością ruszyła ku wyjściu.
Pozostali w ciszy odprowadzili ją wzrokiem. Przetrwali pierwsze eliminacje.

TERESA, kosmetyczka, 47
To była wspaniała przygoda życia! Bardzo wiele się nauczyłam! Życzę wszystkim, poza Zygmuntem, powodzenia w dalszej rozgrywce!

Awatar użytkownika
Meciek
sole survivor
Posty: 1192
Rejestracja: 09 lut 2012, 00:00
Lokalizacja: Polska
Winners at War: Sophie
Survivor AU All Stars: Shonee
Kontakt:

Janusze biznesu

Post autor: Meciek »

Marinhos znalazł godnego następce? : D

Kobra
sole survivor
Posty: 1549
Rejestracja: 17 sie 2011, 00:00
Winners at War: Natalie
Kontakt:

Janusze biznesu

Post autor: Kobra »

Odcinek 2: Love is in the Fair

Po eliminacji Teresy – osoby wyjątkowo krnąbrnej, złośliwej i ofensywnej jak określiłby ją Zygmunt, siódemka uczestników programu wróciła do swojej willi. Caryca oddelegowała prowadzącego do hotelu, zaś kamerzystę na dokrętki do domu biznesmenów. Ten leniwie wlazł za ostatnim Januszem biznesu i poleciał filmować późną kolację Moniki, Kamila i Władysława. Niezwykle pociągające dyskusje o tym, z czym jedzą chleb, uśpiły kamerzystę Rafałka, aż do konwulsyjnego wydalenia emocji przez Donię.
- Ja nie rozumiem! – wrzeszczała mimo późnej godziny. – Dlaczego wszyscy głosowaliście na Teresę?
Kamerzysta zrobił dynamiczne zbliżenie (pięć lat filmówki nie poszło w las) na spokojnie przeżuwającego kanapkę Kamilka. Ten nie odpowiedział nic.
- Zamknij się, bo jeszcze sąsiedzi nas na policję podadzą za zakłócanie ciszy nocnej! – ryknął Władek.
Donia (jak na złośliwe babsko przystało – zdaniem Zygmunta) zaczęła wymuszać histeryczny płacz.
- Bo była wredną wiedźmą! – odkrzyknął z drugiego pokoju Zygmunt i jakby było mu mało przyleciał kontynuować awanturę. – I ty i twoja koleżaneczka zaatakowałyście mnie fizycznie i psychicznie!

DONIA, sklep z odzieżą używaną, 43
Nie rozumiem! To jakaś zmowa! Wszyscy jak takie fałszywe żmije zagłosowali na Tereskę i nic mi nie powiedzieli! Ja jak ta głupia głosowałam na Patrysię. Jak to teraz wygląda?!

- Doniu, nie przejmuj się – usiłowała załagodzić sytuację Monika, zagryzła kanapkę i dodała z pełnymi ustami: - Działamy jako team. Teresa nie była częścią zespołu, a ty jesteś.

MONIKA, salon fryzjerski, 33
Mam umowę z Władkiem i Kamilem. Zygmunt był tak… w sumie nadal jest nakręcony na akcję z windą, że było oczywistym, że zagłosuje na Teresę, ja i Kamil również. Gra skończona, możecie się rozejść.

Donia ze skwaszoną miną opuściła kuchnię. Najpierw postanowiła obrazić się na rzeczywistość w sypialni. Tak, będzie leżeć pod kołdrą do usranej śmierci, a co jej zrobią? Zabronią? Phi, też coś! Jak jutro będą próbowali ją obudzić fałszywo-żmijowatymi: „och, Doniu, idziemy na zadanie”, ona odpowie: „że nie idzie”. Jednak nawet pod kołdrą słyszała paskudny głos Zygmunta. Postanowiła poszukać ukojenia w jacuzzi.
- O, to wy… - zająknęła się na widok Daniela i Parysi.
Daniel bez koszulki wyglądał jeszcze gorzej niż w koszulce. Przypominał wydepilowanego szczura z kilkoma, odrastającymi włosami na torsie. Partysia była atrakcyjna, ale biła od niej niesamowita głupota.
Jaką ona jest bizneswoman? – pomyślała.
- Przepraszam, że… - wymamrotała Donia. – Że… - w sumie za co przeprasza. Po kilku chwilach doszło do niej, że program, w którym biorą udział to poważne reality show o przedsiębiorczości, a nie tanie porno. Z kolei Daniel i Patrysia tkwili w pozie przypominającej Adonisa i Wenus z obrazu Rubensa.

DONIA, sklep z używaną odzieżą, 43
Przypominali to duże słowo. Bardziej parodiowali obraz Rubika. Ważniejsze jest to, że łączy ich coś… Coś co widziałam w tej wannie z bąbelkami i dalej usiłuję to wymazać z pamięci… W każdym razie to może być moja deska ratunkowa przed eliminacją! Wszystkim rozpowiem o ich romansie!

Bartek i kamerzysta siedzieli prze drewnianym stoliku, na częściowo zdezelowanych wiklinowych krzesłach . Prowadzący program spoglądał z niepokojem na plastikowego Mikołaja, którego krwisto czerwone usta układały się w ponury uśmiech. Rafałek zdawał się nie przejmować figurą i ze spokojem zajadał frytki. O swoim współpracowniku, w przeciągu kilku dni wspólnej pracy, dowiedział się bardzo wiele. Kamerzysta chętnie dzielił się własnymi opiniami, na przykład, że podoba mu się Patrysia, ale ona klei się do szczura. Że któryś z Januszów wykręcił coś z jacuzzi i teraz nie chce działać, a on obstawia, że Zygmunt po złości Doni. Że lubi frytki, ale woli ziemniaczane talarki.
- Chcesz jedną? – spytał, podtykając Bartkowi pod nos frytki.
- Nie – odparł z niesmakiem na widok frytek oklejonych majonezem i keczupem. – Kiedy caryca nam zapłaci? – spytał, aby zmienić temat.
- A wiesz, czy w ogóle zapłaci? Bo mi nie płaci. Jestem na bezpłatnych praktykach.
Bartek spojrzał na Rafałka ze współczuciem. Kamerzysta miał trzydzieści lat i mieszkał w kawalerce opłacanej przez rodziców i harował dla Carycy.
- Cały ten sprzęt to barter – oznajmił. – Ten program jest kręcony za friko – przyznał otwarcie kończąc frytki. – Będą zyski z reklam, sponsorów…
Bartek ujrzał w Carycy wzór Janusza Biznesu. Czyżby w ironicznym twiście szefowa stacji telewizyjnej wejdzie do gry jako nowa uczestniczka i zgarnie wysoką nagrodę pieniężną za swoją zdolność ekonomicznego myślenia? Szybko odegnał od siebie dziwaczne myśli. Na plan weszła siódemka uczestników. Rafałek wytarł ręce w koszulę i szybko złapał za kamerę.
- Drodzy biznesmeni – wykonał idiotyczny gest rękoma. – Dzisiaj sprawdzimy jak potraficie zarabiać. Jak widzicie za moimi plecami znajdują się świąteczne gadżety – wskazał na figurki przerażających Mikołajów, bombki, lampki, adwentowe czekoladki i mnóstwo innego, zapomnianego przez ogarniętych gorączką bożonarodzeniowych zakupów ludzi. - Waszym zadaniem jest sprzedać je. Osoba z najlepszym utargiem zostanie biznesmenem odcinka.

KAMIL, restaurator, 31
Mamy sprzedać artykuły wigilijne w… lutym. No fajnie.

DANIEL, fotografik, 29
Sprzedaż detaliczna to nie moja bajka. Jestem artystą.

Janusze biznesu niemrawo ruszyły do przygotowania własnych ekspozycji sklepowych. Zygmunt zabrał się za przerażające Mikołaje. Z kolei Patrysia zabrała większość czekolado podobnych wyrobów w kształtach bałwanów i mikołajków.

ZYGMUNT, sklep nasienniczy, 54
Pozostali tego nie widzą, ale figurki mają największy potencjał. W moim sklepie sprzedaję około pięciu figurek ogrodniczych skrzatów miesięcznie, ha! I co?!

PATRYSIA, agencja pracy tymczasowej, 26
Uwielbiam czekoladki z mikołajkami!

Część uczestników zaczęła budować własne stoiska ze świątecznymi towarami. Choinki, ozdóbki i słodycze zapełniały stoliki. Władysław rzucił wszystko niedbale kilka badziewnych ozdób na swój stolik i ustawił go w miarę daleko od pozostałych. Najważniejszą strategiczną decyzją było ustawienie sklepiku na samym środku przejścia. Gdy tylko zjawiał się klient, tęgi Władysław wychodził mu na przywitanie i niemal siłą zmuszał do kupienia jakiegoś śmiecia. Patrysia i Kamil poszli w promocje. Dwa, trzy produkty w cenie dziesięciu złotych. Kamil wpychał klienteli rzeczy na potęgę.

KAMIL, restaurator, 31
Ważne jest wyprzedać wszystko. Bo jak sobie pomyślałem, jeśli wyczerpię cały nakład syfu to pozostali nie będą mieli czego sprzedawać. Ja sprzedam więcej za niską cenę, a oni mało za wyższą. Taka ekonomika, hehehe.

MONIKA, salon fryzjerski, 33
Osoby, które obracają się w branży sprzedażowej powinny mieć łatwe zadanie. Zygmunt i Donia powinni błyszczeć w tym zadaniu, gdyby nie to, że są… Zygmuntem i Donią.

Setkę Moniki przerwał donośny głos Zygmunta. Mężczyzna szarpał jakiegoś przechodnia. Chwilę zajęło kamerzyście i Monice dojście do tego, co właściwie się dzieje.
- Jesteś pan złodziej i oszust! – wyzywał. – Tu jest telewizja i kameruje wszystko! Ty, gruby! – machnął na Rafałka. – Ten pan chciał ukraść moją figurkę.
- Bzdura! Ja tylko oglądałem! Nie ma oglądania! Ja się staram! Prezentuję, a ty nie chcesz kupić?!
- Dlatego u mnie nawet oglądanie kosztuje – przyznała Monika. – Towar dotknięty to towar sprzedany.
- Hehehe – zachichotał Kamil.

DONIA, sklep z odzieżą używaną, 43
Zadałam sobie pytanie, jak sprzedać przeterminowane śmieci? Trzeba nadać im nowy termin ważności! Od teraz sprzedaję wszystko jako gadżety walentynkowe!

Donia zabrała się za zmiany produktów. W swoim sklepiku oferowała „Walentynkowe kalendarze adwentowe” (w promocji dziesięć dodatkowych okienek), „Ozdoby amorków z elfami brodami” czyli ostatni krzyk mody wśród hipsterów, „Szczęśliwe bombki zakochanych” i wiele innych tandetnych artykułów. Ku zazdrości pozostałej szóstki uczestników do stoiska Doni o dźwięcznej nazwie „Love is in the Fair” ustawiały się tłumy.

MONIKA, salon fryzjerski, 33
Geniusz biznesu.

Pozostali w srako-pośpiechu zaczęli przebranżowiać stoiska z artykułami bożonarodzeniowymi na walentynkowe, aby chociaż trochę uszczknąć z genialnego pomysłu Doni.
Po kilku godzinach i sprzedaży prawie całego asortymentu, zostały dwie figurki ze stoiska Zygmunta i jakaś paczka czekoladek od Patrysi. Bartek przyszedł z oficjalnymi wynikami.
- Drodzy Janusze biznesu – powiedział do obiektywu – powiem wam, kto znalazł się na podium. Na trzecim miejscu w sprzedaży znalazła się Monika.
- Gratulacje, Moniczka! – zawołała entuzjastycznie Patrysia.
- Nie wiem czego – mruknęła w odpowiedzi. – Przegrałam.
- Drugie miejsce – kontynuował Bartek – należy do Doni.
- Brawo, Doniu! – znowu wyrwała się Patrysia.
- I z minimalnie lepszym wynikiem, o dokładnie dwadzieścia pięć groszy lepszym. Biznesmenem odcinka zostaje… Kamil. Jako biznesmen odcinka masz za zadanie wybrać dwie osoby do eliminacji.
- Co?! Ja? Hehehe, nie spodziewałem się – powiedział, przyjmując wyróżnienie.

KAMIL, restaurator, 31
Sekretem mojego sukcesu są… powiedzmy stali klienci. Podzwoniłem do kilku stałych bywalców mojej restauracji z informacją o sprzedaży limitowanej edycji czekoladek własnego wyrobu. Przylecieli, kupili, a ja wygrałem, hehehe!

DANIEL, fotografik, 29
Gdybym chciał harować fizycznie to nie zmieniałbym branży. Dzisiejsze zadanie ssało, ale na szczęście na celowniku wszystkich jest Donia.

Po powrocie z zadania uczestnicy rozeszli się po willi, z kolei Kamil udał się do gabinetu, aby przemyśleć swoje typy do eliminacji. Miał do rozważenie dwie sprawy, a wokół obu wirowała Donia.

KAMIL, restaurator, 31
Daniel i Patrysia mogą stanowić zagrożenie jako para. Myślę, żeby wystawić ich i to byłoby bezpieczne zagranie, hehehe. Donia wkurza wszystkich, ale kogo miałbym nominować w parze z nią?

Późnym wieczorem biznesmeni trafili do gabinetu szefa. Przy długim stole siedzieli Kamil i Bartek. Pozostali zajęli miejsca wokoło.
Kamilu – Bartek zaczął oficjalnym, pompatycznym głosem. – Która dwójka biznesmenów zasłużyła na zwolnienie.
- Zdecydowałem się na Patrysię i Daniela – odparł bez zbędnej pompatyczności. – Nie widzę, aby przykładali się do walki tak bardzo jak pozostała czwórka.
- Daniel, zgadzasz się z tymi słowami?
- Ja myślę – wtrąciła Donia.
Kamerzysta odruchowo zrobił zbliżenie na Zygmunta, który przewrócił oczyma na sam dźwięk głosu kobiety.
- Myślę, że Kamil był bardzo delikatny w swojej ocenie – oznajmiła Donia. – Tu nie chodzi o to, że oni się nie przykładają, ale o ich związek! Widziałam w wannie z bąbelkami co wyprawiali!
- Jakaś bzdura – skomentował obruszony Daniel.
- Patrysia – Bartek skierował się do dziewczyny. – Czy doszło do czegoś w wann… jacuzzi między tobą, a Danielem?
- Połączyło nas uczucie i nie rozumiem, czy coś złego. Kocham Daniela, a on mnie.
- Miłość to dość poważne wyznanie – odparł delikatnie prowadzący.
- Zaraz kochanie – spróbował załagodzić sytuację pan fotografik. – To bardziej rozładowanie napięcia, trochę takie szur-bur na boku, a nie zaraz miłość.
- Fascynujące – rzuciła Monika.
- Władysławie, czym będziesz się kierował podczas głosowania?
- Trudny orzech do zgryzienia. Daniel był kiedyś pracownikiem budowlanym jak ja. Dużo rozmawiamy. Czuję, że mamy relację ojciec i syn – mówił niemal we łzach. - A Patrysia jest jak… nie wiem.
- Jaka jest Patrysia? – prowadzący rzucił pytanie, na które nikt nie ośmielił się odpowiedzieć. – W takim razie przejdźmy do głosowania. Każdy z was zagłosuje na osobę, która powinna odejść z gry. Nie głosują dzisiejszy szef oraz osoby, które wybrał do eliminacji.

WŁADYSŁAW, zakład budowlany, 49
Muszę być uczciwy i oddać głos na osobę najsłabszą w grupie.

Po kilku chwilach Bartek był gotowy do ogłoszenia wyników. Bez większych emocji podał rozstrzygnięcie:
- Stosunkiem głosów cztery do jaja. Daniel, zostałeś wyeliminowany.
Fotografik udał się do wyjścia bez słowa. Patrysia jedynie cichutko załkała na myśl o utracie miłości swojego życia.

DANIEL, fotografik, 29
To z pewnością nie był program dla mnie. Nie lubię ciężkiej pracy. Wolę swoją fotografikę.

Awatar użytkownika
tombak90
sole survivor
Posty: 2562
Rejestracja: 12 mar 2011, 00:00
Lokalizacja: Poznań
Winners at War: Tony
Survivor AU All Stars: David
Kontakt:

Janusze biznesu

Post autor: tombak90 »

Czy Ty opierasz tę mrożącą krew w żyłach historyję na formacie nadawanym w Stejtsach lata temu, z nieodżałowanym Donaldem w roli gospodarza?
"Dziś prawdziwych villainów już nie ma..."

Kobra
sole survivor
Posty: 1549
Rejestracja: 17 sie 2011, 00:00
Winners at War: Natalie
Kontakt:

Janusze biznesu

Post autor: Kobra »

Słyszałem, ale nigdy nie oglądałem tego programu. Ta historia wzięła się z rozmów ze znajomymi o pracy. Koleżanka opowiadała nam o swoim szefie i akcjach, które odwala, dzięki czemu naszym hobby stało się czytanie opini pracowników na gowork. Ktoś wtedy stwierdził, że powinien być jakś show o januszach biznesu. No i podłapałem.

ODPOWIEDZ

Wróć do „Survivor FanFiction”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 1 gość