Co do samego finału. Niestety mieliśmy dość miałkie F5. Byli tu ludzie, którzy albo kiepsko grali, albo mieli kiepski edit i nikomu za bardzo nie kibicowałem.
F5 - Tiff przewidywalnie odpadła. W sumie nawet trochę rozumiem jej złość. Lubię jej charakterek, ale przy jej edicie nie łudziłem się, że coś osiągnie na finiszu.
F4 - Aubry wygrała w kluczowym momencie. Mieliśmy rozpalanie ognia... Serio fani głosowali za tym? Gdzieś widziałem wypowiedź Rizo, że w ogóle nie uczył się tego, bo niby był pewny, że będzie tradycyjne głosowanie w F4, bo od dawna widzi narzekanie fanów na ten twist. No nic, załóżmy, że fani tak wybrali. Joe po raz kolejny jest zaciągnięty do finału jako koleś do ogrania.
Z dwójki Rizo i Jonathan... eh. Rizo grał nawet ok z mojej perspektywy, ale ewidentnie jury nie ceniło jego gry, widać było ich reakcje itd. Moim zdaniem nie miał szans wygrać w F3. Jonathan - nie jestem jego fanem i są u niego rzeczy, który mnie irytują, ale finalnie nawet zasłużył na to F3, więc chyba dobrze, że wygrał ten pojedynek. Plus liczyłem, że finalnie będzie mógł pokonać Aubry w finale.
Finał:
Ciężko oglądało się tę radę. Dla mnie było trochę bez emocji i nudno. Zachowanie Chrissy i Steph irytujące xD te ich próby wystawiania laurek Jonathanowi były straszne, zwłaszcza Steph. Tiff niby słusznie się irytowała, ale też jakoś mi się to nie spodobało - każdy juror ma prawo mówić co chce - nawet jeśli są to takie dyrdymały jak u Steph.
Mam wrażenie, że większość jurorów już przyszła dokładnie wiedząc jak zagłosuje.
Joe - no mi nie odpowiada jego styl gry i moim zdaniem słusznie przegrał. Jako osoba - nie mój typ człowieka, ale parę razy się uśmiechnąłem na jego teksty. Mam nadzieję, że już nie wróci, bo mi się go ciężko ogląda i nie wnosi nic ciekawego do rozgrywki.
Jonathan - nie mój typ gracza, ale doceniam, że starał się w tym sezonie rozwinąć strategicznie i socjalnie. Nie zawsze był na szczycie, ale dużo kombinował, próbować grać strategicznie itd. Doceniam. Socjalnie? No cóż, tak po odcinkach wydawało mi się, że radził sobie spoko, ale po finale mam wrażenie, że jednak chyba nie, skoro tylko jego oczywiści sojusznicy zagłosowali na niego w finale.
Aubry - mam bardzo mieszane uczucia. Po pierwsze dostała dziwny i kiepski edit jak na zwycięzcę takiego jubileuszowego sezonu. Często pokazywano nam, że nie ogarnia, że jest awkward itd. Może to celowy zabieg, który miał pokazać nam jej rozwój itd. ale potem też kiepsko pokazano nam w końcówce to jak się poprawiła jej gra. Przypisywano jej np. blindside Ozzy'ego - i owszem, miała tam swój udział, ale to nie tak, że to był wyłącznie jej ruch. Podobnie z radą, na której odpadła Cirie. Wygrała socjalem, wygrała całościową historią i ok. Ale nie jest to zwycięstwo, które jakoś bardziej docenię. Chociaż no, dla mnie całe to F5 było dość nijakie, więc pewnie o pozostałych pisałbym to samo.
Co do innych rzeczy.
Matko. Ten format reunion/finału to jakaś kpina. Robią głosowanie, wygrywa tradycyjny reunion w studio, a oni robią taki cyrk. Widziałem jakiś wywiad z Jeffem, w którym:
- Jeff mówi, że fani wybrali reunion w studio, ale oni chcą spróbować czegoś nowego
- Jeff mówi, że reunion na Fidżi jest lepszy i to ostatni raz kiedy robią w studio
No to po co robić głosowanie?
No i to wpadka z ujawnieniem wyników rozpalania ognia. Nie wierzę, że to pomyłka. To musiało być zaplanowane. OK, są pomyłki itd. ale to przecież nie jest tak, że tam jest tylko Jeff i od niego wszystko zależy. W scenariuszu była przerwa w odcinku i połączenie ze sceną i Jeffem. Ktoś zawołał Rizo z zaplecza i wpuścił go na scenę - to wszystko przed rozpalaniem ognia. Cała ekipa ma stały kontakt ze sobą przez słuchawki. To nie wydarzyło się wszystko samo.
Ogólnie mój największy zarzut do produkcji to nazywanie tego czegoś "w rękach fanów" oraz zbytnie udziwnianie gry twistami, celebrytami itd.
Największe pozytywy? Że mogłem znowu zobaczyć Cirie w akcji <3 I w sumie, że o kilku osobach zmieniłem zdanie na plus.
Przede wszystkim Colby odkupił się w moich oczach. Ale i Q wypadł korzystniej niż w swoim sezonie. Rick też (ale wciąż za nim nie przepadam). Chyba tylko moja opinia o Charliem jest gorsza niż przed sezonem.