S50E04 "Knife to the Heart"
- Jack
- sole survivor
- Posty: 5941
- Rejestracja: 02 maja 2010, 00:00
- Kontakt:
- Jasasiek
- 8th jury member
- Posty: 730
- Rejestracja: 06 lip 2020, 15:02
- Survivor 49: Sage
- Kontakt:
S50E04 "Knife to the Heart"
Ehh... xD Pomimo, że pierwotnie nie byłem zachwycony castem, to ostatnie odcinki oglądałem z zaciekawieniem, bo były naprawdę dobre. Ten odcinek uważam za jeden z najbardziej ofensywnych odcinków w historii programu. Co to w ogóle było? Czy serio ktoś stwierdził, że poświęcenie pół odcinka na opisywanie wrażeń z Fiji jakiegoś muzyka i wymuszone (albo i nie?) reakcje uczestników podczas jego obecności w tego typu programie to dobry pomysł? Dlaczego jako fan mam chcieć to oglądać? Bo typ postanowił się wypromować i połowić rybki? Nie żyję w USA i nie słucham takiej muzyki, więc nie wiem, może to faktycznie jakaś legenda, ale dlaczego ma mnie to obchodzić? Czy jak włączam mecz siatkówki to spodziewam się koncertu rockowego? Czy włączając program kulinarny czekam na półgodzinną wstawkę dokumentu o piramidach? Nawet jakby była to edycja z Polski, to czy ucieszyłbym się na widok jakiegoś muzyka czy innego celebryty? Nawet jakby był ktoś powszechnie znany, szanowany i lubiany wśród polskich widzów - Marylka Rodowicz, Krzysztof Krawczyk czy Zbigniew Wodecki, to po prostu jest żałosne XD Mamy od startu 26 dni i 24 uczestników i tylko godzinę w tygodniu na ukazanie ich gry. Do tej pory mieliśmy tylko pojedyncze rady. Może gdyby nie medevac Kyle'a mielibyśmy podwójną radę w ciągu tych 4 odcinków, ale nadal - kiedy program ma nadążyć z eliminowaniem ludzi i pokazywaniem ich w sensowny sposób? Doczekamy się potrójnych rad i nielogicznego, chaotycznego editu, bo amerykańscy celebryci chcą się popromować albo - co jest bardziej prawdopodobne - Jeff liczy na to, że ich fani zainteresują się Survivorem? Billie Eilish jest tak zainteresowana współpracą, że nawet jednym zdaniem nie wspomniała o sezonie 50, chociaż jej nazwisko wybrzmiewa w każdym odcinku ze 3 razy XDDD Już rap tego odklejonego dziada w zeszłym odcinku wywołał u mnie ciarki, ale trwało to 30 sekund, a nie minut. Angelina, która jest dość popularna w fandomie Surva i na której powrót spora część widzów czekała, jest na wylocie od 4 epów, ale ma pozostać niewidzialna, bo country muzyk, którego imienia i nazwiska świeżo po obejrzeniu odcinka nawet nie pamiętam, musi poopowiadać czym dla niego jest Survivor, pobrzdęgolić na gitarce i zainspirować mnie do nurkowania w oceanie. Najlepsza nagroda wszechczasów, nie to co lot nad wulkanem z Vanuatu czy wejście na Wielki Mur Chiński. I jeszcze uczestnicy zachwyceni tym wszystkim. Uwierzę w zachwyt Joe, Coacha i Colby'ego, ale Dee, TY??? Po tych jej łzawych konfach to już mi ręce nie miały gdzie opaść. Nie chce mi się już nawet komentować eliminacji Mike'a i legendarnego głosowania 3-2-1 z tego wszystkiego, chociaż było to jedno z najciekawszych głosowań od dłuższego czasu.

- Prus
- 8th jury member
- Posty: 745
- Rejestracja: 19 lip 2020, 10:15
- Lokalizacja: Kraków
- Survivor 50: Genevieve
- Survivor 49: Savannah
- Kontakt:
S50E04 "Knife to the Heart"
Miałem się rozpisać bardziej, ale Jasasiek powiedział w większości to co ja chciałem napisać.
To był jeden z najgorszych odcinków w historii tego programu (a biorę pod uwagę takie sezony jak 44, 48 i Ghost Island). Dosłownie kiedy myślałem, że nie da się zrobić nic bardziej żenującego niż rapowanie Probst'a, to zostałem wyprowadzony z błędu dosłownie odcinek później. Nie mam absolutnie pojęcia kim jest Zac Brown i wątpię, że większość uczestników go znała zanim produkcja kazała odstawić całą tę szopkę. Najgorsze jest chyba to, że koleś otrzymał 4 konfy, kiedy taka Tiffany przez cały sezon ma 2 XDDD. Dee, Angelina, Chrissy i Kamilla, które są ciekawymi osobowościami też ciągle w cieniu.
Genevieve, która znalazła 2 idole w tym sezonie (czyli zrobiła coś co tylko mała garstka uczestników dokonała), musiała je oddać komuś. Aubry, która nie znalazła ani jednego, dostała Idola w gratisie. Cudowny twist - oby tak dalej, produkcjo.
Kolejnym minusem odcinka był fakt, że musiałem znów oglądać Gabby. Pewnie było im bardzo ciężko znaleźć scenę z nią, w której nie płacze. Natomiast Christian się rozpłakał z tego powodu (podobno po raz pierwszy od 7 lat), ale czego nie robi się, żeby dostać jeszcze więcej czasu ekranowego. Mam już dość oglądania jego przygód w tym sezonie. 30 konf przez 4 odcinki to zdecydowanie za dużo jak na niego.
Odpadł Mike i normalnie byłoby mi to obojętne, ale na tle tej obsady był jedną z lepszych osób, więc szkoda.
Pozostało chyba 9 odcinków i 19 osób, więc to kolejny świetny plan produkcji...
To był jeden z najgorszych odcinków w historii tego programu (a biorę pod uwagę takie sezony jak 44, 48 i Ghost Island). Dosłownie kiedy myślałem, że nie da się zrobić nic bardziej żenującego niż rapowanie Probst'a, to zostałem wyprowadzony z błędu dosłownie odcinek później. Nie mam absolutnie pojęcia kim jest Zac Brown i wątpię, że większość uczestników go znała zanim produkcja kazała odstawić całą tę szopkę. Najgorsze jest chyba to, że koleś otrzymał 4 konfy, kiedy taka Tiffany przez cały sezon ma 2 XDDD. Dee, Angelina, Chrissy i Kamilla, które są ciekawymi osobowościami też ciągle w cieniu.
Genevieve, która znalazła 2 idole w tym sezonie (czyli zrobiła coś co tylko mała garstka uczestników dokonała), musiała je oddać komuś. Aubry, która nie znalazła ani jednego, dostała Idola w gratisie. Cudowny twist - oby tak dalej, produkcjo.
Kolejnym minusem odcinka był fakt, że musiałem znów oglądać Gabby. Pewnie było im bardzo ciężko znaleźć scenę z nią, w której nie płacze. Natomiast Christian się rozpłakał z tego powodu (podobno po raz pierwszy od 7 lat), ale czego nie robi się, żeby dostać jeszcze więcej czasu ekranowego. Mam już dość oglądania jego przygód w tym sezonie. 30 konf przez 4 odcinki to zdecydowanie za dużo jak na niego.
Odpadł Mike i normalnie byłoby mi to obojętne, ale na tle tej obsady był jedną z lepszych osób, więc szkoda.
Pozostało chyba 9 odcinków i 19 osób, więc to kolejny świetny plan produkcji...
- Jasasiek
- 8th jury member
- Posty: 730
- Rejestracja: 06 lip 2020, 15:02
- Survivor 49: Sage
- Kontakt:
S50E04 "Knife to the Heart"
Teraz specjalnie wróciłem do odcinka, żeby zobaczyć jeszcze raz dokładnie reakcje uczestników na wejście tego jegomościa i nie mogę powstrzymać się od śmiechu. U Kamilli i Tiffany widać srogie zażenowanie, Christian i Cirie udają zainteresowanych, Ozzy, Genevieve, Emily i Angelina robią dobrą minę do złej gry, Mike ma wywalone, Jonathan wydaje się mieć wywalone, ale uaktywnia się na wzmiankę o łowieniu, Charlie, Rizo i Devens ekscytują się pod kamerę (kto by się spodziewał), Dee, Coach, Steph i Chrissy chyba naprawdę się cieszą (chociaż Coachowi nie ufam jeśli chodzi o aktorstwo), podejrzewam, że Joe i Colby też, Aubry przez moment szlocha, trudno określić o co jej chodzi, ale to jak ze wszystkim z nią w tym sezonie. Kabaret XD

-
Kinyo
- 3rd voted out
- Posty: 29
- Rejestracja: 20 paź 2019, 20:46
- Kontakt:
- Maw
- sole survivor
- Posty: 1318
- Rejestracja: 28 mar 2017, 23:30
- Survivor 49: Savannah
- Kontakt:
S50E04 "Knife to the Heart"
Przykro się patrzy na to, co Jeff zrobił z Survivor i jak odklejony od rzeczywistości on jest. Pamiętam jak w wywiadzie przed emisją sezonu powiedział, że fakt, celebryci będą, ale wpłynie to w minimalny sposób na odcinki i uczestnicy zawsze będą na pierwszym miejscu. Z Billie mogę się zgodzić, ale tutaj? Czy my naprawdę potrzebowaliśmy kilka setek tego muzyka, cały bardzo długi segment o tym jak łowi ryby i dosłownie połowę odcinka przeznaczoną mu? To jest tak bardzo złe, że aż blisko do komedii, tym bardziej w tak wyjątkowy sezon jak 50. W dodatku ten głos był naprawdę ciekawy i interesująco się oglądało to plemię spiskujące przed radą, to mógłby być świetny odcinek, a wyszło gówno. Jedyne co dla mnie mogli pokazać to reakcje Dee, która mnie dość rozbawiła, ale pokazywanie połowy castu jak jara się tym Zachiem i na tym opiera się ich content w odcinku? Żenada. Mike'a trochę szkoda, nawet go lubiłem, ale wolałem jego eliminację od Angeliny i Emily, które są moimi faworytkami. Emily w sumie to jest najbardziej entertaining osoba tam teraz. No nie wiem, mam wrażenie, że ta edycja ma potencjał, ale Jeff bardzo stara się go zepsuć. Rywalizację Aubry i Genevieve ciekawie się ogląda, Charlie w sumie nie jest tak nudny jak w swoim oryginalnym sezonie, chociaż widać, że trochę gra pod screentime, Rizgoda mi się dobrze ogląda. Jak na ten moment to najbardziej kibicuję Emily, Dee, Chrissy i Angelinie, ale ubolewam, że one wszystkie poza Emily są strasznie underedited, no ale trzeba dać content jakiemuś country muzykowi albo dawać tysiąc konf Coachowi i Christianowi...
-
Koxer
- Posty: 1
- Rejestracja: 20 mar 2026, 13:18
- Kontakt:
S50E04 "Knife to the Heart"
Myślałem, że już gorzej nie będzie a tu przez 1/3 odcinka pokazywali chłopa który blisko 20 lat temu nagrał piosenki które mają mniej wyświetleń niż hity Skolima, a uczestnicy podniecają się jakby to była wielka gwiazda.
- Umbastyczny
- sole survivor
- Posty: 2441
- Rejestracja: 25 lut 2013, 00:00
- Survivor 50: Cirie
- Survivor 49: Sage
- Kontakt:
S50E04 "Knife to the Heart"
ja prdl... co tu się wydarzyło?
oczywiście muszę wylać swoje żale w kwestii pana celebryty
już sam pomysł, żeby go w ogóle angażować jest słaby moim zdaniem, ale ok, już niech będzie...
ale to było chore
Najpierw wypowiedzi i konfy na temat tego, że chłop się pojawi. Potem się pojawił i druga runda przeżywania tego. Punktem kulminacyjnym były jego solo sceny, gdy łowił ryby i coś tam opowiadał - WTF?! co mnie to obchodzi. Potem jeszcze długie sceny jak gra na gitarze i spędza czas z wygranymi, a potem jeszcze relacja z Cila jak przeżywają porażkę, bo nie mogą się spotkać z panem celebrytą... matko kochana... zdominowało to za bardzo odcinek. Było za mało czasu na istotne rzeczy.
![Obrazek]()
W ogóle ten cały Zac miał 4 konfy (według ludzi z redditu, ja tego nie liczę). Wiecie kto miał też 4 konfy? Chrissy, Tiffany, Charlie, Cirie, Dee, Jonathan, Rick i Rizo. ŁĄCZNIE - 8 osób! 4 z nich z 0, 4 z jedną konfą...
Wiecie ile Tiffany ma konf po 4 odcinkach? 2! Czyli połowę tego co typ, który opowiadał o grze na gitarze i łowieniu ryb.
Ale wróćmy do istotnych rzeczy:
Cila - tutaj nudno, tylko talent show i mamy podkreślaną paranoję Charliego, więc nie wróży mu to dobrze i pewnie niedługo wyleci po przegranej batalii z Rizo. No i Rizo ma HI - myślę, że w tym caście już nie będzie mu szło tak łatwo manipulowanie innymi przy jego użyciu.
Kalo - blok na nagrodzie przemilczę. Z ciekawszych rzeczy to Genevieve znalazła kolejny idol i dalej nie ma własnej przewagi. Ciekawe były słowa, że daje go Rizo, ale nie dlatego, że mają jakiś tam zalążek sojuszu i chce mu pomóc, tylko liczy, że go zblindsiduje i weźmie HI sobie.
Vatu - tu mi brakuje trochę narracji o tym skąd się wzięła bliska relacja Ozzy'ego i Mike'a. Nagle Ozzy podkreślał co chwilę jaki Mike jest super, że chce grać z Mikiem itd. No i skąd się wzięła relacja Emily i Ozzy'ego - tu trochę widzieliśmy, ale szybko przeszli (bardziej Emily) od polowania na Ozzy'ego do przeżywania, że Ozzy będzie zły jak mu nie powiedzą o eliminacji Mike'a.
Ozzy poza planem i jak zwykle bitter, gdy idzie nie po jego myśli.
Plan Christiana ok, doceniam, że postanowił się odciąć od Mike'a i nie grać tylko przy pomocy relacji z przeszłości. Choć nie wiem czy ratowanie Emily to też taki super plan, bo ona ewidentnie burzy mu plany i bardziej przeszkadza niż pomaga.
Steph wróciła do większości - dlatego nie ma co się wkurzać i rzucać po jednym blindsidzie, sytuacja jest dynamiczna i jak widać spokojem i opanowaniem można coś ugrać.
Emily - ja lubię jej chaos, ale mamy ją często pokazywaną jako tą, która jest w większości, ale wszystkie decyzje są wbrew temu co ona myśli.
Z dwójki Angelina i Mike - super, że Angelina została. Ja ją uwielbiam, ale jej sytuacja jest ciężka. Wygląda na to, że nikt za bardzo nie chce tam z nią grać - 2 razy miała trochę szczęście, że znalazły się ciekawsze cele do eliminacji.
Mike - był ok, nic do niego nie mam, ale też nie jestem fanem, więc jego eliminacja jest mi obojętna - jak pisałem, lepiej on niż Angelina czy Emily.
oczywiście muszę wylać swoje żale w kwestii pana celebryty
już sam pomysł, żeby go w ogóle angażować jest słaby moim zdaniem, ale ok, już niech będzie...
ale to było chore
Najpierw wypowiedzi i konfy na temat tego, że chłop się pojawi. Potem się pojawił i druga runda przeżywania tego. Punktem kulminacyjnym były jego solo sceny, gdy łowił ryby i coś tam opowiadał - WTF?! co mnie to obchodzi. Potem jeszcze długie sceny jak gra na gitarze i spędza czas z wygranymi, a potem jeszcze relacja z Cila jak przeżywają porażkę, bo nie mogą się spotkać z panem celebrytą... matko kochana... zdominowało to za bardzo odcinek. Było za mało czasu na istotne rzeczy.

Wow, szanuję - nie oglądałbym tego drugi raz z własnej woli.
W ogóle ten cały Zac miał 4 konfy (według ludzi z redditu, ja tego nie liczę). Wiecie kto miał też 4 konfy? Chrissy, Tiffany, Charlie, Cirie, Dee, Jonathan, Rick i Rizo. ŁĄCZNIE - 8 osób! 4 z nich z 0, 4 z jedną konfą...
Wiecie ile Tiffany ma konf po 4 odcinkach? 2! Czyli połowę tego co typ, który opowiadał o grze na gitarze i łowieniu ryb.
Ale wróćmy do istotnych rzeczy:
Cila - tutaj nudno, tylko talent show i mamy podkreślaną paranoję Charliego, więc nie wróży mu to dobrze i pewnie niedługo wyleci po przegranej batalii z Rizo. No i Rizo ma HI - myślę, że w tym caście już nie będzie mu szło tak łatwo manipulowanie innymi przy jego użyciu.
Kalo - blok na nagrodzie przemilczę. Z ciekawszych rzeczy to Genevieve znalazła kolejny idol i dalej nie ma własnej przewagi. Ciekawe były słowa, że daje go Rizo, ale nie dlatego, że mają jakiś tam zalążek sojuszu i chce mu pomóc, tylko liczy, że go zblindsiduje i weźmie HI sobie.
Vatu - tu mi brakuje trochę narracji o tym skąd się wzięła bliska relacja Ozzy'ego i Mike'a. Nagle Ozzy podkreślał co chwilę jaki Mike jest super, że chce grać z Mikiem itd. No i skąd się wzięła relacja Emily i Ozzy'ego - tu trochę widzieliśmy, ale szybko przeszli (bardziej Emily) od polowania na Ozzy'ego do przeżywania, że Ozzy będzie zły jak mu nie powiedzą o eliminacji Mike'a.
Ozzy poza planem i jak zwykle bitter, gdy idzie nie po jego myśli.
Plan Christiana ok, doceniam, że postanowił się odciąć od Mike'a i nie grać tylko przy pomocy relacji z przeszłości. Choć nie wiem czy ratowanie Emily to też taki super plan, bo ona ewidentnie burzy mu plany i bardziej przeszkadza niż pomaga.
Steph wróciła do większości - dlatego nie ma co się wkurzać i rzucać po jednym blindsidzie, sytuacja jest dynamiczna i jak widać spokojem i opanowaniem można coś ugrać.
Emily - ja lubię jej chaos, ale mamy ją często pokazywaną jako tą, która jest w większości, ale wszystkie decyzje są wbrew temu co ona myśli.
Z dwójki Angelina i Mike - super, że Angelina została. Ja ją uwielbiam, ale jej sytuacja jest ciężka. Wygląda na to, że nikt za bardzo nie chce tam z nią grać - 2 razy miała trochę szczęście, że znalazły się ciekawsze cele do eliminacji.
Mike - był ok, nic do niego nie mam, ale też nie jestem fanem, więc jego eliminacja jest mi obojętna - jak pisałem, lepiej on niż Angelina czy Emily.
-
Kelrik
- 7th voted out
- Posty: 112
- Rejestracja: 11 mar 2017, 00:00
- Kontakt:
S50E04 "Knife to the Heart"
Co wy macię z tą Angeliną?
Leniwa, często poza układami, pasażer na gapę do merdżu? Ja ją głównie pamiętam za ten kretyński tekst o kurtce z poprzednich edycji. Mi zaimponował Christian choć Emily zrobiła sporo by popsuć jego plan. Nie dał się podejść Mike'owi i wygrał. Za tydzień będzie ciekawie bo na radę powędrują 2 zespoły. Na miejscu Ozzyego bym się nie rzucał tylko przyłożyłbym rękę do wyeliminowania Angeliny.
- Fenistil
- 2nd jury member
- Posty: 236
- Rejestracja: 22 sie 2017, 21:27
- Lokalizacja: Warszawa
- Kontakt:
S50E04 "Knife to the Heart"
Wszystko już zostało chyba powiedziane. Słaby odcinek z żenującym punktem nacisku. Na plus jedynie eliminacja Mike'a, bo choć nic do niego nie mam, to satysfakcjonująco dostał w czapę za te swoje manipulacje.
- tombak90
- sole survivor
- Posty: 2739
- Rejestracja: 12 mar 2011, 00:00
- Lokalizacja: Poznań
- Survivor 50: Angelina
- Survivor 49: Savannah
- Kontakt:
S50E04 "Knife to the Heart"
2-4
Cóż pięknego tym razem?
Ano przylazło jakieś zapiewajło, połowiło rybki, zabrało ćwierć czasu antenowego i zrobiło nam sekciarski seans przy szaszłykach. Jak tak szusował w głębinach, pośród odmętów swojej zajebistości, to miałem wrażenie, że za chwilę „przypadkiem” wyłowi jakieś antyczne wazy, niczym Vladimir Putin na kanale Nasza Rasija.
U różowych Hubicki był w tym epie trochę jak taki pizgnięty szczeniaczek, który zaczął gonić własny ogon i w rezultacie porozpierdalał wszystko w pokoju. Dalej cię chłopie lubię, ale ogarnijże się. Rozstrzelanie Wyliniałej Fretki Albinoski było na tym etapie głupie, bo gość chciał z nim grać i nie był dla niego żadnym zagrożeniem, więc w ten sposób Hubicki stracił jeden dość wierny numerek w osobie jego, drugi w osobie zdradzonej razem z nim Angeliny i trzeci w osobie Ozzy’ego, który tradycyjnie nie został poinformowany, co się dzieje. Stefa była zdradzona już wcześniej przy eliminacji Kju, tak więc po tej znakomitej decyzji nasz nadwiślański zawadiaka został wyłącznie z daremną Emily, która nie potrafi zamknąć jadaczki i już dwukrotnie wykonfiturzyła przy ludziach jego plany narażając go na dużą wkuchę. Moje gratulacje
Cieszy mnie, że została Angelina, aczkolwiek panna dalej leci u mnie głównie na oparach ze swojego pierwszego sezonu, w tym póki co nie zrobiła nic głupiego, ale też nic, żeby tę sympatię utrzymać. Miałem dużą nadzieję na odłączenie baterii Emily, bo lacha jest totalnie daremna i już dwa razy udowodniła, że bardziej przeszkadza niż pomaga swoim sojusznikom, no ale niestety.
Samej Wyliniałej Fretki Alibinoski trochę mi szkoda, prawie się dzisiaj zakrztusiłem galaretką z Wawelu słuchając jak kolo tym swoim głosem umierającego dziewięćdziesięciolatka szepcze nam czule, że jest Machiavellim i rozdaje karty w plemieniu
Ale cóż, był aktywny, chciał ukręcić łeb właściwej osobie i zostawić w grze właściwą – jak dla mnie miodzio, zaliczam ci ten występ jako udany, rest in peace.
Po zakrętce Hubickiego chyba najbardziej w tym plemieniu propsuję teraz Stefę – po rozstrzelaniu kumpla zachowała dobrą minę do złej gry, uaktywniła socjal i w rezultacie stała tam dzisiaj na najbardziej bezpiecznym gruncie ze wszystkich.
Pozostali zbiorczo, bo nie byli jeszcze na radach, więc jeszcze się nie naumiałem kto jest gdzie.
Aubry zdecydowanie nie powinna się odzywać poza własnym domem i poza lokalnym ośrodkiem pomocy społecznej, no ale niestety mamy jej na ekranie dość dużo. Mam nadzieję, że przynajmniej dostanie w czapę w jakiś śmieszny sposób w tej tkanej nam przez Panią Edytę coraz wyraźniej historii o antagonizmie z Genevieve. Samą Genevieve mam raczej w pupsku, ale jeśli zrobi Aubry krzywdę, to obiecuję ją z tego pupska wyciągnąć i dać buzi.
Coacha i Dee póki co JESZCZE zostawiam sobie wysoko, ale muszą mi obiecać, że nie będą więcej smarkać przy country, tudzież przez to, że nie mogli sobie posłuchać country na nagrodzie.
Bardzo mnie cieszy gra Cirie, która jak na razie gra zdecydowanie lepiej niż w Australii (o tym soon), może dlatego, że nie ma ze sobą tym razem żadnych bliskich kolegów, na których szczęściu zależałoby jej bardziej niż na własnym. Po byciu zagrożoną w pierwszym epie bardzo ładnie działa z socjalem, szczując ludzi przeciwko sobie. Rozwaliła mnie ze swoim tekstem o tym, że udawała, że trzyma perły z oburzenia i mówi omajgaad Dżoł said that?
Pech chciał, że jednym z jej celów stała się Savannah, no ale zdaje się, że ona i tak miała tu przegilgotane przez przedgrowe sojusze. Tym niemniej, szkoda dziewczyny, bo mimo szybkiego poćwiartowania umocniła w tym sezonie moją sympatię do siebie. Może chociaż Trejtorsy, czy Deczelendże ją teraz przygarną. Ja ze swojej strony namawiam.
Dżoł jest oczywiście takim samym błaznem jak był wcześniej i mam nadzieję, że Devens, niezmiennie jeden z moich favoritos, będzie miał jeszcze szansę go sieknąć. Z kolei bardziej zaskakuje mnie błazenada Papierowego Karolka, który na siłę postanowił tym razem przestać być papierowy, no ale z tą paranoją przeciwko Rizo za jego jury vote, wyszedł dość mocny kabareton. Rozumiem, gdyby takie strzały miała Abi, czy ktoś inny, czyim atrybutem jest chaos, ale on zdaje się próbował wcześniej budować wizerunek inteligentnego gracza, więc wyszła żałość. Przecież S49 nie było jeszcze wyemitowane, więc teoretycznie Rizo może bujać i ta sytuacja mogła totalnie nie mieć miejsca, a ten zjeb bazuje na niej cały swój plan gry
Papierowy Karolek zaczyna więc trochę udowadniać, że osobowościowo jest laczkiem, toteż rzuca to nowe światło na to, czemu mógł nie zdobyć sympatii jury w swoim sezonie.
Mam nadzieję, że Albaniec Rizo potnie go nożyczkami na papierowe konfetti i tym samym pomoże mi się zdecydować, czy ja go właściwie lubię, czy nie lubię. Z jednej strony, jest mocno przerysowany, ale z drugiej, tak co piątą konfę ma nawet śmieszną. Jego głos przypomina mi trochę Jimma Careya, więc mam wrażenie, że za chwilę wrzaśnie „czadu” i zacznie naciągać ludziom majtki na głowy
Cóż pięknego tym razem?
Ano przylazło jakieś zapiewajło, połowiło rybki, zabrało ćwierć czasu antenowego i zrobiło nam sekciarski seans przy szaszłykach. Jak tak szusował w głębinach, pośród odmętów swojej zajebistości, to miałem wrażenie, że za chwilę „przypadkiem” wyłowi jakieś antyczne wazy, niczym Vladimir Putin na kanale Nasza Rasija.
U różowych Hubicki był w tym epie trochę jak taki pizgnięty szczeniaczek, który zaczął gonić własny ogon i w rezultacie porozpierdalał wszystko w pokoju. Dalej cię chłopie lubię, ale ogarnijże się. Rozstrzelanie Wyliniałej Fretki Albinoski było na tym etapie głupie, bo gość chciał z nim grać i nie był dla niego żadnym zagrożeniem, więc w ten sposób Hubicki stracił jeden dość wierny numerek w osobie jego, drugi w osobie zdradzonej razem z nim Angeliny i trzeci w osobie Ozzy’ego, który tradycyjnie nie został poinformowany, co się dzieje. Stefa była zdradzona już wcześniej przy eliminacji Kju, tak więc po tej znakomitej decyzji nasz nadwiślański zawadiaka został wyłącznie z daremną Emily, która nie potrafi zamknąć jadaczki i już dwukrotnie wykonfiturzyła przy ludziach jego plany narażając go na dużą wkuchę. Moje gratulacje
Cieszy mnie, że została Angelina, aczkolwiek panna dalej leci u mnie głównie na oparach ze swojego pierwszego sezonu, w tym póki co nie zrobiła nic głupiego, ale też nic, żeby tę sympatię utrzymać. Miałem dużą nadzieję na odłączenie baterii Emily, bo lacha jest totalnie daremna i już dwa razy udowodniła, że bardziej przeszkadza niż pomaga swoim sojusznikom, no ale niestety.
Samej Wyliniałej Fretki Alibinoski trochę mi szkoda, prawie się dzisiaj zakrztusiłem galaretką z Wawelu słuchając jak kolo tym swoim głosem umierającego dziewięćdziesięciolatka szepcze nam czule, że jest Machiavellim i rozdaje karty w plemieniu
Po zakrętce Hubickiego chyba najbardziej w tym plemieniu propsuję teraz Stefę – po rozstrzelaniu kumpla zachowała dobrą minę do złej gry, uaktywniła socjal i w rezultacie stała tam dzisiaj na najbardziej bezpiecznym gruncie ze wszystkich.
Pozostali zbiorczo, bo nie byli jeszcze na radach, więc jeszcze się nie naumiałem kto jest gdzie.
Aubry zdecydowanie nie powinna się odzywać poza własnym domem i poza lokalnym ośrodkiem pomocy społecznej, no ale niestety mamy jej na ekranie dość dużo. Mam nadzieję, że przynajmniej dostanie w czapę w jakiś śmieszny sposób w tej tkanej nam przez Panią Edytę coraz wyraźniej historii o antagonizmie z Genevieve. Samą Genevieve mam raczej w pupsku, ale jeśli zrobi Aubry krzywdę, to obiecuję ją z tego pupska wyciągnąć i dać buzi.
Coacha i Dee póki co JESZCZE zostawiam sobie wysoko, ale muszą mi obiecać, że nie będą więcej smarkać przy country, tudzież przez to, że nie mogli sobie posłuchać country na nagrodzie.
Bardzo mnie cieszy gra Cirie, która jak na razie gra zdecydowanie lepiej niż w Australii (o tym soon), może dlatego, że nie ma ze sobą tym razem żadnych bliskich kolegów, na których szczęściu zależałoby jej bardziej niż na własnym. Po byciu zagrożoną w pierwszym epie bardzo ładnie działa z socjalem, szczując ludzi przeciwko sobie. Rozwaliła mnie ze swoim tekstem o tym, że udawała, że trzyma perły z oburzenia i mówi omajgaad Dżoł said that?
Pech chciał, że jednym z jej celów stała się Savannah, no ale zdaje się, że ona i tak miała tu przegilgotane przez przedgrowe sojusze. Tym niemniej, szkoda dziewczyny, bo mimo szybkiego poćwiartowania umocniła w tym sezonie moją sympatię do siebie. Może chociaż Trejtorsy, czy Deczelendże ją teraz przygarną. Ja ze swojej strony namawiam.
Dżoł jest oczywiście takim samym błaznem jak był wcześniej i mam nadzieję, że Devens, niezmiennie jeden z moich favoritos, będzie miał jeszcze szansę go sieknąć. Z kolei bardziej zaskakuje mnie błazenada Papierowego Karolka, który na siłę postanowił tym razem przestać być papierowy, no ale z tą paranoją przeciwko Rizo za jego jury vote, wyszedł dość mocny kabareton. Rozumiem, gdyby takie strzały miała Abi, czy ktoś inny, czyim atrybutem jest chaos, ale on zdaje się próbował wcześniej budować wizerunek inteligentnego gracza, więc wyszła żałość. Przecież S49 nie było jeszcze wyemitowane, więc teoretycznie Rizo może bujać i ta sytuacja mogła totalnie nie mieć miejsca, a ten zjeb bazuje na niej cały swój plan gry
Papierowy Karolek zaczyna więc trochę udowadniać, że osobowościowo jest laczkiem, toteż rzuca to nowe światło na to, czemu mógł nie zdobyć sympatii jury w swoim sezonie.
Mam nadzieję, że Albaniec Rizo potnie go nożyczkami na papierowe konfetti i tym samym pomoże mi się zdecydować, czy ja go właściwie lubię, czy nie lubię. Z jednej strony, jest mocno przerysowany, ale z drugiej, tak co piątą konfę ma nawet śmieszną. Jego głos przypomina mi trochę Jimma Careya, więc mam wrażenie, że za chwilę wrzaśnie „czadu” i zacznie naciągać ludziom majtki na głowy
"Dziś prawdziwych villainów już nie ma..."
Kto jest online
Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 1 gość