Nick Iadanza dla Survivor Polska

Australijski Survivor ma wiele wspólnego z polskim formatem – ponad dekadę temu w obydwu krajach pojawiły się rodzime edycje, jednak nie zagościły na antenie na długi czas. W zeszłym roku Australijczycy podjęli kolejną próbę i tym razem trafili w dziesiątkę. Masa fanów z całego świata zachwycała się tą adaptacją, a jedną z bardziej kolorowych postaci odpowiedzialnych za sukces programu był 28-letni nauczyciel z Adelaide Nick Iadanza, który jako nastolatek po obejrzeniu pierwszej, niezbyt udanej edycji sięgnął po amerykańską wersję i od tego czasu dumnie sam siebie nazywa „superfanem”. Widząc pewne paralele pomiędzy Australian Survivor a Wyspą Przetrwania postanowiliśmy skontaktować się z Nickiem, a on zgodził się na mały wywiad.


Źródło: Network Ten

Martyna: Przede wszystkim bardzo chciałam ci podziękować za to, że zgodziłeś się na tę rozmowę! Byłeś jednym z moich ulubieńców w Australian Survivor i niezwykle się cieszę na tę rozmowę. Minął już ponad rok odkąd znalazłeś się na samoańskiej wyspie, czy udział w tym programie zmienił jakoś Twoje życie i czym zajmujesz się odkąd ostatnio Cię widzieliśmy?

Nick: Bardzo dużo się zmieniło! Największą zmianą jest to, że w styczniu wziąłem ślub, to było niesamowite przeżycie. Z żoną w ramach miesiąca miodowego pojechaliśmy na kempingową wycieczkę po Afryce, która była bardzo w stylu Survivora. Odkąd sezon się skończył pozostałem zaangażowany w społeczność survivora, ciągle rozmawiam z fanami, którzy wysyłają do mnie wiadomości czy też słuchają moich podcastów [red. Podcasty Nicka można znaleźć na http://robhasawebsite.com/].

M: W programie dużo mówiłeś o byciu wieloletnim fanem amerykańskiej wersji, jaka była Twoja reakcja kiedy dowiedziałeś się o nowej, australijskiej edycji i czy wahałeś się przed zgłoszeniem?

N: Byłem strasznie podekscytowany, ponieważ lata temu mieliśmy już własną edycję, ale była bardzo, bardzo słaba. Zatem kiedy ogłoszono, że Survivor wraca do Australii szczęka opadła mi aż do podłogi i wiedziałem, że muszę zrobić absolutnie wszystko, żeby się dostać. Udział w tym programie był moim największym marzeniem i muszę przyznać, że już w pewnym momencie odpuściłem sobie myśl, że kiedykolwiek je spełnię. Teraz mogę odhaczyć tę pozycję z listy rzeczy, które chcę zrobić w życiu!

M: Byłeś przygotowany na to, żeby grać niezwykle strategicznie, ale jak sobie poradziłeś z pozostałymi aspektami – przetrwaniem i relacjami socjalnymi? Który z tych trzech uważasz za najtrudniejszy?

N: Najtrudniejszym aspektem na pewno była gra socjalna. Można snuć wielkie plany, mieć wszystko poukładane i zapięte na ostatni guzik w głowie, ale gdy nie masz osób, które również w ten plan uwierzą, będą chciały za nim pójść i ci ufają, to twoje plany nie mają najmniejszego znaczenia.

M: Na Wyspie Przetrwania najprawdopodobniej nie będzie żadnych twistów, jaka jest Twoja opinia o „old-schoolowych”, prostych sezonach Survivora? Jako gracz i również widz, jaki był Twój ulubiony twist, który widziałeś, a który całkowicie byś znienawidził, gdybyś musiał się z nim zmierzyć?

N: No cóż, sam bardzo dużo zyskałem dzięki twistowi, więc jestem ich zwolennikiem po własnym doświadczeniu. Nowa Zelandia niedawno emitowała lokalną wersję i nie pojawiło się tam wiele twistów, może poza wyspą odkupienia. To był przyzwoity sezon, ale jednak obecnie jesteśmy przyzwyczajeni do znacznie szybszej dynamiki gry, którą twisty katalizują.

Moimi ulubionymi twistami są te, w których występuje element wyboru np. gdy Debbie była na łodzi z Cochranem. Nie znoszę, gdy twisty są forsowane uczestnikom i na pewno nie chciałbym mieć do czynienia z Medalionem Mocy – był on bardzo tandetny i dawał za dużą przewagę.

M: Jako osoba, która pojawiła się na telewizyjnym ekranie i była oceniana przez miliony widzów, jaka byłaby Twoja porada dla obecnych i być może przyszłych uczestników, którzy z dnia na dzień staną się publicznymi postaciami?

N: MUSISZ mieć mocne zrozumienie tego kim jesteś i rozumieć to, że odbiór widzów w edytowanym programie może być inny. Ciężko jest nie czytać negatywnych komentarzy pomimo tego, że niezwykle przyjemnie czyta się te pozytywne – pojawi się cała gama opinii. Ciężko jest nauczyć się tego, żeby nie słuchać tych negatywnych, więc moja rada – nie angażuj się za bardzo również w te pozytywne.

Źródło: Network Ten

M: W Ameryce często widzimy sezony z powracającymi graczami. Czy gdyby taki odbył się w Australii, to chciałbyś wziąć w nim udział i komu ze swojego sezonu najchętniej byś dał drugą szansę?

N: Obecnie jestem bardzo zadowolony ze swojego doświadczenia i nie sądzę, że druga szansa mogłaby to przebić, ale kto wie, jak będzie za kilka lat i czy nie będę wtedy chciał wrócić. Myślę, że Pheobe, Evan i Brooke to świetni pretendenci do powrotu. Wybrałbym też Flick, bo wiem, że nie może doczekać się, żeby znowu zagrać.

M: Polską wersję poprowadzi Damian Michałowski. Wierzę, że dobrze poradzi sobie w tej roli, jednak niezaprzeczalnie ma wysoko postawioną poprzeczkę. Stąd pytanie do ciebie, gdybyś miał wybrać pomiędzy Jeffem, Jonathanem a Mattem, który z nich jest twoim ulubionym prowadzącym? [red. kolejno prowadzący wersji amerykańskiej, australijskiej i nowozelandzkiej]

N: Nikt nie może równać się z Jeffem, ale absolutnie uwielbiam Jonathana i zdecydowanie mam mały man-crush! Matt z biegiem edycji rozgryzł, o co chodzi w prowadzeniu, ale powiedział dużo bardzo dziwnych rzeczy, plusowe punkty za starania.

M: Na koniec, na podstawie zdjęcia naszych uczestników bazując na pierwszym wrażeniu, jak myślisz, kto z nich wygra Wyspę Przetrwania?

Źródło: Polsat

N: Przeczucie mówi mi, że wygra dziewczyna w słomkowym kapeluszu! Do boju słomkowe kapelusze! [red. Ewa Chojnowska]

M: Jeszcze raz serdecznie dziękuję za to, że zgodziłeś się na ten wywiad. Życzę ci wszystkiego najlepszego i nie mogę się doczekać twoich kolejnych podcastów!

N: Również dziękuję i życzę powodzenia!

4 thoughts on “Nick Iadanza dla Survivor Polska”

Dodaj komentarz