S49E13 "A Fever Dream"

ODPOWIEDZ
Awatar użytkownika
Jack
sole survivor
Posty: 5926
Rejestracja: 02 maja 2010, 00:00
Kontakt:

S49E13 "A Fever Dream"

Post autor: Jack »

Premiera: 17 grudnia 2025

Awatar użytkownika
Prus
8th jury member
Posty: 732
Rejestracja: 19 lip 2020, 10:15
Lokalizacja: Kraków
Winners at War: Michele
Survivor AU All Stars: Shonee
Kontakt:

S49E13 "A Fever Dream"

Post autor: Prus »

Wow.

Cieżko mi napisać coś konkretnego o tym sezonie, bo był strasznie miałki. Początek sezonu to nuda, środek był nawet przyjemny, a końcówka była dziwna, bo ludzie wykonywani złe ruchy i przegapiali okazje do wyeliminowania Savannah.

Dla mnie jest zasłużoną zwyciężczynią. Przez większość sezonu miała władzę i wygrywała masę immunitetów. Prawie pobiła rekord, ale zremisowanie jest też spoko. Raz była po złej stronie głosów i powinni ją wyeliminować przy najbliższej okazji. Niby nie była jakiś ekstremalnie doinującym graczem, ale prawie wszystko szło po jej myśli. Nawet Rizo bał się jej sprzeciwić XD. I doceniam, że nie była taka cukierkowa jak część osób w Nowej Erze i czasem była pyskata w konfach. Polubiłem ją.

Sophi za późno zrobiła cokolwiek. Mogła zabrać idola Kristinie, albo Rizo, to mogłaby mieć większy szacunek wśród jurorów, bo nie była głupia i dobrze myślała czasem. 100k to dobra wygrana za jej gre.

Sage była też spoko, bo była najbardziej dramogenną osobą w tej obsadzie. Trochę dziwi mnie jak zniszczyła swoją grę. Miała pełno władzy, a pod koniec wykonywała złe ruchy.

Rizo był nawet spoko na początku, ale pod koniec zaczął denerwować mnie z tym robieniem show na radzie i płakaniem.

Kristina była słabym graczem, więc i tak by nie wygrała gdyby doszła do F3, ale dawała czasem odrobine rozrywki.

Mój obecny ranking Nowej Ery:

47
45
42
41
46
49
43
48
44

A jeśli chodzi o zwycięzców:


1. Dee
2. Kyle
3. Erika
4. Yam Yam
5. Rachel
6. Savannah
7. Kenzie
8. Maryanne
9. Gabler

Awatar użytkownika
ciriefan
sole survivor
Posty: 6387
Rejestracja: 27 mar 2010, 00:00
Winners at War: Natalie
Survivor AU All Stars: Shonee
Kontakt:

S49E13 "A Fever Dream"

Post autor: ciriefan »

Finał był w miarę ok.

Najpierw odpadła Kristina. No i dobrze, bo z tą miałką grą była pewniakiem na typową starszą panią runner up. Dla mnie ona to takie trochę waste of space tej edycji.

No aczkolwiek tutaj Sophi i Rizo pogrzebali swoją grę. Jeśli Kristina była taka wybitna w ogniu, to pokonałaby Savannah. Decyzję Sophi jeszcze jestem w stanie zrozumieć, bo nie mogła przewidzieć, że wygra finałowy immunitet, a Savannah do tego momentu wyrównała rekord kobiet w indywidualnych immunitetach. Sophi pewnie zakładała, że Savannah do finału zabierze Rizo i wtedy ona polegnie z Kristiną. No ok, było to rozsądne ryzyko, jednak los nie był po jej stronie. No ale czemu Rizo tak chciał wywalić Kristinę? Moim zdaniem z Kristiną w F4 miałby pewny finał, bo Savannah do finału zabrałaby jego, a Sophi do ognia dałaby Kristinę i Savannah. No ale potoczyło się tak a nie inaczej i w sumie super, bo jeszcze Rizo by to wygrał, a to byłby już dramat dla mnie.

No i finałowa rada nawet nie była nudna. Sage totalnie się posypała i finalnie jest dla mnie jednym z rozczarowań tego sezonu. W pewnym momencie się tak dobrze zapowiadała, pokazała charakterek i była taka inna na tle nowej ery. Kto by pomyślał, że to tylko po to, aby na koniec tak się posypać i strategicznie i emocjonalnie. Najlepsze pytanie o dziwo miała Kristina. Na celu miało to pogrążyć Savannah i tak szczerze, to gdybym nie wiedział wcześniej, kto wygrał, to bym uznał, że Kryśce się to udało. Savannah fatalnie wypadła na tym pytaniu i wg mnie Sophi lepiej wypadła na FTC. Finalnie jury zagłosowało na grę a nie znajomość członków rodzin. Savannah jest porządnym zwycięzcą słabego sezonu. Sophi też byłaby ok, ale jednak Sav oceniam lepiej jako gracza.

Moje top 3 sezonu pod kątem sympatii to 1. Sophie 2. Sophi 3. Savannah. Aczkolwiek przyznam, że to chyba pierwszy sezon w historii, w którym nie widzę ani jednej osoby, której powrotu chciałbym w all starsach. Oczywiście spoko byłoby zobaczyć którąś z mojego top 3, ale one są top 3 bo były najmniej miałkie w tak miałkiej obsadzie. Na tle całej historii Surva to za rok nie będę o żadnej z nich pamiętać. No dobra, będę pamiętał o Sav, bo wygrała, ale gdyby nie wygrała, to też byłaby do zapomnienia. Osobowościowo to jedynie Sage jest materiałem na All Stars, aczkolwiek też bym tego nie chciał, bo ta końcówka mnie totalnie rozczarowała. Obawiam się też, że może kiedyś wróci Jake jako ten jedyny ukąszony przez wężą... Oby nie.

Nikogo nie widziałbym w All Starsach, a tymczasem dwie osoby powracają w 50. No więc tym bardziej nie widzę nikogo w tak ważnym sezonie 50... Rozumiem, że produkcja chciała efekt świeżości i aż dwie osoby z najświeższego sezonu. Rozumiem, że chcieli Savannah jako winnerkę, ale dla mnie no to za słaba osobowość. Wolałbym już Maryanne, którą wycięli w ostatniej chwili dla Savannah. No i Rizo... I co tu się dziwić, on jest taki Jeff'owy z tym swoim nerdziarstwem i tą swoją teatralnością i tym jaraniem się. Do tego ta historia z utrzymaniem HII tak długo. Na papierze to może wygląda dobrze, ale osobowościowo on jest dla mnie tak papierowy i przezroczysty. Tym bardziej znając listę osób odrzuconych mieć świadomość, że Rizo komuś zabrał to miejsce... Ech.

No cóż, oby 50 edycja mimo wszystko nie zawiodła. Aczkolwiek po tak kiepskich dwóch ostatnich sezonach mój zapał niestety opadł.

Obrazek

Obrazek

Awatar użytkownika
Umbastyczny
sole survivor
Posty: 2418
Rejestracja: 25 lut 2013, 00:00
Winners at War: Yul
Survivor AU All Stars: Shonee
Kontakt:

S49E13 "A Fever Dream"

Post autor: Umbastyczny »

Wreszcie koniec. Sezon nijaki i dość frustrujący.

F5 - odpadła Kristina. W sumie nawet ją polubiłem, ale graczem była po prostu słabym, waste of space sezonu. Niby była ogromnym zagrożeniem przy potencjalnym rozpalaniu ognia, ale oprócz tego no to kiepściutko. Aaa... no i sprytny plan Sage i Kristiny z wywaleniem Stevena ostatnio posypał się, bo i Savannah i Rizo byli 'niewyrzucalni" w F5.

F4 - Sophi wygrała immu i fajnie, bo to jakieś zaskoczenie. Trochę irytowała mnie Savannah, która była obrażona, że Sophi chce podjąć samodzielną decyzję, zamiast po prostu zabrać ją do finału, a wysłać Sage i Rizo do ognia. Finalnie odpadł Rizo i wolałem takie rozstrzygnięcie. Smykałkę do gry jakąś miał, ale był przy tym zbyt teatralny, a przez to po prostu irytujący.

FTC - wynudziłem się. Jedyny ciekawy moment to pytanie Kristiny do Savanny. Podobało mi się jak Savannah próbowała po prostu się wycofać i odpuścić, a Kristina wypaliła z tym "chciałabym, żebyś spróbowała" xD Kristina pokazała tym więcej charakteru niż przez poprzednie 25 dni gry.

No i oczywiście było to pytanie, które miało dowalić Savannie i pokazać ją w złym świetle (co też się stało), ale tak sobie myślę, że w sumie to nie jest jakieś dziwne, że się nie zna imion bliskich ludzi wokół nas (przynajmniej dla mnie to nie jest dziwne xD może jak Savannah jestem złym człowiekiem i mam wyjebane za bardzo na innych). Ale już pomijając poziom trudności - Savannah wiedziała na co się pisze i że socjal jest ważny, więc mogła się po prostu bardziej przyłożyć.

Sage - fajnie, że dotarłą do finału. Mimo wszystko moja ulubiona postać w tym sezonie. Pod kątem gry - miała dobre momenty i umiała wspiąć się na szczyt. Niestety źle wykorzystywała swoją władzę i robiła głupie ruchy. A potem zaczęła grać emocjonalnie i robiła jeszcze głupsze ruchy. Finalnie pod kątem gry trochę rozczarowanko, ale zapowiadała się super, więc jakby dostała drugą szansę kiedyś to nie będę narzekał.

Sophi - bardzo sympatyczna, ale zbyt bierna pod kątem gry. Socjal świetny, ale strategii zabrakło.

Savannah - jako zwycięzca ok, ale jej zwycięstwo mnie nie grzeje, trochę nijaki zwycięzca. Oprócz wygranej 4 immu za jakiś czas nie będę pamiętał nic z jej gry. Trochę mnie drażniły te jej fochy na Sophi w F4 i to wygarnięcie jej na FTC, że ona byłaby lojalna i grała dla ich trio do końca. Mam ogólnie wrażenie, że jej wygrana to nie zasługa jej świetnej gry, tylko dennej gry większości rywali.

Finalnie sezon bardzo nierówny. Zaczął się kiepsko, było nudno. Potem się to rozkręciło, mieliśmy kilka ciekawych rad. No i końcówka znowu bardzo słaba.

Awatar użytkownika
Maw
sole survivor
Posty: 1314
Rejestracja: 28 mar 2017, 23:30
Winners at War: Parvati
Survivor AU All Stars: Shonee
Kontakt:

S49E13 "A Fever Dream"

Post autor: Maw »

Spoko finał przeciętnego sezonu. Wszystko w tej nowej erze jest jak odgrzewany kotlet... Twisty nie są ciekawe (ale chociaż pozbyli się tych debilnych), podział 6x6x6 co edycję już dawno znużył, zadania się ciągle powtarzają... Tak naprawdę jedyne co pozostaje to obsada, a ta pozostawiała wiele do życzenia, ale i tak była lepsza od 48.

Savannah prowadziła zdecydowanie najlepszą grę w tym sezonie i jest jak najbardziej zasłużonym zwycięzcą. Nie oznacza to, że jest od razu jakimś top winnerem, po prostu ten cast strategicznie też był średni, a ona się wyróżniała na plus. Co prawda mogłaby trochę poprawić social, ale cieszę się, że jury nie przejęło się tym pytaniem Kristiny, które oczywistym jest, że jedynie miało na celu wkopać Sav - moim zdaniem to, że ktoś nie zna imion czyichś członków rodzin w ogóle nie świadczy o czyimś socialu. Weźmy też pod uwagę, że oni nie żyją tam w normalnych warunkach i mogła tym bardziej to zapomnieć... Sam bym raczej nie przywiązał jakiejś mega uwagi do czegoś takiego. Oceniam ją trochę jako zwycięzca w stylu Rachel - target, ogromne zagrożenie od początku merge, ale udaje jej się zajść do końca i wygrać. Tyle że uważam, że Savannah miała jednak mniej szczęścia, było tyle okazji, by jej się pozbyć, dlatego jej grę oceniam jako lepszą i bardziej imponującą.
Ogólnie uważam Savannah za jedną z bardziej interesujących postaci z nowej ery i cieszę się z jej powrotu, imo jak najbardziej zasłużony. Wszystkie najbardziej entertaining momenty sezonu zawdzięczamy tak naprawdę jej (i Sage, no i Rizo jeśli komuś coś takiego odpowiada), jak dla mnie ona zrobiła tę edycję. Co prawda sezon dopiero się skończył, ale na pewno bliżej jej do legendy niż wielu osobom w 50...

Sophi grała przez większość czasu zbyt pasywnie i zbyt w cieniu swoich sojuszników. Sage miała dużo władzy, ale często ją źle wykorzystywała. Moim zdaniem więc również tutaj jak najbardziej zasłużone rezultaty, czyli finał się należał, bo jednak doszły do niego na własnych siłach i zawdzięczają go same sobie, ale no wygrana już nie.

Rizo był trochę irytujący, ale z drugiej strony chociaż wzbudzał jakieś emocje, więc oceniam go lepiej niż większość. Kristina pod kątem gry to sobie po prostu była. Pod względem osobowości moim zdaniem dziwna. To jej oburzenie się o zapytanie jak głosuje, beczenie jaka Savannah jest mean - w ogóle tego nie odczułem, moim zdaniem ona miała do niej jakiś problem. Ale casuals też mega hejtują Sav, więc nie wiem czy oni coś widzieli czego ja nie...

Moje top3 sezonu
1. Savannah
2. Sophie - w pre-merge praktycznie nie istniała, a okazało się, że jest "graczem" i też całkiem fajną osobowością. Totalnie się nie spodziewałem, że wyrośnie na jedną z moich faworytek.
3. Sage - zawsze oceniam całość i pomimo mojego zawodu związanego z końcówką w jej wykonaniu no to nie mogę powiedzieć, żeby nie dostarczyła mi ona rozrywki. Kibicowałem jej przez większość gry. Gracz słaby, ale osobowościowo na plus.

Wyróżniłbym jeszcze Sophi, mimo wszystko Rizo i Alexa.

Awatar użytkownika
tombak90
sole survivor
Posty: 2733
Rejestracja: 12 mar 2011, 00:00
Lokalizacja: Poznań
Winners at War: Tony
Survivor AU All Stars: David
Kontakt:

S49E13 "A Fever Dream"

Post autor: tombak90 »

Niby deczko lepiej niż ostatnio, ale to tak bardziej na poziomie Ósmej Ligi Mistrzów, gdzie Coco Jambo Warszawa brawurowo ojebuje w karnych Płomień Piotrowice. Ciemne wieki głównego Surva trwają w najlepsze i ciekaw jestem, czy dożyjemy tu jeszcze jakiegoś renesansu, czy mimo wszystko wymagałoby to tak śmiałego czynu, jakim byłoby na przykład wypieprzenie Probsta za Ural. Smutni panowie z kadr przyszli po La Paglię, to może i na niego znajdzie się kiedyś mocny. Ja naprawdę cenię go za wiele rzeczy, ale już lata temu zapadł na jakieś nieuleczalne różowe kukunamuniu, więc nic już z niego nie wyciśniemy. Pożegnajmy go z honorem i może niech zostanie na starość jakimś pastorem, kołczem, czy opiekunką na szkolnych koleniach dla sierot, szerząc gdzieś na klifie, w białej todze ten swój uśmiechnięty newergiwapizm i niech da nam wszystkim święty spokój.

Sprytnie domniemuję, że „opowiedz mi swoją traumę z hajskul” było pierwszym pytaniem w formularzu zgłoszeniowym do tego sezonu, tuż nad imieniem, nazwiskiem, zdjęciem oraz listą wszystkich zmarłych osób w najbliższym otoczeniu na przestrzeni ostatnich dziesięciu lat.

Po tym sezonie pragnę też nieśmiało dodać dwa kolejne zwroty, za które trzaskałbym brudnym kapciem po mordzie jeżeli ktoś przekroczy limit trzech użyć w sezonie na osobę; „vulnerable” i „high school”. Oraz jeszcze jedno, specjalnie z limitem dla Jeffa „łot is de filing rajt nał?” i tutaj to już naprawdę karałbym elektrowstrząsem, bo czułem, że jeżeli usłyszę to jeszcze jeden raz, to chwycę w rozpaczy nóż do masła i dokonam samoobrzezania.

Lepiej było na pewno w obsadzie, ale to przede wszystkim pod tym kątem, że nie było aż takich siurów jak w S48, gdzie wszystko sprowadziło się do spuszczania nad tym, jak rozpieszczony dzieciaczek Evunia radzi sobie z autyzmem, a jej survotatuś przygląda się temu z dumą.

Lecąc po adresach, sezon zdominował duet Savannah & Rizo, których nawet polubiłem za te jej kilka ostrzejszych konf i jego kilka śmieszniejszych żarcików a krzyż, no ale oczywiście w starej erze nie zwróciłbym na nich za dużej uwagi.

Savannah skosiła sianko dość zasłużenie, zwłaszcza na tle finalistek; zaiste mocny premerge, a potem nie zrobiła nic głupiego po połączeniu i wystarczyło jej wygrywać na ickowych torach oraz korzystać z upośledzenia innych. Zabrakło mi natomiast z jej strony wcześniejszego zatroszczenia się o to, żeby uciąć łeb swojemu sweterkowemu koleżce z Tirany, który ostatecznie wyleciał nie jej decyzją, a równie dobrze mógł się z nią przecież do tego finału wślizgnąć i wcale nie wyglądało, żeby ona miała zbyt wiele przeciwko temu. A wtedy coś czuję, że byłaby wkucha, zwłaszcza biorąc pod uwagę jej łatkę rzekomej mean girl oraz to, że kilka osób mlasnęło tam, że Rizo łos de stratedżik part of de duło, a ty to w sumie pff, byłaś bardziej koniem do IC-ków.

Koledze Albańczykowi w sumie pacnę w łeb analogicznie za to samo, bo finał z Savanną również byłby ryzykiem, acz w moim przekonaniu nieco mniejszym. No i tradycyjnie; ja naprawdę nie wierzę w to, że od piętnastu lat w co drugim sezonie mamy niemal dokładnie taki sam archetyp postaci, który finalnie okazuje się jednym z groźniejszych graczy, a te wszystkie gejzery intelektu jeszcze się nie nauczyły, że takich wygadanych nerdów tnie się jak najszybciej. To nie, pewnie, lepiej spałować w śródmerdżu niechcianych przez nikogo Alexa, czy Jelołsofi :lol:

Sage i Blusofi, podobnie jak Savannah, obudziły we mnie jakieś tam nadzieje w premergu kilkoma bardziej drapieżnymi konfami (bo na czyny chyba w srjuerze nie ma co liczyć) i do pewnego etapu kibicowałem właśnie temu trio odlotowych agentek, no ale dwie pierwsze tak wpierdoliły się potem nosem w maliny, że aż miło. Może mają na chacie za bogato i postanowiły charytatywnie oddać kasę Savannie i Rizo, bo finał w tym sezonie na dobrą sprawę rozstrzygnął się między nimi w fajermejkingczelendż.

Sage w dodatku zaczęła mnie z czasem jeżyć tym swoim randomowym odpalaniem wyjca w dziwnych momentach – co ona odwaliła w ostatniej chwili na Reunion, to chyba nie zdiagnozowałaby nawet Ewa Drzyzga. Jak tak patrzę na to zachowanie w połączeniu z jej rysami twarzy, to podejrzewam, że było tutaj sporo ćpane w życiu. Nie zdziwiłbym się, gdyby ten jej filuterny tatuaż na ręku miał oszczędzić naszym oczom co nieco przykrości. Może ostatnią dawkę wzięła jeszcze na statku i potem im dłużej trwał detox, tym bardziej jej rozsadzało banię. Gdyby wzorem starożytnych ludów garowali tam 39 dni, to pewnie złapałaby kurę, wspięłaby się z nią na drzewo i spróbowałaby na niej odlecieć, krzycząc, że jest pierdolonym Gandalfem. No niestety, koło Noury czy Carolyn to to nawet w kolejce do warzywniaka nie stało, choć sam na początku pokusiłem się o taki nietrafny osąd.

Jawan strategicznie do jednego wora z Sage – zmarnowane okazje, stracone szanse i w ogóle weźwyjdź. Personalnie, to jego Ankldzeeej przez dwa odcinki uważałem za całkiem pocieszne, ale z czasem poziom cukru w cukrze wyjebał mi tutaj poza skalę, więc jednak weźwyjdź2. Natomiast bardzo współczuję mu bashu, który różnorakie człekokształtne larwy zafundowały mu w mediach społecznościowych, za to że śmiał nie być rasistą/cymbałem i nie unikał głosowania na czarnych tylko dlatego, że są czarni.

Emsi postawiła na rasistowską kartę próbując wrzucić Jelołsofi pod autobus za jej kolor skóry i to w dalszej konsekwencji sprawiło, że sama wyleciała, no piękne kino :mrgreen:

Jak mawiała poetka, jedyne co dałbym Kristinie, to garść psychotropów, żeby zostawiła już tę biedną matkę w spokoju. Wielu z nas straciło kogoś bliskiego, ale jeżeli po kilku latach ma się do tego stopnia nieprzepracowaną traumę i brak samokontroli, to szuka się pomocy u specjalisty, a nie w sekcie u Jeffa Probsta. Jeżeli moje dziecko będzie tak publicznie fiziowało kilka lat po mojej śmierci, to jak Boga kocham, objawię jej się w nocy i uszy natrę.

Fascynuje mnie kejs Jelołsofi. Co ona tam musiała nawywijać poza kamerą, że oni wszyscy tak nią gardzili i że nawet kurczaki nie chciały na tej wyspie wejść z nią w mocniejszy sojusz, tego nam już nowoerowi Kapłani Uśmiechu z edytorni zapewne nie zdradzą. Najpierw duży target w premerdżu, potem Emsi i Kristina, jej rzekome sojuszniczki, niemające żadnego problemu, żeby zasunąć jej kosę w dowolnym momencie jako target zastępczy, następnie ten ogólny smutek, gdy okazało się, że przetrwała, a na koniec jeszcze wspólna plemienna celebracja jak wrócili do obozu po jej odpaleniu. Miałem wrażenie, że za chwilę jej majty zawisną symbolicznie na drzewie, niczym majty Rogera znad Amazonki. Szkoda takiego losu, bo pańcia tak sympatyczna, jak i ładniutka. Ale to słynne zgaszenie Probstowi peta w nagrodzie z owocami wskazuje, że potrafi mówić prosto z mostu, więc przypuszczam, że musiała czymś wkurzyć te wszystkie niedoyepane płatki śniegu. Może wypsnęło jej się kiedyś przy ognisku, że followuje JK Rowling, że Netflix bywa niedokładny historycznie w doborze wyglądu swoich aktorów, albo że Partii Demokratycznej tak po głębszym zastanowieniu jednak można co nieco zarzucić? Bleee, nieee, no aż tak to chyba nieee :shock:

Edit: Z pomerdża zapomniałem jeszcze opisać Stevena i Nejta i przypomniało mi się dopiero teraz, jak po wysłaniu posta sobie jeszcze przeglądałem materiały o sezonie, więc niech to, że przez godzinę rzygania nie poświęciłem im ani jednej myśli, najlepiej świadczy o wiekopomności tych charakterów. Miłe ziomale, ale nie do telewizji, do licha ciężkiego. Aczkolwiek przyznam uczciwie, że liczba zwrotów akcji na trumiennej radzie Stevena zrobiła mi z mózgu jajecznicę, co notuję na plus.

Sprzed merga wspomnijmy jeszcze Kudłacza Matta, który pierdołowato, bo pierdołowato, ale coś tam próbował namieszać po swapie i szkoda mi było jego odpadki zamiast tej kukiełki z Wietnamu. Był taką grzeczniejszą, nowoerową wersją Dana Foley'a, a zniżam się już do stwierdzenia, że nawet jego bym tutaj chętnie zobaczył jako kontrę do tego obesranego różu. Z kolei chętnie przyklasnąłem temu, że Sekciarska Shannon poszła do diabła pokąsana przez jeszcze wtedy niezepsutą wersję Sage, zwłaszcza w połączeniu z pierwszą od dawna ciekawą akcją pożegnalną na radzie :D

Przyznam też, że od drugiego odcinka lubiłem całe niebieskie plemię i wkurw mnie brał siarczysty, że to akurat oni lądowali w każdym odcinku u Probsta na pieńkach. No ale niestety, Blusofi i Alex po głębszym przemyśleniu powinni jednak strategicznie odpaść szybciej, bo nie zepsuliby sobie wtedy u mnie renomy swoją późniejszą daremnością, psychotyczny śmieszek Dżeremaja i odklejona ciocia Annie padli męczeńsko w boju, a Dżejkowi to chyba ta jego ciężarna Penelopa specjalnie zapakowała węża do walizki, żeby dziabnął go w dupę i tym pokrętnym sposobem odesłał go z powrotem tam, gdzie być powinien – bo wiele rozumiem w temacie tych wszystkich fanowskich fantazji o występie, ale olania narodzin dziecka nie zrozumiem.

Na pewno na plus dwa przemieszania oraz brak tego tałatajstwa z earn the merge, który rajcował chyba tylko Jeffa i jego mamę.

Z kolei będąc sobą nie mogę nie wspomnieć, że przednio się uśmiałem słuchając tego całego jarania finalistek jak to super, że do finału dotarły same kobiety, podczas gdy na dziewięcioro zwycięzców nowej ery zaledwie marne sześć tytułów należy do kobiet i jeszcze dodatkowo jeden do gościa, który sam siebie lubił określać jako "girl" :mrgreen:

Na koniec statystyki:
Ulubieńcy: Savannah, Jelołsofi i niech będzie mimo wszystko Blusofi.
Znielubieńcy: Emsi za rasizm, Kristina za szlochy i niech będzie z braku laku Wietnamska Kukiełka za daremność.
W strategach ozłacam Rizo, oczerniam Sage.
Kogo chcę w olstarsach: Nikogo, ale jeśli ktoś być musi, to wybory do S50 zdają się wyczerpywać temat.
Złota Dawn Meehan dla wyjca sezonu: jednak Kristina, choć Sage dzielnie próbowała ją chwycić na finiszu. Od następnego sezonu chyba jak Boga kocham zacznę to zliczać, w tych takich fensi tabelkach jak robicie z konfami – i to będzie moja główna atrakcja przy oglądaniu nowej ery :P
"Dziś prawdziwych villainów już nie ma..."

ODPOWIEDZ

Wróć do „Survivor 49”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 2 gości