ale Starr jakoś do niej bardziej pasuje
The Amazing Race 13
- Roxy
- sole survivor
- Posty: 2661
- Rejestracja: 25 mar 2010, 00:00
- Winners at War: Parvati
- Survivor AU All Stars: Shonee
- Kontakt:
- Jack
- sole survivor
- Posty: 5908
- Rejestracja: 02 maja 2010, 00:00
- Kontakt:
- Jack
- sole survivor
- Posty: 5908
- Rejestracja: 02 maja 2010, 00:00
- Kontakt:
- Roxy
- sole survivor
- Posty: 2661
- Rejestracja: 25 mar 2010, 00:00
- Winners at War: Parvati
- Survivor AU All Stars: Shonee
- Kontakt:
- Jack
- sole survivor
- Posty: 5908
- Rejestracja: 02 maja 2010, 00:00
- Kontakt:
- ciriefan
- sole survivor
- Posty: 6276
- Rejestracja: 27 mar 2010, 00:00
- Winners at War: Natalie
- Survivor AU All Stars: Shonee
- Kontakt:
Sezon jak zawsze fajny, bo cały program fajny, ale przyznam, że dosyć przewidywalny. Mniej więcej w połowie stwierdziłem na podstawie editu, że Nick i Star wygrają i nie chciało mi się tego dalej oglądać. Kibicowałem Kenowi i Tinie. Może nie wygrali tylu etapów co Nick i Star, ale bardziej ich polubiłem.
Nick i Star - zwycięzcy w porządku, ale bez szału. Jak dla mnie tacy nijacy. Nie mieli żadnej ciekawej historii i dlatego jednym z ich głównych wątków były kłótnie z adwokatkami czy romans z Tony'm. Wygrywali większość etapów i aż się chciało, żeby polegli. Para jak dla mnie nudna, aczkolwiek silna, co trzeba im przyznać.
Ken i Tina - moi faworyci. Na początku ich nie lubiłem. Ona wydawała mi się taką wredną, starą babą, a on przecież ją zdradził. Byli jednak naprawdę sympatyczni, ich relacja się pogłębiała z odcinek na odcinek i widać było, że coś do siebie czują. Mieli piękną historię. Wręczenie pierścionka na koniec było bardzo wzruszające. Do końca miałem nadzieję, że im się uda i że choć raz edit mnie zaskoczy. No ale skoro pokazywali ich kłócących się, a Nick i Star mieli edit bez zarzutu, było jasne, kto wygra.
Dan i Andrew - OMG jak oni doszli do finału? Jedna z najbardziej żałosnych drużyn w historii. Ciągle mieli jakieś debilne błędy i nie dotyczytywali wskazówek. Jak mogli zostawić buty w teatrze?! Ich maszerowanie w rosyjskim wojsku do dzisiaj będzie do mnie powracać w koszmarach. Co odcinek zastanawiałem się, kiedy w końcu odpadną, a im ciągle się udawało. Mieli więcej szczęścia niż rozumu.
Toni i Dallas - moi drudzy faworyci sezonu. Pozytywna para, bezsprzeczna, fajna relacja między nimi. Aczkolwiek edit nie pozostawiał złudzeń - pierwsze pół sezonu niewidzialni, a potem też raczej nie mieli większości air time'u. Powinni wrócić w All Stars, po tym zgubieniu paszportów zasłużyli na drugą szansę.
Terrence i Sarah - Strasznie mi irytowali, ale też bawili. Śmieszni byli. Tekst: "they didn't even say hi to us!" hahaha mocne to było :P Aczkolwiek do moich ulubieńców nie należeli.
Kelly i Christy - nie znosiłem ich. Typowe wredne jędze przeświadczone o swojej wyższości nad innymi. Naśmiewały się tylko z innych i poprawiały swoje ego. Nie dziwię się, że obie to rozwódki, kto by z nimi wytrzymał.
Aja i Ty - w sumie mieli na tyle niewidzialny edit, że nie wiem, co o nich napisać :P
Marisa i Brooke - kolejna nieudana kopia Dustin i Candace. Czy już w każdej edycji będą drużyna dwóch blondzi? Strasznie głupie były. No i były przedstawiane jako "południowe piękności" - eee piękności?
Mark i Bill - przez głupi błąd odpadli, wzbudzali sympatię ale bez szału
Anthony i Stephanie - przez swoje 2 odcinki byli niewidzialni, jak odpadli to się zastanawiałem kto to
Anita i Arthur - sympatyczne dziadki, aczkolwiek ta długa broda mnie irytowała. Jak na 1 wyeliminowanych byli bardzo mało pokazani w 1 odcinku, a szkoda, bo wydają się być ciekawi.
Nick i Star - zwycięzcy w porządku, ale bez szału. Jak dla mnie tacy nijacy. Nie mieli żadnej ciekawej historii i dlatego jednym z ich głównych wątków były kłótnie z adwokatkami czy romans z Tony'm. Wygrywali większość etapów i aż się chciało, żeby polegli. Para jak dla mnie nudna, aczkolwiek silna, co trzeba im przyznać.
Ken i Tina - moi faworyci. Na początku ich nie lubiłem. Ona wydawała mi się taką wredną, starą babą, a on przecież ją zdradził. Byli jednak naprawdę sympatyczni, ich relacja się pogłębiała z odcinek na odcinek i widać było, że coś do siebie czują. Mieli piękną historię. Wręczenie pierścionka na koniec było bardzo wzruszające. Do końca miałem nadzieję, że im się uda i że choć raz edit mnie zaskoczy. No ale skoro pokazywali ich kłócących się, a Nick i Star mieli edit bez zarzutu, było jasne, kto wygra.
Dan i Andrew - OMG jak oni doszli do finału? Jedna z najbardziej żałosnych drużyn w historii. Ciągle mieli jakieś debilne błędy i nie dotyczytywali wskazówek. Jak mogli zostawić buty w teatrze?! Ich maszerowanie w rosyjskim wojsku do dzisiaj będzie do mnie powracać w koszmarach. Co odcinek zastanawiałem się, kiedy w końcu odpadną, a im ciągle się udawało. Mieli więcej szczęścia niż rozumu.
Toni i Dallas - moi drudzy faworyci sezonu. Pozytywna para, bezsprzeczna, fajna relacja między nimi. Aczkolwiek edit nie pozostawiał złudzeń - pierwsze pół sezonu niewidzialni, a potem też raczej nie mieli większości air time'u. Powinni wrócić w All Stars, po tym zgubieniu paszportów zasłużyli na drugą szansę.
Terrence i Sarah - Strasznie mi irytowali, ale też bawili. Śmieszni byli. Tekst: "they didn't even say hi to us!" hahaha mocne to było :P Aczkolwiek do moich ulubieńców nie należeli.
Kelly i Christy - nie znosiłem ich. Typowe wredne jędze przeświadczone o swojej wyższości nad innymi. Naśmiewały się tylko z innych i poprawiały swoje ego. Nie dziwię się, że obie to rozwódki, kto by z nimi wytrzymał.
Aja i Ty - w sumie mieli na tyle niewidzialny edit, że nie wiem, co o nich napisać :P
Marisa i Brooke - kolejna nieudana kopia Dustin i Candace. Czy już w każdej edycji będą drużyna dwóch blondzi? Strasznie głupie były. No i były przedstawiane jako "południowe piękności" - eee piękności?
Mark i Bill - przez głupi błąd odpadli, wzbudzali sympatię ale bez szału
Anthony i Stephanie - przez swoje 2 odcinki byli niewidzialni, jak odpadli to się zastanawiałem kto to
Anita i Arthur - sympatyczne dziadki, aczkolwiek ta długa broda mnie irytowała. Jak na 1 wyeliminowanych byli bardzo mało pokazani w 1 odcinku, a szkoda, bo wydają się być ciekawi.
- tombak90
- sole survivor
- Posty: 2727
- Rejestracja: 12 mar 2011, 00:00
- Lokalizacja: Poznań
- Winners at War: Tony
- Survivor AU All Stars: David
- Kontakt:
No po prostu hulaj dusza. Obejrzałem sobie ostatnio trzy sezony z najróżniejszych okresów TAR-u (1, 13, 25) i wszystkie stopniowo urywały mi kolejne kawałki dupy, aż teraz została tylko goła kość ogonowa. Boję się teraz odpalać jakiś kolejny, bo każde szczęście się kiedyś skończy i być może los chciał uśpić moją czujność, żeby teraz przynieść coś strasznego.
Ogółem cud, miód i orzeszki, jedyna moja uwaga jest taka, że edytorzy powinni zjeść g*wno, bo wyjątkowo się tu nie popisali. Praktycznie od początku sugerowali kto tu jest skazany na zgubę, a kto na chlubę.
*Nick & Starr - może wypowiem się tylko o dziewczynie, bo kolesia do samego końca nie zauważałem. Nie wiem nawet jak wyglądał; pamiętam jedynie, że nie miał zeza, irokeza, narośli na czole w kształcie penisa, ani niczego, czym by się szczególnie wyróżnił. Starr była natomiast słodziutka, zadziorna, wygadana i pochłaniała uwagę jak posłanka Pawłowicz sałatkę. Zwycięstwo także zasłużone, aczkolwiek ja sercem byłem za konkurentami.
*Ken & Tina - no właśnie. Finał mocno mnie wkręcił, trzymałem kciuki do ostatniej chwili i aż chciałem im zasadzić kopa przez monitor, żeby biegli szybciej. Najzabawniejsze jest to, że kompletnie nie wiem, dlaczego aż tak uwielbiałem Tinę. Wygląda jak taka typowa suczydłowata mamuśka z zebrań szkolnych, która krzywi nocha i wrzeszczy, że ale-prosze-pani-mnie-nie-obchodzi-pani-dziecko-mój-kacper-ma-w-tym-czasie-hokeja!!!!, a potem wraca do domu, chłepce sypaną z koleżankami i narzeka, że jej mąż to taaaka ciamajda, że krzywo zawiesił półkę i że za karę ugotuje mu dzisiaj mniej ziemniaków. A jednak była tak barwna, że ją pokochałem. Kena prawie nie zauważyłem, może poza obawą o jego życie. Ta herszt baba mogła przecież w każdej chwili dać się ponieść wk**wowi, zamachnąć się głową i strzelić mu w zęby tą blond kitą.
*Andrew & Dan - okeeej, okeej, ja jestem w pełni świadomy, że jeśli chodzi o grę, to oni ssali, wypluwali, a potem jeszcze raz ssali. Ale mimo wszystko, całkiem ich polubiłem. Przypominają mi takich swojskich ziomków z osiedla, którzy urywają się ze szkoły po to, żeby spędzić całe boże godziny w nieprzewietrzonym pokoju przy konsoli i chipsach, wdychając odór własnych bąków.
*Toni & Dallas - przez jakieś cztery odcinki myślałem, że to on jest Tony, a ona Dallas, ale ch*j, na oświecenie nigdy nie jest za późno. Ogółem, również bardzo polubiłem. Okazuje się, że jak się człowiek bardzo postara, może wziąć udział w programie z matką i wcale nie wyjść na p*zdusiowego maminsynka.
*Terence & Sarah - nosz kurka. Dlaczego wszystkie tar-owskie Sary muszą trafiać na takich przychlastów? Koleś zachowywał się jak księżna Bernadetta w ósmej ciąży i miałem błogą nadzieję, że któregoś razu Sarah nie wytrzyma, uśmiechnie się przepraszająco, zdejmie okulary, powie: ej-nachyl-się-na-chwilę-coś-ci-powiem i trzaśnie mu z główki. Facet mógłby docenić to, co ma, bo stawiam, że żadna inna laska nie rozłożyłaby przed nim nawet pasjansa.
*Kelly & Christy - całkiem zabawne. Ich żółć i nienawiść do ludzi wywoływały uśmiech rozrzewnienia. Ale ja i tak zapamiętam je głównie z tego, jak dostały po pyskach tym jakimś hinduskim kolorowym proszkiem i przez resztę odcinka wyglądały jak maszkary.
*Aja & Ty - tu już zaczynają się pary, które miałem w d*pie. Pamiętam tylko tyle, że byli czarni
*Marisa & Brooke - no dobra, ich akurat nie miałem w dupie. Wolałbym raczej sytuację odwrotną. Całkiem milusie, uśmiechnięte, rozwaliło mnie jak częstowały kogoś-tam na lotnisku cukierkami w ramach wdzięczności za coś-tam. Ale dzięki edytorom, przez cały czas miałem świadomość, że pójdą do diabła bardzo szybko.
*Mark & Bill - aż musiałem spytać cioci Vicky, kto tam odpadł jako trzeci. Raczej ch*jnia, pamiętam tylko tyle, że jeden z nich wyglądał jak dorosły Ludwiczek zapowiadający przygody małego Ludwiczka przed każdym "Światem według Ludwiczka".
*Anthony & Stephanie - babka miała fajne oczy. Koleś miał dziewczynę z fajnymi oczami. Tyle mądrego ode mnie.
*Anita & Arthur - wyglądali tak pociesznie, trochę bajkowo
Być może, ta porażająca ilość białych kudłów odrastających ze wszystkich możliwych części ciała to taki rodzaj dodatkowej ochrony przed pszczołami.
Ogółem cud, miód i orzeszki, jedyna moja uwaga jest taka, że edytorzy powinni zjeść g*wno, bo wyjątkowo się tu nie popisali. Praktycznie od początku sugerowali kto tu jest skazany na zgubę, a kto na chlubę.
*Nick & Starr - może wypowiem się tylko o dziewczynie, bo kolesia do samego końca nie zauważałem. Nie wiem nawet jak wyglądał; pamiętam jedynie, że nie miał zeza, irokeza, narośli na czole w kształcie penisa, ani niczego, czym by się szczególnie wyróżnił. Starr była natomiast słodziutka, zadziorna, wygadana i pochłaniała uwagę jak posłanka Pawłowicz sałatkę. Zwycięstwo także zasłużone, aczkolwiek ja sercem byłem za konkurentami.
*Ken & Tina - no właśnie. Finał mocno mnie wkręcił, trzymałem kciuki do ostatniej chwili i aż chciałem im zasadzić kopa przez monitor, żeby biegli szybciej. Najzabawniejsze jest to, że kompletnie nie wiem, dlaczego aż tak uwielbiałem Tinę. Wygląda jak taka typowa suczydłowata mamuśka z zebrań szkolnych, która krzywi nocha i wrzeszczy, że ale-prosze-pani-mnie-nie-obchodzi-pani-dziecko-mój-kacper-ma-w-tym-czasie-hokeja!!!!, a potem wraca do domu, chłepce sypaną z koleżankami i narzeka, że jej mąż to taaaka ciamajda, że krzywo zawiesił półkę i że za karę ugotuje mu dzisiaj mniej ziemniaków. A jednak była tak barwna, że ją pokochałem. Kena prawie nie zauważyłem, może poza obawą o jego życie. Ta herszt baba mogła przecież w każdej chwili dać się ponieść wk**wowi, zamachnąć się głową i strzelić mu w zęby tą blond kitą.
*Andrew & Dan - okeeej, okeej, ja jestem w pełni świadomy, że jeśli chodzi o grę, to oni ssali, wypluwali, a potem jeszcze raz ssali. Ale mimo wszystko, całkiem ich polubiłem. Przypominają mi takich swojskich ziomków z osiedla, którzy urywają się ze szkoły po to, żeby spędzić całe boże godziny w nieprzewietrzonym pokoju przy konsoli i chipsach, wdychając odór własnych bąków.
*Toni & Dallas - przez jakieś cztery odcinki myślałem, że to on jest Tony, a ona Dallas, ale ch*j, na oświecenie nigdy nie jest za późno. Ogółem, również bardzo polubiłem. Okazuje się, że jak się człowiek bardzo postara, może wziąć udział w programie z matką i wcale nie wyjść na p*zdusiowego maminsynka.
*Terence & Sarah - nosz kurka. Dlaczego wszystkie tar-owskie Sary muszą trafiać na takich przychlastów? Koleś zachowywał się jak księżna Bernadetta w ósmej ciąży i miałem błogą nadzieję, że któregoś razu Sarah nie wytrzyma, uśmiechnie się przepraszająco, zdejmie okulary, powie: ej-nachyl-się-na-chwilę-coś-ci-powiem i trzaśnie mu z główki. Facet mógłby docenić to, co ma, bo stawiam, że żadna inna laska nie rozłożyłaby przed nim nawet pasjansa.
*Kelly & Christy - całkiem zabawne. Ich żółć i nienawiść do ludzi wywoływały uśmiech rozrzewnienia. Ale ja i tak zapamiętam je głównie z tego, jak dostały po pyskach tym jakimś hinduskim kolorowym proszkiem i przez resztę odcinka wyglądały jak maszkary.
*Aja & Ty - tu już zaczynają się pary, które miałem w d*pie. Pamiętam tylko tyle, że byli czarni

*Marisa & Brooke - no dobra, ich akurat nie miałem w dupie. Wolałbym raczej sytuację odwrotną. Całkiem milusie, uśmiechnięte, rozwaliło mnie jak częstowały kogoś-tam na lotnisku cukierkami w ramach wdzięczności za coś-tam. Ale dzięki edytorom, przez cały czas miałem świadomość, że pójdą do diabła bardzo szybko.
*Mark & Bill - aż musiałem spytać cioci Vicky, kto tam odpadł jako trzeci. Raczej ch*jnia, pamiętam tylko tyle, że jeden z nich wyglądał jak dorosły Ludwiczek zapowiadający przygody małego Ludwiczka przed każdym "Światem według Ludwiczka".
*Anthony & Stephanie - babka miała fajne oczy. Koleś miał dziewczynę z fajnymi oczami. Tyle mądrego ode mnie.
*Anita & Arthur - wyglądali tak pociesznie, trochę bajkowo

"Dziś prawdziwych villainów już nie ma..."
- Jack
- sole survivor
- Posty: 5908
- Rejestracja: 02 maja 2010, 00:00
- Kontakt:
Tombak to który sezon oglądasz teraz? :D
Też lubię TAR13, w sumie to chyba pierwsza edycja, w której obejrzałem każdy odcinek i od tego zaczęła się moja "przygoda" z Amazing Race.
Przeczytałem twój opis każdej z par i co do większości się zgadzam. Ale Nick też był taki trochę "villainowaty". Pamiętam, że skierował Kelly i Christy detourze na zadanie z kiwi, żeby poobdzierały sobie stopy :D (Jak się potem okazało to skończyły bardzo szybko to zadanie).
Też lubię TAR13, w sumie to chyba pierwsza edycja, w której obejrzałem każdy odcinek i od tego zaczęła się moja "przygoda" z Amazing Race.
Przeczytałem twój opis każdej z par i co do większości się zgadzam. Ale Nick też był taki trochę "villainowaty". Pamiętam, że skierował Kelly i Christy detourze na zadanie z kiwi, żeby poobdzierały sobie stopy :D (Jak się potem okazało to skończyły bardzo szybko to zadanie).
- tombak90
- sole survivor
- Posty: 2727
- Rejestracja: 12 mar 2011, 00:00
- Lokalizacja: Poznań
- Winners at War: Tony
- Survivor AU All Stars: David
- Kontakt:
Wracam do korzeni, na playliście TAR numer cztery
I wygląda na to, że moje czarnowidztwo się sprawdza. Dupa powoli mi odrasta. Jedyną nadzieją jest Jaree 
A Nick jak dla mnie mógłby nawet zgwałcić jakieś hinduskie dziecko na wizji, i tak pewnie bym go nie zapamiętał. Jak się ma taką partnerkę, to wzrok automatycznie wędruje na nią


A Nick jak dla mnie mógłby nawet zgwałcić jakieś hinduskie dziecko na wizji, i tak pewnie bym go nie zapamiętał. Jak się ma taką partnerkę, to wzrok automatycznie wędruje na nią
"Dziś prawdziwych villainów już nie ma..."
Kto jest online
Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 4 gości